czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 8

Klaus:
Jechałem autostradą do Los Angeles. Przebyłem już połowę drogi. Była 3 nad ranem a ja poczułem silny głód w moim czarnym Ferrari. Zaraz po tym jak opowiedziałem Caroline o tym tajemnym sposobie, zaprowadziłem ją do domu i wyjechałem z Mystic Falls. Jechałem już 6 godzin. Byłem głodny jak nigdy.
Zatrzymałem się na jakiejś stacji benzynowej. Wyszedłem z samochodu i po chwili podszedł do mnie jakiś gościu i powiedział:
-Ładne auto, proszę pana.
Nic nie odpowiedziałem. Podszedłem do niego i obnażyłem kły. Ugryzłem go. Gdy się już nasyciłem facet nie żył. Wziąłem go na ręce i z wampirzą szybkością znalazłem się w jakimś starym lesie. Rzuciłem go na podłożę i wróciłem szybko do auta. Zatankowałem to pełna i usiadłem za kierownicą. Oczywiście nie płacąc. Zahipnotyzowałem kasjerkę, żebym nie musiał za nic płacić, a kupiłem jeszcze jakaś głupią gazetę dla zabicia czasu. Siedziałem w aucie i myślałem o Caroline i jej planach na przyszłość. Wziąłem do ręki butelkę whisky, którą zabrałem ze sobą. Nie przejmowałem się niczym. Przyłożyłem ją do ust i zacząłem łapczywie pić. Trunek był wyśmienity. Gdy przestałem pić postanowiłem szybko odjechać. Ruszyłem z piskiem opon. Czas w samochodzie dłużył się niemiłosiernie, lecz w końcu po jakiś 6 godzinach męki za kierownicą ujrzałem znak "Los Angeles - 2 kilometry". Roxy- bo tak miała na imię moja prywatna czarownica- mieszkała w samym centrum, zaraz nad pewną knajpą w której jeszcze nie tak dawno, byłem stałym gościem. Wjechałem do centrum miasta i od razu znalazłem jej kanjpę.
Zaparkowałem samochód i wszedłem do baru. Było w nim dużo ludzi... upitych, że tak powiem w cztery dupy. Podszedłem do lady. Roxy poznała mnie momentalnie i odparła:
-Niklaus... Czego chcesz? Złamać klątwę? Przecież powiedziałam ci, że ci nie pomogę.
-Nie... Ja ją już złamałem... dawno. Przyjechałem by się dowiedzieć o pewnym sposobie, o którym mówiłaś mi przed naszą półroczną rozłąką.- powiedziałem i się cwaniacko uśmiechnąłem.
-Chyba nie chodzi ci o rozmnażanie się wampirów?- zapytała.
Mój uśmiech mówił sam za siebie. Po chwili Roxy odparła:
-Nie, nie powiem ci Klaus... Nie mogę. Wampiry po prostu nie mogą mieć potomstwa. Gdybym zdradziła ci sekret złamałabym prawa natury.
-Jeżeli mi nie powiesz, zabiję cię. Zabiję całą twoją rodzinę. Wszystkich w tym barze. Więc radzę ci... posłuchaj mnie i zdradź mi tą tajemnicę.- Powiedziałem wściekły. Na prawde miałem ochotę ich wszystkich zabić. Co do jednego.
-Dobrze chodź na zaplecze.- powiedziała i zaprowadziła mnie na tył knajpy. Gdy byliśmy już w tym małym i ciasnym pomieszczeniu wyjęła jakaś zakurzoną, starą księgę i otworzyła na stronie "Wampiry i Hybrydy". Po chwili przeczytała na głos:
-"Wampir może mieć dziecko z innym wampirem, hybrydą lub człowiekiem jeśli podzieli się krwią z tą drugą osobą" A po co chcesz to wiedzieć Klaus?
Nie odpowiedziałem ale po chwili odparłem:
-Ale jak to? Mam się podzielić krwią z Caroline?
Nie wiedziałem, że to powiedziałem. Roxy zrobiła zdziwioną minę.
-Ty? Wielka pierwotna hybryda zakochałeś się w jakiejś dziewczynie? Chyba zwariowałeś. Zniszczyłbyś jej tym życie. Z resztą jeśli chcesz mieć z nią dziecko to musisz się zmienić. Bo chyba nie będziesz dawał potomstwu rad w jaki sposób zabić "marnego" człowieka. A i jeszcze coś " Jeśli wampir lub hybryda wyda na świat dziecko, będzie ono wampirem, tak jak jego rodzice. W przypadku hybrydy dziecko będzie hybrydą, która nie musi nikogo zabić by wyzwolić gen wilkołactwa." -powiedziała po chwili.
Nie mogłem uwierzyć. W końcu zapytałem:
-Roxy, mam pytanie. Czy to dziecko będzie, zawsze wyglądało jak niemowlę czy dorośnie? 
-Tak do 16 roku życia będzie rosło jak zwyczajne dziecko. Będzie potrzebowało zwykłego pokarmu, ale gdy skończy 16 lat będzie musiało się żywić krwią ludzką lub zwierzęcą.
Wiedz tylko jedno Klaus-jeśli na prawdę chcesz mieć dziecko z tą... dziewczyną to musisz się zmienić. Chyba, że chcesz by ona zmieniła się w takiego kogoś jak ty. Nieprzewidywalnego i groźnego wampira.
Cieszyłem się. Ale ta Roxy doprowadzała mnie do szaleństwa i znów pragnąłem ją zabić. Wybiegłem z knajpy wprost do samochodu. Usiadłem za kierownicą i popatrzyłem na telefon- miałem 50 nieodebranych połączeń i to wszystkie od Caroline. Postanowiłem jak najszybciej znaleźć się w domu i powiedzieć jej wesołą nowinę. Skierowałem się w drogę powrotną do Mystic Falls. Powinienem być tak jakoś o północy.

Caroline:
 Powoli traciłam cierpliwość. była już 23:00 a Klaus jeszcze w ogóle nie zadzwonił. Od wczoraj...
Bałam się, że coś mu się stało czy coś w tym stylu.
Siedziałam z moją mamą w salonie i gadałyśmy. Rzadko można było zobaczyć taki widok: mnie rozmawiającą z moją mamą. Zapytała mnie o Tylera. Wytłumaczyłam jej, że mnie zdradził. A potem zapytała o coś jeszcze:
-Caroline, a dlaczego... Klaus leżał w twoim łóżku?
-Mamo, on wcale nie jest tak zły jak wszyscy uważają. On jest czuły, miły i romantyczny. Tak jest też bezlitosny ale mamo, ja go zmieniam choć on tego nawet nie dostrzega. Przy mnie Klaus staje się lepszym człowiekiem... albo lepszym wampirem.- wytłumaczyłam.
-A ty... Czujesz coś do niego? - zapytała jeszcze raz.
Przytaknęłam. Moja mama mnie przytuliła i włączyła jakąś komedię. Jakoś piętnaście minut przed północą zasnęła. Przykryłam ją kocem i poszłam do swojego pokoju. Zauważyłam otwarte okno. Pomyślałam, że może moja mama je otworzyła. Podeszłam do okna i je zamknęłam. Ktoś delikatnie złapał za talię. Momentalnie się odwróciłam i stanęłam oko w oko z obejmującym mnie Klausem. Od razu objęłam jego szyję. Nie musiał nic mówić... wiedziałam, że przynosi wspaniałe wieści. Pocałowałam go. Odwzajemnił mój pocałunek i chciał dojść ze mną do drzwi ale przez przypadek wpadliśmy obydwoje na łóżko. Klaus uderzył się o nogę łóżka.
-Ała! - krzyknął.
-Csii, Klaus co się stało? Byłeś w LA i co? Mów. Bo się obrażę! - powiedziałam jak jakaś pięciolatka która udaje, że się obraża.
- Dobra. Możemy mieć dziecko o ile podzielimy się krwią, no i wiesz... - nie pozwoliłam mu dokończyć.
Przytknęłam mu swój palec wskazujący do ust i wyszeptałam:
-Nic nie mów. Chodźmy na spacer.
Wstałam z łóżka. Byłam całkowicie ubrana bo nawet nie przebierałam się jeszcze w piżamę.
Wampirzym tempem wybiegliśmy z domu. Byliśmy w parku. Spacerowaliśmy trzymając się za ręce. Klaus mi wszystko wytłumaczył. Ale nie byłam jeszcze gotowa. Byłam za młoda. Przecież miałam 18 lat.
Była pełnia, lecz Klaus nie okazywał żadnych cech wilkołaka. Przecież był hybrydą więc nad tym panował.
Uśmiechał się i mocno trzymał mnie za rękę. Po chwili nałożył mi swoją skórzaną kurtkę na ramiona.
-Klaus, przecież jestem wampirem. Nie odczuwam ciepła, czy zimna. Jesteś kochany. - powiedziałam
Wampir się uroczo uśmiechnął i mnie pocałował. Czułam na swoich ustach ciepło jego ust i smak whisky. Nie mogłam się mu oprzeć. Momentalnie znaleźliśmy się w jego sypialni. Miłość poniosła nas w stan błogiej namiętności.
___________________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że nowy rozdział spodoba się wam. Komentujcie gdybyście zauważyli jakieś błędy lub gdybyście chcieli wyrazić swoje...hmm... odczucia co do tego rozdziału. ;) Jutro powinien pojawić się nowy ;D

4 komentarze:

  1. Wspaniały blog, czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to czytam po raz 2 to się zastanawiam jak on pił i jechał ;D nie no ale super ♥

    OdpowiedzUsuń