czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 30

Klaus:
Wziąłem głęboki oddech i otworzyłem oczy. Żyłem! W jakiś sposób! Wiedziałem co teraz musiałem zrobić. Pożywić się, ludzką krwią, najlepiej z żyły. Usiadłem na ziemi. Popatrzyłem na Elijah'a siedzącego koło Kateriny, która najwidoczniej przeżyła. Usiadłem koło nich i gdy już miałem spytać brata czy idziemy si pożywić, powiedział:
-Podobno miałeś mieć dziecko.
-Miałem mieć, choć go nie chciałem.
-Przecież jesteś królem...Jesteś najbardziej cenionym wampirem! Potrzebujesz dziedzica i królowej.
-Co przez to sugerujesz?-zapytałem patrząc w jego twarz.
-To jest twoja szansa, Niklaus! To jest twoja szansa na odkupienie i na to co zawsze chciałeś mieć! Szansa na rodzinę i niespotykaną władzę!
-Władzę wśród wampirów ma mój protegowany! Cóż za ironia! Uczeń wyprzedził mistrza!
-Marcel ma władzę w Nowym Orleanie a nie w Mystic Falls! możesz to zmienić. Możesz się przeprowadzić do Nowego Orleanu, odnaleźć te czarownicę i zamieszkać tam wraz z Caroline... Gdy będziesz już najbardziej cenionym wampirem, będziesz mógł mieć dziedzica. Czy nie o tym zawsze marzyłeś!
-Marzyłem o dziecku będąc człowiekiem, a nie będąc pierwotnym hybrydą!
-Marzenia tak szybko nie przemijają, Niklaus. W głębi serca chcesz miłości, jakiej nigdy ci nie okazano.
-Wiesz co? Masz rację... Każdy król potrzebuje dziedzica... A ja oprócz tego potrzebuję miłości... Poczekam 100 lat wraz z Caroline i gdy... Chodzi mi o to, że 17 sierpnia 2112 roku Caroline zajdzie w ciążę.
-Nie musisz czekać.-wtrąciła Bonnie.
Zrobiłem zdziwioną minę i popatrzyłem na czarownicę.
-Jest mały skutek uboczny zmiany w wampiry za pomocą ekspresji.
-Jaki?-spytał Kol.
-Wampiry będą mogły się rozmnażać zawsze i o każdej porze. Ale dzieci będą zwykłymi ludźmi. No chyba, że jedno z rodziców jest hybrydą.-powiedziała i popatrzyła na mnie.
Delikatnie się uśmiechnąłem na samą myśl radości jaką ujrzę na twarzy ukochanej gdy jej to powiem.
-Ale jest jeszcze coś o czym już wiecie...-powiedziała ponownie czarownica- A mianowicie wrócą trzy ważne dla was osoby które umarły. To może być nawet osoba która nawet was nigdy nie znała, a chciała bardzo was poznać. Te trzy osoby zjawią się tutaj, w Mystic Falls bo tutaj krzyżują się linie mocy.
Teraz mina mi zrzedła. Popatrzyłem na Elijah'a. Jego spokojna twarz nie okazywała żadnych emocji.
Wiedziałem kto może wrócić... Tatia, Henrik i... nie, nie wiem. Dla mnie i Elijah'a najważniejszą, umarłą osobą była Tatia a dla Kola Henrik. Ale było wyraźnie powiedziane, że trzy osoby! Nie miałem pojęcia kto wróci jako ta 3 osoba. Ktoś kto umarł i bardzo chciał któregoś z nas poznać? Nie rozumiałem tej dziwnej sytuacji, lecz to nie było ważne! Musiałem się pożywić i znaleźć Caroline by powiadomić ją o tym niespotykanym news'ie. Wiedziałem, że mimo wszystko będzie u mnie w domu, nawet jeśli miała wziąć tylko swoje rzeczy. Ostatni raz popatrzyłem na całą tą gromadkę i po chwili w super tempie wybiegłem z domu. Po kilku sekundach otwierałem już drzwi wejściowe mojej rezydencji. Były otwarte a to znaczyło tylko jedno... Caroline jest w domu. Wszedłem przez nie i od razu skierowałem się na samą górę mając nadzieję, że spotkam tam ukochaną. Lecz gdy przeszedłem przez próg mojego pokoju zauważyłem tylko jakąś kartkę na łóżku. Podszedłem do łóżka i podniosłem kartkę.
  "Jeśli chcesz jeszcze kiedykolwiek ujrzeć Caroline, zjaw się o 17:00 w drewnianym domku na skraju lasu. Jeśli się nie zjawisz, możesz pożegnać się z życiem swoim i swojej ukochanej.
                                                                                                  Rebekah... W pewien sposób."
Gdy to przeczytałem normalnie moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Przecież Rebekah... Była u Bonnie- wraz ze Stefanem! Chyba, że to nie była Rebekah... Ale kto mógł się podszywać pod moją siostrę... Lecz to nie było ważne! Ważne było tylko uratowanie Caroline! Popatrzyłem na zegarek. Była 17:02. Caroline przez moją głupotę mogła już nie żyć! Momentalnie wybiegłem z mojej rezydencji i skierowałem się w stronę tego jakiegoś drewnianego domku na skraju lasu! Po chwili stanąłem obok domu i ujrzałem jakiegoś faceta stojącego przed drzwiami. To musiał być jakiś zahipnotyzowany przez "tego kogoś" ochroniarz. Uśmiechnąłem się i zaatakowałem z zaskoczenia.

Caroline:
Silas podszedł do mnie i powiedział:
-Jeśli nie powiesz mi tego, czemu Qetshiyah w jakiś sposób wróciła, zabiję ciebie, twoich przyjaciół i pewnego Niklausa Mikaelsona.
Popatrzyłam w jego szare oczy. Widziałam w nich wściekłość i chęć mordu.
-Na prawdę nic nie wiem! Proszę nie rób nic moim przyjaciołom ani Klausowi! Jeśli chcesz coś zrobić mnie to proszę, ale nie im!
-Za późno. Obiecałem mojej eks, że zabiję pewną osobę, a ona w zamian za to się ode mnie odczepi i pozwoli umrzeć, i wrócić do mojej ukochanej. I pewnie domyślasz się kogo mam zabić. Nie ciebie, nie Elenę, nie Bonnie...
-Klausa...-odpowiedziałam ze łzami w oczach.
-Eureka... Na prawdę oklaski!- powiedział i zaklaskał radośnie w dłonie.
-Nie zrobisz tego.
-Przepraszam bardzo. 18 latka rozkazuje trzy tysiąc letniemu wampirowi?
-Tak! Bo chcesz zabić osobę na której najbardziej mi zależy! Czemu to mnie torturujesz a nie jego?!
-Bo znam jego słaby punkt!
-On nie ma słabych punktów! Jest pierwotnym hybrydą!
-Nie wiesz ile dla niego znaczysz prawda? Dla ciebie zrobiłby wszystko! Dla ciebie wbiłby sobie kołek z białego dębu prostu w serce! Dla ciebie nawet planuje mieć dziecko! Bo wie ile to dla ciebie znaczy by choć w małym stopniu być człowiekiem! To ty jesteś jego słabym punktem! Za tobą poszedłby na koniec świata! I tak będzie też teraz postawię mu ultimatum! Albo on... Albo ty. -powiedział i popatrzył na zegar ścienny wiszący na ścianie po mojej prawej stronie.- Widzę, że nasz zakochany wilczek się spóźnia. Nie pozostaje mi nic innego niż...-mówiąc to wyjął zapałki z kieszeni spodni. Zapalił jedną z nich. Wiedziałam już co chciał zrobić! Gdy już miał rzucić ją na panele usłyszałam jak ktoś szarpie się z klamką. Po chwili ten "ktoś" się poddał i postanowił wyważyć drzwi mocnym kopem. Gdy drzwi upadły na ziemię ujrzałam Wściekłego Klausa. Podbiegł do Silasa i przycisnął go do ściany. Dopiero teraz zauważyłam, że cała jego twarz jest w ludzkiej krwi.
-Co chciałeś zrobić Caroline!?-krzyknął.
-Jej nic szczególnego.-odpowiedział Silas.
-To czemu ją porwałeś.
-Jesteś głupi czy tylko udajesz?
-Czemu ją porwałeś...?!
-Bo to twój słaby punkt! Obiecałem coś Qetshiyah.
-Chcesz mnie zabić? Chcesz bo większa część wampirów na tym świecie umarła?
-Już nie umrą. Wszystkie wampiry w Ameryce są ludźmi, a reszta jest od ciebie uwolniona. W końcu teoretycznie, by zmienić się ponownie w wampira, umarłeś prawda?
Klaus zamilkł. Popatrzył na mnie ukradkiem. Jego usta układały się w słowa "Kocham cie, aniołku". Łzy napłynęły mi do oczu. Chciał się poddać Silasowi byleby uratować mnie. Nie mogłam na to pozwolić. Zaczęłam się wyrywać z żelaznego uścisku łańcuchów oplatających moje nadgarstki i kostki.
Klaus popatrzył na mnie smutnych i współczującym wzrokiem.
-Wypuść ją. -powiedział spokojnie Klaus.
-Dobrze. Ale za to muszę zabić ciebie.
-Ale najpierw uwolnij Caroline.
-Nie,nie,nie... Najpierw na jej oczach wbiję ci kołek z białego dębu prosto w serce, a później ją uwolnię.
-Jesteś pewien?-zapytał Klaus ironicznie i wbił jakiś kołek w serce Silasa.
-Caroline, to go długo nie zatrzyma!-krzyknął i zaczął uwalniać moje ręce i nogi.
-Dziękuję.-powiedziałam i pocałowałam go prosto w usta.
-Nie mamy czasu! Chodź.-powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę drzwi. Lecz nagle przed drzwiami pojawił się wściekły Silas, z kołkiem z białego dębu w prawej ręce.
-Już po tobie, śmieciu!-krzyknął.
-Caroline, uciekaj! -krzyknął Klaus.
Moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Nie mogłam się ruszyć. Patrzyłam na Klausa wciąż ściskającego moją rękę.  Nie mogłam go opuścić.
-Nie! Klaus nie opuszczę cię.-powiedziałam. Silas popatrzył na mnie z zaciekawieniem.
-Jaka lojalna... Taka słodka i lojalna...-powiedział i złapał Klausa za rękę. Przyłożył jego nadgarstek do ust i ugryzł go. Przyłożył mi rękę Klausa do moich ust. Jego krew zaczęła wpływać do mojego gardła. Po chwili odsunął rękę i rzucił mnie na ziemię. Roztrzaskałam sobie głowę. Umarłam.

Klaus:
Gdy tylko zobaczyłem to co zrobił Silas, miałem ochotę go własnoręcznie udusić. Pochyliłem się nad nieżywą Caroline.
-Caroline, kochana, obudź się!-zacząłem panikować. A co jeśli się nie obudzi? Co jeśli umarła na dobre?
Silas odszyfrował to o czym teraz myślę. z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
-To za kołek... w moim sercu.-powiedział Silas i poklepał mnie po plecach jak jakiś stary dobry kumpel.
-Ona umarła, a ty nie! Zabiłeś mój największy skarb! Zobaczysz znajdę jakiś sposób na to by zabić ciebie za to co uczyniłeś! Zabiję cię, a potem sam umrę z tęsknoty za Caroline!
-Przecież ona się obudzi idioto! Dałem jej swoją krew! Obudzi się jako Wampir!
Popatrzyłem na niego. Z moich oczu nadal nie przestawały płynąć łzy.
Po chwili postanowiłem się ogarnąć. Przetarłem kciukiem łzy i przytuliłem Caroline do swojej klatki piersiowej. Silas patrzył na mnie z dziwnym zrozumieniem... Po chwili zapytał:
-Znasz Esther?
-To moja matka... Jak mam jej nie znać?
-To ona rozkazała Qetshiyah, by ona kazała mnie zabić ciebie. Rozumiesz mnie?
-Mniej więcej. Czyli to Esther tak jakby kazała ci mnie zabić?
-Tak... One się przyjaźnią, tam po drugiej stronie.
-A jeśli... Przekonam w jakiś sposób Esther by powiedziała Qetshiyah, by ta cię nie nawiedzała?
-Myślisz, że posłucha?-zapytał Silas.
-Tak. W końcu jest w jej duszy choć mała część która nie chce by jej dzieci umarły.
-No tak ale...-nie dokończył Silas. Usłyszałem jak Caroline wzięło głęboki oddech i otworzyła oczy. Mimowolnie się uśmiechnąłem z faktu, że jednak wróciła. Przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej.
-Klaus, co się stało? Jestem wampirem?-zapytała zdezorientowana.
-Za chwilę będziesz... Musisz się pożywić. Ale to przecież wiesz.
-Wiem.-odpowiedziała zdezorientowana. Przyciągnęła moją twarz do swojej i namiętnie pocałowała moje usta.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to w końcu jest next :D Tak wiem, o wiele krótszy od poprzedniego ale przyrzekam- następny będzie dłuższy i będzie się wiele więcej działo :D Czasami mam wrażenie, że wam przynudzam xD no ale opinia jak zwykle należy do was ;D I proszę by tym razem wszyscy którzy to czytają napisali komentarz. To dla mnie bardzo ważne, bo chcę wiedzieć ile osób czyta to co piszę ;) Pozdrawiam i żegnam się z wami :* Pa ;*

15 komentarzy:

  1. Piszesz genialnie :) Super teksty. Dzięki twoim opowieściom rozumiem czemu kochasz Klausa <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O Jezuuniu....
    Ja płaczę!!!
    Kocham cię i twój blog!!!
    O Jezuu....
    Ja ryczę....
    :)
    Pozdrawiam cię ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo się dzieje, jak zwykle z resztą.
    Dzięki temu tak bardzo lubię twój blog :)
    Pisz szybko nn, chcę więcej i więcej !

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam cie od poczatku , bardzo mi sie podoba twój blog, jestem wielką fanka Klaroline <3 musze to napisac : CHCE WIĘCEJ <3

    OdpowiedzUsuń
  5. BRAWO!!! JESTEM POD WRAŻENIEM! NIESAMOWITE!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeden z lepszych opowiadania jakie czytałam na temat Klausa i Caroline.Śledzę twój blog mam nadzieję że jak najszybciej dodasz nowy rozdziała :) Masz wielki talent,pielęgnuj go :) POZDRAWIAM ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. zgadzam sie , talent taki że książke mozesz spokojnie napisac ^^ bosz.. chciałambym pisac jak ty .

    OdpowiedzUsuń
  8. czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny jak zawsze ja już chcę następny :*

    OdpowiedzUsuń
  10. kiedy bedzie nastepny ? czekam ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Od wczoraj przeczytałam wszystkie rozdziały na twoim blogu. Cudownie przedstawiasz miłość Klausa i Caroline. Genialny blog! Niesamowicie wciągający. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  12. super rozdział. Zapraszam na mojego bloga http://klaus-i-keszja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem że pewnie mi nie uwierzycie , ale dziś zaczęłam czytać twój blog i przeczytałam wszystko do 30 rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  14. "Elena ustała w progu nie pewnie. Zerknęła na Elijah, który siedział z wyciągniętymi nogami przed sobą. Ręce miał utkwione w kieszeniach spodni. On także spojrzał na nią. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. (...) - Powiedz co przede mną zataiłeś! - zdenerwowała się nagle. Elijah przymrużył oczy, wydawało się, że nie miał pojęcia o czym mówiła dziewczyna.
    - Obawiam się, że nie rozumiem - powiedział przeciągając sylaby.
    - Dlaczego gdy powiedziałam ci wiadomość od Lois, ty zainteresowałeś się Damonem?! - pokazała głową na leżącego Salvatore'a. Elijah opuścił dotychczas utkwiony w nią wzrok."

    Zapraszam na najnowszy rozdział opowiadania o tematyce TVD!

    darkest-dream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń