poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 40

Awwww Kocham to xD

Jakby ktoś nie rozumiał tego co zrobiła Tori to pisać xD (Tori rzuci dwa zaklęcia: To żeby Klaus przeszedł do ciała Toma (o czym wiedział Silas) i to by bezpośrednio uśmiercić Silasa (o czym Silas nie wiedział xD) i jeszcze oprócz tego to, przez które Klaus trafi do Mrocznych Wymiarów) Wiem to trochę pogmatwane ale da się w ostateczności zrozumieć xD

Klaus:
Stałem przed lustrem w łazience. Była godzina 16:30 a ten cały bal miał się rozpocząć za około 30 minut. Poprawiałem sobie muszkę. Byłem we wspaniałym nastroju. Miałem wrażenie, że to był jeden z najlepszych dni w moich życiu... Westchnąłem i jeszcze raz poprawiłem muszkę. Po chwili się uśmiechnąłem. Wyglądałem dokładnie tak samo jak na balu, na którym... tańczyłem z Caroline. Jeszcze wtedy nawet nie marzyłem o dniu takim jak dzisiaj czy nocy takiej jak wczoraj... Czułem, że moje szczęście osiągnie dzisiaj moment kulminacyjny. Nawet miałem genialny pomysł na urozmaicenie dzisiejszego wieczoru. W końcu moje zaręczyny z Caroline zostały w pewien sposób zerwane gdy zobaczyła mnie z Tatią ale teraz... Sięgnąłem do prawej kieszeni spodni od garnituru. Wyjąłem z niej małe aksamitne pudełeczko. Otworzyłem je i zobaczyłem w nim mały pierścionek. Pierścionek dosyć stary... Złoty. Na środku nie było żadnego diamentu lecz był za to kamień lapis lazuri. Przecież nie chciałem by Caroline spłonęła na słońcu, prawda? Uśmiechnąłem się i zamknąłem wieczko pudełeczka. Włożyłem je z powrotem do kieszeni i poprawiając fryzurę wyszedłem z łazienki. Ujrzałem Caroline stojącą przy oknie. Cicho do niej podszedłem. Położyłem swoje ręce na jej biodrach.
Dziewczyna momentalnie się odwróciła.
-To ty.-stwierdziła po ujrzeniu mnie.
-We własnej osobie, słonko.-powiedziałem i zapieczętowałem nasza miłość na jej ustach.
Po chwili odsunęła się ode mnie. Sukienka leżała na niej wprost bosko.
-Klaus... Kocham cię.-powiedziała wampirzyca.
-Ja ciebie bardziej, kochana.
-Oj to chyba nie możliwe.
-Jak widać jest. -powiedziałem i odgarnąłem jej loki spadające na oczy. Po chwili złapałem ją znów za talię.
-Klaus...-Caroline powiedziała próbując się wyrwać.
-Caroline... Nie odgrywaj szopki... Kocham cię i chcę cie trzymać mocno przy sobie. Nigdy cię nie wypuszczę. Jesteś dla mnie najważniejsza.-szepnąłem jej cicho do ucha.
Wampirzyca się uśmiechnęła i dotknęła mojej ręki.
-Ale jeśli chcesz bym był taki jak dawniej to...-powiedziałem i się od niej odsunąłem. Dziewczyna momentalnie zareagowała. Przyciągnęła mnie mocno do siebie i położyła swoją głowę na mojej klatce piersiowej.
-Nigdzie nie idziesz, Klaus. Zostajesz ze mną.
Uśmiechnąłem się promieniście i powiedziałem.
-Caroline, jednak wnioskuję, że nie przeszkadza ci to, jak się zmieniłem...
-No ale troszkę przeszkadza.
-A mi przeszkadza twoje podejście, słonko...
-Aha.-powiedziała i się uśmiechnęła.
-Uśmiechasz się?-zapytałem.
-Tak. Odpowiedziała i zmarszczyła nosek.
Okręciła się na pięcie by pokazać jak sukienka na niej leży.  Caroline wyglądała wprost bosko... Albo nawet lepiej. Moja śliczna blondynka...
-I jak wyglądam?-zapytała radośnie. Zabrakło mi słów.
-Ymmm...
-Co to za mina?-zapytała Caroline z uśmiechem na ustach.
-Ymmm...
-Klaus! Powiedz coś.
-Brak mi słów. Gdy cię widzę mam wrażenie, że moje serce zaraz eksploduje...
Wampirzyca się uroczo uśmiechnęła.
-Jesteś kochany.-szepnęła i złożyła na moich ustach czuły pocałunek.
-Wiem.-powiedziałem. i znów się głupkowato uśmiechnąłem. Caroline przekręciła oczami i skierowała się w stronę łazienki. Uśmiechnąłem się ponownie. Uważałem, że nie musi poprawiać sobie urody, bo i tak była prześliczna.
-Caroline.-zawołałem. Dziewczyna momentalnie się odwróciła.
-Nie musisz w swojej urodzie już nic poprawiać.-powiedziałem.
-Przestań. Klaus nie komplementuj mnie...
-Czyli mam mówić jaka ty to jesteś brzydka? Mam kłamać?-zapytałem ironicznie.
-Jesteś okropny...-powiedziała.
-Ale jednak mnie kochasz...
-No tak. Kocham cię.-odpowiedziała i popatrzyła na mnie pełnym miłości wzrokiem.
Byłem w niej na zabój zakochany. Jeszcze nigdy nie czułem takiego czegoś... Szczęście? Nawet nie wiem jak to uczucie mogło się nazywać... Czułem się... kochany. Po raz pierwszy w całym moim dosyć długim życiu... Poczułem jak w moich oczach zbierają się łzy szczęścia.  Nagle usłyszałem za sobą głos dwunastolatka. Już wiedziałem, że Henrick wszedł do pokoju.
-Klaus, bo wiesz... Byłem u fryzjera ale czuję się jakoś dziwne.
Odwróciłem się i ujrzałem młodszego brata. Miał włosy nie tak długie jak wcześniej ale też nie obcięte na "jeża". Jak dla mnie jego włosy były fajne... choć ja nie pozbył bym się moich złotych loków...
-Wyglądasz spoko tylko...-powiedziałem, w super tempie się znalazłem koło brata i zacząłem czochrać mu włosy.
-Niklaus, przestań.-powiedział i się odsunął.
-Tęskniłem za tobą Henrick.-powiedziałem.
-Dlaczego? Przecież nasi rodzice dorobili się sporej ilości dzieci więc mogłeś czochrać włosy Rebece lub Kolowi.
-Nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że ty jesteś moim ulubionym bratem. Gdybyś był wampirem, tobie nie wbiłbym sztyletu prosto w serce.
Henrick się smutno uśmiechnął.
-Czemu masz taki charakter?-zapytał mój młodszy brat po chwili.
-Nie wiem. Może dlatego, że płynie we mnie krew wilkołaka?
Henrick znów posmutniał.
-Co jest?-zapytałem.
-Matka powiedziała mi coś wczoraj wieczorem a ja obiecałem nie powiedzieć tego nikomu więcej.
-Ale chyba mnie możesz, co? Swojemu starszemu bratu...
-Dobra, dobra, Klaus. ale to co teraz usłyszysz pozostanie nasza tajemnica, okey?
-Jasne, Rick.
-Nie jestem dzieckiem Mikaela.
-Co?-zapytałem.
-Jestem dzieckiem tego samego wilkołaka co ty.
Miałem wrażenie, że wmurowało moje nogi w podłogę. To dlatego łączyła nas taka więź. Henrick też był wilkołakiem ale jego gen jeszcze się nie uaktywnił.
-Myślisz, że to prawda, Henrick?-zapytałem.
-Tak. Myślę, że mnie matka by nie okłamała.
-To by znaczyło, że zabił cię twój ojciec...
-Wiem...-odpowiedział.
Przytuliłem go mocno i powiedziałem.
-Idź na dół. Pewnie goście już się schodzą.
-Okey. Ale Pamiętaj Klaus. Nikt nie może się dowiedzieć.
-Zaufaj mi. Jak coś to powiem tylko Caroline.
-Dobra... Wiesz co, bracie? Caroline jest fajna... Nie zmarnuj szansy na szczęście z nią. Chcę mieć taką bratanicę.
-Nie zmarnuję. Przyrzekam.-powiedziałem i się uśmiechnąłem. Młodszy brat odwzajemnił uśmiech i wyszedł z pokoju. Od razu zacząłem myśleć o tym, że muszę go chronić. Nie mogę dopuścić do tego by uaktywnił swój gen wilkołactwa. Westchnąłem. Podszedłem do drzwi od łazienki i delikatnie w nie zapukałem. Po chwili się otworzyły. Ujrzałem w nich Caroline z upiętymi włosami, ułożonymi w warkocz wokół głowy.
-I jak wyglądam?-zapytała słodko.
-Fantastycznie...-szepnąłem.
Wampirzyca się uśmiechnęła i splotła swoje palce z moimi. Czułem dotyk jej zimnej ręki. Zamknąłem oczy. Wsłuchałem się w ciszę otaczającą mnie i ją. Usłyszałem coś cichego i delikatnego. Uśmiechnąłem się. Cieszyłem się, że wampiry mogły słyszeć dziecko nawet w minimalnym stadium rozwoju. Poczułem jak łzy zbierają się w moich zamkniętych oczach. Caroline zauważyła to i zapytała:
-Czemu płaczesz?
-To łzy szczęścia, aniołku.-odpowiedziałem i przysunąłem ją do siebie tak bym mógł ją swobodnie pocałować w usta. Czułem jak nasze palce splatają się ze sobą jeszcze mocniej. Po chwili Caroline złapała głęboki wdech i szepnęła:
-Bal czas zacząć...
Szarmancko się uśmiechnąłem i nie puszczając jej ręki podszedłem z nią do drzwi. Przeszła przez nie pierwsza. Popatrzyliśmy na dół przez barierkę. Na dole było zdecydowanie za dużo osób. Po chwili poczułem na sobie czyjś wzrok. Popatrzyłem w prawą stronę. Elijah stał i wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem i wściekłością. Czułem się dziwnie gdy mój starszy brat stał jak słup i patrzył na mnie takim wzrokiem. Lecz Katerina uratowała mnie z dalszego rozwoju tej sytuacji.
-O Elijah tu jesteś. Już się bałam, że cię zgubiłam, kochany... -powiedziała i pociągnęła go w stronę schodów. Gdy już zeszli na dół dałem znak Caroline, by wzięła mnie pod rękę. Blondynka uśmiechnęła się lecz stała jak słup.
-Co jest?-zapytałem.
-Zastanawiam się czy jesteś szalony, że mnie kochasz...
-Szalony czy nie, ale ten rodzaj miłości nigdy nie umiera...-powiedziałem.
Wampirzyca znów się uśmiechnęła i tym razem to ona mnie lekko pociągnęła bym zszedł po schodach.


Max:
 Szedłem pustym korytarzem. Nikt z rodziny Mikaelsonów nie zorientował się, że na balu jest aż czwórka nieproszonych gości... Ale czy ja wiem... Mogło też być tak, że był tylko jeden nieproszony gość jakim był Silas w ciele pewnego mężczyzny.
Jego plan był dopięty na ostatni guzik ale jednak ja, Tori i Tom byliśmy o krok przed nim. Tori miała tajną broń która mogła sprawić, że Silas w końcu zniknie z życia Caroline... I z resztą życia samej Tori.
Gdy doszedłem już do pokoju którego szukałem, zacząłem się rozglądać czy nikt nie widzi, że zachowuje się dosyć tajemniczo wchodząc do z pozoru pustego pokoju. Nikogo nie było wokół mnie. Powoli nacisnąłem klamkę. Drzwi stanęły przede mną otworem. Wszedłem i zamknąłem za sobą drzwi. Ujrzałem Tori siedzącą na dywanie.
-Tori?-zapytałem.
-Tak, Max? Czy Silas jest już tutaj?
-Tak. Trudno go będzie rozpoznać, bo nie jest w swoim ciele ale wiem, że jest tutaj na pewno.
-Masz jakiś przedmiot z nim związany?
-Tak.-odpowiedziałem i podałem czarownicy małe zawiniątko które wyjąłem z kieszeni.
-To jest medalion, który dostał 2000 lat temu od Qetsiyah.
-O mój boże! Ty czytasz w myślach! Tego własnie potrzebowałam.
-Jestem aniołem, wiem czego ludzie w danym momencie potrzebują. Na przykład Tom potrzebuje...-powiedziałem i popatrzyłem w stronę blondyna stojącego przy zasłoniętym oknie.-Tomas potrzebuje ciebie Tori.
Czarownica się uśmiechnęła i popatrzyła na hybrydę.  Tomas popatrzył na mnie miażdżącym wzrokiem. Uśmiechnąłem się cwaniacko.
-Tori, jak zamierzasz rzucić to zaklęcie.
-W tym medalionie na pewno jest ukryta cząstka mocy Qetsiyah. Dzięki temu połączę się z nią i bezpośrednio zabiję Silasa. Ale Klaus może przez to troszkę ucierpieć, na początku rzuciłam na niego zaklęcie by przeszedł do ciała Toma, to nadal działa, ale plany się zmieniły więc...
-Co się z nim stanie?-zapytał Tom.
-Przez najbliższe 24 godziny może wydawać się, że tak powiem, nie żywy. Nie będzie oddychał, ale będzie żył. Tylko martwię się o Caroline...
-Czemu... Przecież możemy jej powiedzieć.
-Własnie o to chodzi, że nie. Jesteśmy złączeni przysięgą, że nikomu spoza naszej trójki nie powiemy.
-No to klops... ale może Care będzie twarda.-powiedział Tom.
-A nawet jeśli nie będzie twarda to i tak za dwa dni, w nocy straci pamięć.-dopowiedziałem.
-No tak.-odpowiedział Tom.
-Ale dlaczego?-zapytała Tori.
-A dlatego, że za dwa dni, w nocy będzie miała pierwsze etapy wchodzenia w nowe życie...bycie aniołem.-odpowiedziałem.
-Czyli?
-Zanik pamięci na kilka dni, dziwne sny, drapanie pleców i troszkę bolesne ślady na nich. Swego rodzaju pióra na poduszce tyle, że... całe we krwi. Takie trochę obleśne rzeczy... A i stanie się człowiekiem... A aniołem stanie się za jakieś... no nie wiem siedem-osiem dni... Prawdopodobnie jeszcze zajdą u niej małe zmiany... Nie będzie już w ciąży... Ale znając ją i Klausa zajdzie w nią ponownie...
-Co? Caroline jest aniołem? Caroline jest w ciąży?-zapytała zbulwersowana Tori. Albo raczej zdenerwowana a nie zbulwersowana...
-Tak. Jestem wyznaczony na jej mentora i wybawcę.
-Taki jakby książę z bajki?
-No  nie... Raczej anioł nauczyciel z Mrocznych Wymiarów.
-Aha?...-powiedziała i poruszyła głową. Zamknęła oczy i zaczęła szeptać coś po łacinie.

Caroline:
Już cztery długie tańce były za nami... Było wprost cudownie... Klaus był niesamowicie dobrym tancerzem i kochankiem z resztą też. Po drugim tańcu byłam dosyć zawiedziona tym, że Klaus gdzieś musiał iść... Usiadłam na krześle w kącie, przy stoliku. Lecz nie zauważyłam, że siedział tam ktoś jeszcze. Młody, przystojny mężczyzna, wyraźnie czekający na kogoś.
-Hej, mogę się przysiąść?-zapytałam.
Mężczyzna popatrzył na mnie. Wydawał mi się dziwnie znajomy. Zdawało mi się, że on też poczuł coś podobnego.
-Jasne. Jestem Maximilian.-przedstawił się i nonszalancko pocałował moją rękę.
-Ładne imię.-powiedziałam lakonicznie i usiadłam obok niego. Złapałam kieliszek z szampanem leżący na stoliku i zaczęłam z niego łapczywie pić.
-Nie powinnaś...-powiedział Max.
-Dlaczego?-zapytałam mimo tego, że dobrze wiedziałam, że nie powinnam pić alkoholu.
-Bo jesteś w ciąży, a to chyba niezbyt sprzyja rozwojowi dziecka.
-Pff... Wcale nie jestem w ciąży...
-Jesteś ale prawdopodobnie nie będziesz...-powiedział tajemniczo i zniknął.
Zdawało mi się, że był tylko wytworem mojej wyobraźni... Mrugnęłam oczami i usłyszałam głos Klausa.
-Witam. Przepraszam, że może wam przeszkadzam ale... mam coś ważnego do powiedzenia mojej ukochanej, Caroline Forbes.
Wszystkie twarze na sali zwróciły się w moją stronę.
Czułam się nieswojo tak oglądana przez wszystkich na sali. Klaus chrząknął i kontynuował:
-Wiem, że już raz cię o to pytałem ale pozwól, że zrobię to jeszcze raz...
Caroline Forbes, czy wyjdziesz za mnie? Czy chciałabyś nazywać się Mikaelson?-zapytał i popatrzył w moją stronę. Wstałam od stolika i zaczęłam biec przez salę do podesty z mikrofonem na którym stał Klaus. Gdy byłam już przy nim, bez słowa wyjaśnienia zatopiłam swoje usta w jego ustach. Po chwili się od siebie odkleiliśmy i Klaus popatrzył głęboko w moje oczy.
-To miało znaczyć tak?-zapytał.
-Oczywiście...-powiedziałam i ponownie skleiłam nasze usta w pocałunku.
Na sali od razu rozbrzmiały gromkie oklaski.
-Powiedzieć im, że jestem w ciąży?-zapytałam cicho.
-Nie mów... Dowiedzą się za jakieś kilka miesięcy...
-Za kilka miesięcy będziemy w Nowym Orleanie...
-No tak... Ale nie mów im. Nie muszą wiedzieć o naszym szczęściu.-powiedział i objął mnie ramieniem.
-Racja... Kocham cię.-powiedziałam. Klaus nie musiał odpowiadać bym wiedziała, że też mnie kocha tak bardzo jak ja jego. Po chwili wyłowiłam w tłumie wzrok Eleny. Uśmiechała się i wciąż klaskała w dłonie. Nie miałam ochoty na rozmowę z byłą przyjaciółką ale jednak się przełamałam. Odeszłam powoli od Klausa i skierowałam się w stronę Eleny.
-Gratuluję Caroline...-powiedziała.
-Dziękuję.-podziękowałam i gdy już miała odchodzić, złapała mnie za rękę.
-Poczekaj. Chcę cię przeprosić.
-Za co? Za to, że już nie jestem twoją przyjaciółką?
-Nie... Za to, że nie akceptowałam twojego związku. Nie powinnam się wtrącać. To twój wybór. Zakochałaś się... Ja też. Ty w Klausie, ja w Damonie, choć dobrze wiem, że go nie lubisz.
-Nie lubię... To mało powiedziane... Ja go nienawidzę.
-No własnie. Ja mam tak samo z Klausem bo on chciał mnie zabić. Nie raz i nie dwa...
-Ale on się zmienił, a Damon...
-Damon też się zmienił. Może nie tak jak Klaus ale też się zmienił.
-Skąd wiesz jak zmienił się Klaus?
-Pomyśl. Czy stary Klaus oświadczyłby ci się tak publicznie przed wszystkimi?
-Stary Klaus zrobiłby to dla rozgłosu...-szepnęłam.
-Właśnie. A teraz w jego glosie słychać było szczerość i... miłość. -powiedziała Elena.
Popatrzyłam na przyjaciółkę. Przytuliłam ją mocno i powiedziałam.
-Elena, będziemy musiały się pożegnać. Wyjeżdżam do Nowego Orleanu... Na uczelnię.
Elena spuściła głowę i przytuliła mnie mocniej niż ja ją.
-Dopiero co się pogodziłyśmy, a już będziemy musiały się żegnać...
-Wiem... To dziwne ale niestety wyjeżdżam. Gdzie jest Bonnie?-zapytałam.
-Bonnie jest...-próbowała powiedzieć Elena.
-BonBon jest daleko... Dosyć daleko.-wtrącił Damon, który własnie do nasz podszedł z ponczem w ręku.
-Czyli?-zapytałam.
Damon i Elena popatrzyli sobie w oczy.
-GDZIE JEST BONNIE?!-prawie
krzyczałam.
-Bonnie... -szepnęła Elena. Z jej oczy zaczęły płynąć łzy.
-Co się stało z Bonnie?-zapytałam.
-Silas ją... Nie chciała mu pomóc w zabiciu Klausa i ją... zabił... Znaleźliśmy ją w domu poćwiartowaną.
-Nie, nie, nie.... nie... to nie może być prawda.-powiedziałam.-Ona nie mogła umrzeć. To wszystko przeze mnie! To wszystko przez to, że wyjechałam do Londynu a gdy wróciłam... Moja przyjaciółka, moja mama... -szeptałam. Z moich oczu zaczęły kapać łzy... Byłam bliska załamania... Wszystko się posypało... Moja przyjaciółka umarła... Jedyne co mnie pocieszało to to, że byłam z Klausem i miałam mieć z nim dziecko... Tylko to było wesołą wiadomością...
-Masz chusteczkę?-zapytałam podnosząc głowę. Elena skinęła przytakująco głową i wyjęła paczkę chusteczek z małej kopertówki.
-Dzięki.-powiedziałam i wytarłam łzy które zebrały się w moich oczach.
-Care nie płacz... Mam jeszcze jedną wiadomość. Jedna czarownica może przywrócić Bonnie do życia.-powiedziała Elena, która już powoli przestawała szlochać.
-Na prawdę?
-Tak. Caroline proszę nie płacz...
-Jasne... Już przestaję. muszę iść do Klausa.-powiedziałam.
-Dzwoń jak będziesz w Nowym Orleanie, dobrze?-zapytała Elena. Musiała mieć wodoodporną maskarę bo
nie widać było czarnych śladów na jej policzkach, lecz jej oczy były lekko podpuchnięte.
-Oczywiście...-powiedziałam i odeszłam w stronę Klausa.
Klaus już nie stał na podeście tylko czekał aż do niego podejdę.
-Co się stało, kochana?
-Nie, nic...
-To dobrze bo już się o ciebie obawiałem... A własnie... Muszę iść na chwilkę na górę bo Elijah mnie po coś wzywa.
-Okey...-odpowiedziałam. Po chwili usłyszałam głos Stefana.
-Odbijany?-zapytał mój przyjaciel.
Uśmiechnęłam się i go przytuliłam po przyjacielsku. Klaus popatrzył na nas i skierował się w stronę schodów. Zaczęliśmy tańczyć ze Stefanem.
-Znalazłaś sukienkę?

-Jest od Klausa...
-Nie wiedziałem.
-Nie udawaj. Byłeś z nim na zakupach...
-No tak ale lubię cię
 podpuszczać.-powiedział wampir i okręcił mnie wokół mojej własnej osi.
Uśmiechnęłam się smutno.
-Co jest Care?-zapytał Stefan.
-Słyszałeś o Bonnie?
-Nie. A co się stało?
-Elena ci nie mówiła?
-Nie rozmawiam z Eleną. Uważa, że powinienem być zazdrosny o Damona ale ja nie jestem. Wręcz ciesze się szczęściem brata.
-Bonnie nie żyje.-powiedziałam lakonicznie.
Stefan przystanął i na mnie popatrzył:
-Co? Ale jak to możliwe?
-Silas ją zabił dla zemsty za to, że nie chciała mu pomóc.
-A to dupek... Mam nadzieje, że kiedyś się go pozbędziemy.
-Też mam taka nadzieję...-powiedziałam i się smutno uśmiechnęłam.
-Jestem pewien, że ktoś przywróci Bonnie do życia...
-Mam nadzieję, bo gdyby nie to moje życie zawali się kompletnie... I jeszcze ta cała ciąża...
-Ale, że ty i Klaus?- zapytał Stefan.
-Yep...
-No to gratuluję... A teraz radziłbym ci zacząć tańczyć bo ludzie się na nas dziwnie patrzą.
Przewróciłam oczami i całkowicie poddałam się swoim nogom i intuicji. Lecz po chwili usłyszałam glosy na górze. Krzyk Klausa... Od razu pobiegłam w stronę schodów. Za mną pobiegł Stefan.

Klaus:
Delikatnie otworzyłem drzwi do sypialni Elijah'a. Powoli przez nie wszedłem i popatrzyłem w stronę okna, przy którym stał mój starszy brat.
-Chciałeś mnie widzieć Elijah, więc jestem. Co chciałeś mi powiedzieć?
-Siadaj.-powiedział i wskazał na łóżko. Usiadłem na nim i podparłem głowę na splecionych dłoniach.
-Powiesz o co chodzi czy sam mam to rozkminić?
-Bracie... Wiesz, że nienawidzę cie od dawna ale... ostatnio moje uczucie nienawiści nasiliło się jeszcze bardziej.
-Ałć...-syknąłem przez zęby.
Elijah popatrzył w moją stronę. Podszedł do mnie.
-Wstań jak starszy brat do ciebie mówi! -rozkazał.
-Elijah nie odgrywaj szopki... Gadaj co jest na rzeczy.
-Ale ty jesteś naiwny, Niklaus...-powiedział i się cwaniacko uśmiechnął.
Już wiedziałem, że to wcale nie jest Elijah...
-Silas...-szepnąłem.
-Wow... Nie no szacunek... W końcu się zorientowałeś.-powiedział i zaczął sztucznie klaskać w dłonie.
-Czego ode mnie chcesz? Myślałem, że się odwaliłeś na dobre, a tymczasem ty ciągle przeszkadzać w życiu moim i Caroline... Proszę zostaw nas w końcu w spokoju...
-Eh... Niklaus gdybym chciał cię zostawić w spokoju, dawno bym już to zrobił... Ale ja po prostu lubię gdy słabsi cierpią.
-Ja słabszy? Chyba masz coś z psychiką.-powiedziałem i wstałem.
-Tak, ty. Nawet sam nie potrafisz o siebie zadbać! Nawet nie potrafisz sam zadbać o swoje bezpieczeństwo! Wszystko muszą robić twoi znajomi! Pewna hybryda i czarownica... Jakież to słodkie nieprawdaż? Przyjaciele wstawiający się za najgorszym potworem w dziejach.
-WCALE NIE JESTEM POTWOREM!-krzyknąłem rozwścieczony i wbiłem swoją dłoń w jego ciało. Włożyłem dłoń między jego żebra i dotknąłem ciepłego i mięsistego w dotyku serca.
Popatrzył na mnie wściekłym wzrokiem. Po chwili rzucił mnie na podłogę
. Z kieszeni garnituru wyciągnął kołek z białego dębu. Pochylił się nade mną i powiedział:
-Słodkich snów... Niklaus!
Po chwili poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Wrzasnąłem. Drzwi do pokoju się uchyliły. Zdążyłem zobaczyć upadającego Silasa i twarz Caroline pochylającej się nad moim płonącym ciałem. Jej łzy kapały na moją twarz.
-Żegnaj, kochana...-szepnąłem słabym głosem i odpłynąłem w krainę z której nikt ani nic nie mogło powrócić...

Caroline:
Z moich oczy zaczęły kapać wielkie łzy. Straciłam go... Straciłam osobę, która była dla mnie najważniejsza... Umarł... Umarł ktoś kogo kochałam. Poczułam na ramieniu dotyk ręki Stefana. Odepchnęłam go.
-Caroline, proszę daj sobie pomóc!
-Zostaw mnie w spokoju! Nie widzisz co się stało? Straciłam go! I nigdy nie odzyskam!
-Caroline! Tori uknuła plan, który może go uratować!-krzyknął i potrząsnął mną. Pomógł mi wstać i mnie do siebie przytulił. -Pozwól sobie pomóc, Caroline...-szepnął. Znów zaczęłam szlochać tylko, że tym razem ze szczęścia mieszającego się z żalem i cierpieniem...

Tori:
-Myślicie, że to zaklęcie już działa?-zapytałam.
-Tak. Słyszałem coś na górze.-odpowiedział Max.
Uśmiechnęłam i się i popatrzyłam na Toma. Wydawał się jakby nieosiągalny...
-Tommy?-zapytałam.
Nie odpowiadał. Wstałam z dębowej podłogi i podeszłam do przystojnego hybrydy.
-Tom?!
-On cię nie słyszy. Coś poszło niezgodnie z planem...-powiedział Max.
-Co?!-krzyknęłam i zaczęłam potrząsać Tomem jak psującą się zabawką. Lecz po chwili usłyszałam jego głos.
-Zostaw mnie w spokoju młoda czarownico!
-Tom?-ponowiłam pytanie.
-Nie? Święta Weronika? Jasne, że nie Tomas! Ja pierdzielę... Otaczają mnie sami debile. Najpierw rzucasz zaklęcie, potem nie wiesz co się dzieje...-odpowiedział wściekły.
Max podszedł do niego i podał mu swoją rękę:
-Maximilian, miło mi cię poznać, Niklausie Mikaelsonie.
Klaus w ciele Toma odepchnął go z pogardą.
_Chce jak najszybciej znaleźć się w swoim ciele!-rozkazał.
-Klaus to wcale nie jest takie łatwe... Muszę rzucić kilka skomplikowanych zaklęć.
-Jeśli jutro nie obudzę się w swoim ciele, zabiję ciebie i to co zostało z twojej rodziny...-postawił ultimatum.
Bałam się go. Był nieprzewidywalny... Stal się takim samym Klausem o jakim słyszałam opowieści od cioci...
-Dobrze. Zrobię wszystko co w mojej mocy.-powiedziałam i popatrzyłam w jego twarz. Po chwili zerknęłam na Maximiliana.
Kiwnął przytakująco głową.
-Razem z Maxem ci pomożemy.-dopowiedziałam i uścisnęłam jego rękę.
Wampir się uśmiechnął i odwzajemnił uścisk.
-Mogę to zaklęcie rzucić nawet teraz... Tylko nie wiem czy czegoś nie pomylę...-szepnęłam.
-Jasne. Oczywiście. Im szybciej tym lepiej.-odpowiedział.
Usiadłam na podłodze i zamknęłam oczy. Nie byłam pewna czy znam to zaklęcie ale dostatecznie się go bałam by zaryzykować. Zaczęłam szeptać jakieś słowa po łacinie. Po chwili milczenia wokół, mnie Klaus w ciele Toma upadł z hukiem na ziemie. Od razu się zerwałam i podbiegłam do niego. Po chwili jego oczy się otworzyły.
-Klaus?-zapytałam.
-Co? Tori czy ja o czymś nie wiem?-zapytał Tom.
Wiedziałam, że to na pewno mój chłopak. Mocno go do siebie przytuliłam, lecz po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że musiałam coś sprawdzić.
-Max, możesz zobaczyć gdzie jest Klaus?
-Nie muszę sprawdzać. Anioły z rady wysłały mi telepatyczną wiadomość, że mają u siebie nieproszonego gościa. Pierwotną hybrydę- Niklausa Mikaelsona.
-O mój boże... Czyli, że ja go...?
-Tak. Przez mały błąd w zaklęciu uwięziłaś go w Mrocznych Wymiarach. Z miejsca z którego nie można wyciągnąć duszy wampira... miejsca z którego szansę na powrót mają tylko nieliczni, którzy mają na ziemi do załatwienia jakieś sprawy. -powiedział tajemniczo i zniknął.
Max wydawał mi się aż za tajemniczy jak na istotę nieśmiertelną... Dopiero teraz zobaczyłam, że Tommy patrzy na mnie błagalnym wzrokiem tak jakby chciał się upewnić, że to jedno wielkie kłamstwo... Ale to była prawda... Przez przypadek uwięziłam Klausa w Mrocznych Wymiarach. I powrócić mógł tylko dzięki Maxowi...

Caroline:
Klęczałam w ciemnym pokoju nad spalonym ciałem Klausa. Płakałam. Obawiałam się tego, że nie ma już nadziei... Stefan zajął się gośćmi a ja za ten czas ubrałam się w jakieś wygodne ciuchy. Gdy przypomniałam sobie to, że jestem w ciąży zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Złapałam poparzoną rękę Klausa i przyłożyłam ją do twarzy. Była zimna jak nigdy. Widziałam na niej czarne zarysy żył... Z resztą na całym jego ciele były ślady po ogniu... Ślady śmierci. Moje wielkie łzy zaczęły płynąć po policzkach. Nie mogłam ich zahamować.
Same zbierały się w moich oczach i same płynęły... Położyłam ręce na jego klatce piersiowej... nic... Żadnej pracy płuc, serca... Krew nie płynęła. Wszystkie czynności życiowe Klausa się zatrzymały. Miałam ochotę... Podnieść kołek leżący koło niego i wbić go sobie prosto w serce... Ale musiałam zapomnieć... A Pamięć jest najtrudniejsza do ogarnięcia... Pochyliłam się nad nim i pocałowałam go w zimny policzek:
-Przyrzekam, że nigdy o tobie nie zapomnę... Znajdę sposób na to by wyciągnąć cię z tego bagna... Nawet jeśli miałabym przez to umrzeć. Przynajmniej gdy umrę to się spotkamy, prawda? To czy nie łatwiej byłoby umrzeć od razu niż patrzeć na twoją śmierć? Czy nie łatwiej by tak było? Proszę... Daj choć jeden znak życia...-błagałam.-Proszę... Nie opuszczaj mnie... Proszę... nie... opuszczaj... mnie...-szepnęłam i położyłam swoją głowę na jego zimnym torsie. Po chwili podniosłam głowę i popatrzyłam na jego twarz. Jego oczy były szeroko otwarte. Widziałam w nich ból i niesamowite cierpienie. Złość i żal wzbierały się we mnie już długo ale teraz osiągnęły punkt kulminacyjny. Z całej siły uderzyłam go w twarz. Nic. Spróbowałam uderzyć pięścią w jego klatkę piersiową.
-Obudź się! Teraz! Obudź... się...!-krzyknęłam. Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi. Do pokoju wszedł niczego nieświadomy Henrick. Gdy ujrzał moją twarz od razu zamknął drzwi i do mnie podbiegł.
-Caroline, co się stało?
-Klaus... Klaus odszedł. Na zawsze...-powiedziałam i przytuliłam młodszego brata Klausa.
-Nie... Nie. On żyje jestem tego pewien.-powiedział i popatrzył w moje oczy.
Zamknęłam je i go przytuliłam najmocniej tak potrafiłam.
-Też nie wiem jak to zniosę.
-Ale ja tego nie zniosę, Caroline. W tym tygodniu zmarła mi mama, brat... Kto jeszcze? Może Rebekah, Elijah i Kol? Albo może ja sam umrę? Może wtedy pożegnam się z Klausem... Może wtedy choć raz jeszcze go zobaczę. Może będzie na mnie czekał tam po drugiej stronie... Teraz to on będzie czekał nie ja n niego.-powiedział dwunastolatek.
-Henrick nie płacz. Proszę. Proszę, nie płacz. Ja już wystarczająco dużo wody straciłam przez płacz...
-Ale ja jeszcze nie płakałem. Mogę? Mogę go zobaczyć?-zapytał chłopiec.
-Odsunęłam się i zaczęłam szlochać. Henrick ukląkł przy ciele Klausa. Z jego oczy zaczęły płynąć łzy. Po chwili złożył ręce jak do modlitwy:
-Boże, czemu pozwoliłeś by mój brat odszedł...? Miałem tylko jego. Proszę. Przywróć go... Nie wiem jak ale to zrób... Proszę. Kochałem go jak nikogo innego. I wiem, że Caroline też go kochała. Proszę przywróć go nam. Ojcze nasz...-wyszeptał przez łzy.
To było takie wzruszające, że nie mogłam przy tym nie płakać. Gdy Henrick skończył modlitwę "Ojcze nasz", położył swoją głowę na torsie Klausa. Uklękłam obok niego i go przytuliłam jednocześnie kładąc głowę na brzuchu ukochanego. Po kilku minutach płaczu cały garnitur Klausa był już mokry od naszych łez.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oj tak sama przyznam, że finał 1 części mojego opowiadania wzruszył mnie na maksa ;( pomyśleć, że takie coś długie napisałam w zaledwie dwa dni xD No ale dobra... Ultimatum na to bym zaczęła pisać 1 rozdział 2 części jest takie, że ma być około 30 komentarzy bo inaczej to nie wiem ;( Wiem może mam wysoką poprzeczkę ale jak piszę to dla kogoś to pisać muszę xd Proszę nie denerwujcie się na mnie za to, że uśmierciłam Klausa ale... no musiałam dla rozwinięcia akcji ;D I dlatego, że dzięki temu mam ciekawy pomysł na drugą część ;) no na razie to chyba tyle ;) Jeśli nie będzie tych trzydziestu komentarzy to nie wiem ;( mam dzisiaj zły humor bo ten rozdział mnie lekko zdołował, szczególnie to pod koniec... Jak są jakieś błędy to wam przepraszam bo chciałam to jak najszybciej dodać i nawet nie sprawdzałam jakoś dokładniej xD A na razie to tyle ;) Czekam na komentarze i pozdrawiam ;*
Dobranoc :3

30 komentarzy:

  1. Super!! Popłakałam się jak to czytałam.Mam nadzieje ze Klaus się obudzi.Czekam na nn.Masz talent :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To był jeden z lepszych rozdziałów na tym blogu, już się nie mogę doczekać naxta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie, boskie boskie ;> Już nie mogę się doczekać dalszych losów Klaroline ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział . Czekam na drugą część i na powrót Klausa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale się działo w tym rozdziale !!! WOW
    Finał iście epicki ;p
    Szkoda mi było Caroline i małego Henrick'a.
    Bardzo mnie ciekawi jaki będzie powrót Klausa...

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny rozdział ;D Ale szkoda że Klaus nie żyje mam nadzieję że będzie żył ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeej, cudnie! <3 Szkoda Klausa, bo go kochałam, ale cóż... może powróci do żywych ;** Czekam na kolejny rozdział. Wybacz, że tak krótko komentuję, ale brakuje mi weny. Następnym razem postaram się bardziej! Pozdrawiam. ;**



    Zapraszam na bloga: www.dziewczyna-phoenixa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Popłakałam się... No, ale cóż nie zawsze zdarzają się Happy Endy. Klaus w Mrocznych Wymiarach to chyba nie najlepszy pomysł. Pewnie zacznie tam zabijać już martwe osoby ;). On i ta jego niepohamowana żądza krwi (tak jakoś mi się skojarzyło) xd. Czekam na 2 część i do zobaczenia :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jpdl, jpdl.... Olivia!

    Zabiję cię kiedyś za to!

    Jak mogłaś?!!!


    I Bonnie.... i Klaus..... OMG, nie potrafię tego ogarnąć... no nie wiem.... ja nie mogę, błagam.... Przez ciebie ryczę.... OMG!

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział <33 tylko szkoda że Klaus i Bonnie nie żyją ;((( mam nadzieję że w następnych rozdziałach będzie tak żeby Caroline i Klaus byli razem i bardzo bym chciała żeby Caroline urodziła to dziecko :******** ale i tak super i czekam na nn Xoxo

    OdpowiedzUsuń
  11. Super :**** Kocham Twój Blog :***********

    OdpowiedzUsuń
  12. Lofciam twojego bloga ;3

    OdpowiedzUsuń
  13. Super :***** czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  14. Jezu...Ja uśmierciłam Kola, ty Klausa...Co się dzieje ?
    To było piękne, kiedy tak Klaus przy wszystkich poprosił Caroline o rękę...A potem zaczęły się tragedie.
    Mam nadzieję, że jakoś przywrócisz mi do życia Bonnie i Klausa. Nie wiem jak to zrobisz, ale inaczej my, czytelnicy się zbierzemy i się zemścimy. Nie ładnie tak, nie ładnie.
    Pozdrawiam i wierzę, że jakoś to odkręcisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Super czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  16. To Craoline nie będzie wampirem i w ciąży, tylko aniołem? Szkoda i czekam na next. Super

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak zwykle rozdział epicki.Ale jak to ja mam znowu swoje "ale" - proszę o więcej scen z Katherine i Elijah :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam się zapytać jak można się z tobą prywatnie skontaktować :) Czy masz np. facebooka czy gg :)

      Usuń
    2. Tak mam fejsa ;D Proszę ;3 https://www.facebook.com/oliwia.babicz a gg mi się zepsuło i nie chce ponownie zainstalować -.- ;D

      Usuń
  18. jej! Mleko nadrobiło!!! ;** Hueheuuheueuheuheuhhuehueuheuhehuueuheuhe (jak zawsze szajba)
    Rozpacz po KLAUSIE ;'( Bon-Bon mam w poważaniu xD Ubiorę się jutro na czarno... Jeśli to słońce mnie usmaży obwinie Ciebie xD Nie no padłam... Skąd bierzesz pomysły??? Albo CIII nic nie mów... Wypowiesz, się tu ---> http://tvd-tylko-moj-swiat-konkursy.blogspot.com/p/nominacje.html Bo nominowałam Cię ;**

    OdpowiedzUsuń
  19. To jest zajebiste!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Pisz już drugą część, bo jak nie to się zabiję z rozpaczy !!!

    OdpowiedzUsuń
  21. ZAJEBISTY:******** CZEKAM NA NN <3 PLISS PISZ SZYBKO BO ZARAZ ZWARIUJE XXX

    OdpowiedzUsuń
  22. AAAAAAAAAAAAOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOEEEEEEEEEEEEEEEE SUPER :********** PROSZĘ PISZ SZYBKO BO NIE WYTRZYMAM JESTEM UZALEŻNIONA OD TWOJEGO BLOGA <3333333 Kocham Cię i Twój Blog XXX

    OdpowiedzUsuń
  23. Boskie <3 Tylko trochę, a nawet bardzo szkoda mi Klausa. Pisz,pisz jak najszybciej już nie mogę się doczekać ;3

    OdpowiedzUsuń
  24. Ojej! „Na taki finał warto było czekać 40 rozdziałów!” Ale to długie było! Ale mi zrobiłas prezent na urodziny siostro. Ja przepraszam, że czytam i komentuję dopiero teraz. Nie tłumaczę się, ale było bosko.

    PODZIEL SIĘ TALENTEM!!!

    WOW!!!
    - Henrick i Klaus mają wspólnych rodziców, a moja mysl to: „Ale ta Esther obrona!” Dobra ze mną nie wszystko jest okey, więc się mną nie przejmuj. No napisałabys jeszcze 1 zdanie związane ze śmiercią Klausa to bym wyla jak małe dziecko.

    KOCHAM CIĘ!!!

    No własnie, bo ja nie wiem, czy dobrze kminię. Carolin po zostaniu aniołem miała wrócić do Mrocznych Wymiarow, a Klaus już tam jest więc... <3

    Szkoda dziecka :(


    Mam pytanie. Kiedy ruszasz z nową częścią i jak tam drugi blog? :D

    Ej skoro Silas w ciele Elijah'a uspokoił się na widok Kath, to czy on się w niej buja? Xd ja jestem pomylona.

    Szybko pisz !

    Kocham twojego bloga!

    Dobranoc :*

    OdpowiedzUsuń