Piosenka :3 - Pink Floyd - Wish You Were Here (Chcę żebyś tu była :3 )
Lub to: Kings of Leon- Use Somebody <3
Klaus:
-Esther... Co ty tutaj robisz? Przecież to twoja wina, że Caroline nie żyje! -zapytałem.
-Wiem. I też ja mogę to odkręcić...-odpowiedziała.
-Nigdy nie zrobiłaś dla swoich dzieci niczego więcej niż krzywdzenie ich! -krzyknąłem.
-Ale teraz widzę, jaki to był błąd! Chcę to wszystko odkręcić!
-Trzeba było tego nie zaczynać! Już za późno! Nie ma żadnej nadziei na powrót Caroline!
-Nik, wysłuchaj matki!- rozkazał Kol stojący nadal w drzwiach.
Już byłem cicho. Zacząłem słuchać tego co mówiła do mnie Esther.
-Jeśli udowodnisz, że ją kochasz i jeśli ona udowodni, że kocha ciebie to wróci! Mogę sprowadzić ją tutaj w postaci ducha. Nie będziesz czuł jej dotyku ale będziesz mógł z nią szczerze porozmawiać...
-Ty myślisz, że gdybym jej nie kochał to zaproponowałbym jej wspólne życie! Czy chciałbym założyć z nią rodzinę? Czy ona znosiłaby mój charakter? Proszę odpowiedz mi na te pytania...
Nic nie odpowiedziała. Zaczęła szeptać jakieś zaklęcia. Nie wiedziałem czy była duchem czy na prawdę żyła ale wiedziałem jedno... była jedynym sposobem na przywrócenie Caroline. Zerwał się wiatr... Ale okno było zamknięte. Zamknąłem oczy. Po chwili usłyszałem cichy szept.
-Klaus... Jestem tu...
Ten głos... Otworzyłem oczy. Przede mną unosił się duch Caroline. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy...
Caroline przybliżyła swoją przeźroczystą rękę do mojego policzka. Poczułem coś takiego jak lekkie muśnięcie wiatru...
-Znów mogę cię zobaczyć, kochanie...-wyszeptała.
-Ale nigdy już mnie nie pocałujesz... Ja nie pocałuję ciebie...
-Mój ojciec... Widziałam się z nim w zaświatach... Powiedział mi, że jeśli Esther rzuci pewne mało skomplikowane zaklęcie to wrócę. Wraz z Tatią, Tiną i Henrikiem...
-Zaraz, zaraz jaką Tiną?-zapytałem i spróbowałem ją złapać delikatnie za rękę. Bez skutku.
-Dowiesz się już niebawem... Kocham cię... Pamiętaj: Wrócę równo o północy tam gdzie znajduje się choć jedna moja rzecz którą ostatnio używałam. Czyli tutaj. Wytrzymasz te dwie czy trzy godziny... -powiedziała zjawa Caroline i w jednej chwili rozpłynęła się w powietrzu.
-To co, Niklaus? Chcesz by wróciła? Wraz z trzema innymi osobami?
-Tak, chcę... Ale o co chodzi z tą jakąś Tiną?
-Nie mogę ci tego powiedzieć. Jestem pewna, że gdy wróci Tatia i tobie, i Elijah'y opowie o... opowie pewną historię... -odpowiedziała
--Dobrze... Poczekam!-westchnąłem.
Esther zaczęła szeptać jakieś zaklęcia. Po chwili przestała i powiedziała:
-Teraz jestem pewna. Caroline wróci.
-Dziękuję. Na prawdę... I chcę cię przeprosić... Przeprosić za to co ci zrobiłem...mamo.
Esther podeszła do mnie i pogłaskała mnie po ramieniu. Nie była duchem. Czułem jej dotyk.
-Niklaus, nie przepraszam , to ja popełniłam błąd okłamując swojego syna. Przepraszam za to, że zmieniła was w wampiry. Żałuję tego. Stworzyłam potwory a chciałam was tylko ochronić.
-Mamo... Gdybyś nie zmieniła nas w wampiry to prawdopodobnie nigdy bym nie poznał Caroline... Więc dziękuję.
-Ale za to mógłbyś w spokoju zająć się Tatią i waszym...-nie dokończyła matka.
-Naszym, czym? O co ci chodzi?
-Nie mogę wyjawić jej tajemnicy. Obiecałam.
Zrobiłem zdziwioną minę. Zamknąłem oczy. Miałem ochotę się porządnie wyspać.
Esther wyczuła to co chciałem za chwilę zrobić i skinęła na Kola żeby ten wyszedł. Matka wyszła zaraz za nim. Westchnąłem i Położyłem się na łóżku obok bladej jak mgła Caroline.
Popatrzyłem w jej martwą twarz. Wyrażała przerażanie. Wyglądała jak posąg.
Westchnąłem i zapominając o całym świecie zasnąłem.
Caroline:
Wdech... żyję... Obudziłam się nie pamiętając kompletnie nic. Ostatnie co pamiętałam to, to że Silas wbił mi kołek prosto w serce... Nic więcej. Gdy się obudziłam, zorientowałam się gdzie jesteś. Byłam w dobrze znanym mi pomieszczeniu . Leżałam na łóżku Klausa. Czułam, że nie wróciłam sama... Czułam, że od dzisiaj się wszystko zmieni. Ale nie wiedziałam dlaczego. Nie spodziewałam się tego, że już za niecałą godzinę poznam odpowiedź. Byłam głodna. Na szafce nocnej dostrzegłam torebkę ze świeżą krwią. Nie wiedziałam w jaki sposób ale wróciłam jako wampir. Sięgnęłam po torebkę lecz bez skutku, nie dostałam. Delikatnie zdjęłam rękę Klausa z mojej talii i usiadłam na łóżku. Podniosłam plastikową torebkę, jeszcze ciepłą... wprost ze szpitala. Przyłożyłam ją do ust i zaczęłam ssać życiodajny napój jakim była krew dla wampira. Po chwili trzymałam w ręce pustą torebkę. Rzuciłam ją na ziemię. I dotknęłam mojego ubrania. Całe było umazane zaschniętą krwią. Pochyliłam się nad śpiącym Klausem. Była dokładnie minuta po północy. Popatrzyłam na jego twarz. Widziałam na niej zaschnięte, słone łzy. Byłam pewna tego, że płakał gdy tylko zobaczył mnie nieżywą z kołkiem w sercu... Było mi go niesamowicie żal. Złożyłam krótki pocałunek na jego policzku. Nie chciałam żeby się obudził. Chciałam iść w spokoju do łazienki, zmyć z siebie tą całą krew... Lecz Gdy tylko odsunęłam usta od policzka Klausa poczułam jego rękę na mojej ręce. Złapał mnie tak jakby chciał mi dać znak, że nie pozwoli mi odejść.
-Caroline?-zapytał spokojnym głosem i otworzył oczy. Popatrzył na mnie swoimi pięknymi oczami.
-Tak, kochanie. Jestem tutaj... Na prawdę.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, skarbie. Bałem się, że cię stracę! -powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Kocham cię...-szepnęłam i delikatnie musnęłam ustami jego usta... Zaczęłam go delikatnie całować. Odwzajemnił pocałunki. Gładził mnie delikatnie po plecach. Czułam, że moglibyśmy się tak całować bez końca... Ale nagle usłyszałam jakiś huk na dole. Podniosłam głowę znad ust ukochanego i na niego popatrzyłam.
-Sprawdzę co się stało. Jak chcesz to pójdź za mną. Tylko uważaj żeby nikt cię nie zaatakował...-powiedział Klaus i się uśmiechnął, wyszedł z pokoju i zszedł na dól po schodach.
Zostałam sama. Żaluzje były zasłonięte. Wyciągnęłam z walizki jedną bluzkę i poszłam w super tempie do łazienki. Przebrałam się i w kilka sekund zeszłam na dół zobaczyć co się dzieje. To co ujrzałam było... Nierealne...
Klaus:
Zszedłem powoli po schodach. Wszedłem do salonu... Nic... Wszedłem do kuchni... Nic... Pomyślałem, że to może Kol rozwalił jakaś lampę ale... No nie wiem... Lecz po chwili usłyszałem cichy szelest... Znałem ten dźwięk. 1000 lat temu słyszałem go dosyć często. Szelest sukni... Sukni mojej byłej ukochanej. Odwróciłem się i ujrzałem Tatię.
-Niklaus... To ty?-zapytała cichym głosem.
Chciałem pobiec na górę ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Moje wspomnienia wróciły... Wspomnienia tak dawne, że pewnie większość wampirów nie pamiętała by o takich błahostkach jak pierwszy pocałunek...
Lecz teraz... Nie widziałem w niej Tatii. Widziałem w niej Katerinę którą ścigałem przez ponad 500 lat... Katerinę którą chciałem wykorzystać w rytuale!
Tatia patrzyła na mnie wielkimi zielono-brązowymi oczami.
-Nikalus? To na prawdę ty?-zapytała i do mnie podeszła. Złożyła swoją rękę na moim policzku. Tak jak kiedyś... Zaczęła dotykać moją twarz i włosy tak jakby nie mogła uwierzyć, że na prawdę istnieję. Po chwili zbliżyła się do mnie i gdy chciałem ją od siebie odsunąć, pocałowała mnie. Teraz wspomnienia dosłownie przytłaczały moje myśli... Nie potrafiłem odsunąć Tatii ode mnie. Nie wiem... Wydawało mi się, że jest silniejsza ode mnie... Ale musiałem coś zrobić bo przecież...
-Klaus?!-usłyszałem głos Caroline. Od razu odsunąłem Tatię z wielkim impetem i popatrzyłem w twarz mojej kochanej Caroline. Z jej oczy płynęły łzy. Zaczęła ściągać z palca pierścionek który jej podarowałem. W super tempie podbiegłem do niej i powiedziałem:
-Caroline, to na prawdę nie jest tak jak myślisz... Kochanie..-chciałem dokończyć ale poczułem mocne uderzenie w policzek.
-Wiesz co ci powiem? Byłam głupia! Byłam na prawdę niesamowicie głupia! Trzymaj... Daj go Tatii, nie mnie. Z nami... z nami koniec. -powiedziała Caroline, dała mi pierścionek i wbiegła po schodach na górę.
Próbowałem biec za nią ale moje nogi znów odmówiły mi posłuszeństwa. W mojej głowie kłębiły się myśli typu "Co ja co cholery zrobiłem!' Lub "jestem debilem by przez swoją było stracić, swój największy skarb"
Z moich oczy zaczęły płynąć łzy. Znów miałem ochotę wbić sobie kołek z białego dębu prosto w serce. Ale wiedziałem, że przez to umarłaby też Caroline. Po chwili cała zapłakana wampirzyca zeszła po schodach trzymając w ręce dwie walizki.
Gdy była koło mnie złapałem ją za rękę. Próbowała się wyrwać ale nie dawałem jej szans.
-Caroline, skarbie... Daj mi drugą szansę. Kocham cię... Przecież wiesz.-powiedziałem i z moich oczy znów zaczęły płynąć łzy.
-Tylerowi nie dałam to czemu miałabym dać drugą szansę tobie? Nie szukaj mnie... Przecież wiem, że nie jestem dla ciebie nic warta. -powiedziała, wyrwała swoją rękę z mojego uścisku i wybiegła w wampirzym tempie z domu. Oparłem twarz na swoich dłoniach i zacząłem płakać. chciałem jak najszybciej wyłączyć uczucia i zapomnieć o Caroline ale... miłość była silniejsza od... nie ważne. I tak wiedziałem, że już zawsze będę samotnym, nic nieznaczącym wampirem który nie ma władzy, lojalności, rodziny i miłości! Przestałem płakać. Pragnąłem stworzyć sobie armię nowych hybryd i mogłem to uczynić! Wystarczyło polecieć do Londynu wprost do Tom' a który powie mi co nieco o wilkołakach. Nie wiedziałem czy stworzę hybrydy za pomocą krwi pierwszej Petrovej, ale można było spróbować. Popatrzyłem na dziewczynę uderzająco podobną do Eleny i się cwaniacko uśmiechnąłem:
-Mimo, że zniszczyłaś moje życie już dwa razy, przydasz mi się do jednej ważnej sprawy dzięki której będę mógł chociaż na chwilę oderwać się od myśli o Caroline...
-Ale co to za dziewczyna? Nie kochasz już mnie?-zapytała cicho Tatia.
-Nie kocham cię już od kiedy umarłaś... A Caroline to nie jest zwykła dziewczyna... To jest moja księżniczka ciemności.-powiedziałem i się uśmiechnąłem. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę się tak łatwo poddać. Muszę walczyć o moją ukochaną.
-Przygotuj się na podróż... może już za jakieś 3 godziny. -powiedziałem znowu.
-Gdzie?
-Do Londynu...-odpowiedziałem lakonicznie i wszedłem po schodach na górę.
Wszedłem do pokoju Rebeki. podszedłem do jej komody z ubraniami i wyciągnąłem z niej trochę ciuchów. Spakowałem je do jakiejś małej torby leżącej kolo komody. Jeszcze tylko na chwilę wszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic. Gdy już się umyłem poszedłem po swoje walizki i zszedłem na dół. Tatia siedziała na kanapie w salonie. "Podziwiała" telewizor.
-Klaus, muszę ci coś powiedzieć.-powiedziała cicho.
-Nie mamy czasu. Musimy lecieć do Londynu. Pierwszą klasą...-powiedziałem i złapałem ją za rękę. W super tempie do samochodu. Była pierwsza w nocy a czułem się tak jakby była dziewiąta rano.
Wsiedliśmy do auta
-Przebierz się w jakieś ubrania, stąd. -rozkazałem i podałem jej torbę.
-Tak przy tobie?-zapytała nieśmiało.
-Już nie raz cię widziałem nago. Ale jak chcesz mogę zasłonić oczy. To nawet byłoby wskazana zważając na to, że kocham inną kobietę.
Zamknąłem oczy, a Tatia przebrała się na tylnym siedzeniu. Po chwili sprawdziłem w kieszeni czy mam telefon i mp3. Gdy upewniłem się, że wszystko mam włożyłem kluczyki do stacyjki i odjechałem w stronę Atlanty. Bo tam było najbliższe lotnisko...
Caroline:
Byłam zrozpaczona. Klaus zachował się identycznie jak Tyler! Może rzeczywiście Klaus mnie kochał ale... nie powinien obściskiwać się z Tatią! Stanęłam przed drzwiami swojego domu. Wyjęłam klucze z kieszeni i spróbowałam włożyć je do zamka. Nie potrafiłem. Ręka mi się trzęsła. Wiedziałam, że mamy nie będzie w domu... Gdy już go włożyłam postanowiłam jak najszybciej napisać list do mojej mamy. Weszłam do mojego pokoju i złapałam jakąś kartkę. Po drugiej stronie był rysunek od Klausa. Miałem ochotę go potargać ale jednak postanowiłam napisać na nim list do mojej mamy.
Zaczęłam pisać...
"Mamo, wiem, że pewnie będziesz za mną niesamowicie tęsknić ale nie martw się. Jestem już pełnoletnia więc mogę sama podróżować. Może kiedyś się jeszcze zobaczymy... Może. Nic nie wiadomo. Planuję przeprowadzić się do jednego z najwspanialszych miast na świecie. Mam około dwa tysiące dolarów na koncie i 500 na karcie kredytowej którą od ciebie dostałam. Żegnaj...
Nigdy nie zapominaj, że cię kocham, mamusiu. Już zawszę pozostanę twoją małą księżniczką.
Caroline.
Ps: Będę do ciebie regularnie dzwonić, dobrze? "
Wiedziałam, że nabazgrałam tak, że mama może się nie doczytać ale nie martwiłam się tym... Prędzej czy później rozszyfruje co miałam na myśli pisząc ten list.
Jedna mała łza kapnęła na papier. Otarłam oczy pełne łez i położyłam list na mojej szafce nocnej. Jeszcze tylko poszłam się umyć. Po około godzinie wyszłam z łazienki. Wzięłam jedną z moich dwóch walizek i wyszłam z domu.
Skierowałam się wprost na przystanek autobusowy. Na moje szczęście jechał właśnie autobus do Atlanty. Musiałam sobie tylko kupić bilet... Ale to był pikuś przy tym, że za kilka godzin polecę do Londynu w poszukiwaniu nowego życia...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No w końcu dodaję xD Krótki, bo krótki ale cóż xD Mogą tak być jakieś błędy bo nawet szczerze nie sprawdzałam ^^ Mam nadzieję, że będzie wam się podobał taki wątek ^^
No ale na razie mogę napisać tylko jedno; Komentujcie :*

Se........ płakałam se xDD
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! Jeden z najlepszych! Po prostu boski! Hehehehheeh, a ja wiem o co chodzi z Tiną..... ^^
Dzięki tobie... te twoje spoilery... xD
Pozdrawiam ;*
Bo ja wtajemniczyłam tylko dwie osoby xD ale już wszyscy się dowiedzą w następnym rozdziale kto to ta nasz kochana Tina ^^ :D Dziękuu Monika :* Jesteś kochana :3
UsuńJak zawsze rozdział genialny :)
OdpowiedzUsuńJak ty to robisz ?
Ja już chyba sie domyślam kim jest Tina ;)
Uuu, a ja nie wiem o co chodzi z Tiną, jakie nie fair xD
OdpowiedzUsuńPrzyznam szczerze - zaciekawiło mnie to.
Czekam na nowy rozdział i mam nadzieję, że szybko się pojawił.
Przy okazji zapraszam na nowy rozdział i dalsze perypetie rodzeństwa Mikaelson w Nowym Orleanie :)
http://mikaelsonfamily.blogspot.com/
Cześć! :)
OdpowiedzUsuńGorąco zapraszam do siebie na NN, na Klaro :)
" - Nie każ mi więcej po siebie jeździć. - spojrzała w jego ciemne oczy.
- Jeśli tak ma się to kończyć, to czemu nie?
- Klaus! - chciała otworzyć drzwi i wysiąść, lecz były zablokowane. Oparła się o oparcie fotela pasażerskiego i wzdychnęła głośno.
- Nie zostawię cię, kochanie. - pocałował ją w czoło z przymkniętymi oczami."
http://hate-is-the-beginning-tvd.blogspot.com/
Omg. Nie gadaj że Tina to będzie dziecko Klausa i Tatii . Biedna caroline,żal mi jej , czekam na następny . polecam tez blog http://klaroline.blox.pl - zajebisty musze to przyznac . ale wole jednak ten ^^ życze duzo weny i żeby nastepny był o wiele dłuższy.
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuńOmg ale boski rozdział o.o to ja cię kurde kocham. Tak mi się przypomniał jeden wątek z Gossip Girl jak Blair dała Chuckowi z liścia i pojechała do Paryża. Ale pech chciał że też przypadkiem był tam Chuck i wpadli na siebie na mieście xD z Klaroline też tak będzie? XP Tina to albo córka Klausa lub Elijah i będzie trzeba robić testy na ojcostwo xD ale ja nic nie sugeruję :P. Esther DOBRA o.o wtf?! Fajnie bo wszędzie jest dziwką a tu coś nowego.
OdpowiedzUsuńCzekam na nn i mam nadzieje że pojawi się w wampirzym tempie xD
Pozdrawiam i zapraszam do mnie na VII rozdział. Jest trochę Klaro ale nieciekawie dla fanów tej pary.
http://tvd-tylko-moj-swiat.blogspot.com/?m=1
Roździał super
OdpowiedzUsuńPliss czytajcie mojego bloga:http://klausoholiczka145.blogspot.com/
Hej , kiedy wracasz do pisania
OdpowiedzUsuńcudowny <3
OdpowiedzUsuń