Klaus:
Czerwonawe światło wpadało między moje zamknięte powieki. Otworzyłem oczy i od razu przysłoniłem je rękoma. Światło to było niesamowicie uciążliwe dla moich oczu. Gdy już moje oczy przyzwyczaiły się do dziwnego światła, odsunąłem rękę. Zauważyłem, że miejsce na łóżku obok mnie było puste. Był tam tylko jeden ślad po wczorajszej zwariowanej nocy. Ślady po wbitych w materac paznokciach Janette. Takie same ślady zostawiła Caroline gdy ostatnim razem uprawialiśmy seks. Tak... z Care seks był niesamowity... Prawdziwy. Nie to co dziś w nocy... Wydawało mi się, że nawet Janette robiła to ze mną tylko po to by komuś dopiec czy kogoś wkurzyć. Z Caroline było inaczej... Nasze uczucia były całkowicie odwzajemnione... STOP! Chciałem w mojej głowie wcisnąć nieistniejący przycisk "usuń z pamięci". Szkoda, że taki przycisk nie istniał bo gdyby istniał, to nie cierpiał bym tortur jakie cierpię gdy tylko przed oczyma staje mi obraz ukochanej całującej mojego przyjaciela... Zacząłem rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu Janette. Nigdzie jej nie było. Usiadłem na łóżku i zacząłem się ubierać. Przecież nie mogłem paradować goły po mrocznych wymiarach. Gdy się ubrałem od razu w super tempie wybiegłem z wielkiego zamku. Skierowałem się do baru "The walking dead" i wszedłem do niego by napić się czegoś mocniejszego.
Janette:
Silas siedział na ławce. W jego ręce widziałam bukiet z kwiatami. Byłam nieźle spóźniona na nasze spotkanie. Bałam się jego reakcji. Gdyby dowiedział się o mnie i o Klausie od razu chciałby go zabić jeszcze bardziej... Boże jedyny... Rozkochałam w sobie potwora który zabił mojego byłego! Moja psychika od czasu zmiany w wampira była już nieźle zrąbana, że tak powiem. Nabrałam powietrza w płuca i wyszłam zza drzewa za którym się ukrywałam. Silas zauważył mnie od razu.
-Janette, czemu się spóźniłaś, kochana?-zapytał.
-Zaspałam, Si. Nic wielkiego.-skłamałam. Bałam się mu popatrzeć w oczy.
-Ale spałaś sama prawda?-zapytał opiekuńczym tonem. -Oczywiście. -skłamałam ponownie.
-To dobrze...-szepnął i podał mi kwiaty. Białe róże.
Uśmiechnęłam się promieniście i go pocałowałam. Od niedawna byłam w nim zakochania i... żałowałam wczorajszej nocy. Nagle w mojej głowie usłyszałam głos Klausa.
Za dwie godziny czekaj pod bramą dzielącą dwa światy.
Przekazałam wiadomość Silasowi a ten się skrzywił na samo wspomnienie imienia "Klaus". Mimo wszystko był o mnie zazdrosny... Jedyne co musiałam zrobić to utrzymywać to co się stało w nocy, w ścisłej tajemnicy.
Klaus:
Siedziałem w barze rozmyślając nad moją przyszłością... Caroline była w ciąży więc opuścić jej nie mogłem... ani nie chciałam. Była miłością mojego życia nie mogłem pozwolić na to by dowiedziała się i tym jaki błąd popełniłem lądując w łóżku ze swoją byłą z którą kompletnie nic mnie już nie łączyło. Podsumowując. Zachowałem się jak męska dziwka. I niezmiernie tego żałowałem. Gdy tak rozmyślałem, postanowiłem wysłać Janette telepatycznie wiadomość, gdzie ma się pojawić z tym dupkiem - Silasem. Nienawiść aż we mnie buzowała! To wszystko co się wydarzyło było przez niego! Bo gdyby nie on... Spałbym z Caroline, a nie z dziewczyną, która była dla mnie wrzodem na dupie, który podążał za mną przez te wszystkie miesiące kiedy byliśmy parą. Tak, wrzód... To było dobre porównanie dla tej małej suki. Jeszcze bezczelnie wylądowałem z nią w łóżku. Nie wiem dlaczego tak postąpiłem. Jak idiota nie liczący się z uczuciami ukochanej, która spokojnie sobie mieszkała. Gdyby dłużej pomyśleć zachowałem się jak Tyler. Ale trochę winy było też po stronie Caroline. W końcu nie powinna całować Stefana! No ludzie... To była chyba jakaś ironia. Nie żyłem, a przejmowałem się takimi głupotami! Większa wina była po mojej stronie... Nie powinienem tak od razu uprawiać seksu z Janette. Zdałem sobie sprawę z mojego błędu dopiero po fakcie jakim była wczorajsza noc. Po chwili rozmyślania podeszła do mnie kelnerka i podała mi butelkę bourbon'u. Odkręciłem ją i zacząłem pić cholernie niezdrowy trunek. Poczułem w gardle ostry ból. Tak jakbym pił werbenę. Popatrzyłem na etykietę alkoholu. "Śladowe ilości werbeny" przeczytałem po cichu i pomyślałem: Jaki matoł wymyślił by dodać werbenę do bourbon'u... Naszła mnie dzika myśl, że to Tyler ale po chwili mnie opuściła. Przecież ten głupi wilkołak nawet nie wiedział co to "Mroczne Wymiary". Nie miałem pojęcia o czym mógłby pomyśleć słysząc tą nazwę, ale byłem pewien, że ten. debil pomyślałby o gwałceniu czy czymś... Takie debile myślały tylko o jednym. Postanowiłem dopić trunek mimo niepokoju o gardło i poparzenia żołądka pierwszego lub drugiego stopnia. A co tam. Trzeba żyć chwilą, a nie przyszłością. Gdyby każdy myślał o przyszłości to jak by wyglądał świat? Byłby beznadziejny. Lecz gdy wypiłem trunek do pusta, podeszła do mnie średniego wzrostu brunetka. Podniosłem wzrok i od razu rozpoznałem przyjaciółkę Caroline. -Witaj, Bonnie.-powiedziałem.
-Część. Kiedy wracamy? Siedzę tu już jakiś rok.
-Tak na prawdę tylko trzy dni, słodka, mała czarownico.
-Serio? Uff jaka ulga. Już się bałam, że Mystic Falls zmieniło się całkowicie.
-Miasto się nie zmieniło ale obawiam się tego że relacje niektórych się zmienią...
Bonnie skinęła na kelnerkę i zamówiła zimne piwo i frytki. Nim się zorientowaliśmy minęły już dwie godziny spędzone na gadaniu o błahych sprawach... Wyszliśmy z baru i od razu skierowaliśmy się w stronę wielkiej bramy. Pod nią stały dwie osoby. Kobieta i mężczyzna. Trzymali się za ręce. Już poznałem te dwie z pozoru nieznajome osoby. Facet który zabijając mnie, sam się zabił i moja jedno nocna, osobista dziwka. Gdy Janette mnie zobaczyła momentalnie puściła rękę Silasa. Najbardziej obawiałem się tego, że oni mogą być parą... Oj już sobie wyobrażałem reakcję Silasa gdyby się dowiedział o mojej nocce z jego ukochaną. Popatrzyłem na wampira z pogardą i podszedłem do wielkiej bramy. Popatrzyłem na nich i otworzyłem bramę na oścież.
-Kto pierwszy?-zapytałem. Nie było chętnych, aczkolwiek ja bardzo chciałem opuścić tą mroczną krainę przepełnioną złą energią, której źródłem była wczorajsza noc... Postawiłem jedną nogę po drugiej stronie. Po chwili całym swoim ciałem wszedłem w najciemniejszą otchłań jaką kiedykolwiek widziałem...
Caroline:
Siedziałam na łóżku Elijah'a jakby nigdy nic. Na mojej twarzy gościł uśmiech tak szeroki jak jakiś banan czy coś. Byłam niesamowicie przejęta tym, że Klaus jest już w drodze do mnie i... do naszego dzidziusia. Zaczęłam wykonywać staranne obliczenia. Wychodziło na to, że będąc w drugim dniu ciąży byłam w dziesiątym dniu. To trochę porąbane ale co? To nie moja wina, że byłam wampirem... A z resztą. Jeszcze tylko kilka dni. Za niedługo będę perfekcyjnym aniołem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak ten czas szybko leci... wampirem byłam już około dwa lata, Klausa znałam już rok a spotykałam się z nim dopiero miesiąc. Piękny miesiąc w którym wydarzyło się tyle magicznych rzeczy... Magicznych i lekko drastycznych... Na przykład śmierć Janette. Ale dzięki temu związkowi poznałam Toma, który mimo tego, że znaliśmy się około pięć dni, był moim przyjacielem. Miałam przeczucie, że jest taki jak ja. I był blondynem... ale to chyba miało najmniej znaczenia jak wygląda. Mama zawsze powtarzała mi, że liczy się tylko wnętrze... I w tym przypadku miała stu procentową rację. Pamiętam jak byłam mała i razem chodziłyśmy na spacery po parku. Zawsze opowiadała mi śmieszne sytuacje ze swojego życia. Ale gdy zaczęłam chodzić do podstawówki musiałam szybciej dorosnąć. Moja mama po rozwodzie z tatą stała się wiecznie zapracowana. Nie chciała nawet robić obiadów. I dlatego zawsze po szkole chodziłyśmy z Bonnie i Eleną do pizzerii. Pamiętam jak zawsze chłopcy próbowali podsłuchać nasze rozmowy... Najbardziej zastanawiające w tych wspomnieniach było to, że nie pamiętałam Olivii. Nie wiem... Może po prostu wyrzuciłam ją z pamięci zaraz po jej wyprowadzce?
Tego też nie pamiętałam. Z resztą po chwili przestałam pamiętać wszystko z mojego dzieciństwa. Z zamysłu wyrwał mnie huk. W pokoju zerwał się niesamowity wiatr. Miałam wrażenie jakby świat miał się za chwilę zawalić. Po chwili na środku pokoju pojawiła się jakby brama do jakiejś odległej krainy umarłych. Było w niej coś z nieba ale i też z piekła. Była po prostu owiana mgłą tajemnicy... Ujrzałam jak brama się powoli otwiera. Nie mogłam uwierzyć w to kto za nią stał. Klaus we własnej osobie. Gdy mnie ujrzał od razu na jego twarzy pojawił się szczery i promienisty uśmiech wyrażający wiecej niż tysiąc słów. Zaczął się oglądać po pokoju. Przeszedł przez bramę i od razu do mnie podbiegł.
-Moja słodka, mała Caroline... Nic ci nie jest? Jak się czujesz? Wszystko w pożądku? Co z Henrickiem gdy dowiedział się o mojej śmierci?-czułam jak chciał zadać jeszcze więcej pytań ale ja mu nie pozwoliłam. Złożyłam na jego ustach czuły pocałunek. Odwzajemnił go i zaczął mnie gładzić po plecach. Jego dotyk mnie uspokajał. Znów czułam się kochana i czułam, że mam na świecie kogoś kto się mną zaopiekuje...
-Caroline, niezależnie od tego jaką głupotę zrobię, to wiedz, że będę cię kochać wiecznie... Bo mam tylko ciebie. Żyję na tym okrutnym świecie tylko dla ciebie moje jasne słoneczko...-szepnął czule i popatrzył w moje oczy. Wyrażały poczucie winy i tęsknotę. Nie tyle za moim ciałem, a głosem i duszą anioła. Ale jeśli widziałam w jego oczach poczucie winy to byłam pewna, że coś musiał przeskrobać... Tylko co? Byłam pewna, że mi nie powie. Był za bardzo tajemniczy na to by wyjawić mi któryś ze swoich licznych sekretów które krył głęboko w swojej duszy, tam gdzie moje wpływy nie zburzyły tego wysokiego muru, który budował przez te wszystkie długie lata bycia okrutnym...
Po chwili, która była chwilą niesamowicie romantyczną, usłyszałam ciche skrzypnięcie.
-Fuck! Po raz ostatni przechodzę przez tą cholerną bramę.-krzyknęła kobieta.
Klaus odsunął swoje usta od moich i szepnął w jej stronę:
-Jeśli będziesz tak krzyczała to mi dziecko obudzisz.
-Dziecko?-zapytała ciemno złoto włosa.
-Tak, dziecko, Janette. Co zazdrościsz?-zapytał Klaus robiąc bezwzględną minę. Janette westchnęła teatralnie.
-Nie jestem taka jak wy i w przeciwieństwie do was wiem co to jest prezerwatywa. No ale w Mrocznych Wymiarach jej nie potrzebowałam, bo tam nie ma czegoś takiego jak ciąża. Tutaj też nie powinno być ciąż wampirów, ale przez małą czarownicę to jest już możliwe...
Dopiero teraz zobaczyłam Bonnie stojącą za tą wredną suką patrzącą to na Klausa, to na Silasa.
Gdy podbiegłam do Bonnie, nie musiałam nic mówić. Jako przyjaciółki rozumiałyśmy się bez słów. Przytuliłyśmy się lecz nagle brama zniknęła, a do pokoju wszedł zdenerwowany Tom.
-Care musimy pogadać.
Popatrzyłam na Toma i wyszłam za nim z pokoju, dając znak Klausowi, by ten nie zawracał sobie mną głowy.
Tom:
-Tomas, mam ci coś do powiedzenia.- usłyszałem głos Maximiliana, dochodzący z salonu. Wrzuciłem cztery kostki lodu do mojej szklanki z colą. Wyszedłem z kuchni wprost do salonu. Max siedział na kanapie z nogami na stoliku do kawy. Gdy mnie zobaczył ściągnął nogi ze stołu i oparł się wygodnie o oparcie.
-Dostałem właśnie sms'a od koleżanki z Mrocznych Wymiarów...-powiedział.
Rozsiadłem się wygodnie obok kumpla i dałem mu kuksańca w bok.
-Koleżanka, powiadasz...-szepnąłem głupkowato się uśmiechając.
-Nie Tom, nie jest moją dziewczyną. A chciałbym. Widziałeś kiedyś Angeline Jolie?-zapytał anioł. Wybuchnąłem śmiechem. Śmiałem się z tonu w jaki to powiedział.
-Rozumiem...-szepnąłem.
-Ale jestem pewien, że tego co powiem ci za chwilę już nie tak łatwo zrozumiesz.
Wmurowało mnie. Nie miałem pojęcia co Max chciał mi powiedzieć. Popatrzyłem na przyjaciela i zacząłem pić colę nalaną do oszronionej szklanki.
-Gdy cię poznałem nie zdawałem sobie sprawy z tego czym jesteś. Czy od czasu twoich urodzin coś się zmieniło?
-No może to, że gdy piję krew nie odczuwam tego, że już nie jestem głodny.
-No to witaj w świecie aniołów. Muszę podziękować Elizabeth za to, że poinformowała mnie o tym, że powinieneś być już aniołem około dwa tygodnie. Nikt się nie zjawił by cię poinformować o tym, że jesteś aniołem?
-Nie... To nie możliwe! Przecież przez cały ten czas...-chciałem dokończyć lecz Max mi przerwał.
-Lecz cały ten czas żywiłeś się ludzką krwią, tak? Przytaknąłem. Oczekiwałem jakichkolwiek wyjaśnień.
-Tomas... Zostałeś wyznaczony na anioła tuż przed przemianą w hybrydę, jeszcze wtedy gdy nikt nie wiedział i tym, że jesteś wilkołakiem. Ale teraz nim jesteś więc twoja przemiana w anioła potrwa dłużej niż u człowieka czy zwykłego wampira np. u Caroline.
Ale gdy będziesz aniołem twoje wilkołactwo w pewien sposób zaniknie bez możliwości powrotu.-wytłumaczył Maximilian.
Nie mogłem uwierzyć w słowa przyjaciela. JA niby byłem aniołem? Przecież to niedorzeczne!
-Ale jak to tak?!-krzyknąłem. Emocje we mnie wprost buzowały.-Nie wierzę, Max!
-Pokaż ręce.-rozkazał anioł.
Wystawiłem w jego stronę swoje dłonie. Po chwili Max zaczął szeptać jakieś słowa w nieznanym mi języku. Po chwili na moich dłoniach pojawiły się bolesne blizny. Zagryzłem wargi. Blizny piekły coraz bardziej. Z sekundy na sekundę ból przeradzał się w istne piekło. Po chwili przez zamknięte oczy zaczęło wdzierać się srebrzysto-niebieskie światło. Otworzyłem oczy.
Moje dłonie promieniowały tak jakby były radioaktywne. Czułem się nieswojo widząc taką zmianę w moim dotychczas ułożonym życiu hybrydy mieszkającego w centrum Londynu. Byłem też niesamowicie wkurzony na to, że nie zorientowałem się, że w moim życiu zachodzą zmiany... Gdybym nie był hybrydą, byłbym aniołem od dwóch tygodni! I może nawet poznałbym Elizabeth... Byłem niesamowicie wkurzony. Nie mogłem zapanować nad emocjami. Z całej siły podniosłem stolik n=do kawy i rzuciłem go prosto w ścianę. Popatrzyłem na Maxa. Siedział z lekko przerażoną miną. Spuściłem wzrok z przyjaciela. Lubiłem to kim jestem i w żadnym wypadku nie chciałem być aniołem... Ale chyba już nic na to nie poradzę? Nie zmienię mojego przeznaczenia... Teraz zostało mi tylko jedno... Powiadomić Caroline o tym, że będzie miała towarzysza na lekcjach panowania nad mocą.W nadludzkim tempie znalazłem się w sypialni Elijah'a. Gdy przeszedłem przez drzwi ujrzałem Klausa z Caroline, brunetkę, blondynkę i Silasa. Gdy zobaczyłem tego ostatniego miałem ochotę wyrwać jego serce i rzucić z wściekłością na podłogę. Nabrałem powietrza w płuca i powiedziałem:
-Care, musimy pogadać...!
Caroline popatrzyła na mnie swoimi błękitnymi oczami i się uśmiechnęła. Podeszła do mnie i wyszliśmy z pokoju.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, że rozdział znów jest okropnie krótki ale miałam małą karę na kompa i nie miałam możliwości pisać ;(
Na fonie nie miałam neta więc to samo xDD Teraz wakacje i będę u dziadka więc postaram się pisać szybciej i więcej xDD
Za gify na serio chcę podziękować Monji mojej kochanej ;3
Gosi za popędzanie w pisaniu xD
I Szklankę Mleka, Natalię i inne moje ukochane czytelniczki xD (dużo was jest więc gdybym miała napisać to by to sporo czasu zeszło xD)
Bez was ten blog by nie istniał <3 Kocham was ^,^
Teraz wam już nie stawiam warunku bo się nie wywiązuje z obietnicami xD
Ale to oczywiście was nie zwalnia od komentowania xD bo po prostu chcę znać waszą opinię, jakie są wasze odczucia co do rozdziału ;3 No to chyba tyle na dzisiaj :3 Zaczynam pierwotnych pisać xD Dodam pewnie w weekend :D Może w niedzielę ale nie obiecuję, bo wiecie jadę do dziadków i w końcu się spotkam z moją kochaną siostrą ;3 Jedną z wielu xDD
Pozdroo xD
































