Caroline:
Obudziłam się przytulona do Klausa. Byłam w samej bieliźnie, a wczorajszą noc pamiętałam jak przez mgłę. Wiedziałam, że było cudownie. Wstałam z łóżka, ubrałam się u usiadłam przy ukochanym. pochyliłam się nad Klausem. Nagle jego twarz zmieniła swój wyraz. Wyglądała tak jakby wampir odczuwał ból i cierpienie. Momentalnie odsunęłam się od niego. Nie wiedziałam co się z nim dzieje. Nagle obudził się i powiedział chrapliwym głosem:
-Caroline, uciekaj. Nie panuję nad swoim wilkołactwem.
Nagle jego kły się wydłużyły, a oczy zmieniły odcień z błękitu na żółć. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
Wiedziałam, że za chwili Klaus zmieni się w wilka. Chciałam uciec, lecz moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa.
-Caroline, proszę uciekaj, nie chcę ci zrobić krzywdy. Nie wiem co się dzieje. Nie chcę się zmieniać w wilka. Nie panuję nad tym. Proszę, uciekaj!-Powiedział Klaus całkowicie zmienionym głosem.
Posłuchałam go. Wybiegłam z domu jak najszybciej. Bałam się co z nim jest.
Pobiegłam szybko do domu i wpadłam do niego jak jakaś rakieta. Od razu włączyłam TV na kanale muzycznym. Leciała moja ulubiona piosenka. Weszłam do kuchni i znalazłam kakao. Zagotowałam mleko i wlałam do kubka. Zostawiłam kakao na stole w kuchni i weszłam do salonu. położyłam się na kanapie i nie wiem czemu zaczęłam płakać. Nagle zachciało mi się spać. Poczułam mocny zapach werbeny i zasnęłam.
Klaus:
Ocknąłem się po jakiś 3 godzinach. Leżałem przy biurku. Mój pokój był zdemolowany. Nic nie pamiętałem, a to było dziwne bo po pierwszej przemianie w wilka pamiętałem wszystko. Czułem, że to musiałby być jakieś potężne czary by zbudzić we mnie wilczą naturę. Ale wiem jedno. W nocy śniła mi się moja była Janette wbijająca kołek w serce Caroline. Rozglądałem się po pokoju zmieszany - nie wiedziałem gdzie jest Caroline. A jeśli Janette coś jej zrobiła? Nagle usłyszałem za sobą głos Kola:
-Zaszalałeś bracie. Czemu przemieniłeś się w wilka? Czemu w domu?
Rzucił mi ubranie. Szybko się ubrałem i zapytałem:
-Kol, gdzie jest Caroline?
-Wybiegła z domu zaraz po tym jak twoje kości zaczęły się łamać- no wiesz jak zaczynałeś się przemieniać.
-Co ja zrobiłem!?- Powiedziałem i wybiegłem z domu.
*
*
*
*
Gdy byłem już pod drzwiami domu Caroline usłyszałem Elenę, Damona i Jeremy'ego.
Nie usłyszałem Caroline. Elena szlochała. Bałem się najgorszego.
Postanowiłem nie czekać.
Wpadłem do domu z hukiem i trzasnąłem drzwiami. Zobaczyłem Caroline leżącą na sofie i Elenę płacząca nad nią. Odetchnąłem z ulgą bo nie widziałem kołka wbitego w jej serce. Od razu do niej podbiegłem i złapałem ją za rękę na której był założony mały pierścionek z lapis-lazuri.
Elena przestała szlochać i zapytała:
-Klaus czy wy... Czy wy jesteście razem?
Popatrzyłem na nią gniewnym wzrokiem i nie miałem zamiaru odpowiadać. Po chwili zapytałem:
-Co tu się stało? Czy wy jej to zrobiliście?
-Nie... myśleliśmy, że to ty.- odpowiedział Jeremy.
-Serio? Ja? Przecież ją kocham! Idioci... A właśnie czy młody Gilbert przypadkiem nie powinien zabijać wampirów by ukończyć mapę?- odpowiedziałem.
Jeremy zrobił skrzywioną minę. Po chwili znowu zapytałem:
-Co... tu się stało?
-Jak tu weszliśmy to pachniało tu werbeną. Ktoś ją musiał uśpić.- powiedział Damon.
-Klaus... Czemu ty się tak o nią troszczysz?-zapytała Elena.
Znowu nie odpowiedziałem. Po chwili jednak wydusiłem z siebie wyjaśnienie.
-Kocham ją. A teraz zostawilibyście nas samych?
Elena pokiwała głową i wyszła z bratem i ukochanym. Zostałem sam z Caroline.
Usiadłem przy niej i położyłem jej głowę na kolanach. głaskałem ją po blond lokach. Nagle zauważyłem, że się przebudza. Ucieszyłem się, że to co się stało to nic poważnego.
Caroline:
Gdy się obudziłam, nie czułam już tego usypiającego zapachu. Bolała mnie głowa. Poczułam jak ktoś głaszcze mnie delikatnie po włosach. Wiedziałam, że to Klaus. Domyśliłam się. Z trudem ruszyłam głową i popatrzyłam głęboko w oczy Klausa. Zauważyłam w nich strach i niesamowity głód..
-Caroline, tak się bałem. Bałam się, że coś ci się stało.- powiedział spokojnie.
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Bałam się go bo w każdej chwili mógł stracić panowanie i się przemienić w wilkołaka. Po chwili zastanowienia odpowiedziałam:
-Jest dobrze, Klaus. Muszę iść do toalety.
Wstałam i poszłam w stronę łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i stanęłam przy lustrze. Pierwsze co w nim zobaczyłam to jakaś obcą dziewczynę. Gdy się odwróciłam nikogo nie było. Lecz czułam czyjąś obecność.
Nagle poczułam ukłucie strzykawki. Odpływałam. Werbena niszczyła mnie od środka. Zemdlałam.
_________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie było żadnego rozdziału ale nie miałam czasu. Teraz będę dodawać co tydzień lub co dwa tygodnie :-/ Mam bardzo dużo nauki i nic na to nie poradzę. A muszę się uczyć bo bardzo mi zależy, żeby się poprawić z niektórych przedmiotów. Więc proszę o dużo komentarzy, o wyrozumiałość i o cierpliwość ;D postaram się dodać jeszcze jeden rozdział w tym tygodniu ale nie obiecuję bo w piątek mam basen do 14:00 a później jadę na zakupy :-/ Pa i przepraszam, że tak długo czekaliście :-)
wtorek, 29 stycznia 2013
czwartek, 24 stycznia 2013
Rozdział 8
Klaus:
Jechałem autostradą do Los Angeles. Przebyłem już połowę drogi. Była 3 nad ranem a ja poczułem silny głód w moim czarnym Ferrari. Zaraz po tym jak opowiedziałem Caroline o tym tajemnym sposobie, zaprowadziłem ją do domu i wyjechałem z Mystic Falls. Jechałem już 6 godzin. Byłem głodny jak nigdy.
Zatrzymałem się na jakiejś stacji benzynowej. Wyszedłem z samochodu i po chwili podszedł do mnie jakiś gościu i powiedział:
-Ładne auto, proszę pana.
Nic nie odpowiedziałem. Podszedłem do niego i obnażyłem kły. Ugryzłem go. Gdy się już nasyciłem facet nie żył. Wziąłem go na ręce i z wampirzą szybkością znalazłem się w jakimś starym lesie. Rzuciłem go na podłożę i wróciłem szybko do auta. Zatankowałem to pełna i usiadłem za kierownicą. Oczywiście nie płacąc. Zahipnotyzowałem kasjerkę, żebym nie musiał za nic płacić, a kupiłem jeszcze jakaś głupią gazetę dla zabicia czasu. Siedziałem w aucie i myślałem o Caroline i jej planach na przyszłość. Wziąłem do ręki butelkę whisky, którą zabrałem ze sobą. Nie przejmowałem się niczym. Przyłożyłem ją do ust i zacząłem łapczywie pić. Trunek był wyśmienity. Gdy przestałem pić postanowiłem szybko odjechać. Ruszyłem z piskiem opon. Czas w samochodzie dłużył się niemiłosiernie, lecz w końcu po jakiś 6 godzinach męki za kierownicą ujrzałem znak "Los Angeles - 2 kilometry". Roxy- bo tak miała na imię moja prywatna czarownica- mieszkała w samym centrum, zaraz nad pewną knajpą w której jeszcze nie tak dawno, byłem stałym gościem. Wjechałem do centrum miasta i od razu znalazłem jej kanjpę.
Zaparkowałem samochód i wszedłem do baru. Było w nim dużo ludzi... upitych, że tak powiem w cztery dupy. Podszedłem do lady. Roxy poznała mnie momentalnie i odparła:
-Niklaus... Czego chcesz? Złamać klątwę? Przecież powiedziałam ci, że ci nie pomogę.
-Nie... Ja ją już złamałem... dawno. Przyjechałem by się dowiedzieć o pewnym sposobie, o którym mówiłaś mi przed naszą półroczną rozłąką.- powiedziałem i się cwaniacko uśmiechnąłem.
-Chyba nie chodzi ci o rozmnażanie się wampirów?- zapytała.
Mój uśmiech mówił sam za siebie. Po chwili Roxy odparła:
-Nie, nie powiem ci Klaus... Nie mogę. Wampiry po prostu nie mogą mieć potomstwa. Gdybym zdradziła ci sekret złamałabym prawa natury.
-Jeżeli mi nie powiesz, zabiję cię. Zabiję całą twoją rodzinę. Wszystkich w tym barze. Więc radzę ci... posłuchaj mnie i zdradź mi tą tajemnicę.- Powiedziałem wściekły. Na prawde miałem ochotę ich wszystkich zabić. Co do jednego.
-Dobrze chodź na zaplecze.- powiedziała i zaprowadziła mnie na tył knajpy. Gdy byliśmy już w tym małym i ciasnym pomieszczeniu wyjęła jakaś zakurzoną, starą księgę i otworzyła na stronie "Wampiry i Hybrydy". Po chwili przeczytała na głos:
-"Wampir może mieć dziecko z innym wampirem, hybrydą lub człowiekiem jeśli podzieli się krwią z tą drugą osobą" A po co chcesz to wiedzieć Klaus?
Nie odpowiedziałem ale po chwili odparłem:
-Ale jak to? Mam się podzielić krwią z Caroline?
Nie wiedziałem, że to powiedziałem. Roxy zrobiła zdziwioną minę.
-Ty? Wielka pierwotna hybryda zakochałeś się w jakiejś dziewczynie? Chyba zwariowałeś. Zniszczyłbyś jej tym życie. Z resztą jeśli chcesz mieć z nią dziecko to musisz się zmienić. Bo chyba nie będziesz dawał potomstwu rad w jaki sposób zabić "marnego" człowieka. A i jeszcze coś " Jeśli wampir lub hybryda wyda na świat dziecko, będzie ono wampirem, tak jak jego rodzice. W przypadku hybrydy dziecko będzie hybrydą, która nie musi nikogo zabić by wyzwolić gen wilkołactwa." -powiedziała po chwili.
Nie mogłem uwierzyć. W końcu zapytałem:
-Roxy, mam pytanie. Czy to dziecko będzie, zawsze wyglądało jak niemowlę czy dorośnie?
-Tak do 16 roku życia będzie rosło jak zwyczajne dziecko. Będzie potrzebowało zwykłego pokarmu, ale gdy skończy 16 lat będzie musiało się żywić krwią ludzką lub zwierzęcą.
Wiedz tylko jedno Klaus-jeśli na prawdę chcesz mieć dziecko z tą... dziewczyną to musisz się zmienić. Chyba, że chcesz by ona zmieniła się w takiego kogoś jak ty. Nieprzewidywalnego i groźnego wampira.
Cieszyłem się. Ale ta Roxy doprowadzała mnie do szaleństwa i znów pragnąłem ją zabić. Wybiegłem z knajpy wprost do samochodu. Usiadłem za kierownicą i popatrzyłem na telefon- miałem 50 nieodebranych połączeń i to wszystkie od Caroline. Postanowiłem jak najszybciej znaleźć się w domu i powiedzieć jej wesołą nowinę. Skierowałem się w drogę powrotną do Mystic Falls. Powinienem być tak jakoś o północy.
Caroline:
Powoli traciłam cierpliwość. była już 23:00 a Klaus jeszcze w ogóle nie zadzwonił. Od wczoraj...
Bałam się, że coś mu się stało czy coś w tym stylu.
Siedziałam z moją mamą w salonie i gadałyśmy. Rzadko można było zobaczyć taki widok: mnie rozmawiającą z moją mamą. Zapytała mnie o Tylera. Wytłumaczyłam jej, że mnie zdradził. A potem zapytała o coś jeszcze:
-Caroline, a dlaczego... Klaus leżał w twoim łóżku?
-Mamo, on wcale nie jest tak zły jak wszyscy uważają. On jest czuły, miły i romantyczny. Tak jest też bezlitosny ale mamo, ja go zmieniam choć on tego nawet nie dostrzega. Przy mnie Klaus staje się lepszym człowiekiem... albo lepszym wampirem.- wytłumaczyłam.
-A ty... Czujesz coś do niego? - zapytała jeszcze raz.
Przytaknęłam. Moja mama mnie przytuliła i włączyła jakąś komedię. Jakoś piętnaście minut przed północą zasnęła. Przykryłam ją kocem i poszłam do swojego pokoju. Zauważyłam otwarte okno. Pomyślałam, że może moja mama je otworzyła. Podeszłam do okna i je zamknęłam. Ktoś delikatnie złapał za talię. Momentalnie się odwróciłam i stanęłam oko w oko z obejmującym mnie Klausem. Od razu objęłam jego szyję. Nie musiał nic mówić... wiedziałam, że przynosi wspaniałe wieści. Pocałowałam go. Odwzajemnił mój pocałunek i chciał dojść ze mną do drzwi ale przez przypadek wpadliśmy obydwoje na łóżko. Klaus uderzył się o nogę łóżka.
-Ała! - krzyknął.
-Csii, Klaus co się stało? Byłeś w LA i co? Mów. Bo się obrażę! - powiedziałam jak jakaś pięciolatka która udaje, że się obraża.
- Dobra. Możemy mieć dziecko o ile podzielimy się krwią, no i wiesz... - nie pozwoliłam mu dokończyć.
Przytknęłam mu swój palec wskazujący do ust i wyszeptałam:
-Nic nie mów. Chodźmy na spacer.
Wstałam z łóżka. Byłam całkowicie ubrana bo nawet nie przebierałam się jeszcze w piżamę.
Wampirzym tempem wybiegliśmy z domu. Byliśmy w parku. Spacerowaliśmy trzymając się za ręce. Klaus mi wszystko wytłumaczył. Ale nie byłam jeszcze gotowa. Byłam za młoda. Przecież miałam 18 lat.
Była pełnia, lecz Klaus nie okazywał żadnych cech wilkołaka. Przecież był hybrydą więc nad tym panował.
Uśmiechał się i mocno trzymał mnie za rękę. Po chwili nałożył mi swoją skórzaną kurtkę na ramiona.
-Klaus, przecież jestem wampirem. Nie odczuwam ciepła, czy zimna. Jesteś kochany. - powiedziałam
Wampir się uroczo uśmiechnął i mnie pocałował. Czułam na swoich ustach ciepło jego ust i smak whisky. Nie mogłam się mu oprzeć. Momentalnie znaleźliśmy się w jego sypialni. Miłość poniosła nas w stan błogiej namiętności.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że nowy rozdział spodoba się wam. Komentujcie gdybyście zauważyli jakieś błędy lub gdybyście chcieli wyrazić swoje...hmm... odczucia co do tego rozdziału. ;) Jutro powinien pojawić się nowy ;D
Jechałem autostradą do Los Angeles. Przebyłem już połowę drogi. Była 3 nad ranem a ja poczułem silny głód w moim czarnym Ferrari. Zaraz po tym jak opowiedziałem Caroline o tym tajemnym sposobie, zaprowadziłem ją do domu i wyjechałem z Mystic Falls. Jechałem już 6 godzin. Byłem głodny jak nigdy.
Zatrzymałem się na jakiejś stacji benzynowej. Wyszedłem z samochodu i po chwili podszedł do mnie jakiś gościu i powiedział:
-Ładne auto, proszę pana.
Nic nie odpowiedziałem. Podszedłem do niego i obnażyłem kły. Ugryzłem go. Gdy się już nasyciłem facet nie żył. Wziąłem go na ręce i z wampirzą szybkością znalazłem się w jakimś starym lesie. Rzuciłem go na podłożę i wróciłem szybko do auta. Zatankowałem to pełna i usiadłem za kierownicą. Oczywiście nie płacąc. Zahipnotyzowałem kasjerkę, żebym nie musiał za nic płacić, a kupiłem jeszcze jakaś głupią gazetę dla zabicia czasu. Siedziałem w aucie i myślałem o Caroline i jej planach na przyszłość. Wziąłem do ręki butelkę whisky, którą zabrałem ze sobą. Nie przejmowałem się niczym. Przyłożyłem ją do ust i zacząłem łapczywie pić. Trunek był wyśmienity. Gdy przestałem pić postanowiłem szybko odjechać. Ruszyłem z piskiem opon. Czas w samochodzie dłużył się niemiłosiernie, lecz w końcu po jakiś 6 godzinach męki za kierownicą ujrzałem znak "Los Angeles - 2 kilometry". Roxy- bo tak miała na imię moja prywatna czarownica- mieszkała w samym centrum, zaraz nad pewną knajpą w której jeszcze nie tak dawno, byłem stałym gościem. Wjechałem do centrum miasta i od razu znalazłem jej kanjpę.
Zaparkowałem samochód i wszedłem do baru. Było w nim dużo ludzi... upitych, że tak powiem w cztery dupy. Podszedłem do lady. Roxy poznała mnie momentalnie i odparła:
-Niklaus... Czego chcesz? Złamać klątwę? Przecież powiedziałam ci, że ci nie pomogę.
-Nie... Ja ją już złamałem... dawno. Przyjechałem by się dowiedzieć o pewnym sposobie, o którym mówiłaś mi przed naszą półroczną rozłąką.- powiedziałem i się cwaniacko uśmiechnąłem.
-Chyba nie chodzi ci o rozmnażanie się wampirów?- zapytała.
Mój uśmiech mówił sam za siebie. Po chwili Roxy odparła:
-Nie, nie powiem ci Klaus... Nie mogę. Wampiry po prostu nie mogą mieć potomstwa. Gdybym zdradziła ci sekret złamałabym prawa natury.
-Jeżeli mi nie powiesz, zabiję cię. Zabiję całą twoją rodzinę. Wszystkich w tym barze. Więc radzę ci... posłuchaj mnie i zdradź mi tą tajemnicę.- Powiedziałem wściekły. Na prawde miałem ochotę ich wszystkich zabić. Co do jednego.
-Dobrze chodź na zaplecze.- powiedziała i zaprowadziła mnie na tył knajpy. Gdy byliśmy już w tym małym i ciasnym pomieszczeniu wyjęła jakaś zakurzoną, starą księgę i otworzyła na stronie "Wampiry i Hybrydy". Po chwili przeczytała na głos:
-"Wampir może mieć dziecko z innym wampirem, hybrydą lub człowiekiem jeśli podzieli się krwią z tą drugą osobą" A po co chcesz to wiedzieć Klaus?
Nie odpowiedziałem ale po chwili odparłem:
-Ale jak to? Mam się podzielić krwią z Caroline?
Nie wiedziałem, że to powiedziałem. Roxy zrobiła zdziwioną minę.
-Ty? Wielka pierwotna hybryda zakochałeś się w jakiejś dziewczynie? Chyba zwariowałeś. Zniszczyłbyś jej tym życie. Z resztą jeśli chcesz mieć z nią dziecko to musisz się zmienić. Bo chyba nie będziesz dawał potomstwu rad w jaki sposób zabić "marnego" człowieka. A i jeszcze coś " Jeśli wampir lub hybryda wyda na świat dziecko, będzie ono wampirem, tak jak jego rodzice. W przypadku hybrydy dziecko będzie hybrydą, która nie musi nikogo zabić by wyzwolić gen wilkołactwa." -powiedziała po chwili.
Nie mogłem uwierzyć. W końcu zapytałem:
-Roxy, mam pytanie. Czy to dziecko będzie, zawsze wyglądało jak niemowlę czy dorośnie?
-Tak do 16 roku życia będzie rosło jak zwyczajne dziecko. Będzie potrzebowało zwykłego pokarmu, ale gdy skończy 16 lat będzie musiało się żywić krwią ludzką lub zwierzęcą.
Wiedz tylko jedno Klaus-jeśli na prawdę chcesz mieć dziecko z tą... dziewczyną to musisz się zmienić. Chyba, że chcesz by ona zmieniła się w takiego kogoś jak ty. Nieprzewidywalnego i groźnego wampira.
Cieszyłem się. Ale ta Roxy doprowadzała mnie do szaleństwa i znów pragnąłem ją zabić. Wybiegłem z knajpy wprost do samochodu. Usiadłem za kierownicą i popatrzyłem na telefon- miałem 50 nieodebranych połączeń i to wszystkie od Caroline. Postanowiłem jak najszybciej znaleźć się w domu i powiedzieć jej wesołą nowinę. Skierowałem się w drogę powrotną do Mystic Falls. Powinienem być tak jakoś o północy.
Caroline:
Powoli traciłam cierpliwość. była już 23:00 a Klaus jeszcze w ogóle nie zadzwonił. Od wczoraj...
Bałam się, że coś mu się stało czy coś w tym stylu.
Siedziałam z moją mamą w salonie i gadałyśmy. Rzadko można było zobaczyć taki widok: mnie rozmawiającą z moją mamą. Zapytała mnie o Tylera. Wytłumaczyłam jej, że mnie zdradził. A potem zapytała o coś jeszcze:
-Caroline, a dlaczego... Klaus leżał w twoim łóżku?
-Mamo, on wcale nie jest tak zły jak wszyscy uważają. On jest czuły, miły i romantyczny. Tak jest też bezlitosny ale mamo, ja go zmieniam choć on tego nawet nie dostrzega. Przy mnie Klaus staje się lepszym człowiekiem... albo lepszym wampirem.- wytłumaczyłam.
-A ty... Czujesz coś do niego? - zapytała jeszcze raz.
Przytaknęłam. Moja mama mnie przytuliła i włączyła jakąś komedię. Jakoś piętnaście minut przed północą zasnęła. Przykryłam ją kocem i poszłam do swojego pokoju. Zauważyłam otwarte okno. Pomyślałam, że może moja mama je otworzyła. Podeszłam do okna i je zamknęłam. Ktoś delikatnie złapał za talię. Momentalnie się odwróciłam i stanęłam oko w oko z obejmującym mnie Klausem. Od razu objęłam jego szyję. Nie musiał nic mówić... wiedziałam, że przynosi wspaniałe wieści. Pocałowałam go. Odwzajemnił mój pocałunek i chciał dojść ze mną do drzwi ale przez przypadek wpadliśmy obydwoje na łóżko. Klaus uderzył się o nogę łóżka.
-Ała! - krzyknął.
-Csii, Klaus co się stało? Byłeś w LA i co? Mów. Bo się obrażę! - powiedziałam jak jakaś pięciolatka która udaje, że się obraża.
- Dobra. Możemy mieć dziecko o ile podzielimy się krwią, no i wiesz... - nie pozwoliłam mu dokończyć.
Przytknęłam mu swój palec wskazujący do ust i wyszeptałam:
-Nic nie mów. Chodźmy na spacer.
Wstałam z łóżka. Byłam całkowicie ubrana bo nawet nie przebierałam się jeszcze w piżamę.
Wampirzym tempem wybiegliśmy z domu. Byliśmy w parku. Spacerowaliśmy trzymając się za ręce. Klaus mi wszystko wytłumaczył. Ale nie byłam jeszcze gotowa. Byłam za młoda. Przecież miałam 18 lat.
Była pełnia, lecz Klaus nie okazywał żadnych cech wilkołaka. Przecież był hybrydą więc nad tym panował.
Uśmiechał się i mocno trzymał mnie za rękę. Po chwili nałożył mi swoją skórzaną kurtkę na ramiona.
-Klaus, przecież jestem wampirem. Nie odczuwam ciepła, czy zimna. Jesteś kochany. - powiedziałam
Wampir się uroczo uśmiechnął i mnie pocałował. Czułam na swoich ustach ciepło jego ust i smak whisky. Nie mogłam się mu oprzeć. Momentalnie znaleźliśmy się w jego sypialni. Miłość poniosła nas w stan błogiej namiętności.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że nowy rozdział spodoba się wam. Komentujcie gdybyście zauważyli jakieś błędy lub gdybyście chcieli wyrazić swoje...hmm... odczucia co do tego rozdziału. ;) Jutro powinien pojawić się nowy ;D
środa, 23 stycznia 2013
Rozdział 7
Caroline:
Obudziłam się zadowolona. Popatrzyłam na poduszkę obok, była pusta. Zaczęłam rozglądać się po pokoju za Klausem. Siedział przy biurku. Miał na sobie nową koszulkę. Wstałam po cichu z łóżka, włożyłam sukienkę i podeszłam na palcach do ukochanego. Zasłoniłam mu oczy rękami i zapytałam:
- Kochanie, czemu mnie opuściłeś?
Popatrzył na mnie zaskoczony i powiedział:
-Caroline, myślałem, że już nie wstaniesz. Musimy się zbierać jest już 19:00.
-Ja jestem gotowa. I mam wspaniały nastrój. Nic ani nikt mi go nie zepsuje.-Powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Klaus popatrzył na mnie i też się uśmiechnął. Wstał i mnie do siebie przytulił. Czułam, że nic i nikt nie oderwie nas z tego uścisku, lekkiego ale bezpiecznego. Czułam, że to przy nim spędzę całe swoje życie.
Pomyślałam o założeniu z nim rodziny, ślubie i dzieciach. Ale po chwili przestałam sobie o tym myśleć, ponieważ wiedziałam, że wampiry dzieci mieć nie mogą a wątpię by Klaus chciał się ze mną związać na całe życie. Taki ktoś jak on na pewno nie. Pomyślałam i samotna łza popłynęła mi z oka.
Klaus nie wiedział czemu płaczę. otarł kciukiem moją łzę i zapytał:
-Kochana? Co się stało Caroline?
Po jego głosie słychać było, że się martwił. Po raz pierwszy poczułam, że tak się mną przejmuje.
-Nic. Po prostu myślałam o nas w przyszłości. Myślałam o tym, że...- nie dokończyłam
-Nie będziemy mieli dzieci prawda? - zapytał
- po prostu myślałam o tym, że nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Mam dosyć tego żywienia się krwią i wszystkiego co związane z byciem wampirem. Chciałabym być zwykłym człowiekiem, który nie został wmieszany w ten cały wampiryzm. - powiedziałam i rozpłakałam się na dobre.
-Caroline, nie płacz. Nie ma o co. Jeśli chcesz mogę znaleźć to lekarstwo dla ciebie, nie dla Eleny. Ale wtedy nie będziesz mogła być ze mną. Na prawdę tego chcesz? Na prawdę chcesz mnie opuścić? -Zapytał przytulając mnie do siebie jeszcze mocniej, tak jakbym miała mi za chwile uciec.
-Oczywiście, że nie Klaus tylko... moglibyśmy być ludźmi , założyć rodzinę, wziąć ślub.
-Na prawdę? Chcesz bym przemieniał się w wilkołaka co miesiąc? Chcesz żyć w wiecznym niebezpieczeństwie z mojej strony?- mówiąc to puścił mnie i zrobił rozżaloną minę.
- A myślisz, że teraz nie jestem w niebezpieczeństwie? Myślisz, że się nie boję, że mnie ugryziesz i umrę? -odpowiedziałam wkurzona.
-Nie rozumiesz... Przecież nawet gdybym cię przez przypadek ugryzł to bym cię uleczył? Ja nad sobą panuję!- powiedział to i wyszedł z pokoju targając szkic który zrobił, siedząc przy biurku.
Usiadłam na krześle i zaczęłam płakać jak jakiś niemowlak. Nie mogłam przestać. dopiero teraz przypomniałam sobie te wszystkie rzeczy które Klaus zrobił mnie i moim przyjaciołom. Co ja mówię, raczej udawanym przyjaciołom. Dopiero teraz zrozumiałam, że jako wampir muszę przejmować się sobą, nie innymi. Dopiero teraz dostrzegłam ten cały ból który został mi przez te wszystkie miesiące bycia wampirem wyrządzony. Nikt się mną nie przejmował. Nawet moja własna matka. Pomyślałam, że jak umrę to i tak nikt się mną nie przejmie. Wstałam z krzesła, chwyciłam za nie i złamałam nogę stołka. Ostrą częścią skierowałam w swoje serce i już chciałam sobie wbić ten jakby "kołek" gdy nagle usłyszałam głos Klausa:
-Caroline co ty robisz?!- zawołał przerażony.
-To co wszyscy chcieliby żebym zrobiła.
Ostrze było już milimetry od mojej skóry gdy nagle Klaus wyrwał mi "kołek" z ręki. Przytulił mnie do siebie i powiedział:
-Caroline, nie możesz, nie możesz mi tego zrobić.
-Co? A ty mogłeś nasłać na mnie Tylera żeby mnie ugryzł jeszcze 3 miesiące temu?
Klausa oczy wyrażały smutek i słowo "przepraszam". Jego oczy wydawały się błękitne jak morska fala. Nie mogłam się powstrzymać i go pocałowałam. Odwzajemnił ten pocałunek. Tonęliśmy w gorących pocałunkach gdy nagle w pokoju zjawił się Kol:
-Ekhem! Nie przeszkadzam?- zapytał.
Nic nie odpowiedzieliśmy.
-O to dobrze jeśli nie przeszkadzam. Mam tu dla was whisky, wino czerwone, wino białe... na co tylko mielibyście ochotę. Mam też dla was 2 kieliszki, 2 szklanki, nie wiem po co ale przyniosłem. Mam nadzieję, że wam się spodoba ta... kolacja? Tak to chyba będzie kolacja. A i tu macie numer do włoskiej pizzeri.- powiedział Kol i wyszedł z sypialni.
Klaus:
Byłem wkurzony na Kol'a bo znów nawet nie zapukał. Cham jeden... Ale ważne było to, że musiałem ochronić Caroline. Jak mogło jej przyjść do głowy, że mogę jej nie chcieć.
Co prawda nie za bardzo pamiętam jak się okazuje uczucia zwykłych ludzi ale pamiętam, że ukochane osoby trzeba chronić. Jak mogłem się na nią zdenerwować?! Przecież była niewinna jak dziecko i piękna jak anioł. Ona chce tylko być moją żoną, założyć rodzinę. Muszę znaleźć jakiś sposób by była szczęśliwa. Ale jak... Ona chce za mnie wyjść... ja z resztą też, ale nie mam siły jej tego powiedzieć. I nie chcę by przez to jej przyjaciele się od niej odwrócili na zawsze więc póki nie naprawię moich stosunków z jej znajomymi to nie możliwe. Ale wiem, że moja prywatna czarownica mówiła coś o tym, że czasem wampiry mogą mieć dziecko. Próbowałem sobie przypomnieć jej słowa ale nie pamiętałem. Wszystko inne pamiętałem a o tak ważnej rzeczy musiałem zapomnieć. Po chwili powiedziałem do Caroline:
-Kochana, co prawda z naszej kolacji w "Grillu" wyszły nici, ale możemy zamówić pizze i wszystko się ułoży, dobrze?
-Dobrze. Byle byś był przy mnie.-powiedziała.
-Oczywiście. Będę przy tobie zawsze! - odpowiedziałem i poszedłem pod łóżko na którym leżały 2 kieliszki, 2 szklanki i 3 butelki trunków.
-Caroline, co chcesz bym ci nalał?-zapytałem.
- Whisky- odpowiedziała bez zastanowienia.
Miałem dziwne przeczucie, że zaraz się coś zdarzy ale przecież nic nie mogło zakłócić tak pięknej chwili, spędzonej z moją Anielicą. Usiadłem koło Caroline i nalałem jej trunku po sam czubek kieliszka. Uśmiechnęła się smutno. Wiedziałem, że czymś się martwi. Po chwili ją pocieszyłem:
-Caroline, jutro muszę wyjechać do Los Angeles. Może dowiem się od pewnej czarownicy o tym w jaki sposób wampiry mogą zakładać rodzinę.
Po minie Ukochanej stwierdziłem, że nie wiedziała co powiedzieć. Gdy chciała przekazać mi swoje zdanie zamknąłem jej usta pocałunkiem.
___________________________________________________________________________________
I mam tu dla was nowy rozdział ;D Mam nadzieję, że spodobał się wam bo pisałam go około Półtorej godziny ;D Komentujcie- chcę poznać wasze zdanie ;D
Obudziłam się zadowolona. Popatrzyłam na poduszkę obok, była pusta. Zaczęłam rozglądać się po pokoju za Klausem. Siedział przy biurku. Miał na sobie nową koszulkę. Wstałam po cichu z łóżka, włożyłam sukienkę i podeszłam na palcach do ukochanego. Zasłoniłam mu oczy rękami i zapytałam:
- Kochanie, czemu mnie opuściłeś?
Popatrzył na mnie zaskoczony i powiedział:
-Caroline, myślałem, że już nie wstaniesz. Musimy się zbierać jest już 19:00.
-Ja jestem gotowa. I mam wspaniały nastrój. Nic ani nikt mi go nie zepsuje.-Powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Klaus popatrzył na mnie i też się uśmiechnął. Wstał i mnie do siebie przytulił. Czułam, że nic i nikt nie oderwie nas z tego uścisku, lekkiego ale bezpiecznego. Czułam, że to przy nim spędzę całe swoje życie.
Pomyślałam o założeniu z nim rodziny, ślubie i dzieciach. Ale po chwili przestałam sobie o tym myśleć, ponieważ wiedziałam, że wampiry dzieci mieć nie mogą a wątpię by Klaus chciał się ze mną związać na całe życie. Taki ktoś jak on na pewno nie. Pomyślałam i samotna łza popłynęła mi z oka.
Klaus nie wiedział czemu płaczę. otarł kciukiem moją łzę i zapytał:
-Kochana? Co się stało Caroline?
Po jego głosie słychać było, że się martwił. Po raz pierwszy poczułam, że tak się mną przejmuje.
-Nic. Po prostu myślałam o nas w przyszłości. Myślałam o tym, że...- nie dokończyłam
-Nie będziemy mieli dzieci prawda? - zapytał
- po prostu myślałam o tym, że nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Mam dosyć tego żywienia się krwią i wszystkiego co związane z byciem wampirem. Chciałabym być zwykłym człowiekiem, który nie został wmieszany w ten cały wampiryzm. - powiedziałam i rozpłakałam się na dobre.
-Caroline, nie płacz. Nie ma o co. Jeśli chcesz mogę znaleźć to lekarstwo dla ciebie, nie dla Eleny. Ale wtedy nie będziesz mogła być ze mną. Na prawdę tego chcesz? Na prawdę chcesz mnie opuścić? -Zapytał przytulając mnie do siebie jeszcze mocniej, tak jakbym miała mi za chwile uciec.
-Oczywiście, że nie Klaus tylko... moglibyśmy być ludźmi , założyć rodzinę, wziąć ślub.
-Na prawdę? Chcesz bym przemieniał się w wilkołaka co miesiąc? Chcesz żyć w wiecznym niebezpieczeństwie z mojej strony?- mówiąc to puścił mnie i zrobił rozżaloną minę.
- A myślisz, że teraz nie jestem w niebezpieczeństwie? Myślisz, że się nie boję, że mnie ugryziesz i umrę? -odpowiedziałam wkurzona.
-Nie rozumiesz... Przecież nawet gdybym cię przez przypadek ugryzł to bym cię uleczył? Ja nad sobą panuję!- powiedział to i wyszedł z pokoju targając szkic który zrobił, siedząc przy biurku.
Usiadłam na krześle i zaczęłam płakać jak jakiś niemowlak. Nie mogłam przestać. dopiero teraz przypomniałam sobie te wszystkie rzeczy które Klaus zrobił mnie i moim przyjaciołom. Co ja mówię, raczej udawanym przyjaciołom. Dopiero teraz zrozumiałam, że jako wampir muszę przejmować się sobą, nie innymi. Dopiero teraz dostrzegłam ten cały ból który został mi przez te wszystkie miesiące bycia wampirem wyrządzony. Nikt się mną nie przejmował. Nawet moja własna matka. Pomyślałam, że jak umrę to i tak nikt się mną nie przejmie. Wstałam z krzesła, chwyciłam za nie i złamałam nogę stołka. Ostrą częścią skierowałam w swoje serce i już chciałam sobie wbić ten jakby "kołek" gdy nagle usłyszałam głos Klausa:
-Caroline co ty robisz?!- zawołał przerażony.
-To co wszyscy chcieliby żebym zrobiła.
Ostrze było już milimetry od mojej skóry gdy nagle Klaus wyrwał mi "kołek" z ręki. Przytulił mnie do siebie i powiedział:
-Caroline, nie możesz, nie możesz mi tego zrobić.
-Co? A ty mogłeś nasłać na mnie Tylera żeby mnie ugryzł jeszcze 3 miesiące temu?
Klausa oczy wyrażały smutek i słowo "przepraszam". Jego oczy wydawały się błękitne jak morska fala. Nie mogłam się powstrzymać i go pocałowałam. Odwzajemnił ten pocałunek. Tonęliśmy w gorących pocałunkach gdy nagle w pokoju zjawił się Kol:
-Ekhem! Nie przeszkadzam?- zapytał.
Nic nie odpowiedzieliśmy.
-O to dobrze jeśli nie przeszkadzam. Mam tu dla was whisky, wino czerwone, wino białe... na co tylko mielibyście ochotę. Mam też dla was 2 kieliszki, 2 szklanki, nie wiem po co ale przyniosłem. Mam nadzieję, że wam się spodoba ta... kolacja? Tak to chyba będzie kolacja. A i tu macie numer do włoskiej pizzeri.- powiedział Kol i wyszedł z sypialni.
Klaus:
Byłem wkurzony na Kol'a bo znów nawet nie zapukał. Cham jeden... Ale ważne było to, że musiałem ochronić Caroline. Jak mogło jej przyjść do głowy, że mogę jej nie chcieć.
Co prawda nie za bardzo pamiętam jak się okazuje uczucia zwykłych ludzi ale pamiętam, że ukochane osoby trzeba chronić. Jak mogłem się na nią zdenerwować?! Przecież była niewinna jak dziecko i piękna jak anioł. Ona chce tylko być moją żoną, założyć rodzinę. Muszę znaleźć jakiś sposób by była szczęśliwa. Ale jak... Ona chce za mnie wyjść... ja z resztą też, ale nie mam siły jej tego powiedzieć. I nie chcę by przez to jej przyjaciele się od niej odwrócili na zawsze więc póki nie naprawię moich stosunków z jej znajomymi to nie możliwe. Ale wiem, że moja prywatna czarownica mówiła coś o tym, że czasem wampiry mogą mieć dziecko. Próbowałem sobie przypomnieć jej słowa ale nie pamiętałem. Wszystko inne pamiętałem a o tak ważnej rzeczy musiałem zapomnieć. Po chwili powiedziałem do Caroline:
-Kochana, co prawda z naszej kolacji w "Grillu" wyszły nici, ale możemy zamówić pizze i wszystko się ułoży, dobrze?
-Dobrze. Byle byś był przy mnie.-powiedziała.
-Oczywiście. Będę przy tobie zawsze! - odpowiedziałem i poszedłem pod łóżko na którym leżały 2 kieliszki, 2 szklanki i 3 butelki trunków.
-Caroline, co chcesz bym ci nalał?-zapytałem.
- Whisky- odpowiedziała bez zastanowienia.
Miałem dziwne przeczucie, że zaraz się coś zdarzy ale przecież nic nie mogło zakłócić tak pięknej chwili, spędzonej z moją Anielicą. Usiadłem koło Caroline i nalałem jej trunku po sam czubek kieliszka. Uśmiechnęła się smutno. Wiedziałem, że czymś się martwi. Po chwili ją pocieszyłem:
-Caroline, jutro muszę wyjechać do Los Angeles. Może dowiem się od pewnej czarownicy o tym w jaki sposób wampiry mogą zakładać rodzinę.
Po minie Ukochanej stwierdziłem, że nie wiedziała co powiedzieć. Gdy chciała przekazać mi swoje zdanie zamknąłem jej usta pocałunkiem.
___________________________________________________________________________________
I mam tu dla was nowy rozdział ;D Mam nadzieję, że spodobał się wam bo pisałam go około Półtorej godziny ;D Komentujcie- chcę poznać wasze zdanie ;D
Rozdział 6
Caroline:
Rano czułam się rześka i wypoczęta. Obudziłam się przy boku Klausa. Dotknęłam moją ręką jego policzek i po chwili moja ręka dotykała jego gęstych, jasnobrązowych loków. Nie chciałam go budzić. Tak ślicznie wyglądał gdy spał. Dziwiłam się sama sobie, że przedtem nie dostrzegłam jak się o mnie stara i jaki jest przystojny. Podniosłam moją głowę i zauważyłam, że okno w moim pokoju jest zamknięte. Mogłam przysiąc, że go nie zamykałam. Miałam tylko nadzieję, że mama nie zauważyła z kim leżałam, przytulona w łóżku, bo jeśli wiedziała to już po mnie, albo inaczej mówiąc już po naszym tajemnym związku. Popatrzyłam na budzik. Była 11:00 i przypomniałam sobie, że jest sobota. Moja mama prawdopodobnie miała wolne. Szybko wstałam z łóżka i wzięłam się za budzenie Klausa.Gdy otworzył zaspane oczy powiedziałam:
-Klaus szybko musisz wracać do domu, moja mama jest w salonie. I chyba nas widziała.
Klaus otworzył szerzej oczy i powiedział:
-Ale jak to nas widziała. Ja nie wróciłem do domu? O nie... - odpowiedział wampir, położył zawiniątko na pościeli i dał mi buziaka w policzek. Po chwili nie było go już w sypialni.
Postanowiłam otworzyć prezent. Rozwiązałam wstążkę i otworzyłam pudełeczko. Była tam jakaś kartka zwinięta w rulonik. Zauważyłam na niej rysunek Klausa przedstawiający mnie. Był śliczny. Na odwrocie kartki było napisane "Caroline, pozwól, że porwę cię w sobotę na małą kolację w grillu. Wiem, że nie jest tam zbyt romantycznie, ale tam mogę się przed tobą otworzyć. Niklaus". Nie wiedziałam co ten list miał oznaczać ale wiedziałam jedno: Idę na randkę z Klausem. Ucieszyłam się i wyszłam z pokoju. Na korytarzu prawie weszłam na moją mamę idącą z herbatą do swojego pokoju. popatrzyła na mnie gniewnym wzrokiem i weszła do swojej sypialni. Odetchnęłam z ulgą, nic nie powiedziała o mnie i o Klausie. Weszłam do łazienki, zrobiłam poranną toaletę i ubrałam się w letnią sukienkę na ramiączkach. Delikatnie się pomalowałam i wróciłam do pokoju. Rozłożyłam się na łóżku i myślałam. Rozmyślałam o mojej przyszłości z Klausem.
Moje rozmyślania przerwał jakiś huk w kuchni. Od razu tam pobiegłam, ale nikogo tam nie zastałam. Nagle ten sam huk powtórzył się tym razem w salonie. Od razu pobiegłam tam z wampirzym tempem i zobaczyłam tam Tylera. Stałam jak wryta i nie mogłam uwierzyć. "Co on tu robi" Pomyślałam zaskoczona. Wyjęłam telefon z kieszeni w sukience i wybrałam numer Klausa. Tyler wampirzym tempem wytrącił mi telefon z ręki.
Komórka spadła i się roztrzaskała się. Byłam tak wkurzona jak nigdy dotąd. Pozbierałam części telefonu i wybiegłam z domu. Nie słyszałam za sobą niczyich kroków.
Odetchnęłam z ulgą. Tyler mnie nie śledził. Byłam w parku, usiadłam na ławce i postanowiłam poskładać telefon. Było już południe, czułam to.
Klaus:
Byłem wściekły. Nie wiem czy na siebie czy na matkę Caroline. Z jednej strony na siebie bo zostałem u niej na noc, a miałem tylko zobaczyć jaka będzie jej reakcja gdy dostanie zaproszenie. Lecz z drugiej czułem, że wszyscy są winni tylko nie ja. Gdy wszedłem do domu od razu usłyszałem, że ktoś ogląda głośno TV w salonie. Skierowałem się tam. Zauważyłem Kol'a rozwalonego jakby nigdy nic na kanapie. Byłem wkurzony bo leżal na niej w swoich ubłoconych buciorach i oglądał jakieś głupoty.
Podszedłem do telewizora i go wyłączyłem. Nagle usłyszałem "słodki" głosik brata:
-Co ty robisz, braciszku. Tak wiem znowu to powtarzam: Najpierw psujesz mi telewizor a teraz to?
-Możesz oglądać w pokoju Rebeki, ale nie ty musisz w salonie. I w dodatku rozłożyłeś się na nowej kanapie ze swoimi obłoconymi buciorami, KOL!- odpowiedziałem.
-Gdzie byłeś? - Zmienił temat.
- Gdzieś!
-A czy mógłbym wiedzieć gdzie dokładnie? - dopytywał się Kol.
-Nie twój interes, matole!- krzyknąłem zirytowany.
Kol zrobił zdziwioną minę.
-Klaus, czemu ty ostatnio jesteś taki nerwowy. Co za mało whisky? Za mało kontaktu z Caroline? To u niej byłeś prawda? I co jak się spało?- powiedział
Nic nie odpowiedziałem tylko zrobiłem minę która mówiła sama za siebie. Kol znowu zapytał:
-Widzę, że noc z twoją Anielicą się nie udała.
-Zamiast... Szkoda słów na tłumaczenie bracie.- odpowiedziałem w końcu.
kol najwidoczniej chciał zmienić temat i powiedział:
-Był tu ten... jak mu było... A tak Tyler i się pytał o ciebie. Podobno ma jakąś ważną sprawę do ciebie. powiedziałem mu, że jesteś chyba u Caroline.
"O nie coś ty narobił debilu" pomyślałem i od razu wystukałem na telefonie numer Caroline. Nikt nie odbierał. postanowiłem poczekać aż oddzwoni. Kol podszedł do barku i przyniósł pełną butelkę whisky. Nalał mi do kieliszka. Wypiłem za jednym zamachem. Jako wampir mogłem się upić tylko po bardzo dużej dawce tego trunku. Miałem ochotę kogoś zabić, a najchętniej tego parszywego Tylera... Ale on mi działał na nerwy!
Caroline:
Gdy złożyłam mój telefon, od razu zadzwoniłam do Klausa. Trochę mi zajęło dodzwonienie się do niego, ale gdy odebrał usłyszałam nie jego lecz Kol'a:
-No hej, Car. Mam do ciebie sprawę, lepiej sama tu przyjdź bo ... hmm jakby to powiedzieć... Klaus jest trochę, nieprzytomny. Musimy go ocucić.
Po tych słowach się rozłączył. Byłam wściekła. Od razu popędziłam do willi Klausa i zastałam go śpiącego w salonie. Byłam na niego tak wkurzona jak nigdy. Podeszłam do niego i wyczułam, że był pijany. "Boże, co ja mu zrobiłam, że się tak upił" pomyślałam i go pocałowałam. Gdy to poczuł się ocknął i był jak nowo narodzony. Popatrzył w moje oczy i powiedział:
-Caroline, co ty tu robisz? Chyba nie powiesz mi, że Kol cię wezwał? Ja po 5 minutach wracam do siebie.
-Klaus, nie po pięciu ale po dwudziestu minutach. Ile ty wypiłeś co? -zapytałam.
-Nie mam pojęcia ile ale wiem, że to przez Kol'a. Przepraszam, że widziałaś mnie w takim masakrycznym stanie. - wybąkał przeprosiny i wstał z kanapy.
Już się nie gniewałam. Nie niego nie mogłam się tak długo gniewać. Przytuliłam go i zapytałam kiedy idziemy do "Grilla". Powiedział, że około 19:00. Była dopiero 15 a mnie nie chciało się tak długo czekać na naszą randkę. Pocałowałam go jeszcze raz i wyszeptałam mu do ucha:
-Kochanie, nie możemy iść troszkę wcześniej?
Klaus chwycił mnie za rękę i powiedział:
-Nie nie możemy gdyż mam dla ciebie niespodziankę. I po chwili byliśmy obydwoje w jego pokoju. Rzuciłam Klausa na łóżko i rozerwałam mu koszulkę. On zdjął mi sukienkę. Zdjęłam mu spodnie i obydwoje położyliśmy się na jego łóżku. Byliśmy w samej bieliźnie, ale to w niczym nie przeszkadzało. Zaczęliśmy się gorąco całować. To były najlepsze momenty w moim życiu. Nawet z Tylerem nie czułam się tak niesamowicie jak z Klausem.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że podobał wam się ten rozdział, bo miałam na niego dużą wenę ;D Jeszcze dzisiaj prawdopodobnie dodam nowy rozdział ale zobaczymy ;)
Komentujcie! Chcę poznać waszą opinię.
Rano czułam się rześka i wypoczęta. Obudziłam się przy boku Klausa. Dotknęłam moją ręką jego policzek i po chwili moja ręka dotykała jego gęstych, jasnobrązowych loków. Nie chciałam go budzić. Tak ślicznie wyglądał gdy spał. Dziwiłam się sama sobie, że przedtem nie dostrzegłam jak się o mnie stara i jaki jest przystojny. Podniosłam moją głowę i zauważyłam, że okno w moim pokoju jest zamknięte. Mogłam przysiąc, że go nie zamykałam. Miałam tylko nadzieję, że mama nie zauważyła z kim leżałam, przytulona w łóżku, bo jeśli wiedziała to już po mnie, albo inaczej mówiąc już po naszym tajemnym związku. Popatrzyłam na budzik. Była 11:00 i przypomniałam sobie, że jest sobota. Moja mama prawdopodobnie miała wolne. Szybko wstałam z łóżka i wzięłam się za budzenie Klausa.Gdy otworzył zaspane oczy powiedziałam:
-Klaus szybko musisz wracać do domu, moja mama jest w salonie. I chyba nas widziała.
Klaus otworzył szerzej oczy i powiedział:
-Ale jak to nas widziała. Ja nie wróciłem do domu? O nie... - odpowiedział wampir, położył zawiniątko na pościeli i dał mi buziaka w policzek. Po chwili nie było go już w sypialni.
Postanowiłam otworzyć prezent. Rozwiązałam wstążkę i otworzyłam pudełeczko. Była tam jakaś kartka zwinięta w rulonik. Zauważyłam na niej rysunek Klausa przedstawiający mnie. Był śliczny. Na odwrocie kartki było napisane "Caroline, pozwól, że porwę cię w sobotę na małą kolację w grillu. Wiem, że nie jest tam zbyt romantycznie, ale tam mogę się przed tobą otworzyć. Niklaus". Nie wiedziałam co ten list miał oznaczać ale wiedziałam jedno: Idę na randkę z Klausem. Ucieszyłam się i wyszłam z pokoju. Na korytarzu prawie weszłam na moją mamę idącą z herbatą do swojego pokoju. popatrzyła na mnie gniewnym wzrokiem i weszła do swojej sypialni. Odetchnęłam z ulgą, nic nie powiedziała o mnie i o Klausie. Weszłam do łazienki, zrobiłam poranną toaletę i ubrałam się w letnią sukienkę na ramiączkach. Delikatnie się pomalowałam i wróciłam do pokoju. Rozłożyłam się na łóżku i myślałam. Rozmyślałam o mojej przyszłości z Klausem.
Moje rozmyślania przerwał jakiś huk w kuchni. Od razu tam pobiegłam, ale nikogo tam nie zastałam. Nagle ten sam huk powtórzył się tym razem w salonie. Od razu pobiegłam tam z wampirzym tempem i zobaczyłam tam Tylera. Stałam jak wryta i nie mogłam uwierzyć. "Co on tu robi" Pomyślałam zaskoczona. Wyjęłam telefon z kieszeni w sukience i wybrałam numer Klausa. Tyler wampirzym tempem wytrącił mi telefon z ręki.
Komórka spadła i się roztrzaskała się. Byłam tak wkurzona jak nigdy dotąd. Pozbierałam części telefonu i wybiegłam z domu. Nie słyszałam za sobą niczyich kroków.
Odetchnęłam z ulgą. Tyler mnie nie śledził. Byłam w parku, usiadłam na ławce i postanowiłam poskładać telefon. Było już południe, czułam to.
Klaus:
Byłem wściekły. Nie wiem czy na siebie czy na matkę Caroline. Z jednej strony na siebie bo zostałem u niej na noc, a miałem tylko zobaczyć jaka będzie jej reakcja gdy dostanie zaproszenie. Lecz z drugiej czułem, że wszyscy są winni tylko nie ja. Gdy wszedłem do domu od razu usłyszałem, że ktoś ogląda głośno TV w salonie. Skierowałem się tam. Zauważyłem Kol'a rozwalonego jakby nigdy nic na kanapie. Byłem wkurzony bo leżal na niej w swoich ubłoconych buciorach i oglądał jakieś głupoty.
Podszedłem do telewizora i go wyłączyłem. Nagle usłyszałem "słodki" głosik brata:
-Co ty robisz, braciszku. Tak wiem znowu to powtarzam: Najpierw psujesz mi telewizor a teraz to?
-Możesz oglądać w pokoju Rebeki, ale nie ty musisz w salonie. I w dodatku rozłożyłeś się na nowej kanapie ze swoimi obłoconymi buciorami, KOL!- odpowiedziałem.
-Gdzie byłeś? - Zmienił temat.
- Gdzieś!
-A czy mógłbym wiedzieć gdzie dokładnie? - dopytywał się Kol.
-Nie twój interes, matole!- krzyknąłem zirytowany.
Kol zrobił zdziwioną minę.
-Klaus, czemu ty ostatnio jesteś taki nerwowy. Co za mało whisky? Za mało kontaktu z Caroline? To u niej byłeś prawda? I co jak się spało?- powiedział
Nic nie odpowiedziałem tylko zrobiłem minę która mówiła sama za siebie. Kol znowu zapytał:
-Widzę, że noc z twoją Anielicą się nie udała.
-Zamiast... Szkoda słów na tłumaczenie bracie.- odpowiedziałem w końcu.
kol najwidoczniej chciał zmienić temat i powiedział:
-Był tu ten... jak mu było... A tak Tyler i się pytał o ciebie. Podobno ma jakąś ważną sprawę do ciebie. powiedziałem mu, że jesteś chyba u Caroline.
"O nie coś ty narobił debilu" pomyślałem i od razu wystukałem na telefonie numer Caroline. Nikt nie odbierał. postanowiłem poczekać aż oddzwoni. Kol podszedł do barku i przyniósł pełną butelkę whisky. Nalał mi do kieliszka. Wypiłem za jednym zamachem. Jako wampir mogłem się upić tylko po bardzo dużej dawce tego trunku. Miałem ochotę kogoś zabić, a najchętniej tego parszywego Tylera... Ale on mi działał na nerwy!
Caroline:
Gdy złożyłam mój telefon, od razu zadzwoniłam do Klausa. Trochę mi zajęło dodzwonienie się do niego, ale gdy odebrał usłyszałam nie jego lecz Kol'a:
-No hej, Car. Mam do ciebie sprawę, lepiej sama tu przyjdź bo ... hmm jakby to powiedzieć... Klaus jest trochę, nieprzytomny. Musimy go ocucić.
Po tych słowach się rozłączył. Byłam wściekła. Od razu popędziłam do willi Klausa i zastałam go śpiącego w salonie. Byłam na niego tak wkurzona jak nigdy. Podeszłam do niego i wyczułam, że był pijany. "Boże, co ja mu zrobiłam, że się tak upił" pomyślałam i go pocałowałam. Gdy to poczuł się ocknął i był jak nowo narodzony. Popatrzył w moje oczy i powiedział:
-Caroline, co ty tu robisz? Chyba nie powiesz mi, że Kol cię wezwał? Ja po 5 minutach wracam do siebie.
-Klaus, nie po pięciu ale po dwudziestu minutach. Ile ty wypiłeś co? -zapytałam.
-Nie mam pojęcia ile ale wiem, że to przez Kol'a. Przepraszam, że widziałaś mnie w takim masakrycznym stanie. - wybąkał przeprosiny i wstał z kanapy.
Już się nie gniewałam. Nie niego nie mogłam się tak długo gniewać. Przytuliłam go i zapytałam kiedy idziemy do "Grilla". Powiedział, że około 19:00. Była dopiero 15 a mnie nie chciało się tak długo czekać na naszą randkę. Pocałowałam go jeszcze raz i wyszeptałam mu do ucha:
-Kochanie, nie możemy iść troszkę wcześniej?
Klaus chwycił mnie za rękę i powiedział:
-Nie nie możemy gdyż mam dla ciebie niespodziankę. I po chwili byliśmy obydwoje w jego pokoju. Rzuciłam Klausa na łóżko i rozerwałam mu koszulkę. On zdjął mi sukienkę. Zdjęłam mu spodnie i obydwoje położyliśmy się na jego łóżku. Byliśmy w samej bieliźnie, ale to w niczym nie przeszkadzało. Zaczęliśmy się gorąco całować. To były najlepsze momenty w moim życiu. Nawet z Tylerem nie czułam się tak niesamowicie jak z Klausem.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że podobał wam się ten rozdział, bo miałam na niego dużą wenę ;D Jeszcze dzisiaj prawdopodobnie dodam nowy rozdział ale zobaczymy ;)
Komentujcie! Chcę poznać waszą opinię.
wtorek, 22 stycznia 2013
Rodział 5
Klaus:
Byłem wściekły jak nigdy dotąd. I to przez Kol'a. "Boże, czemu on musi być taki "troskliwy" " pomyślałem i postanowiłem iść do jego pokoju.
Mój brat miał rację. Przez to moje szaleństwo z krzesłem spadł mu telewizor 50'calowy ze ściany.
Zauważyłem, że się tym raczej nie przejął ponieważ mimo 1000 małych kawałeczków ekranu on leżał na łóżku i coś pisał na laptopie. Nawet mnie nie zauważył. I przede wszystkim, okłamał mnie, że idzie na polowanie... Miał na uszach słuchawki. "On w tych słuchawkach wygląda jak teletubiś" Pomyślałem i specjalnie wysłałem mu tę myśl. Gdy ją odebrał popatrzył na mnie złowrogo, zdjął słuchawki i powiedział:
-Na prawdę? I kto tu nie umie pukać.
-No wiesz ja byłem w innej sytuacji. Caroline była w staniku i jeansach ,a ja bez koszuli. - odpowiedziałem.
-No racja. Ale co jak co ta twoja Caroline to ostra jest...- powiedział Kol. Chciał jeszcze coś powiedzieć ale ja do niego szybko podbiegłem i rzuciłem laptopem o ścianę na której powinien wisieć telewizor.
Kol miał zdziwioną minę. W końcu się odezwał:
-Hola, hola bracie. Czy ty aby troszeczkę nie przesadzasz? Najpierw krzesło, później rozwaliłeś mi telewizor a teraz laptop? Hola, hola opanuj się Nik... Gdyby się twoja anielica dowiedziała to by było...
Oniemiałem... Skąd wiedział, że myślę o niej jak o jakimś aniele. Skąd on to wiedział, że ją tak nazywam. Zapytałem:
- Kol, skąd wiesz o tym, że nazywam ją anielicą?
-Słyszałem jak do niej cicho szeptałeś, no wiesz wtedy w łazience. - odpowiedział i się uśmiechnął.
Ale to nie był taki uśmiech jak zwykle. To był jakiś inny uśmiech. Widziałem ten uśmiech ostatnim razem gdy byliśmy jeszcze ludźmi. Wróciły wspomnienia związane z tym. Pamiętam, że ten zazdroszczący uśmiech zawitał na jego twarzy wtedy gdy po raz pierwszy pocałowałem Tatię... I on to widział.
A było to w dzień w którym dowiedziałem się o tym, że moim prawdziwym ojcem jest wilkołak.
Wszystko wróciło. Pamiętam jak zaatakowały nas wilki. Pamiętam gdy chciałem przed nimi obronić Tatię Petrovą. Aż nagle podszedł do mnie jeden nieznany mi dotąd człowiek i powiedział "Witaj synu, na pewno matka opowiadała ci o swoim romansie ze mną". I ten uśmiech. Powiedziałem do Tatii "Kochana nie słuchaj go, to nie może być możliwe" i ją pocałowałem. Patrzyła na nas cała wioska, oprócz Elijah bo gdyby to widział, na pewno bym nie żył. Pamiętam ten uśmiech Kol'a i iskry w jego oczach mówiące " ty to masz szczęście, bracie". "Nie za dużo wspomnień" pomyślałem i przestałem przypominać sobie te czasy.
Nagle z ciszy wyrwał mnie głos Kol'a:
-Kochasz ją, prawda? Tak jak nigdy nikogo?
- Tak, kocham ją tak jak nigdy nikogo. - spokojnie odpowiedziałem.
- To jej to powiedz. Nie kryj swoich uczuć. Przecież ona też cię musi kochać. Inaczej nie przyszła by co ciebie kilka godzin po waszej kłótni. Ja nigdy nie widziałem takiej więzi jaka łączy was.- Powiedział opanowany Kol.
- Ale ja nie wiem jak ona to przyjmie... Nie wiem czy pogodzi się z moją dziką naturą. Przecież ja jej mogę zrobić krzywdę. Nie mogę się z tym pogodzić, ale wiem, że nie mogę być z taką delikatną istotą jak Caroline.
Kocham ją, to prawda ale nie mogę z nią być.- odpowiedziałem i po chwili z oka popłynęła mi samotna łza.
Gdy Kol to zauważył powiedział:
- Klaus, ty bezwzględna hybryda płaczesz? Nie wierzę. Ta dziewczyna cię zmienia. Musisz z nią być, dzięki niej masz szansę stać się lepszym człowiekiem. Choć tego od ciebie nie wymagam ale wiesz, gdybyś był lepszy wszyscy ludzie stawali by przed tobą otworem i nie musiał byś już tworzyć sobie tej twojej hybrydziej "rodzinki". Musisz się starać o Caroline bez względu na wszystko. Ona jest najodpowiedniejszą dla ciebie kobietą. Nie możesz jej stracić rozumiesz?
nie mogłem uwierzyć jego słowom. Po raz pierwszy słyszałem coś takiego z jego ust. Zwykle mi dogryzał a teraz mówił na poważnie.
Caroline:
Wróciłam do domu. Tym razem- niestety- spotkałam moją mamę. Po przywitaniu się ze mną zapytała:
-Caroline, Gdzie byłaś wczoraj w nocy?
-Um...U... Eleny? - próbowałam skłamać, bez skutku.
-Caroline?
-No dobra, byłam u Bonnie ok? - skłamałam.
-W takim razie dlaczego Bonnie i Elena cię szukają i czemu na pralce leży twoja biała sukienka która jest cała w błocie?-zapytała policjantka
-Szukają mnie bo im zwiałam, a sukienka jest brudna bo wpadłam wczoraj w parku do kałuży z błotem.
Moja mama zrobiła skwaszoną minę, a ja weszłam do swojego pokoju. wyjęłam s komody moją piżamę i poszłam z nią do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Klaus:
Po słowach Kol'a wyszedłem z domu. Jedyne co zrobiłem to chwyciłem sweter Caroline i mały prezent dla niej w małej kremowej paczuszce.
Szedłem wolno chodnikiem wprost do domu ukochanej. Gdy znalazłem się pod jej domem słońce zaszło już prawie całkowicie. Okno w jej pokoju było uchylone. "Cholera, jak ja je otworzę?" Pomyślałem i po chwili wcisnąłem swoją rękę w małą szczelinę. Po około 10 minutach otworzyłem okno. Bolała mnie ręka, no ale cóż dla Caroline zrobiłbym wszystko. To moje otwieranie okna musiało wyglądać komicznie, ale w środku, we mnie uczucia szalały: szczęście ze smutkiem, miłość z nienawiścią i złość z radością. Byłem tak zachwycony tym, że zobaczę moją Anielicę. Wszedłem do jej pokoju przez otwarte okno. Jak jakiś Romeo czy coś w tym stylu. Tak Caroline definitywnie była moją Julią. Nie było jej w pokoju lecz lada chwila mogła wejść. Mój rozum mówił mi żebym szybko zostawił prezent ale serce mówiło żebym zaczekał na ukochaną. Posłuchałem serca. Czułem jakby ten mur broniący dostęp innych do mojego prawdziwego ja, runął.
Tak Kol miał rację, Caroline robiła ze mną coś niezwykłego. Moje ludzkie uczucia powoli wychodziły na jaw. Czułem motyle w brzuchu. A takie uczucie zdarzyło mi się czuć tylko za życia...
Położyłem się wygodnie na jej łóżku i po chwili zasnąłem. Choć wampiry nie potrzebowały snu poczułem się zmęczony dzisiejszym dniem.
Caroline:
Gdy wyszłam spod prysznica od razu wytarłam się ręcznikiem i ubrałam się w moją piżamę.
Wysuszyłam włosy i wyszłam z łazienki do mojego pokoju.
Czułam, że w moim pokoju jest ktoś obcy. Okno było otwarte a firanka wywiana przez wiatr na zewnątrz.
Bałam się. lecz po chwili zauważyłam kogoś leżącego na moim łóżku. To był Klaus. Byłam tak zadowolona jak nigdy. Położyłam swoją głowę na jego Klatce piersiowej i po chwili zasnęłam nie zdając sobie sprawy z tego, że moja mama weszła do pokoju z kakao na przeprosiny, za to wypytywanie mnie gdzie jestem.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że ten rozdział się wam dosyć spodoba. Pisałam go wczoraj wieczorem i wydaje mi się, że jest chyba najfajniejszy z wszystkich do tej pory ;D Ale ocenienie go należy już do was. piszcie komentarze bo chcę poznać waszą opinię :)
Byłem wściekły jak nigdy dotąd. I to przez Kol'a. "Boże, czemu on musi być taki "troskliwy" " pomyślałem i postanowiłem iść do jego pokoju.
Mój brat miał rację. Przez to moje szaleństwo z krzesłem spadł mu telewizor 50'calowy ze ściany.
Zauważyłem, że się tym raczej nie przejął ponieważ mimo 1000 małych kawałeczków ekranu on leżał na łóżku i coś pisał na laptopie. Nawet mnie nie zauważył. I przede wszystkim, okłamał mnie, że idzie na polowanie... Miał na uszach słuchawki. "On w tych słuchawkach wygląda jak teletubiś" Pomyślałem i specjalnie wysłałem mu tę myśl. Gdy ją odebrał popatrzył na mnie złowrogo, zdjął słuchawki i powiedział:
-Na prawdę? I kto tu nie umie pukać.
-No wiesz ja byłem w innej sytuacji. Caroline była w staniku i jeansach ,a ja bez koszuli. - odpowiedziałem.
-No racja. Ale co jak co ta twoja Caroline to ostra jest...- powiedział Kol. Chciał jeszcze coś powiedzieć ale ja do niego szybko podbiegłem i rzuciłem laptopem o ścianę na której powinien wisieć telewizor.
Kol miał zdziwioną minę. W końcu się odezwał:
-Hola, hola bracie. Czy ty aby troszeczkę nie przesadzasz? Najpierw krzesło, później rozwaliłeś mi telewizor a teraz laptop? Hola, hola opanuj się Nik... Gdyby się twoja anielica dowiedziała to by było...
Oniemiałem... Skąd wiedział, że myślę o niej jak o jakimś aniele. Skąd on to wiedział, że ją tak nazywam. Zapytałem:
- Kol, skąd wiesz o tym, że nazywam ją anielicą?
-Słyszałem jak do niej cicho szeptałeś, no wiesz wtedy w łazience. - odpowiedział i się uśmiechnął.
Ale to nie był taki uśmiech jak zwykle. To był jakiś inny uśmiech. Widziałem ten uśmiech ostatnim razem gdy byliśmy jeszcze ludźmi. Wróciły wspomnienia związane z tym. Pamiętam, że ten zazdroszczący uśmiech zawitał na jego twarzy wtedy gdy po raz pierwszy pocałowałem Tatię... I on to widział.
A było to w dzień w którym dowiedziałem się o tym, że moim prawdziwym ojcem jest wilkołak.
Wszystko wróciło. Pamiętam jak zaatakowały nas wilki. Pamiętam gdy chciałem przed nimi obronić Tatię Petrovą. Aż nagle podszedł do mnie jeden nieznany mi dotąd człowiek i powiedział "Witaj synu, na pewno matka opowiadała ci o swoim romansie ze mną". I ten uśmiech. Powiedziałem do Tatii "Kochana nie słuchaj go, to nie może być możliwe" i ją pocałowałem. Patrzyła na nas cała wioska, oprócz Elijah bo gdyby to widział, na pewno bym nie żył. Pamiętam ten uśmiech Kol'a i iskry w jego oczach mówiące " ty to masz szczęście, bracie". "Nie za dużo wspomnień" pomyślałem i przestałem przypominać sobie te czasy.
Nagle z ciszy wyrwał mnie głos Kol'a:
-Kochasz ją, prawda? Tak jak nigdy nikogo?
- Tak, kocham ją tak jak nigdy nikogo. - spokojnie odpowiedziałem.
- To jej to powiedz. Nie kryj swoich uczuć. Przecież ona też cię musi kochać. Inaczej nie przyszła by co ciebie kilka godzin po waszej kłótni. Ja nigdy nie widziałem takiej więzi jaka łączy was.- Powiedział opanowany Kol.
- Ale ja nie wiem jak ona to przyjmie... Nie wiem czy pogodzi się z moją dziką naturą. Przecież ja jej mogę zrobić krzywdę. Nie mogę się z tym pogodzić, ale wiem, że nie mogę być z taką delikatną istotą jak Caroline.
Kocham ją, to prawda ale nie mogę z nią być.- odpowiedziałem i po chwili z oka popłynęła mi samotna łza.
Gdy Kol to zauważył powiedział:
- Klaus, ty bezwzględna hybryda płaczesz? Nie wierzę. Ta dziewczyna cię zmienia. Musisz z nią być, dzięki niej masz szansę stać się lepszym człowiekiem. Choć tego od ciebie nie wymagam ale wiesz, gdybyś był lepszy wszyscy ludzie stawali by przed tobą otworem i nie musiał byś już tworzyć sobie tej twojej hybrydziej "rodzinki". Musisz się starać o Caroline bez względu na wszystko. Ona jest najodpowiedniejszą dla ciebie kobietą. Nie możesz jej stracić rozumiesz?
nie mogłem uwierzyć jego słowom. Po raz pierwszy słyszałem coś takiego z jego ust. Zwykle mi dogryzał a teraz mówił na poważnie.
Caroline:
Wróciłam do domu. Tym razem- niestety- spotkałam moją mamę. Po przywitaniu się ze mną zapytała:
-Caroline, Gdzie byłaś wczoraj w nocy?
-Um...U... Eleny? - próbowałam skłamać, bez skutku.
-Caroline?
-No dobra, byłam u Bonnie ok? - skłamałam.
-W takim razie dlaczego Bonnie i Elena cię szukają i czemu na pralce leży twoja biała sukienka która jest cała w błocie?-zapytała policjantka
-Szukają mnie bo im zwiałam, a sukienka jest brudna bo wpadłam wczoraj w parku do kałuży z błotem.
Moja mama zrobiła skwaszoną minę, a ja weszłam do swojego pokoju. wyjęłam s komody moją piżamę i poszłam z nią do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Klaus:
Po słowach Kol'a wyszedłem z domu. Jedyne co zrobiłem to chwyciłem sweter Caroline i mały prezent dla niej w małej kremowej paczuszce.
Szedłem wolno chodnikiem wprost do domu ukochanej. Gdy znalazłem się pod jej domem słońce zaszło już prawie całkowicie. Okno w jej pokoju było uchylone. "Cholera, jak ja je otworzę?" Pomyślałem i po chwili wcisnąłem swoją rękę w małą szczelinę. Po około 10 minutach otworzyłem okno. Bolała mnie ręka, no ale cóż dla Caroline zrobiłbym wszystko. To moje otwieranie okna musiało wyglądać komicznie, ale w środku, we mnie uczucia szalały: szczęście ze smutkiem, miłość z nienawiścią i złość z radością. Byłem tak zachwycony tym, że zobaczę moją Anielicę. Wszedłem do jej pokoju przez otwarte okno. Jak jakiś Romeo czy coś w tym stylu. Tak Caroline definitywnie była moją Julią. Nie było jej w pokoju lecz lada chwila mogła wejść. Mój rozum mówił mi żebym szybko zostawił prezent ale serce mówiło żebym zaczekał na ukochaną. Posłuchałem serca. Czułem jakby ten mur broniący dostęp innych do mojego prawdziwego ja, runął.
Tak Kol miał rację, Caroline robiła ze mną coś niezwykłego. Moje ludzkie uczucia powoli wychodziły na jaw. Czułem motyle w brzuchu. A takie uczucie zdarzyło mi się czuć tylko za życia...
Położyłem się wygodnie na jej łóżku i po chwili zasnąłem. Choć wampiry nie potrzebowały snu poczułem się zmęczony dzisiejszym dniem.
Caroline:
Gdy wyszłam spod prysznica od razu wytarłam się ręcznikiem i ubrałam się w moją piżamę.
Wysuszyłam włosy i wyszłam z łazienki do mojego pokoju.
Czułam, że w moim pokoju jest ktoś obcy. Okno było otwarte a firanka wywiana przez wiatr na zewnątrz.
Bałam się. lecz po chwili zauważyłam kogoś leżącego na moim łóżku. To był Klaus. Byłam tak zadowolona jak nigdy. Położyłam swoją głowę na jego Klatce piersiowej i po chwili zasnęłam nie zdając sobie sprawy z tego, że moja mama weszła do pokoju z kakao na przeprosiny, za to wypytywanie mnie gdzie jestem.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że ten rozdział się wam dosyć spodoba. Pisałam go wczoraj wieczorem i wydaje mi się, że jest chyba najfajniejszy z wszystkich do tej pory ;D Ale ocenienie go należy już do was. piszcie komentarze bo chcę poznać waszą opinię :)
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Rozdział 4
Elena:
Po tej rozmowie byłam tak wkurzona na Caroline, że aż nie mogłam wytrzymać! Nagle z mojej złości wyrwała mnie Bonnie:
- I co z Caroline? Gdzie jest?
-Najwidoczniej u niego... I chyba się... - nie dokończyłam
- Ten tego? - wtrącił Kol i się łobuzersko uśmiechnął.
-Nie no co ty... Całowali się! - wykrzyknęłam.
Kol postanowił wampirzym tempem wrócić do domu. Gdy wybiegł z knajpy Bonnie powiedziała:
- Elena czy ty też myślisz, że to palant?
Nic nie odpowiedziałam... Nie mogłam ze złości otworzyć ust.
Kol:
Stałem na marmurowych schodach prowadzących na górę, do naszych pokojów.
Wszedłem po schodach i skierowałem się do pokoju Nik'a. Pomyślałem, że chyba tak wścibski nie jestem żeby tak po prostu wejść i zobaczyć co oni kombinują. Ale jednak, postanowiłem wejść. Nie było ich w pokoju. Na łóżku zauważyłem koszulkę Caroline a w kącie koszulę Klausa. Byłem podekscytowany i chciało mi się z nich śmiać, ale ok powstrzymałem się.
Usłyszałem szept Klausa dochodzący z łazienki. "W łazience?" Zapytałem się samego siebie w myślach.
Chciało mi się z nich śmiać jeszcze bardziej niż przedtem, ale póki co tylko uśmiechnąłem się od ucha do ucha i otworzyłem drzwi do łazienki. Pierwsze co zauważyłem to Caroline przyciśniętą do ściany ciałem Klausa. Klaus miał założone jeansy, dziewczyna z resztą też. Teraz już się nie powstrzymałem i wybuchnąłem głośnym śmiechem i zaklaskałem bratu na powitanie. Gdy usłyszeli mój śmiech nie przestali się całować.
Caroline:
Usłyszałam jakiś śmiech. Jeszcze przez chwilę się całowaliśmy po czym odepchnęłam delikatnie Klausa i powiedziałam:
- Klaus, kochanie ktoś tu chyba jest.
- I ja nawet wiem kto Caroline.- odpowiedział i momentalnie się odwrócił po czym krzyknął :
- Kol, DEBILU czy nasza Szanowna matka cię nie nauczyła że trzeba PUKAĆ!
- Nauczyła, ale wiesz jak to było dawno.- Odpowiedział Kol
Klaus był wściekły na brata widziałam to i próbowałam interweniować:
-Dobra przestańcie się kłócić. Muszę się ubrać... Klaus gdzie jest moja biała koszulka?
- Na łóżku. A moja?
- Chyba tez na łóżku... - odpowiedziałam nagle Kol wtrącił:
- BRRRR - błąd. Nikuś twoja koszula jest w kącie.
Widziałam niesamowity gniew w oczach Klausa po czym westchnał:
-Kol, nie nazywaj mnie Nik/ Nikuś bo wiesz jak na to reaguję!
-Tak wiem. Gdy Rebekah tak do ciebie powiedziała 1347 roku to ją zasztyletowałeś. Wolę uniknąć leżenia w trumnie przez najbliższe 100 lat więc lecę zapolować na jakaś pannę... Hmm ciekawe czy ta Bonnie byłaby smaczna... - powiedział Kol i uciekł w wampirzym tempie. Bałam się o Bonnie ale wiedziałam, że on się tylko tak z nami droczy. Wyszłam z łazienki i chwyciłam za koszulkę. Wcisnęłam ją na siebie i zapytałam się Klausa czy mogę powiedzieć Elenie, że np. mnie zahipnotyzował. Wampir wyraził zgodę. Pożegnałam go gorącym pocałunkiem i wyszłam z jego wielkiej willi.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że ten rozdział jest taki krótki no ale cóż ;D Musiałam czytać Zemstę wczoraj wieczorem a rano jakoś nie miałam weny ;D piszcie jak wam się podoba i czekajcie cierpliwie na następny.
Jakby zdarzyły się jakieś błędy to przepraszam i piszcie jakie ok? To na razie. jutro też postaram się dodać dwa :)
Po tej rozmowie byłam tak wkurzona na Caroline, że aż nie mogłam wytrzymać! Nagle z mojej złości wyrwała mnie Bonnie:
- I co z Caroline? Gdzie jest?
-Najwidoczniej u niego... I chyba się... - nie dokończyłam
- Ten tego? - wtrącił Kol i się łobuzersko uśmiechnął.
-Nie no co ty... Całowali się! - wykrzyknęłam.
Kol postanowił wampirzym tempem wrócić do domu. Gdy wybiegł z knajpy Bonnie powiedziała:
- Elena czy ty też myślisz, że to palant?
Nic nie odpowiedziałam... Nie mogłam ze złości otworzyć ust.
Kol:
Stałem na marmurowych schodach prowadzących na górę, do naszych pokojów.
Wszedłem po schodach i skierowałem się do pokoju Nik'a. Pomyślałem, że chyba tak wścibski nie jestem żeby tak po prostu wejść i zobaczyć co oni kombinują. Ale jednak, postanowiłem wejść. Nie było ich w pokoju. Na łóżku zauważyłem koszulkę Caroline a w kącie koszulę Klausa. Byłem podekscytowany i chciało mi się z nich śmiać, ale ok powstrzymałem się.
Usłyszałem szept Klausa dochodzący z łazienki. "W łazience?" Zapytałem się samego siebie w myślach.
Chciało mi się z nich śmiać jeszcze bardziej niż przedtem, ale póki co tylko uśmiechnąłem się od ucha do ucha i otworzyłem drzwi do łazienki. Pierwsze co zauważyłem to Caroline przyciśniętą do ściany ciałem Klausa. Klaus miał założone jeansy, dziewczyna z resztą też. Teraz już się nie powstrzymałem i wybuchnąłem głośnym śmiechem i zaklaskałem bratu na powitanie. Gdy usłyszeli mój śmiech nie przestali się całować.
Caroline:
Usłyszałam jakiś śmiech. Jeszcze przez chwilę się całowaliśmy po czym odepchnęłam delikatnie Klausa i powiedziałam:
- Klaus, kochanie ktoś tu chyba jest.
- I ja nawet wiem kto Caroline.- odpowiedział i momentalnie się odwrócił po czym krzyknął :
- Kol, DEBILU czy nasza Szanowna matka cię nie nauczyła że trzeba PUKAĆ!
- Nauczyła, ale wiesz jak to było dawno.- Odpowiedział Kol
Klaus był wściekły na brata widziałam to i próbowałam interweniować:
-Dobra przestańcie się kłócić. Muszę się ubrać... Klaus gdzie jest moja biała koszulka?
- Na łóżku. A moja?
- Chyba tez na łóżku... - odpowiedziałam nagle Kol wtrącił:
- BRRRR - błąd. Nikuś twoja koszula jest w kącie.
Widziałam niesamowity gniew w oczach Klausa po czym westchnał:
-Kol, nie nazywaj mnie Nik/ Nikuś bo wiesz jak na to reaguję!
-Tak wiem. Gdy Rebekah tak do ciebie powiedziała 1347 roku to ją zasztyletowałeś. Wolę uniknąć leżenia w trumnie przez najbliższe 100 lat więc lecę zapolować na jakaś pannę... Hmm ciekawe czy ta Bonnie byłaby smaczna... - powiedział Kol i uciekł w wampirzym tempie. Bałam się o Bonnie ale wiedziałam, że on się tylko tak z nami droczy. Wyszłam z łazienki i chwyciłam za koszulkę. Wcisnęłam ją na siebie i zapytałam się Klausa czy mogę powiedzieć Elenie, że np. mnie zahipnotyzował. Wampir wyraził zgodę. Pożegnałam go gorącym pocałunkiem i wyszłam z jego wielkiej willi.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że ten rozdział jest taki krótki no ale cóż ;D Musiałam czytać Zemstę wczoraj wieczorem a rano jakoś nie miałam weny ;D piszcie jak wam się podoba i czekajcie cierpliwie na następny.
Jakby zdarzyły się jakieś błędy to przepraszam i piszcie jakie ok? To na razie. jutro też postaram się dodać dwa :)
Rozdział 3
Klaus:
Nagle do pokoju wszedł Kol i wykrzyknął:
-Co ty robisz stary palancie!!?? Przez ciebie spadł telewizor wiszący w moim pokoju!
"O nie tylko nie Kol..." Pomyślałem i powiedziałem:
-Spadaj, braciszku...
Po chwili Kol odpowiedział:
- No dobra Klaus zapomnijmy, telewizor można kupić, krzesło też. Widzę, że masz małe kłopoty z Caroline więc muszę cię zabrać do "Grill'a" a potem zobaczymy. Co ty na to Niklaus?
Uśmiechnąłem się łobuzersko i poszedłem za Kol'em wprost do jego samochodu. Oprócz pobytu w "Grill'u"
miałem ochotę jeszcze na krew jakiejś panny... Taką krew prosto z żyły.
Caroline:
Po powrocie do domu odetchnęłam z ulgą. Mojej mamy nie było w mieszkaniu. To nawet lepiej, w innym wypadku pytałaby się gdzie byłam przez całą noc i czemu jestem ubłocona...
Gdy miałam już iść pod prysznic zadzwonił mi telefon. To była Elena. Chciała się ze mną spotkać za godzinę w "Grill'u". Zgodziłam się, odłożyłam telefon i weszłam pod prysznic. Umyłam się szybko bo wiedziałam że gdybym stała tam jeszcze 5 minut spóźniłabym się na spotkanie z Eleną i Bonnie. Po wyjściu spod prysznica, owinęłam się ręcznikiem, i musiałam iść do mojego pokoju gdyż zapomniałam wziąć ubrań do łazienki... Wybrałam białą koszulkę, błękitny sweterek zapinany na guziki i jasno niebieskie jeansy. Znów weszłam do łazienki. Gdy się ubrałam popatrzyłam na telefon. Zostało mi 15 minut do spotkania. Szybko się pomalowałam i wyszłam z domu. Gdy wyjmowałam kluczyki do mojego auta, usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
To była znów Elena z pytaniem gdzie jestem. Miałam jej powoli dosyć...
Wsiadłam do mojego białego porsche i odjechałam w stronę "Grill'a".
Gdy byłam już przy knajpie pierwsze co rzuciło mi się w oczy to samochód Eleny. Gdy wysiadłam z mojego auta od razy do niej podbiegłam. Moja przyjaciółka powiedziała:
-Hej Car, myślałam że już nie przyjedziesz.
- No co ty jasne, że bym przyjechała. A gdzie Bonnie? - Zapytałam
-W Grillu miała nam zająć stolik.
Po chwili poszłyśmy już w stronę knajpy. Elena wróciła się jeszcze do auta gdyż zapomniała go zamknąć...
Gdy chciałam wejść do grilla ktoś zastawił mi drzwi. To był Klaus. Wstrzymałam oddech. Prawie na siebie wpadliśmy. Nasze twarze były tak blisko siebie jak nigdy dotąd. Po chwili wampir pogłaskał mnie po policzku i powiedział:
-Caroline, ślicznie wyglądasz.
Zdałam sobie sprawę, że jednak coś do niego czułam. po moim brzuchu zaczęły latać motyle. czułam się tak cudownie ale po chwili odepchnęłam jego rękę z mojego policzka. On wykorzystał ten moment i mnie pocałował. Nie stawiałam najmniejszego oporu, lecz powiedziałam:
- Klaus nie tutaj jeszcze nas ktoś zobaczy.
Wampir zrobił zdziwioną minę i zapytał:
Elena? Bonnie? Czy może mój brat Kol? W takim razie... Czy masz ochotę iść do mnie?
Zgodziłam się.
I pognaliśmy wampirzym tempem prosto do domu Klausa. Gdy byliśmy już w jego pokoju, Klaus przycisnął mnie do ściany i nie odrywając swoich ust od moich zdjął mi sweter i koszulkę. Ja się zrewanżowałam tym, że rozpięłam mu jego koszulę w kartę i rzuciłam gdzieś w kąt.
Nasze usta nie rozstawały się. Teraz byłam już pewna, To jego szukałam przez całe liceum, to on był moim wymarzonym księciem z bajki.
Nagle zadzwonił mi telefon... Znowu... Odebrałam i usłyszałam głos Eleny w słuchawce:
-Caroline, gdzie ty jesteś? Szukamy cię z Bonnie. Kol mówi, że Klaus cię chyba porwał. Nie martw się już po ciebie jedziemy tylko powiedz gdzie jesteś. Czy Klaus ci coś zrobił?
- Nic mi nie zrobił. Jedynie mnie pocałował. Na razie... nie szukajcie mnie. Pa.
I wkurzona się rozłączyłam i rzuciłam telefon na łóżko. Nagle usłyszałam aksamitny akcent mojego ukochanego:
- Kto to był Caroline?
- Nikt ważny... - powiedziałam i kontynuowałam pocałunki.
__________________________________________________________________________________
I oto pierwszy wpis na dzisiaj. Mam nadzieję, że spodobał się wam i zapraszam do komentowania :)
Może jeszcze dzisiaj dodam 4 rozdział :)
niedziela, 20 stycznia 2013
Rodział 2
Klaus:
Caroline wyglądała tak pięknie gdy spała. Moja kochana anielica. Nie wierzę, że to mówię ale kocham tą dziewczyną jak jeszcze nigdy, żadnej nie kochałem. Jest dla mnie najważniejsza. Bez niej nie mógłbym żyć. Lecz wiem, że ona nigdy mnie nie pokocha. Przez te myśli z mojego oka popłynęła mi samotna łza.
przecież JA nie mogłem płakać. Jestem hybrydą... Nie mogłem ryczeć jak jakaś panna którą ugryzłem...
Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego młodszego brata, Kol'a
-Co tam gołąbeczki? - zapytał
- Kol, bracie, zabiję cię jeśli się nie przymkniesz... Tylko spróbuj ją obudzić a też ci wbije kołek w to twoje żałosne serce... - mruknąłem zdenerwowany
- To ona cały czas spała? Myślałem, że robiliście ciekawsze rzeczy niż... spanie.- powiedział Kol i cwaniacko się uśmiechnął. Chciał jeszcze coś dopowiedzieć ale podbiegłem do niego i go przycisnałem do ściany przy której stał.
- Co ty powiedziałeś? - Zapytałem wściekły.
- To co chciałbyś usłyszeć. Przyznaj się... jesteś zakochany w tej małej Caroline i że chcesz z nią być.
A właśnie powiedziałem Rebekce i Elijah żeby ci nie przeszkadzali dzisiaj bo masz rozkosznego gościa...- powiedział po czym się uśmiechnął i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.
"Chociaż raz zachował się jak przystało"pomyślałem i położyłem się koło budzącej się Caroline.
Caroline:
Poczułam na swoim karku jakiś miętowy oddech. Nie wiedziałam do kogo należy. Czułam się jakbym całą noc przespała pijana. Ale nie pamiętam żebym piła wczoraj jakiś alkohol.
Nic nie pamiętałam. Pierwsze co zauważyłam po przebudzeniu to błękitna, aksamitna pościel którą byłam otulona. Nadal nie wiedziałam do kogo należy ten oddech. Nagle usłyszałam za sobą głos z brytyjskim akcentem.To był głos Klausa.
- Widzę, że już się obudziłaś księżniczko.
To on mnie wczoraj znalazł samotną w lesie. Teraz wszystko sobie przypomniałam. Tyler przyznał się do zdrady, ja uciekłam do jakiegoś starego lasu a tam znalazł mnie Klaus. Pamiętam jeszcze tylko to, że zasnęłam jak małe dziecko, w jego ramionach. Po raz pierwszy widziałam żeby Klaus był tak romantyczny. Nie miałam tylko pojęcia jak mu powiedzieć to, że chyba nic do niego nie czuję.
Obróciłam się w łóżku twarzą do niego.Nasze nosy prawie się stykały ze sobą. Nie, jednak myślę, że coś do niego czuję, tylko nie wiem co... Nie mogłam pomyśleć, że mogłam się w nim... zakochać? tak to to słowo było dla mnie tak przerażające. Po chwili popatrzyłam na jego przystojną twarz, po raz pierwszy zauważyłam że się uśmiechnął na mój widok... no dobrze nie po raz pierwszy...
Gdy tak patrzyłam głęboko w jego oczy, otworzyłam umysł i Klaus mógł widzieć co ja myślę o nim.
Czułam takie jakby... motyle w brzuchu. Tak to było to. "O nie zakochałam się"- pomyślałam.
Klaus odczytał tę myśl, bo zaraz po tym uśmiechnął się i popatrzył mi głęboko w oczy z niedowierzaniem.
- Na prawdę Caroline? Na prawdę mnie kochasz? - zapytał
Moje serce mówiło tak a rozum nie. Posłuchałam rozumu.
- Nie nie kocham cię...
-Nie walcz ze swoimi uczuciami Car. Nie walcz ze mną.- odpowiedział
- Nie rozumiesz, że cię nie kocham? - powiedziałam ale w myślach dodałam " chyba nie kocham, nie wiem"
Znów to odczytał i znowu był smutny.
Szybko wstałam z łóżka i wybiegłam z pokoju, z domu Mikaelsonów.
Jedyne co chciałam to to żebym się utopiła w łzach pod prysznicem. Miałam nadzieję, że moja mama była w pracy bo nie chciałam tłumaczyć się gdzie byłam i czemu mam rozmazany makijaż.
Wróciłam do domu.
Klaus:
Byłem wkurzony na nią za to co powiedziała. Pomyślałem że zachowuje się trochę jak Elena. "Nie wiem co czuję". To ona zawsze tak mówiła...
Pragnąłem zrobić wszystko by o niej zapomnieć. Ale nie mogłem...
Chwyciłem za krzesło stojące przy biurku i uderzyłem nim w ścianę z pewnej odległości. krzesło roztrzaskało się na setki kawałków.
Po chwili podszedłem do ściany i uderzyłem w nią swoją pięścią z wampirzą szybkością.
Z sufitu zaczął się walić tynk. Nie przejmowałem się tym. Teraz najważniejsze było to by zapomnieć o Caroline.
Nagle do pokoju wszedł Kol i wykrzyknął:
-Co ty robisz stary palancie!!?? Przez ciebie spadł telewizor wiszący w moim pokoju!
___________________________________________________________________________________
Hej i oto 2 rozdział :) Mam nadzieję, że podobał się wam i pamiętajcie komentujcie ;D To dla mnie bardzo ważne bo jak widzicie rozkręciłam się na dobre ;p Komentujcie- przyjmę te dobre komentarze i te złe oczywiście też ;D Byle by jakieś były. Jakbyście widzieli jakieś błędy to piszcie a je poprawię i postaram się już ich nie robić ;D
Caroline wyglądała tak pięknie gdy spała. Moja kochana anielica. Nie wierzę, że to mówię ale kocham tą dziewczyną jak jeszcze nigdy, żadnej nie kochałem. Jest dla mnie najważniejsza. Bez niej nie mógłbym żyć. Lecz wiem, że ona nigdy mnie nie pokocha. Przez te myśli z mojego oka popłynęła mi samotna łza.
przecież JA nie mogłem płakać. Jestem hybrydą... Nie mogłem ryczeć jak jakaś panna którą ugryzłem...
Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego młodszego brata, Kol'a
-Co tam gołąbeczki? - zapytał
- Kol, bracie, zabiję cię jeśli się nie przymkniesz... Tylko spróbuj ją obudzić a też ci wbije kołek w to twoje żałosne serce... - mruknąłem zdenerwowany
- To ona cały czas spała? Myślałem, że robiliście ciekawsze rzeczy niż... spanie.- powiedział Kol i cwaniacko się uśmiechnął. Chciał jeszcze coś dopowiedzieć ale podbiegłem do niego i go przycisnałem do ściany przy której stał.
- Co ty powiedziałeś? - Zapytałem wściekły.
- To co chciałbyś usłyszeć. Przyznaj się... jesteś zakochany w tej małej Caroline i że chcesz z nią być.
A właśnie powiedziałem Rebekce i Elijah żeby ci nie przeszkadzali dzisiaj bo masz rozkosznego gościa...- powiedział po czym się uśmiechnął i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.
"Chociaż raz zachował się jak przystało"pomyślałem i położyłem się koło budzącej się Caroline.
Caroline:
Poczułam na swoim karku jakiś miętowy oddech. Nie wiedziałam do kogo należy. Czułam się jakbym całą noc przespała pijana. Ale nie pamiętam żebym piła wczoraj jakiś alkohol.
Nic nie pamiętałam. Pierwsze co zauważyłam po przebudzeniu to błękitna, aksamitna pościel którą byłam otulona. Nadal nie wiedziałam do kogo należy ten oddech. Nagle usłyszałam za sobą głos z brytyjskim akcentem.To był głos Klausa.
- Widzę, że już się obudziłaś księżniczko.
To on mnie wczoraj znalazł samotną w lesie. Teraz wszystko sobie przypomniałam. Tyler przyznał się do zdrady, ja uciekłam do jakiegoś starego lasu a tam znalazł mnie Klaus. Pamiętam jeszcze tylko to, że zasnęłam jak małe dziecko, w jego ramionach. Po raz pierwszy widziałam żeby Klaus był tak romantyczny. Nie miałam tylko pojęcia jak mu powiedzieć to, że chyba nic do niego nie czuję.
Obróciłam się w łóżku twarzą do niego.Nasze nosy prawie się stykały ze sobą. Nie, jednak myślę, że coś do niego czuję, tylko nie wiem co... Nie mogłam pomyśleć, że mogłam się w nim... zakochać? tak to to słowo było dla mnie tak przerażające. Po chwili popatrzyłam na jego przystojną twarz, po raz pierwszy zauważyłam że się uśmiechnął na mój widok... no dobrze nie po raz pierwszy...
Gdy tak patrzyłam głęboko w jego oczy, otworzyłam umysł i Klaus mógł widzieć co ja myślę o nim.
Czułam takie jakby... motyle w brzuchu. Tak to było to. "O nie zakochałam się"- pomyślałam.
Klaus odczytał tę myśl, bo zaraz po tym uśmiechnął się i popatrzył mi głęboko w oczy z niedowierzaniem.
- Na prawdę Caroline? Na prawdę mnie kochasz? - zapytał
Moje serce mówiło tak a rozum nie. Posłuchałam rozumu.
- Nie nie kocham cię...
-Nie walcz ze swoimi uczuciami Car. Nie walcz ze mną.- odpowiedział
- Nie rozumiesz, że cię nie kocham? - powiedziałam ale w myślach dodałam " chyba nie kocham, nie wiem"
Znów to odczytał i znowu był smutny.
Szybko wstałam z łóżka i wybiegłam z pokoju, z domu Mikaelsonów.
Jedyne co chciałam to to żebym się utopiła w łzach pod prysznicem. Miałam nadzieję, że moja mama była w pracy bo nie chciałam tłumaczyć się gdzie byłam i czemu mam rozmazany makijaż.
Wróciłam do domu.
Klaus:
Byłem wkurzony na nią za to co powiedziała. Pomyślałem że zachowuje się trochę jak Elena. "Nie wiem co czuję". To ona zawsze tak mówiła...
Pragnąłem zrobić wszystko by o niej zapomnieć. Ale nie mogłem...
Chwyciłem za krzesło stojące przy biurku i uderzyłem nim w ścianę z pewnej odległości. krzesło roztrzaskało się na setki kawałków.
Po chwili podszedłem do ściany i uderzyłem w nią swoją pięścią z wampirzą szybkością.
Z sufitu zaczął się walić tynk. Nie przejmowałem się tym. Teraz najważniejsze było to by zapomnieć o Caroline.
Nagle do pokoju wszedł Kol i wykrzyknął:
-Co ty robisz stary palancie!!?? Przez ciebie spadł telewizor wiszący w moim pokoju!
___________________________________________________________________________________
Hej i oto 2 rozdział :) Mam nadzieję, że podobał się wam i pamiętajcie komentujcie ;D To dla mnie bardzo ważne bo jak widzicie rozkręciłam się na dobre ;p Komentujcie- przyjmę te dobre komentarze i te złe oczywiście też ;D Byle by jakieś były. Jakbyście widzieli jakieś błędy to piszcie a je poprawię i postaram się już ich nie robić ;D
Rozdział 1
Klaus :
Caroline miała na sobie cudowną białą sukienkę, spiętą w talii brązowym paskiem. Do tej stylizacji założyła brązowe szpilki w kolorze paska. Wyglądała jak Anioł w nowej lepszej niż zwykły anioł , odsłonie.
Dziewczyna podeszła do Tylera i rozpoczęła rozmowę. Wytężyłem swoje zmysły bo podsłuchać o czym rozmawiają.
Caroline:
Podeszłam do Tylera. Gdy chciałam go pocałować, gwałtownie mnie odepchnął.
Nie wiedziałam czemu tak się zachował, ale wiedziałam jedno : Zachowywał się dosyć nietypowo.
Nawet nie powiedział głupiego "Hej, Caroline" na powitanie. Po chwili ciszy odezwał się:
-Car, wiesz że złamałem więź łączącą mnie z Klausem, prawda?
- Tak wiem, napisałeś mi to sms'em. I podobno pomógł ci jakiś przyjaciel.... czekaj to był jakiś David, tak?
-Tak ci tylko napisałem. Tak na prawdę... Caroline nie mogłem się powstrzymać...
Dopiero po dłuższej chwili dotarł do mnie sens tych słów... Nie mogłam zrozumieć jak on mógł to zrobić.
-Co? Jak mogłeś? Nie, nie, nie to nie może być prawda... Zdradziłeś mnie? Jak mogłeś? Potraktowałeś mnie jak jakąś... hmm niech pomyślę... jak jakaś szmatę ! - wykrzyknęłam i wstałam od stolika.
Stałam tak bez ruchu i wpatrywałam się w niego... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego kim on tak na prawdę dla mnie jest. Od jego wyjazdu moje uczucia do niego zanikały a ja tego nie zauważyłam. W tym momencie to co do niego czułam było tak małe i prawie nie wyczuwalne.
-Przepraszam Cię Car. Ma na imię Hayley i też jest wilkołakiem.- powiedział
- Nienawidzę cię! I nie nazywaj mnie Car idioto!!! - Zawołałam i wybiegłam z knajpy z łzami w oczach
Nie wiedziałam gdzie biegnę. Byłam załamana.
Klaus:
Gdy dotarło do mnie co ten ... ( przekleństwa) ... Palant zrobił mojej ukochanej od razu wstałem od stolika i z wielkim hałasem zasunąłem krzesło.
Przez niego Caroline wybiegła, bóg wie gdzie z Płaczem!
Podszedłem do niego spokojnie , popatrzyłem mu prosto w te jego... oczy i powiedziałem z wściekłością:
-Jeszcze raz skrzywdzisz Caroline a obiecuje ci że cię zabiję... I niech jej się coś stanie nawet małe zadrapanie, pożałujesz.
Po tych słowach nie czekałem na odpowiedź tylko wybiegłem z wampirzym tempem z knajpy za zapachem Caroline.
Znalazłem ją w starym lesie na obrzeżach miasta.
Podszedłem do skulonej w kłębek i płaczącej Anielicy.
Ostrożnie, tak by jej nie wystraszyć przytuliłem ją.
Dziewczyna momentalnie wstrzymała oddech.
Caroline:
Byłam przerażona zajściem w "Grillu" i tym że KTOŚ mnie znalazł samotną w środku lasu. Nagle usłyszałam głos wybawcy.
-Cichutko, Aniele. Ja cię obronię i nie dam nikomu cie skrzywdzić!
Gdy zorientowałam się kto to powiedział jeszcze bardziej się przeraziłam. Było jak w moim śnie! Poznałam go po Brytyjskim akcencie. To był Klaus!
Byłam przerażona ale za razem cieszyłam się że to on a nie ktoś inny. Co ja mówię, bałam się, bałam się i to cholernie...myślałam że będzie tak jak w śnie i wyląduję ze złamaną ręką.... Znowu zaczęłam płakać tylko tym razem ze strachu. Czułam że on darzy mnie jakimś wielkim uczuciem ale ja prawie nic do niego nie czułam. Oprócz nienawiści i współczucia prawie nic... Co ja mówię coś mnie w nim niesamowicie pociągało...
Nagle powiedział wyrywając mnie tym z serii słonych łez:
- Kochana, zabiorę cię do mojego domu i tam odpoczniesz dobrze?
Pokiwałam przytakująco głową i spróbowałam wstać o własnych siłach. Nie udało mi się i upadłam. Klaus podniósł mnie za rękę i podtrzymał. Lecz po chwili poczułam jak moje stopy odrywają się od ziemi.
Usnęłam w kojących ramionach Hybrydy.
___________________________________________________________________________________
I oto 1 rozdział! Mam nadzieję że się wam spodoba i że będzie dużo komentarzy ;D Chcecie jeszcze dzisiaj 2 rozdział? Też mam gotowy więc mogę dodać! Komentujcie bo nie wiem czy podobają wam się moje wpisy ;D
Caroline miała na sobie cudowną białą sukienkę, spiętą w talii brązowym paskiem. Do tej stylizacji założyła brązowe szpilki w kolorze paska. Wyglądała jak Anioł w nowej lepszej niż zwykły anioł , odsłonie.
Dziewczyna podeszła do Tylera i rozpoczęła rozmowę. Wytężyłem swoje zmysły bo podsłuchać o czym rozmawiają.
Caroline:
Podeszłam do Tylera. Gdy chciałam go pocałować, gwałtownie mnie odepchnął.
Nie wiedziałam czemu tak się zachował, ale wiedziałam jedno : Zachowywał się dosyć nietypowo.
Nawet nie powiedział głupiego "Hej, Caroline" na powitanie. Po chwili ciszy odezwał się:
-Car, wiesz że złamałem więź łączącą mnie z Klausem, prawda?
- Tak wiem, napisałeś mi to sms'em. I podobno pomógł ci jakiś przyjaciel.... czekaj to był jakiś David, tak?
-Tak ci tylko napisałem. Tak na prawdę... Caroline nie mogłem się powstrzymać...
Dopiero po dłuższej chwili dotarł do mnie sens tych słów... Nie mogłam zrozumieć jak on mógł to zrobić.
-Co? Jak mogłeś? Nie, nie, nie to nie może być prawda... Zdradziłeś mnie? Jak mogłeś? Potraktowałeś mnie jak jakąś... hmm niech pomyślę... jak jakaś szmatę ! - wykrzyknęłam i wstałam od stolika.
Stałam tak bez ruchu i wpatrywałam się w niego... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego kim on tak na prawdę dla mnie jest. Od jego wyjazdu moje uczucia do niego zanikały a ja tego nie zauważyłam. W tym momencie to co do niego czułam było tak małe i prawie nie wyczuwalne.
-Przepraszam Cię Car. Ma na imię Hayley i też jest wilkołakiem.- powiedział
- Nienawidzę cię! I nie nazywaj mnie Car idioto!!! - Zawołałam i wybiegłam z knajpy z łzami w oczach
Nie wiedziałam gdzie biegnę. Byłam załamana.
Klaus:
Gdy dotarło do mnie co ten ... ( przekleństwa) ... Palant zrobił mojej ukochanej od razu wstałem od stolika i z wielkim hałasem zasunąłem krzesło.
Przez niego Caroline wybiegła, bóg wie gdzie z Płaczem!
Podszedłem do niego spokojnie , popatrzyłem mu prosto w te jego... oczy i powiedziałem z wściekłością:
-Jeszcze raz skrzywdzisz Caroline a obiecuje ci że cię zabiję... I niech jej się coś stanie nawet małe zadrapanie, pożałujesz.
Po tych słowach nie czekałem na odpowiedź tylko wybiegłem z wampirzym tempem z knajpy za zapachem Caroline.
Znalazłem ją w starym lesie na obrzeżach miasta.
Podszedłem do skulonej w kłębek i płaczącej Anielicy.
Ostrożnie, tak by jej nie wystraszyć przytuliłem ją.
Dziewczyna momentalnie wstrzymała oddech.
Caroline:
Byłam przerażona zajściem w "Grillu" i tym że KTOŚ mnie znalazł samotną w środku lasu. Nagle usłyszałam głos wybawcy.
-Cichutko, Aniele. Ja cię obronię i nie dam nikomu cie skrzywdzić!
Gdy zorientowałam się kto to powiedział jeszcze bardziej się przeraziłam. Było jak w moim śnie! Poznałam go po Brytyjskim akcencie. To był Klaus!
Byłam przerażona ale za razem cieszyłam się że to on a nie ktoś inny. Co ja mówię, bałam się, bałam się i to cholernie...myślałam że będzie tak jak w śnie i wyląduję ze złamaną ręką.... Znowu zaczęłam płakać tylko tym razem ze strachu. Czułam że on darzy mnie jakimś wielkim uczuciem ale ja prawie nic do niego nie czułam. Oprócz nienawiści i współczucia prawie nic... Co ja mówię coś mnie w nim niesamowicie pociągało...
Nagle powiedział wyrywając mnie tym z serii słonych łez:
- Kochana, zabiorę cię do mojego domu i tam odpoczniesz dobrze?
Pokiwałam przytakująco głową i spróbowałam wstać o własnych siłach. Nie udało mi się i upadłam. Klaus podniósł mnie za rękę i podtrzymał. Lecz po chwili poczułam jak moje stopy odrywają się od ziemi.
Usnęłam w kojących ramionach Hybrydy.
___________________________________________________________________________________
I oto 1 rozdział! Mam nadzieję że się wam spodoba i że będzie dużo komentarzy ;D Chcecie jeszcze dzisiaj 2 rozdział? Też mam gotowy więc mogę dodać! Komentujcie bo nie wiem czy podobają wam się moje wpisy ;D
Prolog
Caroline:
Siedziałam w mojej nowej sukience na łóżku. myślałam o dzisiejszym spotkaniu z Tylerem. Wczoraj wysłał mi sms z bardzo radosną nowiną : Wrócił do Mystic Falls i chciał mi coś powiedzieć. Byłam zachwycona że mój chłopak który wyjechał by wyzwolić się spod władzy tego... Klausa... Napisał mi w końcu wiadomość, że wrócił. Gdy tylko rano wstałam ubrałam się w najlepszą sukienkę, nałożyłam delikatny make-up i usiadłam na moim wielkim łóżku. Mojej mamy policjantki jak zwykle nie było w domu. Do spotkania z moim chłopakiem zostało jeszcze pół godziny. Umówiliśmy się w "Grill'u" Siedząc na łóżku rozmyślałam o Tylerze... Ale nagle moje myśli o ukochanym przyćmił ten koszmar który dzisiaj mi się przyśnił...
śniło mi się, że Klaus podszedł do mnie w jakimś lesie. Przytulił mnie a gdy chciałam go odepchnąć złamał mi rękę. Przybliżył swoje usta do moich i bez wahania mnie pocałował. Ja stawiałam opór tylko na początku lecz po chwili odwzajemniłam pocałunek... Na szczęście obudził mnie budzik. Myślałam o Klausie z.... ze strachem? Obrzydzeniem? Nie to co o nim myślałam było pociągające a za razem przerażające. Ale moje serce należy tylko Do Tylera Lockwood'a. Gdy popatrzyłam na zegarek była już 9:05 a z Tylerem umówiłam się na 9:10. "O nie spóźnię się!" Pomyślałam zrozpaczona. Złapałam telefon i wampirzym tempem wybiegłam z domu.
Klaus:
Caroline-słodka Anielica...Słodka i w dodatku przepiękna Anielica. Ale nie ona Aniołem nie była - Ona była wampirem, tak jak ja... Jej anielskie blond loki lśniły w słońcu... a jej mleczna cera była po prostu... cudowna. Siedziałem w słynnej w Mystic Falls knajpie "Mystic Grill". Nie mogłem przestać myśleć o niej - Caroline Forbes, córce Pani szeryf Forbes... nie licząc jego ojca geja. Była piękna jak zachód słońca , a gdy ją widziałem czułem się jakbym pił słodką krew prosto z żyły jakiejś panny. o jak mnie korciło żeby zabić tego całego... Tylera... Nie wiem po co ja go przemieniłam w wampira... No tak żeby sprawdzić czy w taki sposób mogę tworzyć hybrydy. Ale znowu gdybym go zabił straciłbym Caroline na zawsze więc nie, wolę go nie zabijać...
Z takiego rozmyślania wyrwała mnie jakaś młoda kelnerka.
-Co podać? - zapytała
-To co zwykle. - odpowiedziałem wkurzony
-Czyli co bo pracuję tu od wczoraj.- powiedziała
- Whisky... I radzę ci żebyś zapamiętała bo często tu bywam.- westchnąłem
Tak często tu bywałem, jak nie sam to z moim młodszym, denerwującym bratem- Kol'em
Ale zawsze zamawiałem to samo: Whisky. Tylko ten trunek potrafił mnie wyrwać z szarej rzeczywistości... w której nie byłem z Caroline choć ją bardzo kochałem.
Nagle podeszła do mnie kelnerka z napojem. Zauważyłem , że ktoś wszedł do knajpy. To był Tyler Lockwood.
Byłem wściekły że go zobaczyłem. Po chwili w knajpie pojawiła się słodka jak miód Caroline. Wyostrzyłem moje zmysły by wsłuchać się w ich rozmowę. Bardzo napiętą rozmowę bo obydwoje mieli grobowe miny.
__________________________________________________________________________________
Hej jestem Oliwia i uwielbiam Parę Klaroline. Dzisiaj założyłam tego bloga, ale opowiadania piszę od dawna ;D Bardzo bym prosiła o sporo komentarzy bo nie wiem czy to jest dobrze. Zniosę te dobre komentarze jak i te złe. Mam nadzieję że będziecie wchodzić na mojego bloga, bo jeszcze dzisiaj wpiszę jeszcze 1 rozdział ;)
Komentujcie ponieważ chcę poznać waszą opinię :)
Siedziałam w mojej nowej sukience na łóżku. myślałam o dzisiejszym spotkaniu z Tylerem. Wczoraj wysłał mi sms z bardzo radosną nowiną : Wrócił do Mystic Falls i chciał mi coś powiedzieć. Byłam zachwycona że mój chłopak który wyjechał by wyzwolić się spod władzy tego... Klausa... Napisał mi w końcu wiadomość, że wrócił. Gdy tylko rano wstałam ubrałam się w najlepszą sukienkę, nałożyłam delikatny make-up i usiadłam na moim wielkim łóżku. Mojej mamy policjantki jak zwykle nie było w domu. Do spotkania z moim chłopakiem zostało jeszcze pół godziny. Umówiliśmy się w "Grill'u" Siedząc na łóżku rozmyślałam o Tylerze... Ale nagle moje myśli o ukochanym przyćmił ten koszmar który dzisiaj mi się przyśnił...
śniło mi się, że Klaus podszedł do mnie w jakimś lesie. Przytulił mnie a gdy chciałam go odepchnąć złamał mi rękę. Przybliżył swoje usta do moich i bez wahania mnie pocałował. Ja stawiałam opór tylko na początku lecz po chwili odwzajemniłam pocałunek... Na szczęście obudził mnie budzik. Myślałam o Klausie z.... ze strachem? Obrzydzeniem? Nie to co o nim myślałam było pociągające a za razem przerażające. Ale moje serce należy tylko Do Tylera Lockwood'a. Gdy popatrzyłam na zegarek była już 9:05 a z Tylerem umówiłam się na 9:10. "O nie spóźnię się!" Pomyślałam zrozpaczona. Złapałam telefon i wampirzym tempem wybiegłam z domu.
Klaus:
Caroline-słodka Anielica...Słodka i w dodatku przepiękna Anielica. Ale nie ona Aniołem nie była - Ona była wampirem, tak jak ja... Jej anielskie blond loki lśniły w słońcu... a jej mleczna cera była po prostu... cudowna. Siedziałem w słynnej w Mystic Falls knajpie "Mystic Grill". Nie mogłem przestać myśleć o niej - Caroline Forbes, córce Pani szeryf Forbes... nie licząc jego ojca geja. Była piękna jak zachód słońca , a gdy ją widziałem czułem się jakbym pił słodką krew prosto z żyły jakiejś panny. o jak mnie korciło żeby zabić tego całego... Tylera... Nie wiem po co ja go przemieniłam w wampira... No tak żeby sprawdzić czy w taki sposób mogę tworzyć hybrydy. Ale znowu gdybym go zabił straciłbym Caroline na zawsze więc nie, wolę go nie zabijać...
Z takiego rozmyślania wyrwała mnie jakaś młoda kelnerka.
-Co podać? - zapytała
-To co zwykle. - odpowiedziałem wkurzony
-Czyli co bo pracuję tu od wczoraj.- powiedziała
- Whisky... I radzę ci żebyś zapamiętała bo często tu bywam.- westchnąłem
Tak często tu bywałem, jak nie sam to z moim młodszym, denerwującym bratem- Kol'em
Ale zawsze zamawiałem to samo: Whisky. Tylko ten trunek potrafił mnie wyrwać z szarej rzeczywistości... w której nie byłem z Caroline choć ją bardzo kochałem.
Nagle podeszła do mnie kelnerka z napojem. Zauważyłem , że ktoś wszedł do knajpy. To był Tyler Lockwood.
Byłem wściekły że go zobaczyłem. Po chwili w knajpie pojawiła się słodka jak miód Caroline. Wyostrzyłem moje zmysły by wsłuchać się w ich rozmowę. Bardzo napiętą rozmowę bo obydwoje mieli grobowe miny.
__________________________________________________________________________________
Hej jestem Oliwia i uwielbiam Parę Klaroline. Dzisiaj założyłam tego bloga, ale opowiadania piszę od dawna ;D Bardzo bym prosiła o sporo komentarzy bo nie wiem czy to jest dobrze. Zniosę te dobre komentarze jak i te złe. Mam nadzieję że będziecie wchodzić na mojego bloga, bo jeszcze dzisiaj wpiszę jeszcze 1 rozdział ;)
Komentujcie ponieważ chcę poznać waszą opinię :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)