czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 2


Klaus:
Czerwonawe światło wpadało między moje zamknięte powieki. Otworzyłem oczy i od razu przysłoniłem je rękoma. Światło to było niesamowicie uciążliwe dla moich oczu. Gdy już moje oczy przyzwyczaiły się do dziwnego światła, odsunąłem rękę. Zauważyłem, że miejsce na łóżku obok mnie było puste. Był tam tylko jeden ślad po wczorajszej zwariowanej nocy. Ślady po wbitych w materac paznokciach Janette. Takie same ślady zostawiła Caroline gdy ostatnim razem uprawialiśmy seks. Tak... z Care seks był niesamowity... Prawdziwy. Nie to co dziś w nocy... Wydawało mi się, że nawet Janette robiła to ze mną tylko po to by komuś dopiec czy kogoś wkurzyć. Z Caroline było inaczej... Nasze uczucia były całkowicie odwzajemnione... STOP! Chciałem w mojej głowie wcisnąć nieistniejący przycisk "usuń z pamięci". Szkoda, że taki przycisk nie istniał bo gdyby istniał, to nie cierpiał bym tortur jakie cierpię gdy tylko przed oczyma staje mi obraz ukochanej całującej mojego przyjaciela... Zacząłem rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu Janette. Nigdzie jej nie było. Usiadłem na łóżku i zacząłem się ubierać. Przecież nie mogłem paradować goły po mrocznych wymiarach. Gdy się ubrałem od razu w super tempie wybiegłem z wielkiego zamku. Skierowałem się do baru "The walking dead" i wszedłem do niego by napić się czegoś mocniejszego.


Janette:
Silas siedział na ławce. W jego ręce widziałam bukiet z kwiatami. Byłam nieźle spóźniona na nasze spotkanie. Bałam się jego reakcji. Gdyby dowiedział się o mnie i o Klausie od razu chciałby go zabić jeszcze bardziej... Boże jedyny... Rozkochałam w sobie potwora który zabił mojego byłego! Moja psychika od czasu zmiany w wampira była już nieźle zrąbana, że tak powiem. Nabrałam powietrza w płuca i wyszłam zza drzewa za którym się ukrywałam. Silas zauważył mnie od razu.
-Janette, czemu się spóźniłaś, kochana?-zapytał.
-Zaspałam, Si. Nic wielkiego.-skłamałam. Bałam się mu popatrzeć w oczy.
-Ale spałaś sama prawda?-zapytał opiekuńczym tonem. -Oczywiście. -skłamałam ponownie.
-To dobrze...-szepnął i podał mi kwiaty. Białe róże.
Uśmiechnęłam się promieniście i go pocałowałam. Od niedawna byłam w nim zakochania i... żałowałam wczorajszej nocy. Nagle w mojej głowie usłyszałam głos Klausa.
Za dwie godziny czekaj pod bramą dzielącą dwa światy.
Przekazałam wiadomość Silasowi a ten się skrzywił na samo wspomnienie imienia "Klaus". Mimo wszystko był o mnie zazdrosny... Jedyne co musiałam zrobić to utrzymywać to co się stało w nocy, w ścisłej tajemnicy.










Klaus:
Siedziałem w barze rozmyślając nad moją przyszłością... Caroline była w ciąży więc opuścić jej nie mogłem... ani nie chciałam. Była miłością mojego życia nie mogłem pozwolić na to by dowiedziała się i tym jaki błąd popełniłem lądując w łóżku ze swoją byłą z którą kompletnie nic mnie już nie łączyło. Podsumowując. Zachowałem się jak męska dziwka. I niezmiernie tego żałowałem. Gdy tak rozmyślałem, postanowiłem wysłać Janette telepatycznie wiadomość, gdzie ma się pojawić z tym dupkiem - Silasem. Nienawiść aż we mnie buzowała! To wszystko co się wydarzyło było przez niego! Bo gdyby nie on... Spałbym z Caroline, a nie z dziewczyną, która była dla mnie wrzodem na dupie, który podążał za mną przez te wszystkie miesiące kiedy byliśmy parą. Tak, wrzód... To było dobre porównanie dla tej małej suki. Jeszcze bezczelnie wylądowałem z nią w łóżku. Nie wiem dlaczego tak postąpiłem. Jak idiota nie liczący się z uczuciami ukochanej, która spokojnie sobie mieszkała. Gdyby dłużej pomyśleć zachowałem się jak Tyler. Ale trochę winy było też po stronie Caroline. W końcu nie powinna całować Stefana! No ludzie... To była chyba jakaś ironia. Nie żyłem, a przejmowałem się takimi głupotami! Większa wina była po mojej stronie... Nie powinienem tak od razu uprawiać seksu z Janette. Zdałem sobie sprawę z mojego błędu dopiero po fakcie jakim była wczorajsza noc. Po chwili rozmyślania podeszła do mnie kelnerka i podała mi butelkę bourbon'u. Odkręciłem ją i zacząłem pić cholernie niezdrowy trunek. Poczułem w gardle ostry ból. Tak jakbym pił werbenę. Popatrzyłem na etykietę alkoholu. "Śladowe ilości werbeny" przeczytałem po cichu i pomyślałem: Jaki matoł wymyślił by dodać werbenę do bourbon'u... Naszła mnie dzika myśl, że to Tyler ale po chwili mnie opuściła. Przecież ten głupi wilkołak nawet nie wiedział co to "Mroczne Wymiary". Nie miałem pojęcia o czym mógłby pomyśleć słysząc tą nazwę, ale byłem pewien, że ten. debil pomyślałby o gwałceniu czy czymś... Takie debile myślały tylko o jednym. Postanowiłem dopić trunek mimo niepokoju o gardło i poparzenia żołądka pierwszego lub drugiego stopnia. A co tam. Trzeba żyć chwilą, a nie przyszłością. Gdyby każdy myślał o przyszłości to jak by wyglądał świat? Byłby beznadziejny. Lecz gdy wypiłem trunek do pusta, podeszła do mnie średniego wzrostu brunetka. Podniosłem wzrok i od razu rozpoznałem przyjaciółkę Caroline. -Witaj, Bonnie.-powiedziałem.
-Część. Kiedy wracamy? Siedzę tu już jakiś rok.
-Tak na prawdę tylko trzy dni, słodka, mała czarownico.
-Serio? Uff jaka ulga. Już się bałam, że Mystic Falls zmieniło się całkowicie.
-Miasto się nie zmieniło ale obawiam się tego że relacje niektórych się zmienią...
Bonnie skinęła na kelnerkę i zamówiła zimne piwo i frytki. Nim się zorientowaliśmy minęły już dwie godziny spędzone na gadaniu o błahych sprawach...  Wyszliśmy z baru i od razu skierowaliśmy się w stronę wielkiej bramy. Pod nią stały dwie osoby. Kobieta i mężczyzna. Trzymali się za ręce. Już poznałem te dwie z pozoru nieznajome osoby. Facet który zabijając mnie, sam się zabił i moja jedno nocna, osobista dziwka. Gdy Janette mnie zobaczyła momentalnie puściła rękę Silasa. Najbardziej obawiałem się tego, że oni mogą być parą... Oj już sobie wyobrażałem reakcję Silasa gdyby się dowiedział o mojej nocce z jego ukochaną. Popatrzyłem na wampira z pogardą i podszedłem do wielkiej bramy. Popatrzyłem na nich i otworzyłem bramę na oścież.
-Kto pierwszy?-zapytałem. Nie było chętnych, aczkolwiek ja bardzo chciałem opuścić tą mroczną krainę przepełnioną złą energią, której źródłem była wczorajsza noc... Postawiłem jedną nogę po drugiej stronie. Po chwili całym swoim ciałem wszedłem w najciemniejszą otchłań jaką kiedykolwiek widziałem...













Caroline:
Siedziałam na łóżku Elijah'a jakby nigdy nic. Na mojej twarzy gościł uśmiech tak szeroki jak jakiś banan czy coś. Byłam niesamowicie przejęta tym, że Klaus jest już w drodze do mnie i... do naszego dzidziusia. Zaczęłam wykonywać staranne obliczenia. Wychodziło na to, że będąc w drugim dniu ciąży byłam w dziesiątym dniu. To trochę porąbane ale co? To nie moja wina, że byłam wampirem... A z resztą. Jeszcze tylko kilka dni. Za niedługo będę perfekcyjnym aniołem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak ten czas szybko leci... wampirem byłam już około dwa lata, Klausa znałam już rok a spotykałam się z nim dopiero miesiąc. Piękny miesiąc w którym wydarzyło się tyle magicznych rzeczy... Magicznych i lekko drastycznych... Na przykład śmierć Janette. Ale dzięki temu związkowi poznałam Toma, który mimo tego, że znaliśmy się około pięć dni, był moim przyjacielem. Miałam przeczucie, że jest taki jak ja. I był blondynem... ale to chyba miało najmniej znaczenia jak wygląda. Mama zawsze powtarzała mi, że liczy się tylko wnętrze... I w tym przypadku miała stu procentową rację. Pamiętam jak byłam mała i razem chodziłyśmy na spacery po parku. Zawsze opowiadała mi śmieszne sytuacje ze swojego życia. Ale gdy zaczęłam chodzić do podstawówki musiałam szybciej dorosnąć. Moja mama po rozwodzie z tatą stała się wiecznie zapracowana. Nie chciała nawet robić obiadów. I dlatego zawsze po szkole chodziłyśmy z Bonnie i Eleną do pizzerii. Pamiętam jak zawsze chłopcy próbowali podsłuchać nasze rozmowy... Najbardziej zastanawiające w tych wspomnieniach było to, że nie pamiętałam Olivii. Nie wiem... Może po prostu wyrzuciłam ją z pamięci zaraz po jej wyprowadzce?
Tego też nie pamiętałam. Z resztą po chwili przestałam pamiętać wszystko z mojego dzieciństwa. Z zamysłu wyrwał mnie huk. W pokoju zerwał się niesamowity wiatr. Miałam wrażenie jakby świat miał się za chwilę zawalić. Po chwili na środku pokoju pojawiła się jakby brama do jakiejś odległej krainy umarłych. Było w niej coś z nieba ale i też z piekła. Była po prostu owiana mgłą tajemnicy... Ujrzałam jak brama się powoli otwiera. Nie mogłam uwierzyć w to kto za nią stał. Klaus we własnej osobie. Gdy mnie ujrzał od razu na jego twarzy pojawił się szczery i promienisty uśmiech wyrażający wiecej niż tysiąc słów. Zaczął się oglądać po pokoju. Przeszedł przez bramę i od razu do mnie podbiegł.
-Moja słodka, mała Caroline... Nic ci nie jest? Jak się czujesz? Wszystko w pożądku? Co z Henrickiem gdy dowiedział się o mojej śmierci?-czułam jak chciał zadać jeszcze więcej pytań ale ja mu nie pozwoliłam. Złożyłam na jego ustach czuły pocałunek. Odwzajemnił go i zaczął mnie gładzić po plecach. Jego dotyk mnie uspokajał. Znów czułam się kochana i czułam, że mam na świecie kogoś kto się mną zaopiekuje...
-Caroline, niezależnie od tego jaką głupotę zrobię, to wiedz, że będę cię kochać wiecznie... Bo mam tylko ciebie. Żyję na tym okrutnym świecie tylko dla ciebie moje jasne słoneczko...-szepnął czule i popatrzył w moje oczy. Wyrażały poczucie winy i tęsknotę. Nie tyle za moim ciałem, a głosem i duszą anioła. Ale jeśli widziałam w jego oczach poczucie winy to byłam pewna, że coś musiał przeskrobać... Tylko co? Byłam pewna, że mi nie powie. Był za bardzo tajemniczy na to by wyjawić mi któryś ze swoich licznych sekretów które krył głęboko w swojej duszy, tam gdzie moje wpływy nie zburzyły tego wysokiego muru, który budował przez te wszystkie długie lata bycia okrutnym...
Po chwili, która była chwilą niesamowicie romantyczną, usłyszałam ciche skrzypnięcie.
-Fuck! Po raz ostatni przechodzę przez tą cholerną bramę.-krzyknęła kobieta.
Klaus odsunął swoje usta od moich i szepnął w jej stronę:
 -Jeśli będziesz tak krzyczała to mi dziecko obudzisz.
-Dziecko?-zapytała ciemno złoto włosa.
-Tak, dziecko, Janette. Co zazdrościsz?-zapytał Klaus robiąc bezwzględną minę. Janette westchnęła teatralnie.
-Nie jestem taka jak wy i w przeciwieństwie do was wiem co to jest prezerwatywa. No ale w Mrocznych Wymiarach jej nie potrzebowałam, bo tam nie ma czegoś takiego jak ciąża. Tutaj też nie powinno być ciąż wampirów, ale przez małą czarownicę to jest już możliwe...
Dopiero teraz zobaczyłam Bonnie stojącą za tą wredną suką patrzącą to na Klausa, to na Silasa.
Gdy podbiegłam do Bonnie, nie musiałam nic mówić. Jako przyjaciółki rozumiałyśmy się bez słów. Przytuliłyśmy się lecz nagle brama zniknęła, a do pokoju wszedł zdenerwowany Tom.
-Care musimy pogadać.
Popatrzyłam na Toma i wyszłam za nim z pokoju, dając znak Klausowi, by ten nie zawracał sobie mną głowy.



Tom:
-Tomas, mam ci coś do powiedzenia.- usłyszałem głos Maximiliana, dochodzący z salonu. Wrzuciłem cztery kostki lodu do mojej szklanki z colą. Wyszedłem z kuchni wprost do salonu. Max siedział na kanapie z nogami na stoliku do kawy. Gdy mnie zobaczył ściągnął nogi ze stołu i oparł się wygodnie o oparcie.
-Dostałem właśnie sms'a od koleżanki z Mrocznych Wymiarów...-powiedział.
Rozsiadłem się wygodnie obok kumpla i dałem mu kuksańca w bok.
-Koleżanka, powiadasz...-szepnąłem głupkowato się uśmiechając.
-Nie Tom, nie jest moją dziewczyną. A chciałbym. Widziałeś kiedyś Angeline Jolie?-zapytał anioł. Wybuchnąłem śmiechem. Śmiałem się z tonu w jaki to powiedział. 
-Rozumiem...-szepnąłem.
-Ale jestem pewien, że tego co powiem ci za chwilę już nie tak łatwo zrozumiesz.
Wmurowało mnie. Nie miałem pojęcia co Max chciał mi powiedzieć. Popatrzyłem na przyjaciela i zacząłem pić colę nalaną do oszronionej szklanki.
-Gdy cię poznałem nie zdawałem sobie sprawy z tego czym jesteś. Czy od czasu twoich urodzin coś się zmieniło?
-No może to, że gdy piję krew nie odczuwam tego, że już nie jestem głodny.
-No to witaj w świecie aniołów. Muszę podziękować Elizabeth za to, że poinformowała mnie o tym, że powinieneś być już aniołem około dwa tygodnie. Nikt się nie zjawił by cię poinformować o tym, że jesteś aniołem?
-Nie... To nie możliwe! Przecież przez cały ten czas...-chciałem dokończyć lecz Max mi przerwał.
-Lecz cały ten czas żywiłeś się ludzką krwią, tak? Przytaknąłem. Oczekiwałem jakichkolwiek wyjaśnień.
-Tomas... Zostałeś wyznaczony na anioła tuż przed przemianą w hybrydę, jeszcze wtedy gdy nikt nie wiedział i tym, że jesteś wilkołakiem. Ale teraz nim jesteś więc twoja przemiana w anioła potrwa dłużej niż u człowieka czy zwykłego wampira np.  u Caroline.
Ale gdy będziesz aniołem twoje wilkołactwo w pewien sposób zaniknie bez możliwości powrotu.-wytłumaczył Maximilian.
 Nie mogłem uwierzyć w słowa przyjaciela. JA niby byłem aniołem? Przecież to niedorzeczne!
 -Ale jak to tak?!-krzyknąłem. Emocje we mnie wprost buzowały.-Nie wierzę, Max!
-Pokaż ręce.-rozkazał anioł.
Wystawiłem w jego stronę swoje dłonie. Po chwili Max zaczął szeptać jakieś słowa w nieznanym mi języku. Po chwili na moich dłoniach pojawiły się bolesne blizny. Zagryzłem wargi. Blizny piekły coraz bardziej. Z sekundy na sekundę ból przeradzał się w istne piekło. Po chwili przez zamknięte oczy zaczęło wdzierać się srebrzysto-niebieskie światło. Otworzyłem oczy.
Moje dłonie promieniowały tak jakby były radioaktywne. Czułem się nieswojo widząc taką zmianę w moim dotychczas ułożonym życiu hybrydy mieszkającego w centrum Londynu. Byłem też niesamowicie wkurzony na to, że nie zorientowałem się, że w moim życiu zachodzą zmiany... Gdybym nie był hybrydą, byłbym aniołem od dwóch tygodni! I może nawet poznałbym Elizabeth... Byłem niesamowicie wkurzony. Nie mogłem zapanować nad emocjami. Z całej siły podniosłem stolik n=do kawy i rzuciłem go prosto w ścianę. Popatrzyłem na Maxa. Siedział z lekko przerażoną miną. Spuściłem wzrok z przyjaciela. Lubiłem to kim jestem i w żadnym wypadku nie chciałem być aniołem... Ale chyba już nic na to nie poradzę? Nie zmienię mojego przeznaczenia... Teraz zostało mi tylko jedno... Powiadomić Caroline o tym, że będzie miała towarzysza na lekcjach panowania nad mocą.
W nadludzkim tempie znalazłem się w sypialni Elijah'a. Gdy przeszedłem przez drzwi ujrzałem Klausa z Caroline, brunetkę, blondynkę i Silasa. Gdy zobaczyłem tego ostatniego miałem ochotę wyrwać jego serce i rzucić z wściekłością na podłogę. Nabrałem powietrza w płuca i powiedziałem:
-Care, musimy pogadać...!
Caroline popatrzyła na mnie swoimi błękitnymi oczami i się uśmiechnęła. Podeszła do mnie i wyszliśmy z pokoju.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, że rozdział znów jest okropnie krótki ale miałam małą karę na kompa i nie miałam możliwości pisać ;(
Na fonie nie miałam neta więc to samo xDD Teraz wakacje i będę u dziadka więc postaram się pisać szybciej i więcej xDD
Za gify na serio chcę podziękować Monji mojej kochanej ;3
Gosi za popędzanie w pisaniu xD
I Szklankę Mleka, Natalię i inne moje ukochane czytelniczki xD (dużo was jest więc gdybym miała napisać to by to sporo czasu zeszło xD)
Bez was ten blog by nie istniał <3 Kocham was ^,^
Teraz wam już nie stawiam warunku bo się nie wywiązuje z obietnicami xD
Ale to oczywiście was nie zwalnia od komentowania xD bo po prostu chcę znać waszą opinię, jakie są wasze odczucia co do rozdziału ;3 No to chyba tyle na dzisiaj :3 Zaczynam pierwotnych pisać xD Dodam pewnie w weekend :D Może w niedzielę  ale nie obiecuję, bo wiecie jadę do dziadków i w końcu się spotkam z moją kochaną siostrą ;3 Jedną z wielu xDD
Pozdroo xD


sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 1

Piękna piosenka <3

Klaus:
Już kilka długich miesięcy siedziałem w ciemnym pomieszczeniu... Żadnego światła... Z minuty na minutę słabłem. A myśl o Caroline dobijała mnie jeszcze bardziej... Miałem wrażenie, że już nigdy jej nie ujrzę...że nigdy jej nie pocałuję. Myślałem tylko o niej... Tylko o tym, że nie dopełniłem swojej obietnicy, że nigdy jej nie zostawię. Zostawiłem ją samą na pastwę losu... Ją i nasze nienarodzone dziecko. Nienarodzone lub narodzone... Z moich oczu zaczęły płynąć łzy... Nie wstydziłem się tego! Płakałem! Płakałem z tęsknoty i żalu... Bałem się o nią... W końcu nie zawsze można zaznać takiego szczęścia i poczucia, że ktoś cię kocha, jak z nią. Ale odszedłem... Odszedłem zostawiając ją samą. Moją anielicę... Nagle zdałem sobie sprawę, że te kraty mogą nie wytrzymać mojej nadludzkiej siły. Wstałem i z całej siły się rozpędziłem. Poczułem przenikający moje ciało ból i upadłem na ziemię. W celi zrobiło się nagle zimno... Tak jak w grudniu czy w styczniu.
-Klaus...-usłyszałem delikatny, znajomy mi głos.
Podniosłem głowę i ujrzałem ją... Piękną blondynkę, z niebieskimi oczami i smutnym uśmiechem na twarzy.
-Caroline...-złapałem jedną rurkę i z trudem stanąłem o własnych silach.
-Klaus... Tak za tobą tęsknię... Wiem, że to tylko piękny sen ale cieszę się, że cię ujrzałam... Choć przez chwilkę.-szepnęła i próbowała dotknąć mojego policzka. Przeniknęła przez moją skórę, tak jakby była duchem...Uśmiechnąłem się smutno.
-Kocham cię, słoneczko...-szepnąłem.
-Ja ciebie też, kochany... Obiecuję, że wyciągnę cię z tego bagna... Choćby nie wiem co. Zrobię wszystko byś wrócił do mnie i do naszego maluszka. Nie pozwolę by nasze dziecko dorastało bez taty.
-Ja też tego nie chcę...-szepnąłem zapłakany i sięgnąłem by dotknąć twarzy ukochanej. Gdy już dotykałem jej miękkiej, mlecznej skóry, coś się stało... Caroline rozpłynęła się w powietrzu. Byłem zły na siebie, że jej w jakiś sposób nie zatrzymałem... Krzyknąłem i z całej siły uderzyłem ręką w żelazne kraty. Byłem wściekły... Za wściekły... Miałem ochotę zabić każdego kto stanie mi na drodze do szczęścia. "Wrócił stary Klaus..." pomyślałem i się cwaniacko uśmiechnąłem. Lecz po chwili mój uśmiech spełzł z mojej młodej twarzy. Pomyślałem o tym, że może będę mieć córeczkę która nawet nie będzie wiedziała o istnieniu swojego taty... Albo synka... Moje oczy powoli zaczynały piec od gromadzących się w nich łez. Nagle usłyszałem odgłos wsuwanego do kłódki klucza. Otworzyłem oczy i ujrzałem zamazany przez łzy obraz. Przetarłem je i ujrzałem mężczyznę mocującego się z zamkiem. Gdy już miał dosyć tego ustrojstwa, wycelował swoją rękę na kłódkę i strzelił w nią promieniem srebrzysto-białego światła.
Światło to mnie niesamowicie raziło więc znów przymknąłem oczy. Gdy oswoiły się już z nieziemskim odcieniem bieli, padającym prosto na mnie, otworzyłem je i ujrzałem znajomą twarz.
-A... Ty jesteś ten cały Maximilian, prawda? Czym jesteś? Czarodziejem? Tak jak ta mała suka, która mnie uwięziła?
-Nie jestem czarodziejem. Jestem kimś więcej niż zwykłą istotą z niesamowitymi zdolnościami. Jestem aniołem.
Wybuchnąłem śmiechem. Maximilian odsunął kraty a ja powoli wyszedłem z celi. Chłopak wyglądający na około 20 lat rzucił mi torebkę ze świeżą krwią. Od razu ją otworzyłem i zacząłem łapczywie sączyć życiodajny napój. Gdy już wypiłem całą zawartość opakowania, rzuciłem je na podłogę.
-Anioły pozwoliły mi ciebie wypuścić pod jednym warunkiem.-powiedział "anioł"
-Jakim? Co to za warunek?
-Weźmiesz ze sobą trzy osoby... Dwie dlatego, że na to zasługują a jedną dlatego, że za życia była zła i nie zasługuje na to by spotkać swoją ukochaną, której szukała...
-Kogo? Silasa? Może Janette?
-Trafiłeś już dwie osoby...
-Nie. Nie zgadzam się.-odpowiedziałem.
-A chcesz zostawić Caroline samą na pastwę losu?-zapytał Max.
Był władczy i lekko porywczy. Ale rzeczywiście było w nim coś takiego co na pewno nie oznaczało tego, że był zwykłym człowiekiem...
-Dobrze. Zrobię to dla niej. Kogo jeszcze mam przeprowadzić przez granicę między światami?
-Bonnie Bennett...
Wmurowało mnie. Ale to przecież nie możliwe... Ona nie mogła umrzeć. Caroline pewnie przeżywała teraz istne piekło...
Popatrzyłem w twarz Maximiliana. Nie wiem czemu ale... czułem, że chciał dobra Caroline. Skierowałem się w stronę wielkich drzwi. Nagle na drodze stanęła mi pewna dziewczyna... Od razu ją poznałem...
-Hello, Klaus... Did you miss me?-zapytała z mocnym Kalifornijskim akcentem.
-Jane...-szepnąłem.
Wampirzyca się uśmiechnęła i do mnie podeszła.
-Zabiłeś mnie w taki epicki sposób... ale za to teraz Silas zabił ciebie... I siedzisz tutaj, a Caroline... Ta słodka mała anielica może cię nawet zdradzać...
Chciałem uwolnić się od jej wzroku wędrującym po moim ciele... Odwróciłem się, ale Maxa już nie było.
-O czym ty mówisz?-zapytałem patrząc jej prosto w oczy.
-Ona cię zdradza... Ze Stefanem...
-Co?!-zapytałem wściekły.
-Mogę ci to pokazać... Jeśli chcesz... Złap mnie za rękę.-szepnęła. Delikatnie dotknąłem jej zimnej, wręcz lodowatej dłoni. W super tempie znaleźliśmy się w jakimś cichym i ciemnym pomieszczeniu. Janette podeszła do zasłoniętego kotarami okna. Pociągnęła za nie. Opadły na ziemie odsłaniając widok na podwórko. Podszedłem do okna. Zobaczyłem pięknie zadbany park... musiałem znajdować się w jakimś wielkim, bogatym zamku. Wnętrze jakie zauważyłem pod wpływem czerwonego światła padającego przez okno, było nieziemskie. Ściany pomalowane na brąz ze złotymi wstawkami. W rogu wielkie łoże okryte satynową pościelą.
-Co to za miejsce?-zapytałem.
-To mój mały dobytek... Cały ten zamek jest moim dobytkiem... Tutaj czas płynie szybciej... 100 lat tutaj to 10 dni tam... na ziemi.
Popatrzyłem jej w oczy. Po raz pierwszy wyczuwałem w jej głosie szczerość... Uśmiechnąłem się do niej smutno.
Chcesz zobaczyć?-usłyszałem jej głos w mojej głowie.
Tak.-wysłałem telepatycznie odpowiedź.
Zamknij oczy i o niej pomyśl... A zobaczysz to, co ja widziałam zaledwie kilka minut temu. 
Zrobiłem wszystko po kolei... Wszystko co mi kazała. Zamknąłem posłusznie oczy i pomyślałem o Caroline. Przed moimi oczami stanął obraz. Caroline leżała w łóżku, przy niej siedział Stefan. Gdy Caroline go ujrzała od razu go pocałowała... Nie widziałem dokładnie gdzie... Czy w policzek, czy może w usta. W moim sercu coś pękło. Teraz już wiedziałem jak Caroline się czuła widząc mnie z Tatią. Ta zazdrość... Ta rosnąca we mnie złość.
-Klaus?-zapytała na głos Janette.
-Tak?-powiedziałem i skierowałem swoją głowę w stronę dziewczyny.
-Wszystko między wami będzie tak jak dawniej... Jestem tego pewna.-szepnęła i się uśmiechnęła.
Nigdy nie widziałem na jej twarzy takiego cudownego i szczerego uśmiechu jak teraz.
Przybliżyłem się do niej. Popatrzyłem w jej oczy. Wyrażały smutek i odrzucenie... Rozsądek i serce były przeciwko temu co chciałem zrobić ale chciałem za wszelką cenę się zemścić na Caroline... mimo, że ją kochałem. Odgarnąłem złociste włosy Janette z jej twarzy i delikatnie musnąłem jej wargi swoimi wargami. Odwzajemniła pocałunek... Całowała podobnie do Caroline ale jednak... Caroline kochałem... Jane położyła swoje zwinne palce na mojej szyi... Bałem się nadal ją całować ale jednak... Potrzebowałem tego. Czułem w sercu pustkę... Coś takiego jak... Złamanie. Miałem złamane serce. I to przez kogoś kogo kochałem... Ale gdy dotarło do mnie co ja teraz robię zrozumiałem, że ja ją też zdradziłem... Już drugi raz! Nie mogłem pozwolić na to co się działo... Ale jednak. nie potrafiłem zapanować nad swoim ciałem. Już nie słuchałem zdrowego rozsądku czy tym bardziej serca, które mówiło mi, że na miejscu Janette powinna być Caroline.    Jane delikatnie złapała za wystającą z mojej koszulki nitkę i zaczęła za nią ciągnąć. Po chwili zmagania się z koszulką, rozerwała ją swoimi czarnymi jak noc paznokciami. Mój tors został odkryty całkowicie. Szczerze podobała mi się ta sytuacja... Przecież mogłem sobie wyobrazić, że całowałem Caroline... Może to nie było na miejscu całować Janette ale... Co miałem zrobić? Jestem wampirem... Moją rządzę pocałunków jest trudniej zatrzymać. Po chwili zacząłem ściągać jej bluzkę i seksowne rurki. Rzuciłem je na podłogę i zacząłem gładzić jej plecy. W końcu gdy znalazłem zamek od biustonosza, rozpiąłem go. Zdjąłem jej też majtki, a ona zajęła się moimi spodniami i bokserkami. Po chwili leżeliśmy w łóżku. Ciągle się całowaliśmy... Nie przejmowałem się niczym... Mimo złamanego serca, nie czułem już pustki choć w dalszym ciągu niesamowicie tęskniłem za Caroline. Kochałem ją... Może to było chore... Kochałem Caroline, a uprawiałem seks ze swoją byłą... Ale to nic dla mnie nie znaczyło... Nawet całując Jane myślałem o pięknej wampirzycy o nazwisku Forbes...

Caroline:
Wzięłam głęboki wdech. Obudziłam się ze snu w którym widziałam Klausa. Był uwięziony w jakimś dziwnym, ciemnym pomieszczeniu. Ale to był przecież tylko głupi sen... Spałam w pokoju Elijah'a. Nie chciałam spędzać nocy w sypialni Klausa... Za dużo wspomnień wiązało się z tym miejscem. O wiele za dużo... Otuliłam się mocniej kocem i gdy już miałam znów zasypiać, usłyszałam głos Stefana.
-Pobudka, śpiochu. Tom chce ci coś oznajmić.-powiedział i usiadł obok mnie na łóżku. Podniosłam się i go przytuliłam. Po chwili pocałowałam go w usta... Nie wiedziałam co we mnie wstąpiło. Przecież nie mogłam zdradzić Klausa, bo go kochałam. Stefan odwzajemnił delikatny pocałunek i po chwili mnie odsunął. Chrząknął i na mnie popatrzył.
-Znasz Toma? -zapytałam zmieszana siadając wygodnie na łóżku. Musiałam zmienić temat.
-Jasne, że tak... W końcu jeździłem z Klausem po całej Ameryce w poszukiwaniu wilkołaków.
Na wspomnienie o ukochanym spuściłam głowę.
-Przepraszam, myślałem, że już...-powiedział.
-Straciłam go. Na zawsze... A obiecał mi, że nigdy mnie nie opuści...-szepnęłam.
Stefan objął mnie ramieniem.
-Myślę, że powinnaś wiedzieć to co wiemy już my wszyscy.
Po tych słowach do pokoju wszedł powoli Tom, Elijah wraz z Katherine i... ten facet który mi wczoraj powiedział bym nie piła alkoholu.
Popatrzyłam na Stefana. Promieniście się uśmiechał.
-Caroline...? Czy chcesz wysłuchać tego co ma ci do powiedzenia Maximilian?-zapytał Tom i popatrzył na mnie pełnymi blasku oczami.
-Tak. -szepnęłam.
Katherine patrzyła na mnie tak jakby za chwilę miała wybuchnąć. Nie wiem czemu tak się zachowywała... Chyba po prostu jej hormony buzowały...
Maximilian podszedł do mnie i koło mnie usiadł. Złapał mnie za rękę i szepnął:
-Wyobraź sobie, że Oprócz istot które znasz istnieją też stworzenia silniejsze... Stworzenia które kontrolują istoty słabe.
-Pewnego rodzaju strażnicy?-zapytałam.
-Tak. Strażnicy Mrocznych Wymiarów i ziemi. Istoty które są wszech  potężne i ,które mocą przywracać do życia osoby które straciły.
-Ty jesteś takim kimś?
-Nie tylko ja... Ty też.-szepnął i wskazał palcem na mnie.
-Co? Ja jestem tylko wampirem...
-Nie do końca. Od kiedy się urodziłaś zostałaś wyznaczona na nowego anioła. A zdarzenia które wydarzyły się później nie były ważne. Za około tydzień nie będziesz już wampirem i nie będziesz w ciąży. Będziesz za to aniołem... Aniołem nieśmiertelnym i potężnym.
-Co mi z tego, że będę nieśmiertelna jeśli Klaus nie żyje!
-Nie zauważyłaś niczego dziwnego? Nie zauważyłaś tego, że ciało Klausa zniknęła w tajemniczych okolicznościach?
-Chodzi ci o ciało Nika?
-Tak.
-Czyli, że on żyje tylko... nie tutaj?-zapytałam.
Max pokiwał przytakująco głową. Byłam zachwycona. Jeśli to była prawda to... O mój boże!
-Kiedy wróci? Gdzie on jest?- mogłabym zasypywać go jeszcze większą ilością pytań.
-Jest w Mrocznych Wymiarach a wróci... Za około godzinę.
Po jego słowach byłam jeszcze bardziej w niebo wzięta.
Byłam zdolna nawet przytulić Katherine... Wstałam z łóżka i podbiegłam do niej. Objęłam ją mocno. Elijah musiał dać jej jakiś znak by odwzajemniła uścisk, bo po chwili poklepała mnie po plecach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Awwwww nie mogę się hejtów doczekać xD Awwwww xD mam głupawkę xD A własnie: Śmiało! Hejtujcie moją zrąbaną psychę i wymyślanie dziwnych zdrad xD Ach ta logika Klausa ''Ona mnie zdradziła, muszę się zemścić" I hopsa do łóżka z Janette xD Oj taak... jestem pewna, że będzie niezmiernie dużo hejtów ;3 Już koleżanka w szkole mi to uświadomiła :D I te jej słynne słowa "Klaus jest takim niedźwiadkiem a Janette pingwinkiem... Jest  dokładnie tak jak z Arktyką i Antarktyką... Niedźwiadki na górze, pingwinki na dole" Boże... z kim ja się zadaję xd Ale mniejsza z tym...
Mam nowego bloga *o* O pierwotnyych xD http://theoriginals-mojahistoria.blogspot.com/ Będzie duużo Kalijah ;3 Kelijah czy jak to tam jeszcze człowieki nazywają ten parring xD

Dobra a jaki odzwierciedlenie mojej dzisiejszej głupawki... Tego tygodniowej głupawki raczej xD, macie tu takie zdjątka ;3  Tak owszem... Tylera robiłam sama xD


Awwww
Damon ^---^ 

Caroline i Klausio ;3 

Awwww xD Klefan <3 

I znów to samo:
25 komentarzy=drugi rozdział ;3 Nie wiem jeszcze dokładnie co się stanie ale wiecie... chyba Klaus wróci xD


Ps: Czekam na Hejty i Pozdrawiam :*

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 40

Awwww Kocham to xD

Jakby ktoś nie rozumiał tego co zrobiła Tori to pisać xD (Tori rzuci dwa zaklęcia: To żeby Klaus przeszedł do ciała Toma (o czym wiedział Silas) i to by bezpośrednio uśmiercić Silasa (o czym Silas nie wiedział xD) i jeszcze oprócz tego to, przez które Klaus trafi do Mrocznych Wymiarów) Wiem to trochę pogmatwane ale da się w ostateczności zrozumieć xD

Klaus:
Stałem przed lustrem w łazience. Była godzina 16:30 a ten cały bal miał się rozpocząć za około 30 minut. Poprawiałem sobie muszkę. Byłem we wspaniałym nastroju. Miałem wrażenie, że to był jeden z najlepszych dni w moich życiu... Westchnąłem i jeszcze raz poprawiłem muszkę. Po chwili się uśmiechnąłem. Wyglądałem dokładnie tak samo jak na balu, na którym... tańczyłem z Caroline. Jeszcze wtedy nawet nie marzyłem o dniu takim jak dzisiaj czy nocy takiej jak wczoraj... Czułem, że moje szczęście osiągnie dzisiaj moment kulminacyjny. Nawet miałem genialny pomysł na urozmaicenie dzisiejszego wieczoru. W końcu moje zaręczyny z Caroline zostały w pewien sposób zerwane gdy zobaczyła mnie z Tatią ale teraz... Sięgnąłem do prawej kieszeni spodni od garnituru. Wyjąłem z niej małe aksamitne pudełeczko. Otworzyłem je i zobaczyłem w nim mały pierścionek. Pierścionek dosyć stary... Złoty. Na środku nie było żadnego diamentu lecz był za to kamień lapis lazuri. Przecież nie chciałem by Caroline spłonęła na słońcu, prawda? Uśmiechnąłem się i zamknąłem wieczko pudełeczka. Włożyłem je z powrotem do kieszeni i poprawiając fryzurę wyszedłem z łazienki. Ujrzałem Caroline stojącą przy oknie. Cicho do niej podszedłem. Położyłem swoje ręce na jej biodrach.
Dziewczyna momentalnie się odwróciła.
-To ty.-stwierdziła po ujrzeniu mnie.
-We własnej osobie, słonko.-powiedziałem i zapieczętowałem nasza miłość na jej ustach.
Po chwili odsunęła się ode mnie. Sukienka leżała na niej wprost bosko.
-Klaus... Kocham cię.-powiedziała wampirzyca.
-Ja ciebie bardziej, kochana.
-Oj to chyba nie możliwe.
-Jak widać jest. -powiedziałem i odgarnąłem jej loki spadające na oczy. Po chwili złapałem ją znów za talię.
-Klaus...-Caroline powiedziała próbując się wyrwać.
-Caroline... Nie odgrywaj szopki... Kocham cię i chcę cie trzymać mocno przy sobie. Nigdy cię nie wypuszczę. Jesteś dla mnie najważniejsza.-szepnąłem jej cicho do ucha.
Wampirzyca się uśmiechnęła i dotknęła mojej ręki.
-Ale jeśli chcesz bym był taki jak dawniej to...-powiedziałem i się od niej odsunąłem. Dziewczyna momentalnie zareagowała. Przyciągnęła mnie mocno do siebie i położyła swoją głowę na mojej klatce piersiowej.
-Nigdzie nie idziesz, Klaus. Zostajesz ze mną.
Uśmiechnąłem się promieniście i powiedziałem.
-Caroline, jednak wnioskuję, że nie przeszkadza ci to, jak się zmieniłem...
-No ale troszkę przeszkadza.
-A mi przeszkadza twoje podejście, słonko...
-Aha.-powiedziała i się uśmiechnęła.
-Uśmiechasz się?-zapytałem.
-Tak. Odpowiedziała i zmarszczyła nosek.
Okręciła się na pięcie by pokazać jak sukienka na niej leży.  Caroline wyglądała wprost bosko... Albo nawet lepiej. Moja śliczna blondynka...
-I jak wyglądam?-zapytała radośnie. Zabrakło mi słów.
-Ymmm...
-Co to za mina?-zapytała Caroline z uśmiechem na ustach.
-Ymmm...
-Klaus! Powiedz coś.
-Brak mi słów. Gdy cię widzę mam wrażenie, że moje serce zaraz eksploduje...
Wampirzyca się uroczo uśmiechnęła.
-Jesteś kochany.-szepnęła i złożyła na moich ustach czuły pocałunek.
-Wiem.-powiedziałem. i znów się głupkowato uśmiechnąłem. Caroline przekręciła oczami i skierowała się w stronę łazienki. Uśmiechnąłem się ponownie. Uważałem, że nie musi poprawiać sobie urody, bo i tak była prześliczna.
-Caroline.-zawołałem. Dziewczyna momentalnie się odwróciła.
-Nie musisz w swojej urodzie już nic poprawiać.-powiedziałem.
-Przestań. Klaus nie komplementuj mnie...
-Czyli mam mówić jaka ty to jesteś brzydka? Mam kłamać?-zapytałem ironicznie.
-Jesteś okropny...-powiedziała.
-Ale jednak mnie kochasz...
-No tak. Kocham cię.-odpowiedziała i popatrzyła na mnie pełnym miłości wzrokiem.
Byłem w niej na zabój zakochany. Jeszcze nigdy nie czułem takiego czegoś... Szczęście? Nawet nie wiem jak to uczucie mogło się nazywać... Czułem się... kochany. Po raz pierwszy w całym moim dosyć długim życiu... Poczułem jak w moich oczach zbierają się łzy szczęścia.  Nagle usłyszałem za sobą głos dwunastolatka. Już wiedziałem, że Henrick wszedł do pokoju.
-Klaus, bo wiesz... Byłem u fryzjera ale czuję się jakoś dziwne.
Odwróciłem się i ujrzałem młodszego brata. Miał włosy nie tak długie jak wcześniej ale też nie obcięte na "jeża". Jak dla mnie jego włosy były fajne... choć ja nie pozbył bym się moich złotych loków...
-Wyglądasz spoko tylko...-powiedziałem, w super tempie się znalazłem koło brata i zacząłem czochrać mu włosy.
-Niklaus, przestań.-powiedział i się odsunął.
-Tęskniłem za tobą Henrick.-powiedziałem.
-Dlaczego? Przecież nasi rodzice dorobili się sporej ilości dzieci więc mogłeś czochrać włosy Rebece lub Kolowi.
-Nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że ty jesteś moim ulubionym bratem. Gdybyś był wampirem, tobie nie wbiłbym sztyletu prosto w serce.
Henrick się smutno uśmiechnął.
-Czemu masz taki charakter?-zapytał mój młodszy brat po chwili.
-Nie wiem. Może dlatego, że płynie we mnie krew wilkołaka?
Henrick znów posmutniał.
-Co jest?-zapytałem.
-Matka powiedziała mi coś wczoraj wieczorem a ja obiecałem nie powiedzieć tego nikomu więcej.
-Ale chyba mnie możesz, co? Swojemu starszemu bratu...
-Dobra, dobra, Klaus. ale to co teraz usłyszysz pozostanie nasza tajemnica, okey?
-Jasne, Rick.
-Nie jestem dzieckiem Mikaela.
-Co?-zapytałem.
-Jestem dzieckiem tego samego wilkołaka co ty.
Miałem wrażenie, że wmurowało moje nogi w podłogę. To dlatego łączyła nas taka więź. Henrick też był wilkołakiem ale jego gen jeszcze się nie uaktywnił.
-Myślisz, że to prawda, Henrick?-zapytałem.
-Tak. Myślę, że mnie matka by nie okłamała.
-To by znaczyło, że zabił cię twój ojciec...
-Wiem...-odpowiedział.
Przytuliłem go mocno i powiedziałem.
-Idź na dół. Pewnie goście już się schodzą.
-Okey. Ale Pamiętaj Klaus. Nikt nie może się dowiedzieć.
-Zaufaj mi. Jak coś to powiem tylko Caroline.
-Dobra... Wiesz co, bracie? Caroline jest fajna... Nie zmarnuj szansy na szczęście z nią. Chcę mieć taką bratanicę.
-Nie zmarnuję. Przyrzekam.-powiedziałem i się uśmiechnąłem. Młodszy brat odwzajemnił uśmiech i wyszedł z pokoju. Od razu zacząłem myśleć o tym, że muszę go chronić. Nie mogę dopuścić do tego by uaktywnił swój gen wilkołactwa. Westchnąłem. Podszedłem do drzwi od łazienki i delikatnie w nie zapukałem. Po chwili się otworzyły. Ujrzałem w nich Caroline z upiętymi włosami, ułożonymi w warkocz wokół głowy.
-I jak wyglądam?-zapytała słodko.
-Fantastycznie...-szepnąłem.
Wampirzyca się uśmiechnęła i splotła swoje palce z moimi. Czułem dotyk jej zimnej ręki. Zamknąłem oczy. Wsłuchałem się w ciszę otaczającą mnie i ją. Usłyszałem coś cichego i delikatnego. Uśmiechnąłem się. Cieszyłem się, że wampiry mogły słyszeć dziecko nawet w minimalnym stadium rozwoju. Poczułem jak łzy zbierają się w moich zamkniętych oczach. Caroline zauważyła to i zapytała:
-Czemu płaczesz?
-To łzy szczęścia, aniołku.-odpowiedziałem i przysunąłem ją do siebie tak bym mógł ją swobodnie pocałować w usta. Czułem jak nasze palce splatają się ze sobą jeszcze mocniej. Po chwili Caroline złapała głęboki wdech i szepnęła:
-Bal czas zacząć...
Szarmancko się uśmiechnąłem i nie puszczając jej ręki podszedłem z nią do drzwi. Przeszła przez nie pierwsza. Popatrzyliśmy na dół przez barierkę. Na dole było zdecydowanie za dużo osób. Po chwili poczułem na sobie czyjś wzrok. Popatrzyłem w prawą stronę. Elijah stał i wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem i wściekłością. Czułem się dziwnie gdy mój starszy brat stał jak słup i patrzył na mnie takim wzrokiem. Lecz Katerina uratowała mnie z dalszego rozwoju tej sytuacji.
-O Elijah tu jesteś. Już się bałam, że cię zgubiłam, kochany... -powiedziała i pociągnęła go w stronę schodów. Gdy już zeszli na dół dałem znak Caroline, by wzięła mnie pod rękę. Blondynka uśmiechnęła się lecz stała jak słup.
-Co jest?-zapytałem.
-Zastanawiam się czy jesteś szalony, że mnie kochasz...
-Szalony czy nie, ale ten rodzaj miłości nigdy nie umiera...-powiedziałem.
Wampirzyca znów się uśmiechnęła i tym razem to ona mnie lekko pociągnęła bym zszedł po schodach.


Max:
 Szedłem pustym korytarzem. Nikt z rodziny Mikaelsonów nie zorientował się, że na balu jest aż czwórka nieproszonych gości... Ale czy ja wiem... Mogło też być tak, że był tylko jeden nieproszony gość jakim był Silas w ciele pewnego mężczyzny.
Jego plan był dopięty na ostatni guzik ale jednak ja, Tori i Tom byliśmy o krok przed nim. Tori miała tajną broń która mogła sprawić, że Silas w końcu zniknie z życia Caroline... I z resztą życia samej Tori.
Gdy doszedłem już do pokoju którego szukałem, zacząłem się rozglądać czy nikt nie widzi, że zachowuje się dosyć tajemniczo wchodząc do z pozoru pustego pokoju. Nikogo nie było wokół mnie. Powoli nacisnąłem klamkę. Drzwi stanęły przede mną otworem. Wszedłem i zamknąłem za sobą drzwi. Ujrzałem Tori siedzącą na dywanie.
-Tori?-zapytałem.
-Tak, Max? Czy Silas jest już tutaj?
-Tak. Trudno go będzie rozpoznać, bo nie jest w swoim ciele ale wiem, że jest tutaj na pewno.
-Masz jakiś przedmiot z nim związany?
-Tak.-odpowiedziałem i podałem czarownicy małe zawiniątko które wyjąłem z kieszeni.
-To jest medalion, który dostał 2000 lat temu od Qetsiyah.
-O mój boże! Ty czytasz w myślach! Tego własnie potrzebowałam.
-Jestem aniołem, wiem czego ludzie w danym momencie potrzebują. Na przykład Tom potrzebuje...-powiedziałem i popatrzyłem w stronę blondyna stojącego przy zasłoniętym oknie.-Tomas potrzebuje ciebie Tori.
Czarownica się uśmiechnęła i popatrzyła na hybrydę.  Tomas popatrzył na mnie miażdżącym wzrokiem. Uśmiechnąłem się cwaniacko.
-Tori, jak zamierzasz rzucić to zaklęcie.
-W tym medalionie na pewno jest ukryta cząstka mocy Qetsiyah. Dzięki temu połączę się z nią i bezpośrednio zabiję Silasa. Ale Klaus może przez to troszkę ucierpieć, na początku rzuciłam na niego zaklęcie by przeszedł do ciała Toma, to nadal działa, ale plany się zmieniły więc...
-Co się z nim stanie?-zapytał Tom.
-Przez najbliższe 24 godziny może wydawać się, że tak powiem, nie żywy. Nie będzie oddychał, ale będzie żył. Tylko martwię się o Caroline...
-Czemu... Przecież możemy jej powiedzieć.
-Własnie o to chodzi, że nie. Jesteśmy złączeni przysięgą, że nikomu spoza naszej trójki nie powiemy.
-No to klops... ale może Care będzie twarda.-powiedział Tom.
-A nawet jeśli nie będzie twarda to i tak za dwa dni, w nocy straci pamięć.-dopowiedziałem.
-No tak.-odpowiedział Tom.
-Ale dlaczego?-zapytała Tori.
-A dlatego, że za dwa dni, w nocy będzie miała pierwsze etapy wchodzenia w nowe życie...bycie aniołem.-odpowiedziałem.
-Czyli?
-Zanik pamięci na kilka dni, dziwne sny, drapanie pleców i troszkę bolesne ślady na nich. Swego rodzaju pióra na poduszce tyle, że... całe we krwi. Takie trochę obleśne rzeczy... A i stanie się człowiekiem... A aniołem stanie się za jakieś... no nie wiem siedem-osiem dni... Prawdopodobnie jeszcze zajdą u niej małe zmiany... Nie będzie już w ciąży... Ale znając ją i Klausa zajdzie w nią ponownie...
-Co? Caroline jest aniołem? Caroline jest w ciąży?-zapytała zbulwersowana Tori. Albo raczej zdenerwowana a nie zbulwersowana...
-Tak. Jestem wyznaczony na jej mentora i wybawcę.
-Taki jakby książę z bajki?
-No  nie... Raczej anioł nauczyciel z Mrocznych Wymiarów.
-Aha?...-powiedziała i poruszyła głową. Zamknęła oczy i zaczęła szeptać coś po łacinie.

Caroline:
Już cztery długie tańce były za nami... Było wprost cudownie... Klaus był niesamowicie dobrym tancerzem i kochankiem z resztą też. Po drugim tańcu byłam dosyć zawiedziona tym, że Klaus gdzieś musiał iść... Usiadłam na krześle w kącie, przy stoliku. Lecz nie zauważyłam, że siedział tam ktoś jeszcze. Młody, przystojny mężczyzna, wyraźnie czekający na kogoś.
-Hej, mogę się przysiąść?-zapytałam.
Mężczyzna popatrzył na mnie. Wydawał mi się dziwnie znajomy. Zdawało mi się, że on też poczuł coś podobnego.
-Jasne. Jestem Maximilian.-przedstawił się i nonszalancko pocałował moją rękę.
-Ładne imię.-powiedziałam lakonicznie i usiadłam obok niego. Złapałam kieliszek z szampanem leżący na stoliku i zaczęłam z niego łapczywie pić.
-Nie powinnaś...-powiedział Max.
-Dlaczego?-zapytałam mimo tego, że dobrze wiedziałam, że nie powinnam pić alkoholu.
-Bo jesteś w ciąży, a to chyba niezbyt sprzyja rozwojowi dziecka.
-Pff... Wcale nie jestem w ciąży...
-Jesteś ale prawdopodobnie nie będziesz...-powiedział tajemniczo i zniknął.
Zdawało mi się, że był tylko wytworem mojej wyobraźni... Mrugnęłam oczami i usłyszałam głos Klausa.
-Witam. Przepraszam, że może wam przeszkadzam ale... mam coś ważnego do powiedzenia mojej ukochanej, Caroline Forbes.
Wszystkie twarze na sali zwróciły się w moją stronę.
Czułam się nieswojo tak oglądana przez wszystkich na sali. Klaus chrząknął i kontynuował:
-Wiem, że już raz cię o to pytałem ale pozwól, że zrobię to jeszcze raz...
Caroline Forbes, czy wyjdziesz za mnie? Czy chciałabyś nazywać się Mikaelson?-zapytał i popatrzył w moją stronę. Wstałam od stolika i zaczęłam biec przez salę do podesty z mikrofonem na którym stał Klaus. Gdy byłam już przy nim, bez słowa wyjaśnienia zatopiłam swoje usta w jego ustach. Po chwili się od siebie odkleiliśmy i Klaus popatrzył głęboko w moje oczy.
-To miało znaczyć tak?-zapytał.
-Oczywiście...-powiedziałam i ponownie skleiłam nasze usta w pocałunku.
Na sali od razu rozbrzmiały gromkie oklaski.
-Powiedzieć im, że jestem w ciąży?-zapytałam cicho.
-Nie mów... Dowiedzą się za jakieś kilka miesięcy...
-Za kilka miesięcy będziemy w Nowym Orleanie...
-No tak... Ale nie mów im. Nie muszą wiedzieć o naszym szczęściu.-powiedział i objął mnie ramieniem.
-Racja... Kocham cię.-powiedziałam. Klaus nie musiał odpowiadać bym wiedziała, że też mnie kocha tak bardzo jak ja jego. Po chwili wyłowiłam w tłumie wzrok Eleny. Uśmiechała się i wciąż klaskała w dłonie. Nie miałam ochoty na rozmowę z byłą przyjaciółką ale jednak się przełamałam. Odeszłam powoli od Klausa i skierowałam się w stronę Eleny.
-Gratuluję Caroline...-powiedziała.
-Dziękuję.-podziękowałam i gdy już miała odchodzić, złapała mnie za rękę.
-Poczekaj. Chcę cię przeprosić.
-Za co? Za to, że już nie jestem twoją przyjaciółką?
-Nie... Za to, że nie akceptowałam twojego związku. Nie powinnam się wtrącać. To twój wybór. Zakochałaś się... Ja też. Ty w Klausie, ja w Damonie, choć dobrze wiem, że go nie lubisz.
-Nie lubię... To mało powiedziane... Ja go nienawidzę.
-No własnie. Ja mam tak samo z Klausem bo on chciał mnie zabić. Nie raz i nie dwa...
-Ale on się zmienił, a Damon...
-Damon też się zmienił. Może nie tak jak Klaus ale też się zmienił.
-Skąd wiesz jak zmienił się Klaus?
-Pomyśl. Czy stary Klaus oświadczyłby ci się tak publicznie przed wszystkimi?
-Stary Klaus zrobiłby to dla rozgłosu...-szepnęłam.
-Właśnie. A teraz w jego glosie słychać było szczerość i... miłość. -powiedziała Elena.
Popatrzyłam na przyjaciółkę. Przytuliłam ją mocno i powiedziałam.
-Elena, będziemy musiały się pożegnać. Wyjeżdżam do Nowego Orleanu... Na uczelnię.
Elena spuściła głowę i przytuliła mnie mocniej niż ja ją.
-Dopiero co się pogodziłyśmy, a już będziemy musiały się żegnać...
-Wiem... To dziwne ale niestety wyjeżdżam. Gdzie jest Bonnie?-zapytałam.
-Bonnie jest...-próbowała powiedzieć Elena.
-BonBon jest daleko... Dosyć daleko.-wtrącił Damon, który własnie do nasz podszedł z ponczem w ręku.
-Czyli?-zapytałam.
Damon i Elena popatrzyli sobie w oczy.
-GDZIE JEST BONNIE?!-prawie
krzyczałam.
-Bonnie... -szepnęła Elena. Z jej oczy zaczęły płynąć łzy.
-Co się stało z Bonnie?-zapytałam.
-Silas ją... Nie chciała mu pomóc w zabiciu Klausa i ją... zabił... Znaleźliśmy ją w domu poćwiartowaną.
-Nie, nie, nie.... nie... to nie może być prawda.-powiedziałam.-Ona nie mogła umrzeć. To wszystko przeze mnie! To wszystko przez to, że wyjechałam do Londynu a gdy wróciłam... Moja przyjaciółka, moja mama... -szeptałam. Z moich oczu zaczęły kapać łzy... Byłam bliska załamania... Wszystko się posypało... Moja przyjaciółka umarła... Jedyne co mnie pocieszało to to, że byłam z Klausem i miałam mieć z nim dziecko... Tylko to było wesołą wiadomością...
-Masz chusteczkę?-zapytałam podnosząc głowę. Elena skinęła przytakująco głową i wyjęła paczkę chusteczek z małej kopertówki.
-Dzięki.-powiedziałam i wytarłam łzy które zebrały się w moich oczach.
-Care nie płacz... Mam jeszcze jedną wiadomość. Jedna czarownica może przywrócić Bonnie do życia.-powiedziała Elena, która już powoli przestawała szlochać.
-Na prawdę?
-Tak. Caroline proszę nie płacz...
-Jasne... Już przestaję. muszę iść do Klausa.-powiedziałam.
-Dzwoń jak będziesz w Nowym Orleanie, dobrze?-zapytała Elena. Musiała mieć wodoodporną maskarę bo
nie widać było czarnych śladów na jej policzkach, lecz jej oczy były lekko podpuchnięte.
-Oczywiście...-powiedziałam i odeszłam w stronę Klausa.
Klaus już nie stał na podeście tylko czekał aż do niego podejdę.
-Co się stało, kochana?
-Nie, nic...
-To dobrze bo już się o ciebie obawiałem... A własnie... Muszę iść na chwilkę na górę bo Elijah mnie po coś wzywa.
-Okey...-odpowiedziałam. Po chwili usłyszałam głos Stefana.
-Odbijany?-zapytał mój przyjaciel.
Uśmiechnęłam się i go przytuliłam po przyjacielsku. Klaus popatrzył na nas i skierował się w stronę schodów. Zaczęliśmy tańczyć ze Stefanem.
-Znalazłaś sukienkę?

-Jest od Klausa...
-Nie wiedziałem.
-Nie udawaj. Byłeś z nim na zakupach...
-No tak ale lubię cię
 podpuszczać.-powiedział wampir i okręcił mnie wokół mojej własnej osi.
Uśmiechnęłam się smutno.
-Co jest Care?-zapytał Stefan.
-Słyszałeś o Bonnie?
-Nie. A co się stało?
-Elena ci nie mówiła?
-Nie rozmawiam z Eleną. Uważa, że powinienem być zazdrosny o Damona ale ja nie jestem. Wręcz ciesze się szczęściem brata.
-Bonnie nie żyje.-powiedziałam lakonicznie.
Stefan przystanął i na mnie popatrzył:
-Co? Ale jak to możliwe?
-Silas ją zabił dla zemsty za to, że nie chciała mu pomóc.
-A to dupek... Mam nadzieje, że kiedyś się go pozbędziemy.
-Też mam taka nadzieję...-powiedziałam i się smutno uśmiechnęłam.
-Jestem pewien, że ktoś przywróci Bonnie do życia...
-Mam nadzieję, bo gdyby nie to moje życie zawali się kompletnie... I jeszcze ta cała ciąża...
-Ale, że ty i Klaus?- zapytał Stefan.
-Yep...
-No to gratuluję... A teraz radziłbym ci zacząć tańczyć bo ludzie się na nas dziwnie patrzą.
Przewróciłam oczami i całkowicie poddałam się swoim nogom i intuicji. Lecz po chwili usłyszałam glosy na górze. Krzyk Klausa... Od razu pobiegłam w stronę schodów. Za mną pobiegł Stefan.

Klaus:
Delikatnie otworzyłem drzwi do sypialni Elijah'a. Powoli przez nie wszedłem i popatrzyłem w stronę okna, przy którym stał mój starszy brat.
-Chciałeś mnie widzieć Elijah, więc jestem. Co chciałeś mi powiedzieć?
-Siadaj.-powiedział i wskazał na łóżko. Usiadłem na nim i podparłem głowę na splecionych dłoniach.
-Powiesz o co chodzi czy sam mam to rozkminić?
-Bracie... Wiesz, że nienawidzę cie od dawna ale... ostatnio moje uczucie nienawiści nasiliło się jeszcze bardziej.
-Ałć...-syknąłem przez zęby.
Elijah popatrzył w moją stronę. Podszedł do mnie.
-Wstań jak starszy brat do ciebie mówi! -rozkazał.
-Elijah nie odgrywaj szopki... Gadaj co jest na rzeczy.
-Ale ty jesteś naiwny, Niklaus...-powiedział i się cwaniacko uśmiechnął.
Już wiedziałem, że to wcale nie jest Elijah...
-Silas...-szepnąłem.
-Wow... Nie no szacunek... W końcu się zorientowałeś.-powiedział i zaczął sztucznie klaskać w dłonie.
-Czego ode mnie chcesz? Myślałem, że się odwaliłeś na dobre, a tymczasem ty ciągle przeszkadzać w życiu moim i Caroline... Proszę zostaw nas w końcu w spokoju...
-Eh... Niklaus gdybym chciał cię zostawić w spokoju, dawno bym już to zrobił... Ale ja po prostu lubię gdy słabsi cierpią.
-Ja słabszy? Chyba masz coś z psychiką.-powiedziałem i wstałem.
-Tak, ty. Nawet sam nie potrafisz o siebie zadbać! Nawet nie potrafisz sam zadbać o swoje bezpieczeństwo! Wszystko muszą robić twoi znajomi! Pewna hybryda i czarownica... Jakież to słodkie nieprawdaż? Przyjaciele wstawiający się za najgorszym potworem w dziejach.
-WCALE NIE JESTEM POTWOREM!-krzyknąłem rozwścieczony i wbiłem swoją dłoń w jego ciało. Włożyłem dłoń między jego żebra i dotknąłem ciepłego i mięsistego w dotyku serca.
Popatrzył na mnie wściekłym wzrokiem. Po chwili rzucił mnie na podłogę
. Z kieszeni garnituru wyciągnął kołek z białego dębu. Pochylił się nade mną i powiedział:
-Słodkich snów... Niklaus!
Po chwili poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Wrzasnąłem. Drzwi do pokoju się uchyliły. Zdążyłem zobaczyć upadającego Silasa i twarz Caroline pochylającej się nad moim płonącym ciałem. Jej łzy kapały na moją twarz.
-Żegnaj, kochana...-szepnąłem słabym głosem i odpłynąłem w krainę z której nikt ani nic nie mogło powrócić...

Caroline:
Z moich oczy zaczęły kapać wielkie łzy. Straciłam go... Straciłam osobę, która była dla mnie najważniejsza... Umarł... Umarł ktoś kogo kochałam. Poczułam na ramieniu dotyk ręki Stefana. Odepchnęłam go.
-Caroline, proszę daj sobie pomóc!
-Zostaw mnie w spokoju! Nie widzisz co się stało? Straciłam go! I nigdy nie odzyskam!
-Caroline! Tori uknuła plan, który może go uratować!-krzyknął i potrząsnął mną. Pomógł mi wstać i mnie do siebie przytulił. -Pozwól sobie pomóc, Caroline...-szepnął. Znów zaczęłam szlochać tylko, że tym razem ze szczęścia mieszającego się z żalem i cierpieniem...

Tori:
-Myślicie, że to zaklęcie już działa?-zapytałam.
-Tak. Słyszałem coś na górze.-odpowiedział Max.
Uśmiechnęłam i się i popatrzyłam na Toma. Wydawał się jakby nieosiągalny...
-Tommy?-zapytałam.
Nie odpowiadał. Wstałam z dębowej podłogi i podeszłam do przystojnego hybrydy.
-Tom?!
-On cię nie słyszy. Coś poszło niezgodnie z planem...-powiedział Max.
-Co?!-krzyknęłam i zaczęłam potrząsać Tomem jak psującą się zabawką. Lecz po chwili usłyszałam jego głos.
-Zostaw mnie w spokoju młoda czarownico!
-Tom?-ponowiłam pytanie.
-Nie? Święta Weronika? Jasne, że nie Tomas! Ja pierdzielę... Otaczają mnie sami debile. Najpierw rzucasz zaklęcie, potem nie wiesz co się dzieje...-odpowiedział wściekły.
Max podszedł do niego i podał mu swoją rękę:
-Maximilian, miło mi cię poznać, Niklausie Mikaelsonie.
Klaus w ciele Toma odepchnął go z pogardą.
_Chce jak najszybciej znaleźć się w swoim ciele!-rozkazał.
-Klaus to wcale nie jest takie łatwe... Muszę rzucić kilka skomplikowanych zaklęć.
-Jeśli jutro nie obudzę się w swoim ciele, zabiję ciebie i to co zostało z twojej rodziny...-postawił ultimatum.
Bałam się go. Był nieprzewidywalny... Stal się takim samym Klausem o jakim słyszałam opowieści od cioci...
-Dobrze. Zrobię wszystko co w mojej mocy.-powiedziałam i popatrzyłam w jego twarz. Po chwili zerknęłam na Maximiliana.
Kiwnął przytakująco głową.
-Razem z Maxem ci pomożemy.-dopowiedziałam i uścisnęłam jego rękę.
Wampir się uśmiechnął i odwzajemnił uścisk.
-Mogę to zaklęcie rzucić nawet teraz... Tylko nie wiem czy czegoś nie pomylę...-szepnęłam.
-Jasne. Oczywiście. Im szybciej tym lepiej.-odpowiedział.
Usiadłam na podłodze i zamknęłam oczy. Nie byłam pewna czy znam to zaklęcie ale dostatecznie się go bałam by zaryzykować. Zaczęłam szeptać jakieś słowa po łacinie. Po chwili milczenia wokół, mnie Klaus w ciele Toma upadł z hukiem na ziemie. Od razu się zerwałam i podbiegłam do niego. Po chwili jego oczy się otworzyły.
-Klaus?-zapytałam.
-Co? Tori czy ja o czymś nie wiem?-zapytał Tom.
Wiedziałam, że to na pewno mój chłopak. Mocno go do siebie przytuliłam, lecz po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że musiałam coś sprawdzić.
-Max, możesz zobaczyć gdzie jest Klaus?
-Nie muszę sprawdzać. Anioły z rady wysłały mi telepatyczną wiadomość, że mają u siebie nieproszonego gościa. Pierwotną hybrydę- Niklausa Mikaelsona.
-O mój boże... Czyli, że ja go...?
-Tak. Przez mały błąd w zaklęciu uwięziłaś go w Mrocznych Wymiarach. Z miejsca z którego nie można wyciągnąć duszy wampira... miejsca z którego szansę na powrót mają tylko nieliczni, którzy mają na ziemi do załatwienia jakieś sprawy. -powiedział tajemniczo i zniknął.
Max wydawał mi się aż za tajemniczy jak na istotę nieśmiertelną... Dopiero teraz zobaczyłam, że Tommy patrzy na mnie błagalnym wzrokiem tak jakby chciał się upewnić, że to jedno wielkie kłamstwo... Ale to była prawda... Przez przypadek uwięziłam Klausa w Mrocznych Wymiarach. I powrócić mógł tylko dzięki Maxowi...

Caroline:
Klęczałam w ciemnym pokoju nad spalonym ciałem Klausa. Płakałam. Obawiałam się tego, że nie ma już nadziei... Stefan zajął się gośćmi a ja za ten czas ubrałam się w jakieś wygodne ciuchy. Gdy przypomniałam sobie to, że jestem w ciąży zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Złapałam poparzoną rękę Klausa i przyłożyłam ją do twarzy. Była zimna jak nigdy. Widziałam na niej czarne zarysy żył... Z resztą na całym jego ciele były ślady po ogniu... Ślady śmierci. Moje wielkie łzy zaczęły płynąć po policzkach. Nie mogłam ich zahamować.
Same zbierały się w moich oczach i same płynęły... Położyłam ręce na jego klatce piersiowej... nic... Żadnej pracy płuc, serca... Krew nie płynęła. Wszystkie czynności życiowe Klausa się zatrzymały. Miałam ochotę... Podnieść kołek leżący koło niego i wbić go sobie prosto w serce... Ale musiałam zapomnieć... A Pamięć jest najtrudniejsza do ogarnięcia... Pochyliłam się nad nim i pocałowałam go w zimny policzek:
-Przyrzekam, że nigdy o tobie nie zapomnę... Znajdę sposób na to by wyciągnąć cię z tego bagna... Nawet jeśli miałabym przez to umrzeć. Przynajmniej gdy umrę to się spotkamy, prawda? To czy nie łatwiej byłoby umrzeć od razu niż patrzeć na twoją śmierć? Czy nie łatwiej by tak było? Proszę... Daj choć jeden znak życia...-błagałam.-Proszę... Nie opuszczaj mnie... Proszę... nie... opuszczaj... mnie...-szepnęłam i położyłam swoją głowę na jego zimnym torsie. Po chwili podniosłam głowę i popatrzyłam na jego twarz. Jego oczy były szeroko otwarte. Widziałam w nich ból i niesamowite cierpienie. Złość i żal wzbierały się we mnie już długo ale teraz osiągnęły punkt kulminacyjny. Z całej siły uderzyłam go w twarz. Nic. Spróbowałam uderzyć pięścią w jego klatkę piersiową.
-Obudź się! Teraz! Obudź... się...!-krzyknęłam. Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi. Do pokoju wszedł niczego nieświadomy Henrick. Gdy ujrzał moją twarz od razu zamknął drzwi i do mnie podbiegł.
-Caroline, co się stało?
-Klaus... Klaus odszedł. Na zawsze...-powiedziałam i przytuliłam młodszego brata Klausa.
-Nie... Nie. On żyje jestem tego pewien.-powiedział i popatrzył w moje oczy.
Zamknęłam je i go przytuliłam najmocniej tak potrafiłam.
-Też nie wiem jak to zniosę.
-Ale ja tego nie zniosę, Caroline. W tym tygodniu zmarła mi mama, brat... Kto jeszcze? Może Rebekah, Elijah i Kol? Albo może ja sam umrę? Może wtedy pożegnam się z Klausem... Może wtedy choć raz jeszcze go zobaczę. Może będzie na mnie czekał tam po drugiej stronie... Teraz to on będzie czekał nie ja n niego.-powiedział dwunastolatek.
-Henrick nie płacz. Proszę. Proszę, nie płacz. Ja już wystarczająco dużo wody straciłam przez płacz...
-Ale ja jeszcze nie płakałem. Mogę? Mogę go zobaczyć?-zapytał chłopiec.
-Odsunęłam się i zaczęłam szlochać. Henrick ukląkł przy ciele Klausa. Z jego oczy zaczęły płynąć łzy. Po chwili złożył ręce jak do modlitwy:
-Boże, czemu pozwoliłeś by mój brat odszedł...? Miałem tylko jego. Proszę. Przywróć go... Nie wiem jak ale to zrób... Proszę. Kochałem go jak nikogo innego. I wiem, że Caroline też go kochała. Proszę przywróć go nam. Ojcze nasz...-wyszeptał przez łzy.
To było takie wzruszające, że nie mogłam przy tym nie płakać. Gdy Henrick skończył modlitwę "Ojcze nasz", położył swoją głowę na torsie Klausa. Uklękłam obok niego i go przytuliłam jednocześnie kładąc głowę na brzuchu ukochanego. Po kilku minutach płaczu cały garnitur Klausa był już mokry od naszych łez.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oj tak sama przyznam, że finał 1 części mojego opowiadania wzruszył mnie na maksa ;( pomyśleć, że takie coś długie napisałam w zaledwie dwa dni xD No ale dobra... Ultimatum na to bym zaczęła pisać 1 rozdział 2 części jest takie, że ma być około 30 komentarzy bo inaczej to nie wiem ;( Wiem może mam wysoką poprzeczkę ale jak piszę to dla kogoś to pisać muszę xd Proszę nie denerwujcie się na mnie za to, że uśmierciłam Klausa ale... no musiałam dla rozwinięcia akcji ;D I dlatego, że dzięki temu mam ciekawy pomysł na drugą część ;) no na razie to chyba tyle ;) Jeśli nie będzie tych trzydziestu komentarzy to nie wiem ;( mam dzisiaj zły humor bo ten rozdział mnie lekko zdołował, szczególnie to pod koniec... Jak są jakieś błędy to wam przepraszam bo chciałam to jak najszybciej dodać i nawet nie sprawdzałam jakoś dokładniej xD A na razie to tyle ;) Czekam na komentarze i pozdrawiam ;*
Dobranoc :3

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 39

Piękna piosenka z na prawdę pięknym tekstem <3  

Proszę tu macie tłumaczenie <3 

"Zawsze odkąd byłam dzieckiem
Rozmyślałam nad wszystkim
Śpiewałam przy pianinie 
Drąc moją żółtą sukienkę i
Płakałam i płakałam i płakałam

Nie chcę widzieć tego, co zobaczyłam,
Cofnąć to, co zostało zrobione
Wyłączyć wszystkie światła
Pozwolić nadejść porankowi

W moich oczach jest zielone światło
I mój kochanek w mojej głowie
Będę śpiewać przy pianinie
Rozedrę moją żółtą sukienkę i
Zapłaczę i zapłaczę i zapłaczę
Nad miłością do Ciebie

Cały szampan wypity
Przeciwko teraźniejszości
Wszyscy widzą że go kocham
Ponieważ to jest uczucie które otrzymujesz
Kiedy wieczór spowija most w mieście

Nie chcę widzieć tego, co zobaczyłam,
Cofnąć to, co zostało zrobione
Wyłączyć wszystkie światłaP
ozwolić nadejść porankowi

W moich oczach jest zielone światło
I mój kochanek w mojej głowie
Będę śpiewać przy pianinie
Rozedrę moją żółtą sukienkę i
Zapłaczę i zapłaczę i zapłaczę
Nad miłością do ciebie

Ponieważ jesteś trudną duszą do ocalenia, z oceanem na swej drodze
Ale ja to ominę
Ominę to
Ponieważ jesteś trudną duszą do ocalenia, z oceanem na swej drodze
Ale ja to ominę

W moich oczach jest zielone światło
I mój kochanek w mojej głowie
Będę śpiewać przy pianinie
Rozedrę moją żółtą sukienkę i
Zapłaczę i zapłaczę i zapłaczę
Nad miłością do ciebie

Zapłaczę i zapłaczę i zapłaczę
Nad miłością do ciebie

Zapłaczę i zapłaczę i zapłaczę
Nad miłością do ciebie

(Widzę zielone światło, 
widzę je w twoich oczach)

Zapłaczę i zapłaczę i zapłaczę
Nad miłością do ciebie

Widzę zielone światło, 
widzę je w twoich oczach
Widzę zielone światło, 
widzę je w twoich oczach
Widzę zielone światło, 
widzę je w twoich oczach"                                   Florence+The Machine- Over the Love <3 


W tym rozdziale dowiecie się czym tak na prawdę jest Max i... jakie jest dalsze przeznaczenie Caroline ^^

Caroline:
Siedziałam na ławce w parku. Z moich oczu same płynęły łzy. Wiedziałam, że na pewno jestem w ciąży... Choć nawet jeszcze tego nie sprawdziłam testem. Nie mogłam się nikogo poradzić... Bałam się o tym powiedzieć Klausowi... Nie miałam przyjaciół. Oprócz Toma i Stefana ale przecież oni są facetami... Nie zrozumieją mnie... Nikt mnie nie zrozumie... Nawet moja własna mama, która... Właśnie! Moja mama! Nie pomyślałam o jednej z najważniejszych osób w moim życiu... Wstałam, wzięłam do ręki siatkę z apteki i w super tempie znalazłam się obok domu mojej mamy. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili zobaczyłam jak moja mama otwiera drzwi. Miała przygnębioną minę.
Gdy tylko ją zobaczyłam rzuciłam się w jej ramiona lecz ona mnie odsunęła i zapytała:
-Kim jesteś?
W moim sercu coś pękło.
-Mamo to ja, Caroline. Twoja córeczka...-szepnęłam.
-Nie miałam córki...
W moich oczach znowu zebrały się łzy. Czułam jakby moje serce rozdzieliło się na dwie połówki. Popatrzyłam na nią. Jej mina nie okazywała żadnych emocji.
-Rozumiem... -szepnęłam i się odwróciłam.
Nie miałam już nikogo prócz Klausa, Toma i Stefana... Przez mój związek z Klausem wszyscy się ode mnie odwrócili... Nawet moja matka, która teraz udawała, że mnie nie zna. ale to nie wyglądało jakby udawała. Pierwsze co pomyślałam to to, że Silas pewnie namieszał jej w głowie... Ale z resztą... Nie mogłam się nad sobą użalać. Nie teraz. Musiałam się ogarnąć przed balem. Nie mogłam przecież iść na niego zapłakana.
Otarłam łzy kapiące po policzkach i nim się zorientowałam byłam już przy domu Klausa. Weszłam do domu. Od razu zobaczyłam Klausa i ten tego arogancki uśmiech.
-Witaj słonko. -powiedział i do mnie podszedł. Położył swoje ręce na mojej tali ale ja go odsunęłam.
-Cześć. Muszę coś zrobić.-powiedziałam i pobiegłam na górę.
Gdy już byłam w sypialni Klausa, wpadłam do łazienki chcąc sprawdzić czy aby na pewno jestem w ciąży.

Klaus:
Kompletnie nie wiedziałem co się z nią działo. Zgłupiała czy co? Nie miałem pojęcia o co jej chodziło. W super tempie znalazłem się przed drzwiami do mojego pokoju.  Chciałem ją przytulić i zapytać co się dzieje ale nie mogłem. Zamknęła się w mojej sypialni. Słyszałam jak obracała kluczem w dziurce od klucza... Pomyślałem o wyważeniu drzwi no ale... były antywłamaniowe. Byłem głupi. Zamontować antywłamaniowe drzwi w środku domu to była lekka przesada... Zostało mi tylko czekanie...

Max:
Stałem przed oknem w kuchni, w mieszkaniu które wynajmował Silas. Wiedziałem, że popełniam największy życiowy błąd! Przecież nie jestem tu dla niego! Jestem tu dlatego, że sam wyznaczyłem pewną osobę na nowego anioła! Pewną piękną blondynkę... Byłem wyznaczony na jej nowego mentora a tymczasem ten głupi Silas mnie, że tak powiem przechwycił! Cholera. Tylko to cisnęło mi się na usta i myśl... Za trzy miesiące miały być urodziny Caroline, a to zawsze na trzy miesiące przed 20 urodzinami, przyszłe anioły dowiadują się o tym, że nimi będą lub już są... Nawet pamiętam swoją reakcję gdy dowiedziałem się o moich zdolnościach... Od razu chciałem zacząć latać. Ale to wcale nie było takie łatwe. Skrzydła musiały urosnąć, a latać mogłem tylko w Mrocznych Wymiarach i tylko wtedy gdy miałem skontrolować wampiry na ulicach... Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos Silasa:
-Maximilian!
Westchnąłem i wyszedłem z kuchni. Wszedłem do małego przytulnego saloniku i zapytałem;
-Czego znów chcesz Silas? Pomogę ci... Już to omawialiśmy.
-Nie chodzi mi o to... Chodzi mi raczej o to, czy mógłbyś pójść do pewnego hybrydy i pewnej małej czarownicy? Czuję, że spiskują za moimi plecami i, że chcą uratować Klausa. I tak ich zabiję ale... Mógłbyś mi pomóc?
-Tak mógłbym. Ale lepiej byłoby wtedy gdybym cię zabił. A jak dobrze wiesz anioły mogą zabić takiego słabego wampira jak ty.
-Ja? Słaby? No proszę cię! To ty jesteś słaby mój "aniołku". Spróbuj się mi sprzeciwić, a skończysz marnie... tak jak Niklaus dzisiaj wieczorem!
-Spróbuj mnie szantażować, a będziesz skazany na wieczne potępienie...-powiedziałem tajemniczo i rozpłynąłem się w powietrzu. To był własnie jeden z uroków aniołów. Mogły przemieszczać się szybciej niż wampiry. Znalazłem się pod małym domkiem, z którego wyraźnie czułem krew. Musiałem pogadać z tą czarownicą... Nie tyle musiałem co chciałem.
A oto jak wygląda Max Davis ;3
Popatrzyłem się w prawo i lewo, by upewnić się, że nikt mnie nie widział gdy tak znikąd pojawiłem się na środku ulicy. Było pusto jak w Mrocznych Wymiarach w dzień chłosty. Wtedy nikt nie chciał wychodzić na dwór... Wszyscy bali się starszych aniołów... Nie tych dobrych jak ja. Tych aniołów ciemności! Tych których skrzydła nigdy nie zmieniały barwy i tych których pasją było zabijanie niewolników. Powoli podszedłem do drzwi. Wiedziałem, że w tym domu musiało zdarzyć się coś strasznego i... masakrycznego. Bo w końcu mało domów pachnie albo raczej śmierdzi krwią!
Zapukałem i po chwili w drzwiach ukazał się młody facet.
Podałem mu rękę.
-Hybryda jak mniemam.-powiedziałem uprzejmie. Wampir uśmiechnął się lekko lecz po chwili jego uśmiech zniknął.
-Skąd wiesz?-zapytał i też podał mi swoją rękę.
-Takie rzeczy są naturalne. Wiem dużo rzeczy, na pewno o wiele więcej niż ty. Jak się nazywasz? Może o tobie słyszałem.
-Tomas McFadden... A ty czym jesteś? I jak się nazywasz...
Śmiech mojego trzeciego męża zawsze spoko :3
-Maximilian Davis. mów mi zwyczajnie, Max. Jestem Aniołem.
Tomas zaczął się śmiać.
-Co jest śmiesznego w tym, że jestem aniołem?-zapytałem i zrobiłem wielkie oczy.
-To, że anioły nie istnieją.
-No jak widzisz ja istnieję.-powiedziałem, a Tom przestał się śmiać.
-Udowodnij.-powiedział.
-Jasne... Macie jakiś duży ogród? Żaden zwykły człowiek nie może dowiedzieć się o moich zdolnościach...
-Tori, pokażesz nam ogród?!-zawołał Tom.
Jakaś młoda dziewczyna zeszła po schodach i na nas popatrzyła.
-Key a kto to jest powiedziała i wskazała na mnie.
-Jestem Max Davis.-odpowiedziałem i się uśmiechnąłem.
-Aha, jasne... A czemu tak pilnie musicie zobaczyć ogród?
-Bo Max musi mi coś udowodnić.-powiedział Tom.
Uśmiechnąłem się. Tori skierowała się w stronę tylnych drzwi. Poszliśmy za nią.

Tom:
Nie wierzyłem, że ten cały Max jest aniołem... Kto by wierzył?! No ale dobra... Zobaczymy co się stanie w ogrodzie. [*] Stałem przy drewnianej huśtawce. Max stał przy drzewie.
-To co? Kiedy twoje "skrzydła" się aktywują?-zapytałem ironicznie robiąc zajączka z palców.
-Jeszcze chwila. Dawno ich nie rozkładałem.-powiedział Max. To robiło się coraz bardziej żałosne... Lecz nagle Max zamknął oczy. Z jego pleców momentalnie wyrosły czarne skrzydła.
Na bestach było ^^ Awwww :3 
Byłem na prawdę pod wielkim wrażeniem!
-Wow!-powiedziałem cicho.
-Co? Już mi wierzysz?
-Tak... Tylko zastanawiam się czemu są czarne.
-Bo jestem wkurzony... Nie mam ciągle czarnych czy ciągle białych skrzydeł... To zależy od nastroju. -powiedział Max, uśmiechnął się i wsunął skrzydła z powrotem.
-To już rozumiem... A czemu przybyłeś do Mystic Falls?
-By poinformować pewną młoda anielicę o jej rzadkich umiejętnościach...
-Jak się nazywa ta anielica?-zapytałem.
-Caroline Forbes.
Uśmiech zniknął z mojej twarzy.
-Ale jak to Caroline? Przecież ona jest wampirem!-powiedziałem.
-Ale niedługo przestanie być wampirem. Nie może być aniołem i wampirem jednocześnie, prawda?
-Nie wiem. Nie znam się.-powiedziałem.
-No więc mi zaufaj. Caroline stanie się zwykłym człowiekiem za jakieś...-powiedział Max i popatrzył na zegarek- 34 godziny.
-I...?-zapytałem.
-I straci pamięć na jakoś około 4 dni. Później zacznie się przemieniać i wtedy wkroczę ja- jej nowy mentor wyznaczony przez moich przełożonych.
-To tylko po to jesteś w Mystic Falls?
-Tylko?! Tylko? Wiesz jakie to jest ważne? Co 200 lat są wybierane tylko 4 osoby na nowe anioły... Dwie kobiety i dwoje mężczyzn. Ty wiesz ile to znaczy dla całej władzy w Mrocznych Wymiarach?
-Czyli, że Caroline będzie musiała teraz mieszkać w tych całych Mrocznych Wymiarach?-zapytałem zdezorientowany. Nie chciałem by moja przyjaciółka tak po prostu sobie  wyjechała. To czego dowiedziałem się przed chwilą mnie dosłownie przerastało... Caroline aniołem? Czyli, że to jak nazywał ją Klaus było trafnym spostrzeżeniem? Nie mogłem w to uwierzyć... Lecz wiedziałem, że Max nie kłamał...
-Gdy będzie chciała to tak. Ale nawet jeśli już będzie chciała posmakować władzy to ma Niklausa, nieprawdaż?
Przytaknąłem. Maximilian podszedł do mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Lecz nagle za Maxem pojawił się Silas.
-Maximilian?-zapytał.
Max powoli się odwrócił.
-Tak?-zapytał.
-Widzę, że dogadałeś się z Tomasem.
Już wiesz co na prawdę coś knują czy nie?
-Wszystko jest w porządku. Nic nie kombinują.-skłamał anioł.
Zastanawiałem się skąd Silas mógł wiedzieć, że Tori wymyśliła sposób na ochronienie Klausa.
-To może sam o to zapytam moją małą Tori.-zapytał Silas. Czułem, że coś podejrzewa. Wampir popatrzył na mnie z pogardą i wszedł do domu przez tylne drzwi.

Tori:
Siedziałam w jadalni przy stole. Czytałam książkę. Musiałam przyznać, że "Zmierzch" to była chyba najbardziej sztuczna książka o wampirach wszech czasów... Ta... Wampiry świecące się na słońcu jak jakieś wróżki. Ceniłam kreatywność Stephenie Meyer ale wolałam jej inne książki takie jak "Intruz"... Odstawiłam książkę i złożyłam swoją twarz w dłoniach którymi podpierałam się o blat stołu.
Westchnęłam. Lecz nagle usłyszałam znajomy głos.
-Witaj, mała czarownico.
Podniosłam wzrok i ujrzałam Silasa.
-Czego znowu chcesz?!-zapytałam.
-Chcę zadać tylko jedno krótkie pytanie.
Nim się zorientowałam siedział obok mnie.
-Czy próbujesz się mi sprzeciwić?-zapytał.
Bałam się skłamać lecz musiałam zaryzykować.
-Nie.-powiedziałam. Wampir popatrzył w moje oczy. Jako czarownica potrafiłam ukryć to co tam na prawdę myślę i wiem, więc nie miał szans przedrzeć się do mojego umysłu.
-To dobrze.-powiedział po chwili wampir.
Zaczął się zastanawiać nad czymś co wywnioskowałam po jego geście. jeździł palcami po brodzie jak jakieś dziecko, które zastanawiało się czy na teście wybrać odpowiedź a, b czy c.
Po chwili zapytał:
-Masz to zaklęcie które może osłabić Klausa?
Kompletnie o tym zapomniałam. Tak byłam zajęta tym by go ochronić, że zapomniałam o zaklęciu które miało przyczynić się do jego śmierci!
-Tak, znalazłam...-skłamałam.
-To dobrze bo już się bałem, że nic z tego nie wyjdzie...-powiedział i się uśmiechnął. Nic nie podejrzewał. Kompletnie nic! Był potulny jak mały baranek. I to było najdziwniejsze z całej tej sytuacji.
-Pokażesz mi je?-zapytał Silas.
-Tak... Już idę.-powiedziałam i wstałam z krzesła. Weszłam do salonu w którym Tom zrobił mały bałagan. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że gdy ja smacznie spałam on szukał tego zaklęcia... I o dziwo znalazł. Dzięki mojemu chłopakowi byłam uratowana...
Wzięłam książkę i weszłam z powrotem do jadalni.
Silas znów się uśmiechnął widząc księgę którą niosłam w rękach.
Położyłam ją z hukiem na stole. Silas zaczął czytać:
-Zaklęcie osłabiające. To to czego chciałem. Dziękuję ci Tori.
Lecz gdy już miał czytać to jak brzmiało to zaklęcie, zatrzymał swój palec na innym zaklęciu. Zerknęłam mu przez ramię. Siedział wpatrzony w zaklęcie, które przywracało człowieczeństwo. Zaklęcie które zmieniało nawet najpotężniejszą i najgroźniejszą istotę w człowieka... Popatrzyłam na twarz Silasa. Po jego policzku ciekła łza. Gdy dostrzegł to, że przyglądam się przeźroczystemu płynowi cieknącemu mu po twarzy, szybko ją otarł i czytał dalej.
On wcale nie chciał zabijać Klausa... On tylko chciał znów być człowiekiem takim jak 2000 lat temu. Chciał być znów śmiertelnym czarodziejem. Było mi go na prawdę żal mimo tego co zrobił mojej ciotce. Położyłam swoją rękę na jego ramieniu. Wampir popatrzył na mnie i po chwili zapytał arogancko:
-Co się tak gapisz?!
Chciał na siłę udawać twardziela co mu średnio wychodziło...
Znów popatrzyłam na książkę. Przeczytałam, że to zaklęcie mogą rzucić tylko dwie umarłe czarownice.
Zrobiłam smutną szansę. To dlatego Silas chciał zabić Klausa. To dlatego zabił moją ciotkę. Po chwili zamknął książkę.
-Myślę, że powinnaś mnie połączyć z Klausem. Jak wrócę bądź gotowa do rzucenia zaklęcia.-powiedział i w super tempie wybiegł z domu. 
Głośno przełknęłam ślinę. Chciałam pomóc Silasowi ale tak, by nikt z mojego otoczenia nie ucierpiał... 

Caroline: 
Stałam nad umywalką w łazience. Ryczałam jak małe dziecko. Szanse na to by test ciążowy się mylił były bardzo nikłe... Łzy kapały po moich policzkach a ja nie mogłam ich zatamować. Gdy wycierałam je chusteczką, na miejsce starych pojawiały się nowe. Bałam się wyjść z łazienki. Gdyby Klaus mnie taką zobaczył od razu by się zamartwiał i chciałby wiedzieć co się dzieje a ja... nie mogłam mu powiedzieć. Nie tyle co nie mogłam, a nie chciałam... Nie chciałam, by Klaus wiedział o tym, że jestem w ciąży... Obydwoje się zmieniliśmy. Ja teraz byłam bardziej egoistyczna, a Klaus... Klaus zmienił się bardziej. Stał się czuły, romantyczny, kochający i... byłam pewna tego, że chciał mieć dziecko. Ze mną... Wiedziałam, że będzie się cieszył gdy się dowie i, że będzie o mnie dbał jeszcze bardziej niż wcześniej ale... Nie chciałam tego. To może trochę dziwnie brzmi ale nie chciałam być oczkiem w głowie Klausa. W głębi serca chciałam by był taki sam jak kiedyś! Arogancki, egoistyczny i szarmancki... Pamiętam jak podrywał każdą laską jaką spotkał. Teraz tak nie było... Teraz liczyłam się tylko ja i tylko moje szczęście. Racja... Nie chciałam by podrywał byle dziwkę ale chciałam by nadal był tym samym aroganckim pierwotnym... Nie chciałam by był nadal słodki jak cukierek! Brakowało mi z nim tej adrenaliny co kiedyś... Owinęłam go wokół palca i to mi nie odpowiadało! Musiałam coś zrobić, bo Klaus był blisko tego by zmienić się w potulnego baranka... Ja byłabym w tym wypadku pasterką... Chciałam by był nadal bezlitosnym hybrydą chcącym zabić każdego kto stoi mu na drodze... Po chwili rozmyślania przestałam płakać i otarłam zaschnięte na policzkach łzy. Zrobiłam sobie nowy makijaż i wyszłam z łazienki. Od razu po wyjściu skierowałam się do drzwi i je otworzyłam na oścież. Klaus siedział obok nich. Miał zamknięte oczy. Kucnęłam obok niego i go szturchnęłam. Od razu zareagował słowami:
-Kol zboczeńcu! Nie obmacuj starszego brata!
Gdy zorientował się, że to wcale nie Kol powiedział:
-A to ty, słonko. Czekałem na ciebie.
-I przy okazji spałeś...
-Tak ale to nie jest ważne.-powiedział i podniósł się z podłogi. 
-O czym śniłeś?-zapytałam podnosząc się za nim.
-O tobie.-odpowiedział lakonicznie i się uśmiechnął. 
-Aha, rozumiem. I nazwałeś mnie Kolem?
-No co! Śniło mi się, że leżymy sobie w łóżku, nadzy i bezbronni, i do pokoju wszedł Kol. Położył się obok nas i...-nie dokończył. Zamknęłam mu usta pocałunkiem. 
Gdy przestaliśmy się całować dopowiedział
-...i wtedy Kol zaczął dobierać się do ciebie, później do mnie... co było dosyć dziwne chyba, że o czymś nie wiedziałem...
Zaczęłam chichotać. Mój kochany wariat. 
-Czyli śniły ci się pornole?-zapytałam i zrobiłam zdziwioną minę.
-Nie pornole tylko wizja przyszłości... No chyba, że chodzi ci o Kola. Bo to mam nadzieje nie będzie przyszłość. Chyba, że powinienem zacząć martwić się o młodszego brata... Oby to, że w moim śnie był gejem nie było prawdą. Bo będę musiał chodzić z nim do psychologa, a tego chyba bym nie zniósł... Kolejne godziny z Kolem... O mój boże! To by była jakaś masakra.-powiedział. 
Wybuchnęłam szczerym śmiechem. Był taki słodki i przekonujący w tym co mówił. Ale Stop! Nie chciałam żeby był słodki! Chciałam, żeby był arogancki!
-Stop Klaus. W tej chwili masz przestać być słodki. Masz być taki jak kiedyś! 
-Czyli?-zapytał przystojny pierwotny.
-Agresywny, arogancki i na pewno nie słodki. Romantyczny możesz być, bo taki byłeś od kiedy cię poznałam.- Wampir się uśmiechnął lecz po chwili uśmiech spełzł mu z twarzy. 
Położyłam swoje ręce na jego karku i zbliżyłam swoje usta do jego ust. Pocałowałam go. Czułam radość Klausa... Czułam jak emocje w nim wprost buzują. Czułam to jak mnie kochał... A on czuł to jak ja kocham go... Między nami była taka chemia jak... No nie potrafiłam znaleźć porównania. Romeo i Julia? Nie... Chociaż? Ja też mogłabym zginąć dla miłości... 
Wiedziałam, że gdybym umarła, Klaus zrobiłby to samo. Kochał mnie... Byłam tego pewna. Codziennie mi to mówił. Codziennie upewniał mnie w tym, że mnie kocha jak nikogo innego. Nagle się od siebie odkleiliśmy i Klaus powiedział:
-Caroline, ty przymierz suknię, a ja idę pod prysznic. 
Przytaknęłam i dopiero gdy zamknął drzwi zdałam sobie sprawę z tego, że byłam tak głupia by wyrzucić test ciążowy w koszu w łazience... A jakby Klaus go zobaczył? I w takich własnie chwilach zaczynałam zdawać sobie sprawę z tego, że byłam na prawdę głupią blondynką. Od razu pobiegłam do łazienki. Zaczęłam walić pięściami w drzwi. Po chwili otwarły się przede mną otworem. Klaus popatrzył na mnie. Widziałam w jego oczach szczęście ale też... swego rodzaju rozpacz jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Od razu mnie przytulił swoimi silnymi ramionami. 
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, sweetheart?-zapytał.
-Bo bałam się twojej reakcji... 
-Caroline! Będziemy mieli dziecko rozumiesz? Dla mnie to jest radosna wiadomość, aniołku. 
-Zmieniłeś się nie do poznania...-szepnęłam.
-A nie chciałaś tego bym się zmieniał? Sama mówiłaś, że jeśli mamy być razem, muszę się zmienić. 
-Wiem, ale teraz tego żałuję.
-Żałujesz tego, że mnie zmieniłaś czy tego, że jesteśmy razem?-zapytał wampir. 
-Klaus, nigdy nawet nie pomyślałabym o tym, że mogłabym żałować najlepszej decyzji w moim życiu.-powiedziałam i położyłam dłoń na policzku ukochanego. Pierwotny zamknął oczy. 
-Co mam zrobić byś była szczęśliwa?-zapytał po chwili.
-Nic... Bylebyś zawsze przy mnie był...-szepnęłam i złożyłam na jego ustach lekki jak piórko pocałunek...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I co jak was zaskoczył ten zwrot akcji? :D Oj tak xD Mnie bardzo ^^ Rozwala mnie Klaus w moim opowiadaniu xD a szczególnie to opowiadanie o śnie xD Mam nadzieje, że nie jesteście na mnie źli, że w tym śnie Kol był.... no gejem? :D Wiecie ja go wcale nie obraziłam xD Ja też go uwielbiam więc nie mogłabym go obrazić ;D To tak w śnie tylko jak coś ;D Jak dla mnie rozdział jest zajebisty!!! A własnie... Nie cieszcie się za bardzo z ciąży Caro bo nie wiadomo ile ona potrwa ;3 Bo jeśli Care ma być aniołem to... Nie, nie napiszę xD Nie mogę xD 
Po pierwsze bardzo chcę wam podziękować za 40 obserwatorów <3 jesteście kochani :3
Muszę przyznać, że na ten rozdział miałam wielgachną wenę :3 Mam tylko nadzieję, że moja wena was zaskoczy i zadowoli ;D Mi osobiście rozdział się bardzo podoba ;D nawet jak pisałam to się popłakałam xd Ta piosenka na mnie bardzo działa :3 Przy niej zawsze mam wenę ;D Jest taka śliczna no xD Jak każda Flo i Maszyn xD 
Muszę wam tez ogłosić to, że jestem już w połowie opowiadania xD Niedługo gdy wiecie kto umrze (pan na ostatnim gifie ;( ) zacznę pisać tak jakby drugą część mojego opowiadania ;D Oczywiście was poinformuję o rozdziale ;D Obowiązkowo ;D Wydaje mi się, że druga część będzie jeszcze bardziej epicka niż pierwsza ale to tylko moje przypuszczenia ;D 
Oj chyba ten komentarz jest trochę za długi ;D A więc napisze wam jeszcze to co zwykle: 20+ komentów i biorę się za następny rozdział ;D 
Papa :3 

Ps: Nie no muszę się pochwalić ;D 16 czerwca mam urodziny xD I dostałam nowy telefon xD 

Kurde ale jestem chwalipięta  ;D No ale dobra :3 Papap :*  Piszcie komentarze, bo jak nie będzie ponad 20 komentów to nie zacznę pisać nexta xD