sobota, 21 września 2013

Rozdział 8

Klaus:
Byłem już w połowie drogi do domu lecz nagle usłyszałem sygnał sms'a. Stanąłem na poboczu i odczytałem wiadomość.

Zerwij z Caroline, albo kilka osób dowie się o twoim wybryku w Mrocznych Wymiarach. Zastanów się nad tym. Chcesz by Caroline cierpiała gdy dowie się o twojej zdradzie od kogoś kto wie więcej?

Nie miałem pojęcia kto mógł wiedzieć o  t y m!
Siedziałem tak dłuższą chwilę wpatrując się w wiadomość. Przez Caroline zmieniłem się aż tak, że nie zdałem sobie sprawy z tego, że ktoś mnie obserwuje. Nagle za szybą ujrzałem chłopaka wyglądającego na 20 lat. Patrzył w moją stronę dopóki go nie zauważyłem. Był trochę podejrzany. Bo kto normalny obserwuje ludzi gdy wracają ze sklepu. Ale... Co on miał mieć do Caroline. Postanowiłem nad tym nie myśleć. Została mi jedna opcja. Bezpieczeństwo Caroline i tej jednej jedynej w swoim rodzaju tajemnicy było najważniejsze.

Caroline:
Siedziałyśmy z Melanie za fotelem w holu. Ciągle opowiadałyśmy sobie śmieszne historie i śmiałyśmy się w niebo głosy.
-Wiesz co? To ja kiedyś zaatakowałam buldoga sąsiadów, bo brat powiedział mi, że istnieją demony o nazwie buldogus maximus.-powiedziała Mel po czym obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Muszę kiedyś poznać twojego brata.
-On... Umarł gdy miałam 16 lat. Znalazłam go w jego pokoju gdy szukałam swojej mp3.
-A wiecie kto mógł go zabić? Był aniołem?-zapytałam.
-Nie. Był łowcą. Jednym z pięciu. Jestem pewna, że o nich słyszałaś.
Przytaknęłam. Wiedziałam o czym mówi Melanie.
-Tak mi przykro. Współczuję ci.
-Współczucie nie wróci mu życia, prawda?-zapytała i się smutno uśmiechnęła.
-Podziwiam cię. Potrafisz zawsze być wesoła.
-Już taka jestem. Tyle, że... Jedyna sytuacja w której nie będę wesoła to ta kiedy rozstanę się z Maxem. Moja mama nie chce bym spotykała się z tak starym aniołem. Ona chce bym znalazła sobie zwykłego człowieka. Sama mam już dosyć moich chłopaków z super mocami. Jak Super-Man czy coś. Może w collage'u artystycznym kogoś sobie znajdę.
-Chcesz iść do artystycznego?-zapytałam zaciekawiona.
-Jasne! Kocham malować i śpiewać.
-Ale super. Pójdziemy razem na jutrzejsze przesłuchanie. Ale się cieszę.
Melanie mnie przytuliła lecz nagle usłyszałyśmy jak ktoś zatrzasnął drzwi wejściowe.
-Gotowa?-zapytałam szeptem.
Mel przytaknęła. Nagle wyskoczyłyśmy zza kanapy.
Klaus nie zareagował. Stał jak wryty.
-Co ty sobie wyobrażasz? Tak po prostu sobie wyskakujesz zza sofy. Zachowujesz się jak idiotka.
Nie mogłam uwierzyć w to co mi powiedział. Nie powinien tak mówić komuś kogo kocha.
-Wiem. Może zachowałam się jak dziecko ale...
-Nie ma żadnego ale. Zawsze uważałem, że blondynki są głupie ale nie żeby aż tak.
-To ja to wymyśliłam.-powiedziała Melanie próbująca mnie obronić.
-Wersji o głupich brunetkach nigdy nie słyszałem.-powiedział Klaus.
Popatrzyłam na Melanie. W oczach miała łzy, tak samo jak ja. Stałyśmy tak wryte około 5 minut.
Za ten czas Klaus ściągnął buty i powiesił kurtkę na wieszaku. Patrzyłam na niego ze zmieszanymi uczuciami.
-Klaus? Co się dzieje?-zapytałam.
-Gówno. Chcę pobyć sam.-odpowiedział i wbiegł po schodach na górę.
-Jednak wersja z Mrocznych Wymiarów się potwierdza...-szepnęła Melanie.
Podeszłam do niej i ją przytuliłam. Zaczęłam płakać w jej drobne ramię.
-Cii. Nie płacz. Nie możesz się przejmować tym co ci powiedział. Może jest po prostu zdenerwowany. Albo...
-Albo co?-zapytałam ocierając łzy.
-Albo chce z tobą zerwać w mało delikatny sposób.-szepnęła i przytuliła mnie mocniej niż wcześniej.
Zaczęłam płakać. A jeśli Melanie miała rację? Jeśli Klaus na prawdę chciał ze mną zerwać? Miałam wrażenie, że wtedy część mnie umrze, a druga część będzie uwięziona w mojej duszy... Na wieki.



Klaus:
Po około piętnastu minutach zszedłem na dół po schodach. Nie chciałem rozstawać się z Caroline ale... Musiałem. Dla bezpieczeństwa.
Powolnym krokiem wszedłem do salonu. Stanąłem w drzwiach i spuściłem wzrok na panele. W moich oczach pojawiły się łzy.
-Caroline... Musimy pogadać.-szepnąłem.
-Chcesz ze mną zerwać?-zapytała ze łzami w oczach.
Spojrzałem na nią. Siedziała na kanapie przytulona do Melanie.
-Nie chcę tylko... muszę. Po prostu jestem zmuszony do zerwania z tobą.
Melanie przytuliła Caroline mocniej i po chwili wstała. Żwawym krokiem podeszła do mnie i popatrzyła prosto w moje oczy.
-Jak śmiesz! Myślałam, że to wszystko co mówili umarli w Mrocznych Wymiarach było tylko plotką. Ale jednak. Na prawdę jesteś Arogancki...-uderzyła mnie w policzek-Chamski...-uderzyła ponownie- i niesamowicie głupi. Caroline na ciebie nie zasługuje. Caroline jest aniołem a ty jesteś potworem. Ona zasługuje na coś pięknego a nie... na ciebie!-krzyknęła i z całej siły uderzyła mnie pięścią w twarz.
Poczułem przeszywający ból szczęki. Popatrzyłem mściwie na dziewczynę.
-Jeszcze raz się do niej zbliż lub wypowiedz jej imię w mojej obecności, a cię zabiję...-szepnęła i popatrzyła na mnie wściekle jak nigdy dotąd.
-Jeśli zabijesz mnie, umrze też Caroline. Nie pamiętasz, że jest moim aniołem stróżem?-zapytałem.
-Wiem. Mogę wnieść do Rady prośbę o zmienienie jej wampira.
-Dasz im łapówkę? Nie przepraszam... Twoi rodzice tam decydują. Przecież dla nich to nie problem spełnić wszystkie zachcianki ich kochanej córeczki. Córki, która ukrywa tajemnice. Córki, która nie chce ich słuchać. Słyszałem o tym, że rodzice zakazywali ci malować i śpiewać. Czy to prawda? Przyznaj się.-szepnąłem.
Znów poczułem przeszywający ból w szczęce.
-Stul Pysk!-krzyknęła i na mnie wściekle popatrzyła.
-Co mi zrobisz, Melanie Martin?-zapytałem uśmiechając się cwaniacko.
-Już powiedziałam wcześniej. Zabiję cię.
-Nie zdołasz. Nie ma już kołków z białego dębu.
-Oj uwierz mi... W Mrocznych Wymiarach kilka się znajdzie.-powiedziała i ode mnie odeszła. Pomogła wstać zapłakanej Caroline.
Blondynka popatrzyła na mnie. Podeszła do mnie i spojrzała prosto w moje oczy.
-Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to co do ciebie czułam, wcale nie było miłością. To była nienawiść. Miłość i Nienawiść leżą na tej samej linii, prawda?-zapytała.
-Caroline, ja...-szepnąłem. Znów poczułem ten sam ból co wcześniej.
-Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej.-powiedziała i spuściła wzrok. Wiedziałem, że do jej oczu napływa coraz więcej łez.
Chciałem wyłączyć swoje uczucia. Za wszelką cenę chciałem stać się taki jak dawniej. Arogancki, chamski i bez uczuć. Zamknąłem oczy. Usłyszałem kilka trzasków na górze. Ktoś znosił dwie walizki. Prawdopodobnie Caroline i Melanie. Tkwiłem w ciszy około 15 minut. Nagle usłyszałem na górze jakieś hałasy. Otworzyłem oczy i spojrzałem na sufit. Hałasy dochodziły dokładnie z pokoju nade mną. Po cichu wszedłem po schodach. Miałem wrażenie, że w domu jest pusto jak nigdy. Bez słodkiego głosu Caroline.
Podszedłem do drzwi prowadzących, do pokoju Toma i Henricka. Przyłożyłem ucho do drewnianych drzwi i nasłuchiwałem.
-No... Zachował się jak totalny dupek.-powiedział Tom.
-Myślę, że zamiast sądzić Marcela, to nim powinienem się zająć...-szepnął mężczyzna, którego głosu nie znałem.
-Teraz zdała sobie sprawę z tego jak go nienawidzę. Zachował się jak ostatni dupek...-szepnęła Caroline. W jej głosie można było wyczytać to, że płakała.
-Dokładnie.-krzyknęła Melanie w tle.
Zestaw głośnomówiący...-pomyślałem.
-Nie powinien się tak zachować. Jest moim bratem ale zachował się jak dupek.-powiedział Henrick.
-Masz całkowitą rację, Rick.-odpowiedziała Melanie.
Postanowiłem interweniować. Szybko wszedłem do pokoju.
-Mamo ja muszę kończyć. Idę zrobić jajecznicę.-powiedział Tomas i się rozłączył.
-He-ej. Co ty tutaj robisz?-zapytał.
-Właśnie. Matka nie miała okazji nauczyć cię co to pukanie?-zapytał Henrick.
-Nie takim tonem... jestem od ciebie starszy i silniejszy.
-Co mi zrobisz?
-Oj dużo rzeczy mogę ci zrobić.
-Nie tyle co ja.
-Tak, bo czternastolatek może mi coś zrobić...-nie dokończyłem.
Poczułem silny ból w kroczu. Henrick z całej siły kopnął mnie w krocze. Osunąłem się na kolana. Momentalnie złapałem się za czułe miejsce. W moich oczach zebrały się łzy bólu.
-To za Caroline...-szepnął mój młodszy brat.
-Henrick!-skarcił go Max.
-Co? Zasłużył na to.
-Nikt nie zasługuje na ból. Nawet ktoś taki jak Niklaus.
Popatrzyłem na niego mściwie. Powoli wstałem i trzymając się framugi drzwi wyszedłem z pokoju. Przeszedłem obok schodów i wszedłem do swojej sypialni. Położyłem się na łóżku. Chciałem by ból minął jak najszybciej. Zacząłem oglądać smsy od Caroline gdy nagle na ekranie wyświetlił się nowy.

Dobrze, byle tak dalej, a twoja tajemnica będzie bezpieczna...

Chciałem jak najszybciej dowiedzieć się kim był ten ktoś kto przysyłał mi smsy. Zasnąłem rozmyślając nad tym, że dla bezpieczeństwa Caroline, jestem zmuszony stawić się na przesłuchanie.



Melanie:
-Caroline... Chodź już, bo się spóźnimy!-krzyknęłam pukając do drzwi łazienki.
-Daj mi 10 minut. Muszę ogarnąć się po całej nocy płaczu.
-Okey. Czekam na korytarzu!-krzyknęłam i wyszłam z pokoju. Wynajęłam małe mieszkanko w akademiku. Było wspaniale. Caroline coraz lepiej radziła sobie z rozstaniem. Jeszcze w dodatku chłopaki przez telefon powiedzieli nam o małej przygodzie z kopniakiem. Śmiałyśmy się z tego przez całą noc. Na początku Caroline martwiła się o byłego ukochanego, ale teraz? Teraz była gotowa na nowe życie. Mimo iż czułam jak nadal go kocha, wiedziałam, że dała sobie z tym spokój.
Usiadłam na fotelu w holu i czekałam. Nagle poczułam jak wibruje mi telefon w kieszeni spodni. Wyjęłam go. Dzwonił nieznany numer.
Postanowiłam zaryzykować i odebrać.
-Halo?-zapytałam.
-Melanie, mam do ciebie sprawę. Spotkajmy się o 15.-usłyszałam po drugiej stronie wyraźny, brytyjski akcent.
-Po co? Chcesz powiedzieć coś jeszcze na temat tego czemu rzuciłeś Caroline? Może ją zdradziłeś?-zapytałam.
-Wiesz?
-Ale o czym?
-Nie, nic. To co? O 15? Bez Caroline.
-Ale mamy przesłuchanie... Nie wiem czy...
-Wspaniale się składa, bo ja też na nie idę. Do zobaczenia. Masz być sama, rozumiesz.
-Tak.-szepnęłam.
Pierwotny się rozłączył. Chciałam jak najszybciej wiedzieć czego chciał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to jest NN :33
No mi się podoba xDD Jeszcze mam dla was w zanadrzu 9 :33 Ale teraz podwyższam stawkę xD
15-20 komentów=nn xDD

Szczerze nawet tego rozdziału nie sprawdzałam, bo mam wiecie mało czasu i te sprawy xDD W dodatku mam nowego bloga ^_^ Awwwww :33
I jeszcze lekcje, nadrabianie 8 sezonów SPN (jeszcze 6 xDD)
No wiecie jak to jest xDD Urwanie głowy normalnie :33

A teraz macie małą zachętę na mojego nowego bloga :D

Ten blog opowiada o 18-latce Cassie Howe której rodzice giną w tajemniczych okolicznościach. Cassie przeżywa żałobę, a na pogrzebie pojawia się tajemniczy Dean Everdeen próbujący rozwiązać tą sprawę. Co z tego wyniknie? Czy Cassie dowie się w co byli zamieszani jej rodzice?
Tego wszystkiego dowiecie się czytając moje opowiadanie ^^


http://tajemnica-ktora-zabija.blogspot.com/

Mam nadzieję, że przypadnie wam to do gustu ;D

Ostatnio na Klaroline mam mały zanik weny, to znaczy wiem o czym pisać ale nie za bardzo wiem JAK to napisać by było właściwe xD
No więc na razie będę dodawać rzadko chyba, że wena wróci xD
A wróci na pewno ^_^ 

No to chyba tyle xDD
Luknijcie sb na mojego najnowszego bloga, napiszcie co myślicie i pozdrawiam :**
Oczywiście tu też napiszcie :DD




sobota, 7 września 2013

Rozdział 7

Klaus:
Szybko ubrałem spodnie. Caroline siłowała się z zamkiem swojej sukienki.
-Pomóc ci? Zapiąć ci zamek sukienki?-zapytałem spoglądając na ukochaną.
-Nie dzięki. Kocham cię, wiesz?
-Tak wiem, ale co to ma do zamka?
-Nic po prostu chcę ci uświadomić jeszcze raz.
-Jesteś słodka-szepnąłem z uśmiechem na ustach.
-Podobno nie lubisz tego słowa...
Przewróciłem oczami i się uśmiechnąłem.
-Kocham cię mocniej niż kiedykolwiek, ktokolwiek cię kochał.-powiedziałem.
-Wiem.
Przybliżyłem się do ukochanej, zapiąłem jej sukienkę i ją pocałowałem.
-Już?-spytał Elijah zza drzwi.
-Tak!-odkrzyknęła Caroline.
Do pokoju wszedł mój starszy brat. Położył walizki z ciuchami moimi i Caroline.
-Mam do was sprawę.-powiedział.
Po chwili za nim pojawiła się Katerina z prawie niewidocznym brzuszkiem.
-Postanowiliśmy, że zaproponujemy wam bycie chrzestnymi naszego dziecka.
Wybuchnąłem śmiechem.
-Ja? Caroline może tak, ale ja? Katerina, przecież mnie nienawidzi. Elijah nie żartuj...
-Nikt tu nie żartuje.-powiedziała Katerina.
-Ja się zgadzam. Mogę wybaczyć Katherine to wszystko co mi zrobiła, bo teoretycznie wyszło mi na dobre.-powiedziała Caroline i popatrzyła na mnie swoimi błękitnym oczami.
-Klaus, dzięki mnie się poznaliście...-szepnęła Katerina z tym swoim uśmiechem na ustach.
Popatrzyłem na Care. Wyglądała tak jakby błagała mnie wzrokiem... A tym zawsze wychodziła na swoje...
-Okey! Będę tym całym chrzestnym. Tylko już dajcie nam...-nie dokończyłem.
Do pokoju wpadł Henrick.
-Klaus!-krzyknął i się na mnie momentalnie rzucił.-Tak za tobą tęskniłem. Bałem się, że umarłeś na dobre ale Caroline mnie pocieszyła. Kocham cię, Klaus.
-Ten cię kocham Rick, ale jak będziesz mnie tak ściskał to znów umrę.
-Nie strasz go. Jesteś nieśmiertelny.-szepnęła Caroline z uśmiechem na twarzy.
Z całej siły przytuliłem młodszego brata.
-Henrick bardzo mi truł bym cię z nim zostawił. Na dłuższy okres czasu. No bo wiesz. Uparł się, że chce być ze swoim biologicznym bratem.
-Serio? Powiedział ci?-zapytałem zdziwiony.
Nastolatek i Elijah przytaknęli.
-Rick możesz zostać nawet na zawsze.-powiedziała Caroline.
-Na prawdę?-zapytał Henrick z niedowierzaniem.
-Tak, mały idioto.-szepnąłem i zacząłem bawić się jego włosami.
Musiałem przyznać, że też tęskniłem za moim ukochanym bratem.

Caroline:
-Rick, a twoja walizka?-zawołałam z góry. Klaus pojechał oglądać sprzęty AGD i RTV, a ja rozpakowywałam nasze rzeczy.
-Już biegnę!-usłyszałam w odpowiedzi.
Nagle usłyszałam jak Henrick niesie walizkę z nowo kupionymi rzeczami.
-Henrick. Ja to zaniosę.-powiedziałam i do niego podbiegłam.
-Ale nie powinnaś. Jest za ciężkie.
-Dla ciebie może tak.
Podniosłam walizkę i od razu ją upuściłam. Była niesamowicie ciężka.
-Właśnie.-powiedział i podniósł ją z wielką łatwością.
-Jak ty...?-zapytałam.
-Jestem prawie wilkołakiem, pamiętasz?
-Racja. Ale to lekka przesada byś podnosił takie ciężary.
-Kto wie? Może będę lekkoatletą?-zapytał ironicznie.
Uśmiechnęłam się do niego i poszłam do pokoju który sam sobie wybrał. On i Tommy.
Tom leżał na sosnowym łóżku, które pociemniało ze starości.
-Hej wam!-krzyknął.
-Hej Tom!-odkrzyknął Henrick i z rozbiegu rzucił się na łóżko po drugiej stronie pokoju. Sprężyny zaskrzypiały i Rick podskoczył. Zaczął skakać po łóżku.
Tommy na swoim łóżku zaczął robić to samo.
-Moglibyście trochę się ogarnąć? Te łóżka mają wam wytrzymać do piątku... A jest wtorek.
-Wytrzymają, Care...-powiedział Tom i się głupkowato uśmiechnął.
-Rozpakujcie się. Mam dla was zajęcie. Ty Rick rozpakujesz Toma, a Tom rozpakuje ciebie, co?
-Okey ale żeby Henrick nie grzebał mi w bocznych kieszeniach.
-Co chowasz tam gumki?-zapytał z uśmiechem na ustach.
-No takiego współlokatora to ja mogę mieć...-szepnął Tommy i przybił żółwika Henrickowi.
Przewróciłam oczami i zatrzymując wybuch śmiechu wyszłam do mojej i Klausa, sypialni. Tom się zmienił... Nie do poznania...
Na razie ściany były białe ale planowaliśmy pomalować je na intensywną czerwień. Sosnowa szafa stojąca w rogu była już prawie ciemno brązowa mimo gruntownych porządków. Schyliłam się do walizki. Lecz nagle usłyszałam jak przyszła mi wiadomość.

Caroline, sprzęty przyjadą jutro o 7 bo jak kupiłem wszystko to już niestety zamykali sklep. Przesłuchanie mamy o 12 więc powinienem się wyrobić. Już jadę. 
                                                                                                 Klaus.

Uśmiechnęłam się do swojego lustrzanego odbicia. Moje włosy były spięte w wysokiego koka. Cieszyłam się tym wszystkim co się dzisiaj stało. Jedyne co mnie martwiło to Marcel i jego walnięte pomysły...

Max:
-Może nie ma zasięgu?-zapytał David popijający swoje piwo, które przed chwilą zamówił.
-Na pewno ma. Kurde jak mogłem dopuścić by go zgubić.
-Poprawka! On sam odszedł i nie wrócił od kilku godzin.-odpowiedział David i odstawił kufel.
-Właśnie. Wiesz co ja chyba się poddam. Nie nadaję się do nauczania nowych aniołów. Masz coś na...-powiedziałem lecz nagle rozległ się dźwięk mojego telefonu.
-Halo?-odebrałem z nadzieją.
-Max... Tak dawno nie słyszałam twojego głosu. Definitywnie za długo.
-Melanie...-szepnąłem zaskoczony.
Powoli radość ogarnęła całe moje ciało.
-Max... Tak za tobą tęskniłam... Zostałam przydzielona, wiesz?-zapytała słodkim głosem.
-Serio? Do kogo? Gdzie?-zapytałem.
-Odjeli tobie Caroline Forbes i przydzielili ją do mnie. Cieszysz się?
-Ja... Jasne, że się cieszę, Mel! Mi zostawili Toma, tak?
-Yhym. Toma McFaddena. Będziesz mieć mniej pracy czyli więcej czasu na odbudowanie naszego związku. Związku który miałam zakończyć ale, pieprzyć to! Gdzie jesteś?-zapytała Melanie.
-Ja... David gdzie jesteśmy?-spytałem przyjaciela.
David zrobił minę znaczącą tylko jedno. Sam nie wiedział.
-Ymm, w barze.
-Tak, bo w Nowym Orleanie jest tylko jeden bar. Poważnie pytam. Ja aktualnie jestem tam gdzie Caroline i Tom.
-Wiesz gdzie jest Tomas?
-Tak. Właśnie będę dzwonić do drzwi domu Niklausa.
-Poczekaj na mnie, Mel. Już jadę.-powiedziałem i się rozłączyłem.
-Jedziesz ze mną?-zapytałem.
-Jasne. Może akurat wyciągnę od Caroline to jak została zaatakowana i czy go prowokowała.-powiedział David i odszedł od stolika. Położyłem pod kubkiem z moim espresso trzydzieści dolarów i poszedłem za przyjacielem. Od razu gdy wsiedliśmy do jego czarnego mercedesa oczarowała mnie czystość panująca w samochodzie.
-Za czysto nie?-zapytał David włączając radio.
-Nie-e. Po prostu nie wiedziałem, że jesteś taki... perfekcjonista.
-Melanie...-szepnął David.
-To wszystko wyjaśnia.
-Miała wrócić ze mną i uparła się, że nie będzie jechać kilka godzin w takim syfie. Bez mojej zgody posprzątała i okazało się, że wróci dopiero kilka godzin po mnie.
-No tak. Taka dziewczyna to skarb.
-Tia... Tyle, że mój najukochańszy brat chce zgarnąć ci ją spod nosa.
-Co?
-Powiem prościej. Chce ją...
-Wiem co chce ale nadal nie mogę w to uwierzyć.-powiedziałem.
David włożył kluczyki do stacyjki i stukając palcami w kierownicę odjechał.
-Jeździsz po pijaku?-zapytałem zaskoczony.
-Kto by o to dbał...-powiedział i włączył muzykę.
Zaczął nucić Metallicę.
-Nucisz Metallicę?-zapytałem przyjaciela.
-To mnie uspokaja...-odpowiedział David z uśmiechem na ustach.
Westchnąłem i oparłem głowę o szybę...

Melanie:
Stałam pod domem Mikaelsonów. Czekałam na Maxa już około dwadzieścia minut. Strasznie się grzebał z tym Davidem. Tak, jasne. Facet też potrzebuje przebywać z kumplami no, ale bez jaj!
Max bardzo dobrze wiedział, że nigdy nie byłam cierpliwa. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i mocno zapukałam.
Zza drzwi usłyszałam głos śmiejącego się chłopca. Nastolatka. Jego głos przechodził mutację.
Drzwi otworzył mi chłopak wyglądający na 16 lat. Ale dobrze znałam jego wiek. Czternastoletni Henrick!
-Rick, co ty tu...?-zapytałam.
-Chyba co ty tu robisz...-powiedział i mnie przytulił.
-Nadal jesteś taki sam jak kiedyś. I pomyśleć, że pomagałeś mi przy przemianie w anioła.
-A teraz ty jesteś starsza ode mnie.
-No wiesz, ja się w Mrocznych Wymiarach urodziłam, a ty wylądowałeś tam po śmierci.
Rick zrobił skwaszoną minę i mnie wpuścił. Nagle z góry zeszła ładna blondynka.
-Henrick, kto to?-zapytała.
-Melanie Martin. Dawna przyjaciółka najmłodszego Mikaelsona i twoja przyszła nauczycielka. Hej!-przywitałam się i podałam jej rękę.
Powoli ją uścisnęła.
-Hej...-szepnęła Caroline.
-A teraz mogę u was przenocować? Tylko dopóki nie znajdę własnego gniazdka.
-Nie... Jasne. Zostań ile chcesz.-powiedziała blondynka z uśmiechem na twarzy.
-Myślę, że jestem na tyle samodzielna by znaleźć własne mieszkanie, ale dzięki za gościnę.-odpowiedziałam.
-Nie ma sprawy. A co z Maxem? To on miał być moim nauczycielem.
-Rada Aniołów zdecydowała, że to ja nim będę, bo wiesz, dziewczyna dziewczynie powie wszystko, a facetowi nie koniecznie. W dodatku trułam im, że chcę częściej spędzać czas z Maxem więc rozumiesz. Myślę, że się polubimy. A ty jak myślisz, Care.
-Myślę, że znalazłam sobie kumpelę.-powiedziała blondynka i mnie przyjacielsko przytuliła.
-Wiesz, że ja też?-zapytałam i się uśmiechnęłam.
Caroline odwzajemniła uśmiech.
Podniosłam swoją walizkę stojącą przed drzwiami i wniosłam ją do przedpokoju.
-A właśnie. Słyszałam, że masz jakieś problemy z Klausem. Dawaj.-powiedziałam.
-Chodźmy na górę.-odpowiedziała Caroline.
Powoli weszłyśmy na górę, wprost do przytulnego pokoiku.
-Fajnie by tu czerwień wyglądała.-walnęłam od czapy.
-No nie?-zapytała Caroline z uśmiechem na ustach.
Wybuchłam śmiechem. Taka już byłam niesamowicie gadatliwa i potrafiłam ciągle się śmiać. Gdy byłam mała całymi dniami ćwiczyłam charyzmę, przez co teraz ciągle gadam i mam wspaniałe stosunki z większością ludzi i innych istot. Na przykład kiedyś wysłałam demona do piekła przez to, że wciąż gadałam o dobrych ludziach. Byłam powszechnie nazywana gadułą i pogromczynią demonów. Kochałam moje zwariowane życie. Nie wiem co bym zrobiła gdyby nie ta moja gadatliwość i śmiech. Chyba nie przetrwałabym ani dnia. Kiedyś Max powiedział mi, że śmiałam się przez sen z jakiegoś dowcipu mojej przyjaciółki wampirzycy, Lauren. Miałam zwariowane życie i kochałam to jak nic. Fajnie było być zwariowaną i nieśmiertelną dwudziestką.
Caroline też zaczęła się śmiać. Punkt pierwszy-zarażenie śmiechem, zaliczony.
-No, to co jest grane?-zapytałam siadając na podwójnym łóżku.
-Czy anielice stają się... no czy wraca im dziewictwo?
-Z tego co słyszałam, to tak ale wiesz, ja wychowałam się w Mrocznych Wymiarach więc moja przemiana działała inaczej.
-Okey. Dzięki.
-A co? Klaus chciał, a ty?-zapytałam z dziwnym uśmiechem na ustach
-Po prostu czułam się trochę nieswojo. Tak jakbym nie była gotowa na ten związek.
-Przeszliście już tyle, że wasz związek jest oczywisty.-powiedziałam.
-Znam cię od dziesięciu minut, a czuję się tak jakbym przyjaźniła się z tobą kilka wieków.
-Nie no, aż tak stara nie jestem. W końcu mam tylko dwadzieścia lat.
-To jak ja.
-Bratnie dusze!-wykrzyknęłam i gdy usiadła na łóżku, przytuliłam ją jak starą, dobrą przyjaciółkę.
Gdy już ją puściłam, Caroline popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła.
-Co jest?-zapytałam.
-Chcesz zrobić psikusa mojemu chłopakowi?-spytała.
-Ale, że Klausowi?
-Tak.
-Hahaha, wrobić pierwotnego. To musi być jazda.
-No to zobaczymy jak to jest igrać z ogniem.
-Ogniem, który łatwo się wkurza?-zapytałam.
-No racja. Bardzo łatwo.-powiedziała Caroline lecz nie za bardzo przejęła się swoimi słowami.
Cwaniacko się uśmiechnęła i puściła mi oko.
Mimo, że znałam ją tylko chwilę, już uważałam, że jest najfajniejszą osobą na świecie.
__________________________________________________________________
Hej, Hej i czołem xD
W końcu dodałam nowy rozdział :33 A mam jeszcze napisanie rozdziały do 9 :33 Co prawda mam wenę ale nie mam kiedy pisać, bo na fonie ciągle na fb ktoś do mnie pisze a na kompie ostatnio jestem dosyć rzadko a jak już jestem to oglądam Supernatural bo po prostu nie potrafię się powstrzymać xD
Jakieś to takie fajne jest i wgl :DD
Co z tego, że jestem trochę wystraszona xD
No to chyba tyle :DD
A no i ultimatum: Nowy rozdział: 15 komentarzy.
Jak ich nie będzie przez najbliższe 3 tygodnie, to cóż. I tak dodam :DD
Ten rozdział myślę, nie zawiedzie was tak jak poprzedni. (Swoją drogą nawet ja uważam, że poprzedni był najgorszy w historii :DD) Wiem, że ten chrzest jest niedorzeczny no ale... No ale to moja wyobraźnia noo  xDD To je moja bania, tego nie ogarniesz! :D A i zmieniłam Henrickowi wiek xDD Bo stwierdziłam, że nie chce mi się zmieniać aktora który go "gra". Od dzisiaj Rick jest 14-latkiem (mój rówieśnik ^^)

Jak przeszliście pierwszy tydzień szkoły? Kotki się gubią w gimnazjum? :DD Ja jestem jakby wskaźnikiem klas bo ciągle ktoś przychodził i pytał gdzie jest jaka klasa xDD
Nie ogarniam jak oni byli punktualnie na lekcjach xD

Dobra! To chyba tyle :D Opinia jak zwykle należy do was więc piszcie komentarze. I te pozytywne, i te negatywne :D
Uwielbiam czytać uwagi np. żebym coś poprawiła w stylu pisanie ;33
Więc proszę was. Komentujcie :33

PS: Jestem jak Melanie! Gadatliwa i zwariowana xDD Ale ja to wiecie... W taki sposób to wkurzam tylko młodszego brata, nie zabijam demona xDD

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 6

Caroline:
Już jakieś pół godziny oglądałam swoją rękę. Nie miałam już na niej gipsu z czego się niesamowicie cieszyłam. Klaus mnie całkowicie spakował, a teraz poszedł zahipnotyzować wszystkich lekarzy by zmienili w papierach moje imię i nazwisko oraz to, że miałam tylko zanik pamięci po potknięciu się w parku. Od dzisiaj miałam być w papierach jako Katy Stewart.
Miałam na sobie elegancką białą sukienkę w kwiatki. Na nogach miałam 10 centymetrowe, czarne koturny z odkrytym palcem i kokardką. Na rękach miałam koronkowe, czarne rękawiczki. Tak po prostu, by podkreślić urok tego eleganckiego stroju. O dziwo wszystko było eleganckie mimo teego, że te ubrania kupił mi Klaus. W dodatku na szybko, bo jak najszybciej chciał przynieść mi te owoce. Był kochanym facetem. I owszem, zmienił się nie do poznania.
Nagle wszedł do sali. Momentalnie wstałam z łóżka i się uśmiechnęłam
-Idziemy?-zapytałam.
-Są na werbenie.-szepnął w odpowiedzi.
-Co? To nie...
-W mieście takim jak Nowy Orlean wszystko jest możliwe. Muszę zadzwonić do Maxa. Może on zrobi coś by zapomnieli czy coś w tym stylu.
-A anioły tak mogą?
-Prawdopodobnie...-powiedział i wyjął z kieszeni swój telefon. Wyszukał Maxa w kontaktach i gdy miał już dzwonić, ktoś wszedł do szpitalnego pokoju. Popatrzyłam na niego.
Widziałam go po raz pierwszy w moim życiu. Miał jasno brązowe włosy. Jego twarz wyrażała spokój u opanowanie.
-Możecie wezwać Maxa ale myślę, że już go nie potrzebujecie.-powiedział.
Popatrzyłam na Klausa. Najwidoczniej on też nie wiedział kim jest tajemniczy mężczyzna.
-Może ja się przedstawię.-powiedział nieznajomy.
-Może?!-zapytałam.
-Jestem Jason Murs.
-No jasne. Stróż Marcela. Gdy będziesz miał okazję, przekaż mu, że jeszcze jedna taka akcja, a skończę z nim RAZ NA ZAWSZE!-powiedział wkurzony Klaus.
-Klaus.-szepnęłam.
-Zgaduję, że wy to Niklaus Mikaelson i Caroline Forbes, niedługo Mikaelson, tak?-zapytał uprzejmie.
-Wiesz, że jak zabiję Marcela, ty też umrzesz prawda?-zapytał mój ukochany.
-Myślałem, że przy damie nie wypada składać gróźb.
-Sama bym złożyła, ale na pewno wiesz jak to jest otrzeć się o śmierć.
-Oj tak... Często zgrzyty miedzy mną, a Davidem zmieniają się w istną walkę.
Uśmiechnęłam się sztucznie.
Klaus popatrzył na mnie swoimi niezwykłymi oczami. Rozumieliśmy się bez słów. Miał plan by uciec z szydeł wroga, który był po stronie Marcela. Chwyciłam swój telefon w rękę i podeszłam do Klausa. Musiałam improwizować. Przytuliłam go. Obiął mnie ramieniem i w wampirzym tempie znaleźliśmy się w jego aucie. Szybko włożył kluczyki do stacyjki i odjechał z piskiem opon.
-Co to za...
-Anioł. Brat Davida. Widziałen go kiedyś w Mrocznych Wymiarach. Jak byłem tam pierwszy raz.
-Jasne. Nadal nie wiem czego od nas chciał.
-Czy to ważne, kochanie? Nie powinniśmy przejmować się jakimś psycholem, który i tak na pewno umrze gdy ktoś zabije Marcela.
-Ten "ktoś" to będziesz ty, prawda?-zapytałam.
-Zmieniłem się. Już nie zabijam. No chyba, że ktoś mnie bardzo zajdzie za skórę.
-A Marcel?
-Dałem mu drugą szansę ale nie jestem pewien czy powinienem.
-Nie, no nie wierzę. Jesteś litościwy! Czym jeszcze mnie zaskoczysz.
-Hmmm może moim wielkim domem z lat 90'?
-Oj na pewno...-szepnęłam i włączyłam radio.
Leciała piosenka "Sex on fire" Kings of Lion.
-O KOL!-wykrzyknęłam zaskoczona, że jedna z moich ukochanych piosenek leci w radiu.
-Gdzie?-zapytał Klaus rozglądając się za prawie najmłodszym Mikaelsonem.
-Idioto... Kings of Leon!
Klaus wybuchnął śmiechem.
-Już ogarniam.
-Jakbym miała brata Kola, też bym sobie myliła.
Nagle stanęliśmy na czerwonym świetle.
-Szlag. Dogoni nas.-powiedział Klaus i uderzył w kierownicę.
-A on nas w ogóle goni?-zapytałam udając głupią.
Klaus przewrócił oczami i nachylił się w moją stronę. Delikatnie mnie pocałował.
Zawsze jego pocałunki były dla mnie kojące...
Gdy już się od siebie odkleiśmy, zapaliło się zielone światło.
Otworzyłam sobie okno w sportowym ferrari Klausa. Wychyliłam głowę przez nie i poczułam we włosach cudowny powiew wiatru... Uśmiechnęłam się i pisnęłam z radości jaką obdarowało mnie życie.
Wspaniały facet, narzeczony który zrobi dla mnie ewidentnie wszystko, wspaniali przyjaciele którzy rozbawiają mnie do łez...
Nie potrzebowałam nic więcej. No chyba, że widoku mojej mamy, zawsze przy mnie. A to było raczej nie możliwe. Byłam tego więcej niż pewna... W moich oczach zebrały się łzy. Włożyłsm głowę z powrotem do auta. Klaus zauważył moje łzy.
-Słodka, co się dzieje?-zapytał troskliwie.
-Po prostu myślałam o tym, że już nigdy nie spotkam swojej mamy.
-Nie bądź tego taka pewna. Muszę być nonszakancki i spytać ją o twoją rękę bo twój ojciec jest... no jest niezbyt osiagalny. Musiałbym być w Mrocznych Wymiarach.
-Mój tata jest w Mrocznych Wymiarach?-zapytałam ocierając łzy.
-Tak. Wydawało mi się, że widziałem go w barze.
-To tam jest jakiś bar?-zapytałam ze śmiechem w głosie.
-Jasne! Piłem tam najlepszą whiskey w życiu. Albo w... śmierci? Nie wiem jak to ująć bo niektórzy tam,żyją a niektórzy nie więc rozumiesz.
-Oczywiście. Mój książę...-szepnęłam czule.
-Twój książę w domu rozbierze się ze zbroi, specjalnie dla swojej księżniczki. Ale tagże ona zrzuci swą dostojną suknię i pójdzie ze mną do rozłożystego łoża w sypialny.-powiedział i popatrzył na mnie wzrokiem który mówił za siebie wszystko.
Po prostu rozbierał mnie wzrokiem.
-Powiedz mi szczerze. Czy w   t a m t y c h czasach były prezerwatywy?-zapytałam.
-Były ale... chyba wełniane. Nie wiem. Ja nie potrzebowałem. No bo wiesz. Uprawiałem seks, jadłem księżniczkę i następna.
-Ale mnie nie zjesz?-zapytałam ponownie.
-Nie ośmielił bym się pić krew kobiety tak pięknej jak ty.-szepnął z uśmiechem na twarzy.
Odwzajemniłam go. Kochałam go nawet gdy miał dziwnie zboczone myśli.[***] Po pięciu minutach zatrzymaliśmy się przy dużym domu. Już wiedziałam do kogo on należy. Rozpięłam pas i próbowałam otworzyć drzwi. Nie miałam siły. Klaus wyszedł z auta i jak szofer otworzył mi drzwi.
-Może pani wejść, pani Forbes.
-Panno.-poprawiłam ukochanego który pomógł mi wysiąść.
-Już niedługo.-zamknął za mną drzwiczki i mnie podniósł.
-Klaus puść mnie na ziemię!-rozkazałam.
-Nie. Jesteś po operacji. Nie mogę cię narażać na śmierć przez podknięcie się o krawęrznik.
-Ha-ha-ha. Bardzo śmieszne. Sam wymyśliłeś tą wersję. Ja mówiłam o trawie.
-Dupa. Ja mówiłem o trawie.
Zaczęłam się śmiać.
Kochałam gdy mnie rozśmieszał. Był wtedy taki słodki. Taki kochany...
Miałam nadzieję, że jak będziemy małżeństwem nic między nami się nie zepsuje... W końcu będziemy tacy sami z charakteru jak i z wyglądu... pozwoliłam się zanieść do drzwi wejściowych lecz pod nimi zeskoczyłam mu z ramion na ziemię.
-Ej! Mogłaś się zabić.
-Tak, jasne...
-Teraz mówię poważnie.
-A to z wełnianymi prezerwatywami nie było na poważnie?
-Było... Ale nie tak jak teraz.
-Tak sobie myślę, że będziesz kujonem z historii w collage'u.
-Nie kujonem, a facetem z doświadczeniem
-Doświadczeniem zwiazanym z wełną.
-Właśnie nie. Mówię ci, że nie używałem.-powiedział i równo wybuchneliśmy śmiechem.
Przez ten śmiech, Klaus nie mógł trafić sobie w dziurkę od klucza.
-Poczekaj ja trafię w dziurkę.-szepnęłam, a on zaczął się śmiać jak naćpana atomówka.
-Widzę, że zachowanie Tommy'ego trochę ci się udzieliło.
-Hahaha w dziurkę.-zwijał się ze śmiechu. Wydawało mi się, że musiał coś pić. Coś mocniejszego. Wątpię by po byle piwie był  t a k i  efekt.
Gdy się wyprostował dałam mu z liścia.
-Za co to?-zapytał już normalnym, spokojnym tonem.
-Za tą dziurkę. Co z tobą?
-Radość. Z tego, że żyjesz. Kto by się nie cieszył z następnej szansy na miłość?
Popatrzyłam na niego i się uśmiechnęłam. Nacisnęłam klamkę. Drzwi zaskrzypiały i otworzyły się na oścież.
-Muszę je naoliwić.-stwierdził fakt Klaus oglądający zawiasy.
Postawiłam prawą nogę na płytce w korytarzu. Gdy ujrzałam wnętrze domu, wmurowało mnie. Było pięknie. Cudownie...
-Boże, jak ja zaniedbałem ten dom. Zanim się tu wprowadzimy muszę zrobić mały remont.
-Jest cudowny...
-Wiesz ile tu jest kurzu? Nie wyrobię się do Wielkanocy!
-Z kobiecą ręką posprzata się to w dwa dni.
-Wiesz jaki ten dom jest wielki? A ogród? Muszę kupić kosiarkę i...-powiedział.
Zamknęłam mu usta palcem wskazującym. Pocałowałam go. Poczułam jego ręce na mojej talii. Nigdy nie czułam czegoś takiego jak to. To uczucie wzbudzało we mnie takie emocje... Szczęście, miłość... dużo więcej. Nie potrafiłam nazwać tego wszystkiego. To było za piękne by opisywać to słowami. Dałam się ponieść chwili. Klaus zaczął dobierać się do zamka mojej sukienki. Wszędzie gdzie mnie dotykał, czułam jak moje ciało płonie. Płonie jak nigdy wcześniej. Płonie żywym ogniem...

Tom:
Popijałem następną pinacoladę. Chyba już trzecią. No przynajmniej tak myślałem.
David i Max ciągle się śmiali i wspominali dawne czasy. Siedziałem tu już od trzech nudnych godzin. W końcu wstałem od stolika i odszedłem. Max ani David nie zwrócili na mnie uwagi. No bo po co? Byłem tylko nieważnym, przyszłym aniołem.
Gdy byłem już w połowie drogi do domu o którym mówił mi Klaus, usłyszałem jak dzwoni mi telefon.
Dzwoniła Caroline.

-Tommy wiesz, że Klaus gra na pianinie. I to jak bosko!-szepnęła.
-Care, jestem wkurzony. Nie denerwuj mnie bardziej.
-Ale Tommy chodź. Bo chcę się coś Maxa spytać.
-No to dzwoń do niego.
-Ale to ważne. Czy gdy człowiek staję się aniołem, to wraca mu dziewictwo?-zapytała.
-Wątpię by ten dupek to wiedział. Jest zbyt zajęty Davidem.
-Jasne... Czyli miałeś rację?
-Nie. Po prostu wspominają dawne czasy.
-Jasne. Tylko.
-No tylko. Byłem z nimi trzy godziny i to mi wystarczy. Ciągle gadają i jakiś dziadach z rady.
Caroline wybuchnęła śmiechem.
-Dobra. Już do was idę.-powiedział z westchnieniem.
-To chodź. Każda para rąk się przyda...-szepnęła była wampirzyca i się rozłączyła.
Wziąłem głęboki oddech i poszedłem w stronę domu wyglądającego na góra dwadzieścia lat.[***] Zapukałem w drzwi. Nagle otworzyła je Caroline ze ścierką w ręce.
Popatrzyłem na nią zdziwiony.
-No co? Klaus kosi trawę w ogródku.
-Dobrze, że jej nie jara.
-Debil.-podsumowała Caroline i wręczyła mi wałek do malowania ścian.
-Widzę, że remoncik. Ile tu jesteście?
-Jakieś cztery godziny. Klaus zdarł tapety w całym domu. Teraz ty pomalujesz na biało wszystkie ściany, a kolory wybierze się jakoś pojutrze, po tym całym przesłuchaniu.
-Jakim przesłuchaniu?-zapytałem wchodząc do domu.
-No wiesz, do collage'u.
-Rozumiem, że Klaus będzie przy tobie gdy będziesz zdawała...
-To oczywiste. W końcu on też zdaje.
Popatrzyłem na nią zaskoczony.
-Poczekaj, co?-zapytałem.
-Klaus też będzie chodził do collage'u.
-Czyli poświęca się dla ukochanej. To do niego nie podobne.
Caroline prychnęła i podała mi pięcio litrowe wiaderko z białą farbą.
-Za karę malujesz. -powiedziała.
-Czyli karą było przyjście tutaj.-szepnąłem pod nosem.
-Co powiedziałeś?
-Że jesteś dzisiaj nadzwyczajnie piękna.-skłamałem.
Caroline przewróciła oczami i poszła na górę.
Znała ten dom jak swój własny. Albo teoretycznie... To był już jej dom. Otworzyłem wiaderko, nalałem trochę farby do jakby pojemnika z którego łatwo było namaczać wałek i zacząłem malować.

Klaus:
Z trawą szło mi najdłużej. Wyglądała na koszoną około cztery lata temu ale... No nie wiem. Może Elijah podkradł mi klucze...
Nie obchodziło mnie to. Schowałem kosiarkę do schowka. Dziwne jest to, że gdy około dziesięć lat temu opuściłem ten dom, w schowku nie było żadnej kosiarki.
Z resztą wtedy ogrodem zajmował się ogrodnik.
Szybko wszedłem do domu. Ściany były pomalowane na biało. Ujrzałem Caroline siedzącą po turecku na przed chwilą wytrzepanym dywanie.
Podszedłem do niej i zasłoniłem jej oczy rękoma.
-Wszędzie poznam ten dotyk... Klaus. Już skończyłeś?-zapytała odwracając twarz w moją stronę.
Uśmiechała się. Odwzajemniłem uśmiech i szepnąłem:
-Jak widać słoneczko. Już jesteśmy wolni.
-Nie. Musimy podsumować twoje umiejętności. W końcu musisz zdać to przesłuchanie, prawda?
-Nie, nie muszę. Nic nie muszę. Jestem dorosły od tysiaca lat.
-Ale dzisiaj zachowywałeś się gorzej niż pięciolatek.
-To było na żarty.
-A wyglądało jakbyś stracił zmysły. Zagraj coś jeszcze. Proszę...
-Okey. Ale jestem słaby.
-Wcale nie. Jesteś moim ukochanym i nie pozwolę ci tak mówić o sobie, jasne?
-Jak słońce...-szepnąłem i ją pocałowałem.
-Jak zagrasz to dam ci nagrodę.-powiedziała i pogłaskała mnie po złotych włosach.
-Nie mogę się doczekać...-odpowiedziałem i podszedłem do pianina stojącego w salonie, obok wejścia do jadalni.
Usiadłem przy nim. Usłyszałem za sobą kroki Caroline.
Mój Boże. Zrobiłbym dla niej dosłownie wszystko. Nawet gdybym miał popełnić samobójstwo. Zamknąłem oczy i zacząłem grać melodię do "When I was your men".
Gdy skończyłem grać usłyszałem jak dwie osoby klaskały.
Zaraz... dwie? zapytałem sam siebie.
Odwróciłem się i ujrzałem Toma i Caroline. Obydwoje byli uśmiechnięci od ucha do ucha.
Spuściłem wzrok na podłogę i odszedłem od pianina.
-Czemu nigdy nie mówiłeś, że potrafisz grać?-spytał lekko zaskoczony Tom.
-Wiele jeszcze nie wiecie o prawdziwym mnie.
-To nas oświeć.-szepnęła Caroline próbująca spojrzeć mi w oczy. Unikałem jej wzroku. Nie chciałem by poznała mnie tak dogłębnie jak nikt inny. Zostało jej 50% do odkrycia, ale uważałem, że powinna zostawić to na następne lata naszego związku.
Powinna, ale czy chciała? Myślałem, że chciała dowiedzieć się o mnie jak najwięcej, w jak najbliższym czasie.
-Lubię oglądać tasiemce.-walnąłem od czapy.
-Nie, lubisz horrory i fantastykę. Kochasz czytać horrory i śmiać się z tamtejszych wampirów, wilkołaków i innych demonów. Kochasz mocnego rocka i metal. Twoje ulubione zespoły to Metallica, Nirvana, Guns N' Roses i Red Hot Chilli Peppers. Nienawidzisz rapu, z czego jestem zachwycona bo sama go nie lubię. Czasami dołuje cię to, że kiedyś dowiem się jaki jesteś na prawdę, ale ja sama już od dawna to wiem. Jesteś uczuciowy, romantyczny, zabawny, słodki, kochany, nonszalancki, uprzejmy i... potrafisz kochać kogoś tak mocno, że dla tej osoby mógłbyś popełnić samobójstwo. Nadal uważasz, że gdy poznam prawdziwego ciebie to się spłoszę?-zapytała Caroline słodkim głosem.
-No i twoje ciało niesamowicie mnie pociąga. A no i masz dużego. I... chyba chcesz uprawiać seks bo ci stanął...-dodała.
-Caroline!-skarciłem ją i popatrzyłem na Toma. Patrzył na nas tak jakby przyszedł do wariatkowa. Przewrócił oczami i poszedł na górę. Popatrzyłem na Caroline.
-To co chcesz? Bo widzisz ja...
Zamknąłem jej usta palcem i zacząłem ją całować. Moje zwinne palce zbliżały się do zamka jej sukienki. Czułem, że była zachwycona. Sam byłem podniecony więc... zdiąłem z niej sukienkę, sa zrzuciłem spodnie i zacząłem powoli prowadzić Caroline w stronę kanapy w salonie. Rzuciłem ją na nią i zacząłem całować ją po szyi i dekolcie. Przeniosłem swoje pocałunki na jej płaski brzuch.
-Klaus. Zamknijmy drzwi. Tom może tu wejść.-szepnęła Caroline.
-Myślę, że jest na tyle rozsądny by mnie nie złościć.
-Ale ktoś może wejść. Może Elijah lub Katherine.
Podniosłem głowę i popatrzyłem na jej twarz.
-Co?!-zapytałem zaskoczony.
-Zadzwoniłam po niego, żeby przywiózł nasze ubrania, coś do sprzątania.
-Chyba mogłaś mi powiedzieć, że przyjeżdża mój starszy brat, co?-zapytałem wkurzony.
-Zapomniałam. Kochanie nie złość się.
-Ja się nie złoszczę. Ja po prostu...-szepnąłem ujmując jej twarz w dłonie.
-Po prostu uważasz, że jestem głupia. Tak wiem, jestem. Ale to nie moja wina. Nie wybiera się tego jakim się jest. Ty też nie wybrałeś.
-Caroline, kochana. Nie to miałem na myśli. Chodziło mi o to, że mam dosyć tego, że o wszystkim dowiaduję się ostatni.
-Wcale nie. Mówię ci wszystko.
-Serio? Jakoś nie powiedziałaś czemu pozwoliłaś Marcelowi, by cię dotykał.
-Nie miałam pojęcia kim on jest. Okey? Nie wiedziałam, że jest psychopatą chcącym wyrwać laskę i ją zjeść.
-No, normalne zachowanie ucznia który przerosnął mistrza z przed lat.
-Klaus i tak jesteś najsłodszym i najniebezpieczniejszym wampirem jakiego kiedykolwiek spotkałam, jasne?-zapytała.
Przytaknąłem.
-Kontynuujemy?-spytałem.
-Oczywiście...-szepnęła dziewczyna. Zacząłem całować ją namiętniej niż wcześniej.

Elijah:
Jakieś pięć godzin po tym jak zadzwoniła do mnie Caroline, przyjechałem do Nowego Orleanu wraz z ich rzeczami i środkami do czyszczenia domu. Wszedłem do domu. Było dosyć cicho jak na dom Klausa ale... jednak z salonu dochodziły dziwne dźwięki. Skierowałem się w stronę pokoju. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Klausa i Caroline na kanapie. To ci robili na niej było raczej oczywiste. Szybko przykryli się kocem.
-Przyjechałem za wcześnie?-zapytałem.
-Po prostu... po prostu wyjdź. Okey?
-Okey, okey.-odpowiedziałem i wyszedłem.
Byłem zdziwiony tym co zobaczyłem. Nie uprawiali seksu. Po prostu namiętnie się całowali w bieliźnie...
Co było dziwne jak na nich...
_______________________________________________________________
Tak wiem tylko jeden gif ale inne nie chciały się dodać ;((
Każdy kto skomentuje koniecznie daje koma a ja spadam bo net chodzi coraz słabiej...
Baju :**
Pamiętajcie o komentach! :DD

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 5

Klaus:
-Z kim on tak długo gada...-szepnął Tom.
-Może z jakąś laską?-zapytała Caroline z uśmiechem na ustach.
-Albo z chłopakiem...-powiedział Tom.
-Ogarnij się!-krzyknąłem.
-No co? Praktycznie jeszcze nic o nim nie wiemy. Skąd wiesz, że nie jest homo.
-Ja... A ty skąd wiesz?
-Bo słyszałem imię David.
-Może jakiś przyjaciel. Skąd wiesz?
-No nie wiem ale, no... to chyba oczywiste...
Caroline wybuchnęła śmiechem.
-Tom, przestań gadać i wyjdź, okey?-zapytałem.
Planowałem coś zrobić. Coś by Caroline przypomniała sobie wszystko co jest ze mną związane.
Tom podszedł do mnie i cicho powiedział:
-Tylko, żebyś jej nie wyruchał. Boję się ciebie zostawić z nią sam na sam.
Dzisiaj był wyjątkowo walnięty. Tak jakby ktoś go z całej siły walnął młotem w głowę.
Jakby stracił rozum...
Popatrzyłem na niego. Uśmiechał się głupkowato. Patrząc to na mnie, to na Caroline, wyszedł z pokoju.
Spuściłem wzrok i usiadłem obok Caroline. Popatrzyłem głęboko w jej oczy. Były takie głębokie i błękitne.
-Przepraszam za jego zachowanie. Nie wiedziałem, że będzie mu tak odwalać. Chciałbym to cofnąć.
-Nie musisz. To było miłe.
-Dla kogo miłe, dla tego miłe. To raczej było chamskie.
-Może troszkę.
Uśmiechnąłem się smutno. Po chwili poczułem na policzku dotyk małej, zimnej ręki. Dotknąłem jej.
Podniosłem wzrok. Caroline siedziała prostu na łóżku. Włożyła swoją złamaną rękę, z małą trudnością w moje włosy i przybliżyła mnie do siebie. Zamknęła oczy i przybliżyła swoje usta do moich.
Rozchyliła swoje wargi i powoli zaczęła mnie całować. Czułem się tak jakby to był nasz pierwszy pocałunek. Lecz Caroline całowała inaczej. Tak jakby za wszelką cenę chciała mnie poznać... Poznać i zatrzymać tylko dla siebie. Chciała przypomnieć sobie dawnego mnie... Nasz związek.
Otworzyłem oczy. Caroline nadal miała je zamknięte. Była inna niż kiedyś. Jej włosy były jaśniejsze... Tak jakby. Była piękniejsza niż zwykle. Jej długie rzęsy były takie niezwykłe. Caroline była nieziemska... Z sekundy na sekundę całowała mnie coraz namiętniej i mocniej, tak jakby chciała mi przekazać, że zrobi wszystko byleby odzyskać dawne wspomnienia.
Pochyliłem się nad nią i zacząłem całować ją po szyi, w miejscu wolnym od opatrunku.
Muskałem jej skórę delikatnie i namiętnie jak nigdy wcześniej.
Kochałem ją, to było pewne... Mój anioł... I w przenośni, i dosłownie.
Nagle przestałem ją całować usłyszałem za drzwiami szepty. W super tempie wyszedłem z pokoju. Caroline nawet nie zauważyła mojej nieobecności. Zasnęła gdy tylko przestałem ją całować.

Jason Murs :33
Jake Abel xD Z Intruza(gify z Maxem)
Z Jestem Numerem Cztery (gify z Tomem (Alexem))
Z Supernatural(gify z Davidem(Jensenem))
Trzeba dokładnie dobierać bohaterów.
Tom:
-To ten... no David nie jest twoim chłopakiem?-zapytałem jak jakiś idiota.
-Mówię ci już trzeci raz, że w Mrocznych Wymiarach mam ukochaną.
-Ale nadal nie czaję po co dzwonił.
-By poinformować mnie o jego przybyciu. To takie trudne?-odparł lekko zaniepokojony Max.
-Aha. Ale po co do cholery?
-Nie udawaj głupiego. Już nie musisz rozśmieszać Caroline.
-Pytam poważnie. Wcześniej nie słuchałem.
-O mój boże, do kogo ja zostałem przydzielony. Rada wysyła Davida by rozwikłał sprawę z Marcelem.
-Nienawidzę go. Skrzywdził Caroline! Powinien gnić w piekle.
-Powinien ale jak umrze to umrze też Jason.
-Kto?-zapytałem.
Miałem dosyć tej niewiedzy o tych wszystkich aniołach.
-Jason Murs, brat Davida. Anioł stróż Marcela. Zawsze próbował mi odebrać Melanie. Szczerze go nienawidzę. I jestem prawie pewien, że też wróci. By się zemścić i by rywalizować, bo to jego ulubione zajęcie.
-Rywalizacja? Pasują do siebie z Marcelem. Może są gejami?
-Tom! Ogarnij się... Co się z tobą dzisiaj dzieje co? Normalnie zachowujesz się inaczej.
-Po prostu się cieszę. Moja najlepsza przyjaciółka otarła się o śmierć i przeżyła. Jak mam się z tego nie cieszyć, co Max?
-Ja nie...
Nagle drzwi do sali Caroline się otworzyły. Wyszedł z nich zachwycony Klaus. Uśmiech nie schodził z jego ust.
-Nie! Wyruchałeś ją!-powiedział Max.
Tego się nie spodziewałem po nieskazitelnym Maximillianie.
-Max?
-Co? Ja też czasami muszę walnąć coś od czapy.
-Nie, nie zrobiłem tego ale planuję coś większego...
-Zrobić jej dziecko w szpitalu? -zapytał ponownie Max po czym wysłał mu głupkowaty uśmieszek.
-Nie, jeszcze nie.
-Jeszcze, to tylko kwestia czasu...-szepnąłem pod nosem.
-Słyszałem, Tom.-odparł Klaus i się uśmiechnął. Wyraźnie coś sprawiło mu wielką radość.
-Co jest, Klaus?
-I kissed her.-szepnął. (Pocałowałem ją xDD)
-O mój boże i co powiedziała?-zapytałem ciekawy.
-Nic. Uciekłem i zasnęła.
Popatrzyłem przez okno. Caroline leżała na łóżku, skulona w kłębek. Jej powieki były zasunięte.
Spała.
-To było... piękne. Mam wrażenie jakby to był mój pierwszy pocałunek. Nie wiem czy to przez to, że ją kocham czy... Nie wiem. Ona mnie zmieniła prawda?
Obydwoje z Maxem zgodnie pokiwaliśmy głowami.
-Jest cudowna. Najpiękniejsza i... jest moją Afrodytą. Zmieniła moje życie w istne niebo. Czuję się przy niej jak... ktoś kochany i niezwykły. Sprawia, że chcę być śmiertelny i...
-Uspokój się, Klaus.-powiedział Max i położył rękę na ramieniu hybrydy.
-Ja nie mogę. Ja nie potrafię przestać o niej myśleć...-szepnął Klaus.
Dopiero teraz dostrzegłem, że był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
I pomyśleć, że za chwilę to szczęście miało się skończyć...
Podszedłem do niego i z całej siły dałem mu z liścia.
-Ogarniesz się, czy jeszcze chcesz?-zapytałem jak jakiś groźny bandyta grożący niewinnemu dziecku.
-Nie mogę Tom. Ja ją pocałowałem a i tak mnie nie pamięta. Nie powinienem tego robić. Przecież ja się jej narzuciłem. Jestem głupi. Jestem głupim idiotą. Jestem też skończonym debilem. Co z tego, że ona zaczęła mnie całować.
-Zaraz, zaraz. Ona zaczęła?-zapytał Max.
-Tak ale to nie ma znaczenia. I tak nie powinienem odwzajemniać.
Znów uderzyłem go w policzek.
-Tak jesteś skończonym idiotą i przy tym debilem. Zadowolony?H
-Tak.-szepnął Klaus.-Idę po coś na dół.
-Oby nie po gumkę!-krzyknął za nim Max.
Popatrzyłem na niego zdziwiony.
Z sali numer pięć wyszła jakaś pielęgniarka.
-Przepraszam za niego. Już dawno powinien się leczyć w psychiatryku.
-Mówisz o sobie w trzeciej osobie?
-Nie. Mówię o tobie.
Max wysłał mi wściekłe spojrzenie i wszedł do pokoju Caroline.
Cieszyłem się z tego, że poznałem Maxa i odmienionego Klausa. Moi przyjaciele...

Caroline:
Nie wiem ile spałam. Prawdopodobnie jakieś pół godziny. Gdy się obudziłam byłam w pokoju całkiem sama.
Nie martwiłam się tym, bo wiedziałam, że Klaus ma też swoje życie. Klaus... Cieszyłam się z jego pocałunku jak z niczego... Lecz nadal niczego nie pamiętałam. Niczego co było związane z  n i m.
Był przystojny, świetnie całował no i był opiekuńczy, uprzejmy i zabawny... Czego chcieć więcej od mężczyzny?
Mi to wystarczało...
Ciągle miałam go przed oczami. Te jego złote włosy i te oczy w których można było utonąć. Bez wątpienia coś do niego czułam...
Nagle drzwi do pokoju się uchyliły, a ja momentalnie usiadłam na łóżku. Do sali wszedł wysoki mężczyzna. Od razu go poznałam.
Odwrócił się w moją stronę. Rozpoznałam jego szeroki uśmiech. Odwzajemniłam go.
-Jak się czujesz?-zapytał z tym swoim cudownym akcentem.
-Dobrze. Nawet bardzo dobrze.
-No mam nadzieję. Twój lekarz powiedział, że gdy twoja czaszka się całkiem zagoi wyjdziesz do domu.
-Domu, którego nie pamiętam.
-Mówiąc dom, mam na myśli moją rezydencję w Nowym Orleanie. Oczywiście jeśli będziesz chciała.
-To chyba jasne.
Klaus wysłał mi uśmiech.
-A i zaraz przyjdzie pielęgniarka by zmienić ci opatrunek. Gips zostanie zdjęty dopiero za pięć tygodni.
-Ale czemu chcesz bym z tobą zamieszkała?-zapytałam nadal ciągnąć temat mieszkania.
-Caroline znam cię na tyle dobrze by wiedzieć co możesz zrobić sobie będąc sama.
-Na przykład?-zapytałam.
Klaus popatrzył na mnie wzrokiem pełnym miłości.
-Kiedyś chciałaś się zabić jak się pokłóciliśmy.
-Serio?
-Serio.
-A jak?
-Ymm... Chciałaś przebić się krzesłem.
-Hahaha... Byłam idiotką.
-To nie jest śmieszne. Wszedłem do pokoju w ostatniej chwili.
Popatrzyłam na niego. Teraz był raczej zdruzgotany i zdenerwowany.
Nagle drzwi do toalety w mojej sali się uchyliły. Z WC wyszedł Max.
-O Caroline już nie śpisz.
-Jak widać.-szepnęłam.
Już myślałam, że będę mogła pocałować Klausa gdy tylko obok mnie usiądzie.
-Caroline, kupiłem ci owoce takie jak lubisz. Winogrona, gruszki, nektarynki i...
-Nie uważasz, że to trochę ją przerośnie?-zapytał Max.
-Nie Max. Wcale mnie nie przerośnie. Kocham owoce. Szczególnie te które kupił mi Klaus.
Klaus popatrzył na Maxa i po chwili zwrócił się do mnie.
-Możesz mi mówić Nik.
-Ale czemu Nik?-spytałam zaskoczone.
-Niklaus, Nik, Klaus to, to samo. Tylko inne.-szepnął Max.
-Właśnie.
Wybuchnęłam serdecznym śmiechem.
-Opłukać ci winogrona?-zapytał Klaus.
-Pozwól, że sama to zrobię.-powiedziałam i powoli wstałam z łóżka.
-To ja ci pomogę.
Max popatrzył na nas z dziwnym przekąsem na ustach.
Uśmiechnęłam się do niego i zaraz za Klausem podeszłam do jakby "kuchni" składającej się z umywalki i kuchennej szafki.
Zamknęłam drzwi do pomieszczenia i popatrzyłam na Klausa. Wyglądał na zdziwionego tym, że jednak nie jesteśmy tu dlatego, że mamy umyć winogrona.
-Klaus chcę ci coś powiedzieć.
W dalszym ciągu patrzył na mnie z lekkim zdziwieniem.
-Myślę, że jestem w tobie zakochana, cokolwiek dokładnie to słowo oznacza...
Klaus przełknął głośno ślinę.
-Moja słodka...-szepnął czule i do mnie podszedł.
Chwycił mnie delikatnie za podbródek, tak bym poczuła tylko jego czuły dotyk, nic więcej. Zbliżył swoje usta do moich i mnie pocałował. Najdelikatniej jak potrafił. Odwzajemniłam pocałunek. Obróciłam go tyłem do ściany i przycisnęłam go do ściany. Zaczęłam całować go zachłannie. Odwzajemniał pocałunki. Rozpięłam mu koszulę. Jego dotyk sprawiał, że stawałam w ogniu. Lecz nagle zaczęłam przypominać sobie to wszystko. Przestałam go całować.
Oparłam się o ścianę i na niego popatrzyłam.
-Jesteś hybrydą prawda? Pierwotnym?-zapytałam.
-Pamiętasz?
-Tak. Wszystko. I pamiętam jak ważny dla mnie byłeś. I nadal jesteś. Nawet pamiętam kto mnie zaatakował. Marcel. Ten o którym kiedyś mówiłeś, pamiętasz?
-Tak. Ale proszę, nie mów o tym nikomu bo... on może się zemścić. Jeśli ktoś się dowie o wampirach to będę mieć przerąbane.-powiedział i zaczął zapinać koszulę.
-Wiem. Nikomu nie powiem. Obiecuję.-szepnęłam i podeszłam do zlewu.
Chwyciłam winogrona ale nie miałam jak odkręcić kurka z ciepłą wodą.
-Ja to zrobię.-powiedział Klaus i zaczął myć owoce.
Moja złamana ręka zaczęła boleć bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Pisnęłam z bólu.
-Co się dzieje, kochana?-zapytał Klaus opiekuńczym tonem.
-Nie, nic po prostu ręka boli mnie bardziej niż wcześniej.
-Ale to chyba nic poważnego?-spytał wycierając winogrona w papierowy ręcznik.
-Chyba nie.
-To dobrze.-powiedział otwierając zamknięte na klucz drzwi.
Wyszłam pierwsza, za mną wyszedł on sam.
-Klaus, wymyśliłem sposób na to by Care sobie wszystko przypomniała.-powiadomił nas Tom który prawdopodobnie dopiero co wszedł do pokoju.
-Powiedzieć im?-spytałam szeptem w ucho Klausa.
Przytaknął.
-Byłam w ciąży.-powiedziałam.
-Skąd wiesz?
-No wiesz... Tak sobie tylko przypomniałam. A teraz zejdź Tommy z mojego łóżka, bo chcę się położyć.
-Czemu?-zapytał Tom leżący na moim szpitalnym łóżku.
-Bo moja ręka boli jak cholera.
Podeszłam do niego i zepchnęłam go prawą ręką z łóżka. Sturlał się na podłogę. Szybko się ogarnął i podszedł do okna.
Położyłam się na łóżku i otuliłam się kocem. Było mi zimno. Jak w zimie, na mrozie bez czapki, kurtki i szalika. Trzęsłam się z zimna. Po chwili zobaczyłam uśmiechniętą twarz Klausa siadającego obok mnie. Złapał mnie za lodowatą rękę i ją nonszalancko pocałował. Uśmiechnęłam się czując jego kojący dotyk.
-My już musimy iść.-powiedział Max.
-A ja czemu?-zapytał Tom.
-Poznasz Davida i opowiesz mu swoją historyjkę o tym, że jestem gejem.
-Wolę tego nie mówić przy jednym z aniołów, z rady w dodatku.
-Cykor obleciał?-zapytał Max.
-Nie. Po prostu nie chcę by mnie zabił.
Max popatrzył na nas i wyszedł z Tommym z sali.
-A więc zostaliśmy sami, tak...?-szepnął czule Klaus.
-Najwidoczniej... Ale za chwilkę przyjdzie pielęgniarka więc już sami nie będziemy.
-Niestety... Całkiem sami będziemy dopiero w nowym domu. A właśnie. Kiedyś mówiłaś przez sen, że chciałabyś chodzić do collage'u artystycznego.
-Ja mówię przez sen?
-Czasami. Ale... to prawda? Czy to twoje marzenie?
-Od dzieciństwa chciałam śpiewać.
-To dobrze. Tom przywiózł mi tutaj laptopa, na którym nie wylogowałaś się ze swojej poczty.
-Grzebałeś w moich wiadomościach?
-Nie-e. Ja je tylko przeglądałem dla twojego bezpieczeństwa i... i znalazłem tam maila z ofertą, z Collage'u artystycznego w Nowym Orleanie ..
-Co?!-zapytałam zachwycona.
-To co usłyszałaś. Tylko, że jutro masz przesłuchanie.
-Kurde! No to nie spełnię swojego marzenia.
-Spełnisz. Jeśli napijesz się mojej krwi. Wiem, że anioły też się same regenerują ale u ciebie może to potrwać dłużej.
-Ale...
-Słoneczko, nie ma żadnego ale. Proszę. Chcę, żebyś zdała i była szczęśliwa.
-Dobrze. Napiję się twojej krwi ale jest jeden warunek.
-Jaki. Zrobię wszystko. Ewidentnie.
-Zapiszesz się razem ze mną
-Wszystko oprócz tego.
-Nie, nie, nie... Jeśli ty tego nie zrobisz, to cóż. Ja też nie pójdę do collage'u.
-Caroline, zrozum mam tysiąc lat. Ja się nie nadaję.
-Klaus! Serio aż tak bardzo chcesz mojego nieszczęścia?
-To jest szantaż, wiesz?
-To tylko ultimatum. Albo ty i ja albo żadne z nas.
Klaus popatrzył na mnie. Wiedziałam, że w końcu się ugnie.
Patrzyłam w jego oczy.
-Okey, okey. Złamałaś mnie! Zadowolona?!-powiedział.
-I to jak.-krzyknęłam i go przytuliłam.
-Nie spodziewałem się takiej radości.
-A powinieneś. Ale się cieszę. Boże ale bosko. Będziemy mieszkać razem, razem się uczyć, razem chodzić do collage'u.
-Tylko na różne zajęcia które są o różnych godzinach.
-Myślisz, że jak będę chodzić na zajęcia teatralne to ty nie?
-No myślę. Ja wolę malować.
-A może byś mnie nauczył, co?-zapytałam.
-Z wielką chęcią... Ale teraz muszę dać ci swoją krew.
Klaus wstał, zasłonił okna roletami i znów usiadł na łóżku. Wgryzł się w swój nadgarstek i przyłożył mi go do ust. Zaczęłam łapczywie pić jego krew. Tak dawno nie czułam tego smaku. Lekko słodkiego lecz nie bardzo, delikatnie kwaskowatego. Po chwili nie było śladu po krwi. Poczułam dziwne mrowienie w czaszce i lewej ręce.
Popatrzyłam na Klausa. Wyciągnął laptopa z futerału i czekał aż wyszuka szpitalne wifi. Po chwili wpisał hasło "collage artystyczny w Nowym Orleanie". Wyszukiwarka Google od razu podała mu stronę internetową uczelni. Cieszyłam się jak nigdy. Patrzyłam mu przez ramię. Wszedł w rubrykę "rekrutacja".
Jutro było przesłuchanie do klasy muzyczno-plastycznej.
-A może to?-spytałam cicho.
Znałam każdy ukryty talent Klausa. Na przykład w latach trzydziestych XX wieku kochał grać na pianinie.
Malował i słyszałam jak śpiewał pod prysznicem i przyznam, że szło mu bosko.
Popatrzył na mnie. Uśmiechnął się. Wiedziałam co to znaczy.
Klasnęłam radośnie w dłonie.
-Ale wiesz, że będziesz musiał nauczyć mnie malować koty i inne rzeczy?-zapytałam.
-Czemu akurat koty?
-Bo lubię koty.
Klaus wybuchnął śmiechem tak rozkosznym, że nie mogłam się powstrzymać od tego by mu zawtórować. Wiedziałam, że cieszył się na samą myśl o studiowaniu ze mną.
-Tu jest napisane, że na to jutrzejsze przesłuchanie można przygotować coś w duecie i coś samemu. Możemy zrobić tak, że ja coś zagram na pianinie, ty zaśpiewasz, później ja coś namaluję, a ty znów zaśpiewasz co?
-Co ty myślisz, że nie mam innych talentów niż śpiewanie? Umiem pozować do zdjęć. Jestem wysoka i chuda. Nadaję się na modelkę.
-Najpiękniejszą jaka by istniała...-szepnął i mnie pocałował.
-To co? Jak robimy? Ty pozujesz ja maluję czy na odwrót?-zapytał.
-Jak tylko sobie zapragniesz... Tylko musimy załatwić to bym mogła już teraz wyjść.
-To będzie najłatwiejsza rzecz jaką w życiu zrobię, kochana...-powiedział i mnie pocałował.

Max:
-Gdzie ten cały David, co?-zapytał Tomas popijający zamówioną przez siebie pinacoladę.
-Poczekaj. Za chwilę przyjdzie. Jestem tego pewien.-powiedziałem.
Byłem zniecierpliwiony nieobecnością starego kumpla... Rzadko się spóźniał więc miałem powody do obaw.
Lecz nagle ujrzałem Davida idącego szybkim krokiem w naszą stronę.
-Stary...-powiedziałem i go uściskałem.
Byliśmy przyjaciółmi około... sto lat. Tak to była dość stara znajomość.
-Część Max. Stary ty wiesz jak się zmieniło w Mrocznych Wymiarach?-zapytał.
-Tak,wiem. Byłem tam po kogoś.
-Rada mi mówiła, że wstawiłeś się za Klausem Mikaelsonem.
-Tak.
-Ykhym.-chrząknął Tom.
-A to jest Tom McFadden. Mój przyszły uczeń.
-Hej. Byłeś hybrydą prawda? -zapytał David z uśmiechem na ustach.
-Tak. Ale pogodziłem się z życiem przyszłego anioła.
-Jasne. A ta Caroline? Gdzie jest?-zapytał mnie.
-W szpitalu. Z Klausem.-odpowiedziałem.
-To zrozumiałe. W końcu są parą.-szepnął David i odsunął krzesło obok mnie.
-A Melanie? Co z nią? Pyta się o mnie?-zapytałem o ukochaną.
-Ciągle prosi radę o przeniesienie na ziemię, do ciebie.-powiedział z uśmiechem na ustach.
 -Jestem mile zaskoczony...-szepnąłem i wziąłem duży łyk zamówionej przeze mnie kawy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka! :DD Tak wiem, że bardzo szybko ale wiecie, miałam już napisany xDD lecz następny będzie za... no nie wiem xDD jak napiszę do przodu jakoś do 12 xD a jestem na siódmym xD
Co myślicie? Podoba się wam? Mi osobiście bardzo :33
Oficjalnie lubię Davida :33
Nowiii bohaterowieeee xD
Melanie Martin: Ukochana Maxa, Anielica, została w Mrocznych Wymiarach, ale już niedługo xDD To nie o niej wspominał kiedyś Max xDD Ma boskie oczy <3
Jason Murs: No brat Davida, nienawidzą się, takie tam xDD zdjęcie już było więc wiecie xDD
W tekście możecie wyłapać jaki ma charakter xD

Jak wam się podoba trochę niedorzeczny pomysł z Klausem w collage'u? Ja uważam, że to coś całkiem nowego i, że może się ciekawie rozwinąć xD

Jutro lub po jutrze uzupełnię bohaterów a teraz zostaje mi tylko czekać na komentarze <3
Kocham was <3 Bez was ten blog nie miałby żadnego sensu :***
Buziaki :*

Każdy kto przeczyta ma koniecznie skomentować bo ja chcę wiedzieć czy nadal czyta mnie tyle osób ile przedtem :**

XOXO :**
PS: Rozdział pisany na telefonie! :D

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 4

Klaus:
Siedziałem przy perfekcyjnie czystym stoliku w Grillu.
Była godzina 24.
Od kilku godzin nie miałem wiadomości ani od Caroline,ani od Maxa, lecz nagle poczułem wibracje w kieszeni spodni.
-Halo?
-Klaus, wiem gdzie jest Caroline.
-Na prawdę? Gdzie?
-W Nowym Orleanie...
-Świetnie!
-Wcale nie. Jest w szpitalu. W stanie krytycznym. Zaatakowało ją jakieś zwierzę. Jeszcze nie jest aniołem więc może w każdej chwili umrzeć. Ja... przykro mi.
Gdy to usłyszałem, po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
Rozłaczyłem się i wyszedłem z baru. Od razu wsiadłem do auta i zacząłem czym predzej jechać w stronę Nowego Orleanu. [***] Po około pięciu godzinach jazdy zawrotną prędkością, w końcu znalazłem się w szpitalu, w Nowym Orleanie.
Podszedłem pewnym krokiem do recepcji.
-Gdzie teraz się znajduje Caroline Forbes?-zapytałem.
W moim głosie można było usłyszeć rozpacz...
-Jest od pięciu godzin na sali operacyjnej.
-W jakim jest stanie?
-Jest w stanie krytycznym. Kim pan jest jeśli można wiedzieć?
-Ja... kocham ją i... nie chcę by stało jej się coś złego.
-Za późno. Ma wstrząs mózgu, złamaną rękę i roztrzaskaną czaszkę.
-Czy...czy mogę ją zobaczyć?-zapytałem.
-Jak operacja się skończy. Proszę zaczekać przed salą operacyjną.
Od razu skierowałem się w stronę wskazaną przez kobietę. Usiadłem na krześle i czekałem.

Caroline:
-Mamy tu pacjętkę z rozbitą głową, złamaną ręką i rozciętym gardłem. Musimy szybko ją operować.
-Złamanie z przemieszczeniem.
-Trzeba założyć szwy.
-Może mieć wstrząs mózgu.
Tylko tyle mogłam usłyszeć.
Zaraz gdy otwierałam oczy, raziło mnie białe światło. Wszystko mnie bolało. Z minuty na minutę coraz bardziej nie rozumiałam tego co się stało. Gdy w końcu otworzyłam oczy ujrzałam salę szpitalną a wokoło mnie mnóstwo lekarzy. Lecz jeden z tych "lekarzy" wcale nim nie był. Wiedziałam, że skadś znam tą twarz, usta, posturę i włosy. Popatrzyłam na niego. Uśmiechał się.
-Mogę z nią zostać sam na sam?-zapytał jednej pielęgniarki.
-Tak, ale proszę jej nie denerwować. Jest po ciężkiej operacji.
Przytaknął, a pielęgniarka wraz z trzema lekarzami wyszli.
-Caroline. Moja kochana... Tak się bałem.
-Jaka Caroline? Gdzie ja jestem?-zapytałam zdezorientowana.
Nic nie pamiętałam.
-Cii, Słoneczko. Tak się o ciebie bałem. Max powiedział mi, że możesz nawet umrzeć. Nie mógłbym żyć ze świadomością tego, że to przeze mnie. Kocham cię. Pamiętasz? Pamiętasz te wszystkie noce i dni spędzone razem? Pamiętasz? Pamiętasz jak cię kochałem? Pamiętasz jak ty... jak dałem ci pierścionek zareczynowy i ty się zgodziłaś. Już mieliśmy planować ślub. Pamiętasz jak szukałaś collage'u?
Patrzyłam na niego z osłupieniem.
-No tak. Nic nie pamiętasz. Pewnie będziesz mnie nienawidziła. Już zawsze. Już taki jestem. Każdy mnie nienawidzi. Nikt nie dostrzegł jaki jestem na prawdę. Wszyscy widzą we mnie tylko brutala.-szepnął i zaczął płakać.
Nie mogłam patrzeć jak cierpi.
-Chciałabym...-szepnęłam słabo.
-Tak?
-Chcę poznać cię.-powiedziałam z trudnością sklecając jedno krótkie zdanie.
Mężczyzna się uśmiechnął i otarł łzy.
-Jestem... Jestem Klaus Mikaelson i... jestem zachwycony. Że żyjesz, że mogę znów cię zobaczyć i... chciałbym cię pocałować co jest niedorzeczne zwarzając na okoliczności. Chciałbym mieć cię tylko dla siebie przez choćby sekundę... Chcę widzieć twój promienisty uśmiech... Chcę byś przypomniała sobie to wszystko... A jeśli nie... no to cóż. Może jak wyzdrowiejesz to dasz mi... chyba czwartą szansę. Ale jeśli nie, to przyjmę to całkiem spokojnie. Jak kogoś kochasz, daj mu odejść. Nigdy nie myślałem nad tym tak bardzo jak teraz. To przysłowie ma rację. Dopiero teraz złapałem sens tych słów. Kocham cię ale dam ci odejść, bo nie chcę byś przeze mnie cierpiała. Powinienem już dawno powiedzieć ci, żegnaj najukochańsza ale... mówię to teraz. Żegnaj. I pamiętaj moje słowa. Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. -szepnął i z łzami kapiącymi po policzkach odszedł od mojego łóżka.
-Klaus...-szepnęłam sama do siebie gdy już wyszedł z sali.
Wiedziałam, że zapamiętam to imię do końca życia. Aż po grób...

Klaus:
Jaki ja byłem głupi! O mój boże. Ktoś kto nadal kocha nie zachowuje się tak jak ja! Zachowałem się jak głupiec. Czyli jak zwykle. Jak mogłem tak po prostu, dać jej odejść... Przechodząc między salami nie zwracałem uwagi na ludzi patrzących na łzy płynące po moich policzkach.
Szybko przeszedłem obok recepcji. Wyszedłem ze szpitala i wsiadłem do swojego ulubionego, czerwonego ferrari. Przeczesałem włosy dłonią i otarłem łzy które wciąż płynęły mi z oczu. Z wściekłości uderzyłem pięścią w kierowcę. Straciłem wszystko. Ewidentnie wszystko. Byłem taki głupi. Postanowiłem włączyć radio.
-8 Rano, wiadomości z Nowego Orleanu. Około godziny 23 została zaatakowana turystka. Oto rozmowa z mężczyzną który ją uratował przed pewną śmiercią.
"-Przechodziłem przez park i nagle zauważyłem kobietę leżącą na ścieżce rowerowej. Od razu zadzwoniłem na policję i pogotowie, bo przestraszyłem się jej wolnego tętna.
-Panie Marcelu, czyli to pańska zasługa, że dziewczyna jeszcze żyje?
-Nie chcę się przechwalać ale... tak to moja zasługa."
Marcel... No tak mogłem się spodziewać kogo to była sprawka...
Teraz moja rozpacz zmieniła się we wściekłość. W Chęć zamordowania Marcela, za to co zrobił. Od razu odpaliłem auto i skierowałem się w stronę francuskiej dzielnicy.
Po chwili się zatrzymałem. Ujrzałem Marcela jakby nigdy nic spacerującego po chodniku.
Zaparkowałem auto i wysiadłem z niego. W super tempie znalazłem się obok niego.
-Witaj, stary kumplu.-powiedziałem wściekły.
-Niklaus... Kopę lat! Stary tak dawno nie widziałem mojego nauczyciela, że aż się pohubiłem... Gdzie byłeś przez te wszystkie lata.
Nie odpowiedziałem. Marcel uderzył mnie w plecy.
-Nie dotykaj mnie. Co zrobiłeś Caroline?-zapytałem spokojnie.
-Nie znam, żadnej Caroline.
-Tej co zaatakowało ją "zwierzę"... Jej też nie znasz?
-Aaaa. Znalazłem ją w parku. Była w okropnym stanie. Miała roztrzaskaną całą czaszkę. Biedna.
Złapałem go za gardło i przycisnąłem do muru.
-CO JEJ ZROBIŁEŚ!?-krzyknąłem.
-Puść mnie a ci powiem.
Puściłem go i patrzyłem na jego przerażoną twarz.
-Piłem jej krew. Co jesteś zadzrosny, że piłem krew dziewczyny, która będzie aniołem?-zapytał.
-Skąd... Skąd wiesz?-zapytałem.
-Każdy wampir ujrzałby aurę otaczającą jej ciało.
-Zabiję cię! Prawię zabiłeś moją ukochaną!-krzyknąłem.
-Oj stary. Skąd miałem wiedzieć, że to twoja laska? Nie widzieliśmy się ze sto lat , a wątpię by tyle miała. Wygląda na 20 lat. To cię w niej urzekło? Że jest młoda i piękna?
-Nie tylko to. Kocham ją za wszystko. Nie jestem taki jak ty.
-To dziwne, bo sam nauczyłeś mnie wybierać ofiarę po wyglądzie.
-Jeśli jeszcze raz jej choćby dotkniesz, przyżekam, że cię zabiję. Jestem za bardzo przygnębiony by cię zabić.-powiedziałem i od niego odszedłem.
-Zmieniłeś się. Kiedyś zabiłbyś nawet za to, że ktoś wziął ci butelkę whiskey a teraz? Co ona z tobą zrobiła...?
-Wydobyła mój prawdziwy charakter.-szepnąłem i odszedłem od niego.
Wsiadłem do auta i znów pojechałem pod szpital. Chciałem być przy niej blisko. Bliżej miż kiedykolwiek. Chciałem znać każdy jej ruch, każde słowo które wypowie... Mimo wszystko nadal ją kochałem...

Caroline:
-Masz siłę by zjeść zupę?-zapytała miła pielęgniarka opiekująca się moim zdrowiem.
-Nie...-powiedziałam cicho i słabo.
Nie miałam na nic siły. Tył głowy okropnie mnie piekł, a szyją nie mogłam ruszać ze względu na opatrunek.
Nic nie pamiętałam. Ani z wczorajszej nocy, ani z przed dwóch lat. Przed oczami ciągle miałam obraz tego mężczyzny... Klausa. Wiedziałam, że skądś go znam ale nie miałam pojęcia skąd... I dlaczego gdy go widzę czuję się inaczej niż gdy widzę innych ludzi... Praktycznie ciągle go widziałam i powtarzałam sobie jego niezwykłe imię. Słyszałam jego akcent... Dosłownie ciągle siedział w mojej głowie. Mimo, że nie wiedziałam kim jest i skąd go znam wiedziałam, że coś do niego musiałam czuć... Coś do niego czułam... Tylko co? Nie umiałam tego określić...
Myśląc nad tym co mogło nas łączyć, zasnęłam błogim snem.
[***]
-Klaus. Caroline się budzi.
-Cicho!-rozkazał mężczyzna z niebiańskim, brytyjskim akcentem.
-Czemu? Nie chcesz jej powiedzieć o tym, że śpi już około dwadzieścia osiem godzin?
-Max, nie bądź chamski. Jest po operacji.
-Max, przecież ona jest jego śpiącą królewną... Tak w ogóle ile tu już siedzisz?
-Nie... Nie wiem może jakoś trzy dni.
-I przy tym trzy noce...! Co może oznaczać tylko jedno...
-Ogarnij się, Tom!
Za wszelką cenę chciałam ich zobaczyć. Może przypomniałabym sobie wspomnienia z nimi związane... Ale najbardziej chciałam przypomnieć sobie Klausa.
Otworzyłam oczy.
Ujrzałam wysokiego blondyna z zielonymi oczami, mniej więcej tego samego wzrostu faceta z jasno brązowymi włosami i złotowłosego Klausa. Uśmiechnęłam się promieniście i się podniosłam.
-Nie, nie, nie. Masz leżeć.-powiedział Klaus, który zaczął poprawiać mi poduszkę. Popatrzyłam na niego. Uśmiechał się. Odwzajemniłam uśmiech i spuściłam głowę. Nie chciałam przyznać, że nadal go nie pamiętam.
-Hej, Care!-powiedział zielonooki blondyn.
-Hej, Tommy!-odpowiedziałam.
Eureka! Tommy i już wszystko stawało się logiczne. Tom McFadden był moim przyjacielem. Jednym z moich najlepszych przyjaciół. Tylko nie pamiętałam czemu spotkaliśmy się w Londynie...
-Care, pamiętasz mnie! Kur...-krzyknął lecz nie dokończył.
-Tomas...-szepnął Max.
-...Cze.
Zaczęłam się śmiać. Tom się uśmiechnął.
-A mnie pamiętasz?-zapytał stojący koło Toma, facet.
-Tak, Max. Pamiętam...-szepnęłam.
Rzeczywiście. Pamięć wracała do normy.
-Czyli mnie pewnie też pamiętasz?-zapytał Klaus.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. "Nie, ale chciałabym cię pamiętać"?
-Chciałabym ale... nie pamiętam.
-No cóż, ważne, że pamiętasz przyjaciół. Mnie pamiętać nie musisz. Nawet lepiej byś mnie nie pamiętała, bo nie znienawidzisz mnie za to wszystko...-szepnął i się smutno uśmiechnął.
-Oj tam, oj tam. Przypomni sobie wasze wspólne noce i dni. Podkreślam noce. A propos nocy. Słyszałem, że u was w sypialni dzieją się różne rzeczy...
Klaus podszedł do Toma i z całej siły go uderzył.
-Jesteś gorszy niż normalnie. Ostatni raz idziesz ze mną gdziekolwiek.
-Dobrze tatusiu...-powiedział.
Zaczęłam się śmiać.
-Udawaj zboczeńca dalej, poprawisz Caroline humor.-powiedział Max i się uśmiechnął.
-Nie... Nie jestem taki.
-Przed chwilą pokazałeś coś innego...-szepnął Klaus.
Tom spojrzał na Klausa. Jego spojrzenie oznaczało tylko jedno. Myślał o zrobieniu czegoś mega!
-No więc natchnęło mnie. Właśnie na poczekaniu przerobiłem pewną piosenkę. Get Lucky.
-O nie...-szepnął Klaus.
-No co! Max chciał. Specjalna dedykacja dla Maxa...
A oto proszę państwa, Alex Pettyfer. Mój trzeci mąż z mojego
opowiadania xDD Pasujemy do siebie :**
Piosenkę dedykuję, też Klausowi Mikaelsonowi za wytrwałość w związku z pobytem Caroline Forbes w szpitalu. I w związku spędzania z nią każdej nocy...
-Caroline, nie znasz jego pomysłów. Już możesz się bać...-powiedział Klaus.
-Ona nie śpi całą noc aż do wschodu słońca,
On nie śpi przez całą noc aby coś zaliczyć,
Ona nie śpi całą noc by się dobrze bawić,
On nie śpi całą noc by mu się poszczęściło.
W tym "coś zaliczyć" mam na myśli ciebie, Caroline...
Popatrzyłam na Klausa.
Stał z otwartymi ustami, tak jakby chciał powiedzieć "Zabiję cię, stary".
Max miał taką samą minę.
-Przegiąłem?-zapytał Tommy.
-Troszkę... -powiedział Max.
-Troszkę bardzo...-szepnął Klaus.
-Chłopaki, nie było tak źle. Nowy talent się objawił. Tommy McFadden. Idź do X-Factora...-szepnęłam.
Wszyscy wybuchli śmiechem oprócz Toma.
-To bolało. Wyczułem w tym ironię. Caroline jak możesz tak traktować przyjaciela... Jak możesz...
-Oj tam, to był komplement, Tommy. Przecież wiesz, że cię lubię...
-No wiem...-powiedział i zrobił głupkowatą minę.
Tom był normalnie najlepszym przyjacielem... Był moim geniuszem. Potrafił rozbawić nawet największego ponuraka.
Nagle w pokoju rozległ się sygnał dzwonka telefonu Maxa.
-Muszę odebrać to z Mro....-nie dokończył.
-Jasne.-przerwał mu Klaus.
Max wyszedł z pokoju z telefonem przy uchu.

Jensen Ackles w roli Davida Mursa <3
Z Supernatural :33 Czwarty opowiadaniowy mąż xDD
Uwielbiam jego teksciory xD 
Max:
-Halo?
-Maximillian. Mam do ciebie sprawę.
-Nabyłeś telefon, David. Macie już zasięg?
-Nie żartuj. To poważna sprawa. Przecież wiesz, że Mroczne Wymiary są zaopatrzone tylko w telefony dla Rady.
-Wiem, nie jestem głupi. Co jest?-zapytałem.
-Wiesz kto usiłował zabić tą... Caroline Forbes? Tą którą będziesz uczył?
-Nie, nie wiem. To chyba było zwierzę.
-Myślisz, że w parku, w Nowym Orlenie są zwierzęta na tyle silne by przegryźć skórę Anioła?
-No racja.
-To definitywnie był Wampir. Mógłbym się nawet założyć, że to Marcel.
-Właśnie. -Marcel. Z nim zawsze były problemy...-szepnąłem.
-A czy Jason nie jest jego aniołem stróżem.
-Jest. I dlatego pożegnał się ze swoim stanowiskiem.
-Ooo, wyobrażam sobie wściekłość tego zazdrośnika...
-Oj to twoja wyobraźnia będzie miała ciężki orzech do zgryzienia.
-Zapewne. A co w związku z Marcelem?-zapytałem.
-To, że wysyłają mnie na ziemię. -odpowiedział mój stary przyjaciel, David Murs.
-O! To miło, że wracasz do starego kumpla.
-Chciałbym tylko dlatego wrócić. Wysyłają mnie bym rozpoczął śledztwo w Sprawie małej Caroline.
-Okej. Mam powiedzieć to Caroline, Tomowi i Klausowi?
-Jak chcesz. I tak się dowiedzą, albo ode mnie, albo od ciebie, co to za różnica. Musze już iść. Ktoś inny chce skorzystać z telefonu.
-Wy macie tam zajebiście wydzielone rozmowy widzę.
-Oj żebyś wiedział...-szepnął i się rozłączył.
Uśmiechnąłem się do siebie. Powrót Davida zawsze zwiastował coś niezwykłego...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :33 Ja w końcu jestem ;33 Lecz jestem też troszkę zawiedziona małą liczbą komentarzy. Tylko sześć? Oj no zlitujcie się xDD
Teraz każdy kto to przeczyta obowiązkowo ma skomentować xDD
Mam już napisane do 6 rozdziału, a uwieżcie. Warto xDD Będzie się tyle działo <33
Jestem pewna, że będzie zaskok xDD :DD A więc tyle na dzisiaj :33 Ja jestem zachwycona tym rozdziałem bo na serio mi się udał i miałam na niego wielką wenę :D Był on całkowicie napisany na telefonie :33 Tylko gify i zdjęcia na kompie xDD
Piszcie komentarze i wyrażajcie w nich swoją opinię xDD Co wam się podoba, co nie itp. xDD
PS: Jak ktoś płakał to się nie martwcie bo ja też xDD
Pozdro! :D

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 3

Caroline:
Wyszłam za Tomem z pokoju. Przed drzwiami popatrzyłam w jego oczy i zapytałam zaciekawiona:
-Co się stało Tom?
-Jestem aniołem.-szepnął.
-To wspaniale! Czyli, że obydwoje będziemy aniołami? Ale zajebiście!-powiedziałam i go przytuliłam po przyjacielsku.
-Ale ja nie chce być aniołem. Chcę nadal być hybrydą.
-Czemu? Chcesz zabijać? Chcesz żywić się... krwią?-zapytałam wkurzona. Nie chciałam by Tom myślał, że bycie aniołem to coś złego.
-Tak chcę. Nie chcę być kimś kim nigdy nie byłem. Nie chce być aniołem. Anioły są zazwyczaj bez jakichkolwiek grzechów! A my? My jesteśmy wampirami. Naszą naturą jest zabijanie słabszych. To odwieczne prawo łańcucha pokarmowego... A my jesteśmy na samym jego końcu. To my możemy się żywić czymkolwiek zechcemy... A w ogóle... Bez grzechu? Ty? Przy Klausie?-zapytał.
Miał rację. Gdy tylko zaczynałam myśleć o Klausie, od razu moją głowę ogarniały nieczyste myśli związane z ukochanym hybrydą. Lecz nagle postanowiłam sprzeciwić się przyjacielowi.
-Nie. Nasze życie wtedy się zmieni. Jako anioły nie będziemy tacy jacy byliśmy do tej pory. Nasze grzechy wrócą do punktu wyjścia. Znikną. Przepadną. Nie pozostawią żadnego śladu na naszych duszach.
-A co powiesz o tym. Każdy Anioł choć raz musi zdobyć "etat" strażnika w Mrocznych Wymiarach? No przynajmniej tak słyszałem.
-Co?-zapytałam.
-To co usłyszałaś, Care. I co najlepsze nie można tam zabrać nikogo z ziemi. Czyli jeśli będziesz w Mroczych Wymiarach, to bez Klausa. A ja bez Tori.  I co powiesz teraz.
Gdy to usłyszałam od razu oparłam się o drzwi. Straciłam równowagę i wpadłam przez nie do pokoju. Od razu poczułam jak czyjeś silne ramiona mnie łapią.
-Nic ci nie jest kochana?-zapytał Klaus.
-Tak, wszystko w porządku.-odpowiedziałam.
-O czym rozmawialiście z Tomasem?-zapytał zaciekawiony.
Pomógł mi wstać a ja popatrzyłam w jego oczy. Wyrażały troskę.
-O niczym ważnym...-skłamałam i zatopiłam swoje usta w jego ustach.
Po raz pierwszy całował mnie tak lekko i delikatnie... W moim brzuchu poczułam jakby... motyle? Na plecach poczułam przyjemne mrowienie. Dokładnie w tym miejscu gdzie trzymał swoje ręce. Po chwili się od niego odsunęłam. A co jeśli to co mi powiedział Tom to była prawda, a to co mi powiedział Max to było złudne kłamstwo?
Miałam ochotę płakać. Klaus zauważył zbierające się w moich oczach łzy.
-Maleńka, co cię martwi?-zapytał.
-Nic. To łzy szczęścia... Cieszę się, że wróciłeś. Oby nic nas już nie rozłączyło.
-Ugh... Czuję się tak jakbym oglądała beznadziejną telenowelę... Silas chodź się ze mną czegoś napić.-wtrąciła Janetta i wyszła z pokoju. Silas wyszedł za nią.
-Nie przejmuj się tą debilką...-szepnął Klaus.
-Myślisz, że się nią przejmuję?-zapytałam i się słodko uśmiechnęłam.
Klaus odwzajemnił mój uśmiech i mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i objęłam go w pasie. Mimo iż miałam zamknięte oczy, poczułam, że się uśmiechnął ponownie i o wiele szerzej niż przedtem.

Silas:
Gdy tylko wyszliśmy z pokoju, postanowiłem zapytać Janette o to, czemu zachowuje się tak dziwnie.
-Jane? Czy coś się wydarzyło wczoraj w nocy? No wiesz tak w Mrocznych Wymiarach?
-Nie... Co miało się stać?-zapytała.
Wyczuwałem w jej słowach niepokój. Tylko co mogło ją martwić?
-Czy ma to coś związek z Klausem?
-Nie... No co ty. Chyba zgłupiałeś, Si.-odpowiedziała z ironią w głosie.
Coś było nie tak jak powinno i wiedziałem to na tyle dobrze by zacząć się martwić o moją ukochaną.
Ale odepchnąłem od siebie złe myśli i pociągnąłem ją za sobą w stronę drzwi.
-Silas gdzie idziemy?-zapytała.
-Na spacer, Jane.-szepnąłem i w nadludzkim tempie znalazłem się w parku wraz z ukochaną.

Klaus:
Staliśmy z Caroline w pokoju. Obejmowaliśmy się. Nawet nie usłyszeliśmy jak Bonnie wyszła z pokoju. Byliśmy zbyt zajęci sobą by przejmować się tą małą czarownicą.
Lecz nagle Caroline się ode mnie odsunęła i skierowała się w stronę łóżka. Usiadła na nim i złapała się za głowę. Przysiadłem się do niej i ją przytuliłem.
-Co jest grane, koteczku?-zapytałem.
-Głowa mnie trochę boli. Ale myślę, że to nic wielkiego...
-Oby... Może chcesz się przespać?
-Tak. Ale tylko wtedy gdy ty będziesz przy mnie.
-Oczywiście.
Zatopiłem swoje usta w jej ustach. Po chwili leżeliśmy na łóżku. Caroline położyła swoją głowę na moim torsie i momentalnie zasnęła. Postanowiłem też zasnąć ponieważ... No byłem już zmęczony tym wszystkim... Nie wiem czy zdołam ukrywać w tajemnicy moją ostatnią noc z Janette...
Zasnąłem myśląc o tym jak zatuszować tą małą tajemnicę...


 ***


Obudziłem się jakoś... no nie wiem. Dwie godziny później? Może... Popatrzyłem na blond loki dziewczyny leżącej obok mnie.
Dobrze wiedziałem, że to Caroline. Zacząłem całować ją po szyi. Położyłem rękę na jej talii i zacząłem zjeżdżać w dół. Gdy poczułem pod palcami koronkę wystającą z jeansów, delikatnie zacząłem wsuwać swoją rękę pod jej majtki.
Gdy miałem już zacząć działać i wyjmować prezerwatywę z kieszeni, poczułem na policzku silne uderzenie. Popatrzyłem na Caroline i przyciągnąłem ją do siebie.
-Co jest, Care?
-Spieprzaj. Kim ty w ogóle jesteś by mnie macać?!-krzyknęła.
-Ymm... twoim facetem?-zapytałem nie oczekując odpowiedzi.
Znowu uderzyła mnie w ten sam policzek.
-Co jest?
-Łapy przy sobie, zboczeńcu. Nie znam cię.-powiedziała Caroline.
Zrobiłem zdziwioną minę.
Dziewczyna popatrzyła na mnie wściekle i wstała z łóżka. Podeszła do drzwi i je otworzyła. Wyszła zostawiając mnie samego.
Caroline:
Nie wiedziałam gdzie jestem. Miałam pustkę w głowie. Pamiętałam wszystko z przed wypadku samochodowego Tylera. Byłam w jego domu? Kim był ten facet, który mnie macał? I dlaczego miał tak wyraźny brytyjski akcent? Nie rozumiałam niczego.
Zeszłam po schodach. Zorientowałam się o moim położeniu. Byłam w jakiejś wielkiej willi. I na pewno nie należała do Lockwood'ów. Poczułam wibracje w telefonie. Dzwoniła do mnie Elena. Nie chciałam odbierać. Tak po prostu. Nie miałam ochoty na odbieranie telefonu od Eleny.
Schowałam telefon do kieszeni i wyjęłam z niej portfel. Miałam w nim około 1000 dolarów... Może mama mi tyle dała? Nie wiedziałam... Wyszłam z wielkiego domu. Zadzwoniłam na pierwszy lepszy numer taksówki. Gdy już przyjechała, wsiadłam do niej i powiedziałam, że chcę jechać w jakieś piękne miejsce. Taksówkarz zaproponował Nowy Orlean. Zgodziłam się i zapłaciłam kartą kredytową znalezioną w portfelu. Ruszyliśmy w drogę.[***] Przez całą podróż przeglądałam zdjęcia na mojej Nokii Lumi 800.
Na prawie każdym z nich był ten facet, który leżał ze mną w łóżku.
Tylko kim on był. W końcu doszłam do zdjęcia zrobionego przeze mnie. Prawdopodobnie zrobiłam je kamerką przednią. Przedstawiała mnie z nim, całujących się. Tak jakbyśmy byli... parą? Może i tak, ale ja kompletnie nic nie pamiętałam...
Następne zdjęcie przedstawiało blondyna, który patrzył na mnie z miłością... Tak jakby na prawdę mnie kochał ponad wszystko. Tak jakbym... była jego oczkiem w głowie.
Zastanawiałam się nad swoim zachowaniem. Nie powinnam tak go potraktować. Nagle z rozmyślania wyrwał mnie sygnał telefonu. Spojrzałam na ekran. Dzwonił do mnie jakiś Klaus. Zaczęłam wahać się nad odebraniem, ale w rezultacie postanowiłam wyciszyć telefon. Nim się zorientowałam, zasnęłam.

Klaus:
Próbowałem dodzwonić się do Caroline. Bez skutku. Nie odbierała. Zbiegłem po schodach na dół i zacząłem rozpaczliwe szukać Tomasa... kogokolwiek!
-Tom! Max!-krzyknąłem.
-Co?-zapytał Max wychodzący z salonu ze szklanką whiskey w ręku.
-Gdzie jest Caroline? Wiedziałeś ją?-zapytałem.
-Nie. Co się stało?
-To, że mnie nie pamięta. Uciekła.
-Nie, nie, nie... Nie mogę zgubić młodego anioła, który jest pod moją opieką. Mogą mnie skazać na męki do końca życia czyli dopóki wampir którym się opiekuję nie umrze. Ale najgorsze jest to, że nie ma wampira  którego jestem aniołen stróżem!
-To radzę ci ją odszukać, bo w przeciwnym razie sam doniosę o tym radzie!-krzyknąłem.
-Spokój, Niklaus!-powiedział Maximilian, powoli przykładając szklankę do ust.
Wytrąciłem ją z jego ręki.
-Spokój? Ty chyba jesteś chory! Moja ukochana nie wie kim jestem. Ty wiesz co nieświadomie może sobie zrobić?!-krzyknąłem.
-Naucz się panować nad złością, Klaus.
Popatrzyłem na anioła.
Westchnąłem. Wyjąłem telefon i ponownie zadzwoniłem do ukochanej. Tym razem włączyła się poczta głosowa.
-Tu Care Forbes. Po sygnale zostaw wiadomość. Bye.
-Caroline, proszę oddzwoń. Boję się o ciebie, słonko. Albo przynajmniej powiedz mi gdzie jesteś. Kochanie...-szepnąłem z łzami w oczach.-Ja... kocham cię... nie zapomnij o tym.
Rozłączyłem się i podałem telefon Maxowi.
-Po co mi twój telefon?
-Namierz ją. Nie wiem jak ale ją namierz.
-To nie takie łatwe. Potrzebuję kilku godzin... może nawet kilkunastu. Musisz być cierpliwy.
-Będę. Bylebyś ją znalazł.-powiedziałem i wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i odjechałem do Grilla.

Caroline:
Jakoś sześć godzin później wysiadłam z taksówki. Byłam w Nowym Orleanie, we francuskiej dzielnicy. Taksówkarz podarował mi mapę miasta i powiedział, że tani hotel znajduje się właśnie tu, w tej dzielnicy.
Niektórzy uważali, że wieczorami grasują tu różne stworzenia... wampiry na przykład... Ale ja nie wierzyłam w takie durne bajki dla dzieci by jadły grzecznie zupki. Caroline Forbes... Nieustraszona pogromczyni mitów. Szłam dokładnie tak jak wodziłam palcem po mapie. W końcu znalazłam mały hotel, trzy gwiazdkowy. Weszłam przez drzwi i ujrzałam młodych ludzi bawiących się przy głośnej muzyce.
Zaczęłam rozglądać się za recepcją. Gdy już miałam iść by zapłacić za nocleg, poczułam zimną rękę na swoim ramieniu. Od razu się odwróciłam i ujrzałam ciemnoskórego mężczyznę. Był wyższy ode mnie i na jego twarzy gościł szeroki uśmiech.
-Co taka ślicznotka jak ty robi tutaj? Sama jak palec. Pomóc ci?
-Nie potrzebuję pomocy. Potrafię o siebie zadbać, ale dzięki za troskę.
-Nie ma sprawy. Takiej odważnej ślicznotce jak ty, każdy by pomógł. A tak w ogóle to nazywam się Marcel. Tak jakby najważniejszy facet w dzielnicy.
-Caroline Forbes.
-Takie piękne imię, tylko dla pięknej kobiety.
Zaprowadzić cię do twojego pokoju?
-Ale ja jeszcze nie...
-Co z tego? Ja zapłacę.
Popatrzyłam na faceta. Wydawał się miły. Uśmiechnęłam się do niego i weszłam po schodach na górę.
-Z tego co wiem pokój numer cztery jest wolny.-powiedział wchodząc za mną po schodach.
Gdy już byłam w tym pokoju, zachwycił mnie wystrój. Ściany były zielono fioletowe co tworzyło cudowny wprost, kontrast barw.
Lecz nagle poczułam delikatne ukłócie. W lustrze przed sobą zobaczyłam swoje odbicie... Lecz nie tylko moje. Odbicie Marcela pijącego moją krew prosto z tętnicy.
Poźniej usłyszałam trzask łamanych kości i upadłam, rozbijając o podłogę głowę.
To było ostatnią rzeczą jaką poczułam...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta mała przerwa mi się przydała xD dzięki niej mogłam przemyśleć to co ma się wydarzyć i moja wena wróciła xD
Łał xD teraz mam tyle tych blogów, że będę dodawała w roku szkolnym co dwa tygodnie tak jakoś a w wakacje będę dodawała częściej xD
Mam nadzieję, że nowy rozdział przypadł wam do gustu bo pracowałam nad nim... uwaga...  około dwa miesiące. Wiem, że okropnie nudny, ale do połowy pisałam na siłę xD Byków pewnie w cholerę bo pisane na telefonie xD
Zapraszam na moje nowe blogi z opowiadaniami na podstawie Pretty Little Liars:
http://its-immortality-mydarlings.blogspot.com/ szablon taki mry mry mry :33 Tylko, że coś mi sę tam chyba poprzestawiało bo tak trochę jest przekrzywione xDD
http://my-turn-to-torture-you.blogspot.com/ Gosiu śliczny ten szablonik zrobiłaś <33 Czy wiesz, że cię siorka kocham? :D
I na fanpage'a na którym jestem adminką :33 podpisuję się tam Mrs. Cavanaugh :33
Awwww lajkujcie, bo wiecie, opyla się xD jest na nim taka aktywność adminek, więc rozumiecie xD
https://www.facebook.com/pages/Two-can-keep-a-secret-if-one-of-them-is-dead/324377774349688
Pozdrawiam :**
PS: Dzięki za wasze wsparcie <3 Jesteście kochane <33 Nie mogłam was zostawić :**
A i zmieniłam sb podpis z Klausoholiczka na Kłamczuszka :33 xD
Następny rozdzial pojawi się po 5 komentarzach xD No narazie mało stawiam bo wiecie to tak jakby mój "początek" xDD
To znaczy wtedy jak go napiszę po pięciu kometach, a mam już kawałek. Nawet większy xDD... Się poryczycie xD
Baju Baju xDD