niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 31

Piosenka przy której miałam największą wenę to: Lana Del Rey- Serial Killer

Caroline:
Leżałam na łóżku Klausa, przykryta kocem. Było mi zimno... Choć wampiry nie odczuwają chłodu. Byłam sama. Klaus powiedział mi, że musi coś załatwić w piwnicy. Zamknęłam oczy. Usłyszałam szybki świst powietrza. Momentalnie otworzyłam oczy i ujrzałam Silasa.
-Kto cię wpuścił?-zapytałam siadając na łóżku.
-Klaus.- odpowiedział lakonicznie.
Nic nie powiedziałam. Po chwili Silas przybliżył się do mnie i wyszeptał mi w twarz:
-Jesteś śliczna i bez opamiętania zakochana w Klausie ale nic mnie nie powstrzyma przed zabiciem was.- powiedział i w super tempie zniknął. Nie odpuścił. Nadal chciał zabić Klausa a oprócz tego jeszcze mnie. Nagle do pokoju wszedł uśmiechnięty Klaus. Gdy zobaczył moją zmartwioną minę, usiadł obok mnie i przytulił mnie do swojej klatki piersiowej.
-Co się dzieje Caroline? Czemu jesteś smutna? -zapytał.
-Pewien świr nadal chcę cię zabić. W dodatku mnie teraz też chce zabić... Z resztą już raz mnie zabił.
-Caroline może to co teraz powiem cię bardzo ucieszy, może nie ale...- nie dokończył Klaus. Pocałowałam go. Nie mogłam się oprzeć jego cudownym ustom. Takiego seksownego faceta nie miałam jeszcze nigdy. Zaczęłam całować go coraz namiętniej. Po chwili położyłam się na nim. Za wszelką cenę chciałam zdjąć mu koszulkę. Siłowałam się z nią bez większego skutku. Byłam wkurzona na Klausa i jego głupią koszulkę! Lecz w końcu mu ją zdjęłam. Zostały tylko spodnie i bielizna, moja i jego. Lecz gdy miałam mu zdejmować, odsunął mnie od siebie. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Nie spodziewałam się takiego zachowania.
-Co to było, Klaus? Czemu nie chcesz się ze mną kochać? Znowu? -zapytałam i popatrzyłam na niego swoimi błękitnymi oczami.
-Bo nie powiedziałem ci najważniejszego... I nie zadałem ci na serio ważnego pytania. A to jest, uwierz mi ważniejsze od seksu.
-To powiedz teraz.
-No więc. Podziękuj przyjaciółce która zmieniła mnie i moich braci w wampiry pierwotne.
-Ale za co mam podziękować Bonnie.
-Za to, że będziemy mogli mieć dzidziusia kiedy tylko zechcemy.- powiedział i się uroczo uśmiechnął.
-Ale to przecież nie możliwe.
-Już możliwe.
-Nie! Przecież wampiry nie mogą się rozmnażać! Wyjątkiem jest 17 sierpnia co sto lat ale...
-Poprawka: Nie mogły!
-Co wy zrobiliście?
-Nic. Bonnie po prostu rzuciła na nas zaklęcie i tak wiesz nagle, bum i wampiry mogą mieć dzieci. Wiesz, że nie znam się na czarowaniu.
-Znasz się. Codziennie mnie czarujesz swoim uśmiechem i akcentem. -powiedziałam i się promiennie uśmiechnęłam.
-Jesteś kochana.-powiedział i zaczął mnie całować. Tym razem to ja się odsunęłam by zapytać:
-To znaczy, że będziemy mogli mieć dzidziusia kiedy tylko zechcemy?
-Tak, kochana.
-Ale jesteś pewny, że ty też chcesz?
-Tak jestem tego pewny. Z nikim innym! Tylko z tobą chcę żyć wiecznie i mieć rodzinę jakiej nigdy nie miałem. Chcę być dla kogoś ważny. Chce być kochany. I wierzę, że ty dasz mi miłość jakiej nigdy nie miałem. Wierzę, że to ty jesteś moją jedyną prawdziwą miłością. Nigdy nikogo nie kochałem tak jak ciebie. I wiem, że ta miłość mnie zmieniła. Już nie jestem taki bezwzględny jak kiedyś. Włączyłaś moje człowieczeństwo ukryte głęboko w mojej duszy... Ukryte głęboko tutaj...-powiedział i wskazał na miejsce gdzie znajduje się serce. Łzy zakręciły mi się w oku. Jeszcze nigdy nie słyszałam od faceta tak szczerych i romantycznych słów. Miałam ochotę go przytulić tak by przestał się czuć samotny. Chciałam cofnąć czas i poznać go wtedy gdy był człowiekiem. Nie mogłam powstrzymać łez. Zaczęłam płakać.
-Co się stało, kochana? -zapytał Klaus i objął mnie ramieniem.
-Jeszcze nikt nie powiedział mi tak romantycznych słów. Jesteś na prawdę dobrym człowiekiem. I dzięki mnie uwolniłeś to co w tobie najlepsze. Uwolniłam tą czułość i romantyczność która drzemała w tobie przez tyle lat, pod przykrywką bezlitosnego wampira. Kocham cię za to, że jesteś i za to jaki jesteś.- powiedziałam i znów wybuchłam płaczem.
-Cicho, kochana. Nie zachowuj się jak Elena, bo masz silny charakter i nie możesz płakać o byle gówno.
Mimo iż nie chciałam wyglądać w jego oczach jak Elena, to nie przestawałam płakać.
-Cicho, kotku. Już nie płacz. Muszę ci powiedzieć coś jeszcze.
Momentalnie przestałam płakać. Klaus ujął delikatnie moją dłoń i ją pocałował. Gdy podniósł głowę popatrzył w moje oczy.
-Muszę ci to w końcu powiedzieć. Chciałbym wyjechać... Z tobą. Czy raczej chodzi mi o przeprowadzkę do Nowego Orleanu. Mam tam... kilka spraw do załatwienia. Zgodzisz się?-zapytał.
-Tak zgadam się, bylebyśmy jechali razem, kochanie. -powiedziałam i gdy chciałam go pocałować, odsunął mnie.
-Jeszcze nie. Całować będziesz mnie zaraz po tym...-powiedział i wyjął z kieszeni małe czerwone pudełeczko. Podał mi je i powiedział bym je otworzyła. Delikatnie zaczęłam otwierać wieczko. w środku ujrzałam śliczny pierścionek zaręczynowy. Uniosłam głowę i ujrzałam szczery uśmiech Klausa. Złożyłam na jego ustach delikatny a zarazem namiętny pocałunek. Znów mnie odsunął.
-Poczekaj, nawet swojej mowy nie wygłosiłem...-nie dokończył Klaus.
-Pieprzyć mowę... Chodź się całować. -powiedziałam i znów zaczęłam obsypywać go pocałunkami.
-Muszę to powiedzieć. Tak dla zasady! -powiedział już lekko zirytowany Klaus. Wolałam mu ustąpić, bo wiedziałam jaki jest gdy się wkurzy.
-Caroline, od dawna wiesz jak cię kocham. Ale teraz chcę to wyrazić przez podarowanie ci tego oto pierścionka zaręczynowego który ma być dowodem mojej miłości i... Zapomniałem... -powiedział Klaus i zaczął się śmiać z samego siebie. Jego śmiech był taki rozkoszny, że też zaczęłam się śmiać. To musiało zabawnie wyglądać... No w końcu rzadko widuję się zakochaną parę śmiejącą się z tego, że któreś z nich zapomniało przemowy którą przygotowało. Po chwili Klaus przestał się śmiać i westchnął.
-Dobra... Nie pamiętam co miałem powiedzieć. Pierwszy raz czuję się taki...
-Zestresowany?
-Tak. To stres.
Uśmiechnęłam się. Był taki ludzki z włączonym człowieczeństwem. Ludzki i niesamowicie kochany.
-Dobra... Nie będę owijać w bawełnę. Wyjdziesz za mnie? -zapytał.
-Wiesz, że nawet nie muszę ci odpowiadać, kochanie.
-Wiem ale dla zasady odpowiedz, a później pójdziemy do Grilla.
-Jasne, że tak mój głupolu. Zawsze chciałam...
-Nie, nie zawsze... Pamiętasz jak mnie nienawidziłaś?
-Tak pamiętam, ale przez nienawiść wyrażałam swoją miłość do ciebie.
-To twoja miłość musiała być bardzo duża, bo zawsze gdy próbowałem z tobą zagadać, spławiałaś mnie tym, że jesteś z Tylerem.
-Nie musisz mi wytykać bo wiesz jak żałuję tego związku...
-Wiem... wiem, kochana. -powiedział Klaus i wstał z łóżka. Podał mi rękę i pomógł mi wstać.
-Musisz się pożywić. Chcesz z torebki?-zapytał.
-Wole z żyły.-odpowiedziałam i się tajemniczo uśmiechnęłam.
-Myślałem, że jesteś przeciwniczką zabijania niewinnych ludzi...
-To, że ty się zmieniłeś nie znaczy, że ja się nie zmieniłam.
-Ja tylko wydobyłem moje dobre cechy ale złe nadal pozostały.
-To właśnie dobrze... Nie jesteś przynajmniej taki mdły jak Tyler... Przynajmniej masz charakter.
-Nie będę skromny... Mam charakter.- powiedział i się uśmiechnął.
Gdy zobaczyłam ten uśmiech po prostu czułam jak motyle w moim brzuchu... Co ja mówię! Przecież to było oczywiste, że się na prawdę zakochałam w tym niesamowicie przystojnym wampirze, który odwzajemniał moją miłość i chciał ze mną żyć wiecznie. Po chwili poczułam jego usta na moich. Jego ręce zjeżdżały powoli z pleców do pośladków. Ale mnie to nie przeszkadzało. Nawet byłam zadowolona. Zamknęłam oczy by rozkoszować się tymi cudownymi pocałunkami. Musiałam przyznać, że Klaus całował niesamowicie delikatnie i namiętnie. Po chwili się odsunął i wyszeptał mi do ucha:
-Choć...Pokażę ci strategię na dobre najedzenie się.
Kiwnęłam głową i wziął mnie na ręce, bez najmniejszej trudności z podniesieniem mnie.
Po kilku sekundach znaleźliśmy się koło jakiegoś domu na przedmieściach miasta.
-Patrz i ucz się kochana. -powiedział Klaus i się cwaniacko uśmiechnął.
Podszedł powoli do drzwi. Zadzwonił dzwonkiem i czekał. Po chwili zza drzwi wyszła jakaś rudowłosa nastolatka. Wyglądała na jakieś 16 lat i była ładna.
-Cześć. Sorki, że tak zadzwoniłem do drzwi ,ale po prostu bateria w moim telefonie się wyładowała, a auto stanęło mi kilka kilometrów stąd. Mógłbym pożyczyć ładowarkę. Wpuścisz mnie i moją dziewczynę? -zapytał uwodzicielskim tonem.
-Rodzice nie pozwalają mi wpuszczać obcych szczególnie kiedy w miasteczku dzieją się dziwne rzeczy.-odpowiedziała nastolatka.
-Obiecuję, nie jestem serialowym zabójcą.
-No dobrze. Wejdźcie.-powiedziała.
Klaus popatrzył na mnie i powoli przeszedł przez drzwi. Weszłam za nim rozglądając się po wnętrzu domu. Było przytulnie ale pachniało tak jak u mojej babci dwa lata temu.
-Jesteś sama w domu?-zapytał Klaus.
-Tak. Ale za chwile ma wrócić mój brat.
-Rozumiem.-powiedział i popatrzył na mnie kuszącym spojrzeniem. Po chwili rudowłosa odwróciła się i Klaus złapał ją za rękę.
-Nie będziesz nic pamiętać, nie będziesz krzyczeć. Nikomu nie powiesz co się stało... Rozumiesz?
Dziewczyna pokiwała głową. Klaus wyostrzył swoje kły i wgryzł się w pełną tętnice dziewczyny. Nie krzyczała. Jej głowa lekko opadała na kark tak by Klaus swobodnie mógł pić jej krew. Po chwili się odsunął i podał mi nieprzytomną dziewczynę. Dawał mi wyraźne znaki, że teraz moja kolej. Odebrałam od niego dziewczynę i wgryzłam się w to samo miejsce co Klaus. Czułam jak jej słodka krew wpływa do moich ust. Czułam się jakbym była w niebie. Jej krew była jak... niebo w gębie. Nie mogłam się opanować. Zaczęłam powoli czuć, że dziewczyna przestaje oddychać. Klaus chciała mnie odciągnąć od prawie martwego ciała, ale ja nadal piłam. Wiedziałam, że Klaus nie wierzył w to jak zachłanna jestem. Ale wiedziałam, że podobało mu się moje zachowanie. Wiedziałam, że tylko jego twarz wyrażała lekkie przerażenie. Po chwili poczułam suchość w ustach. Rzuciłam martwą dziewczynę na ziemię, a tej odpadła głowa. Nie byłam przerażona. Klaus też... On był tylko lekko zdziwiony, że poznał mój ukryty talent.
Podszedł do mnie. Z kieszeni spodni wyjął paczkę chusteczek i zapałki. Wyjął jedną chusteczkę i wytarł mi twarz, którą miałam upapraną w bordowej mazi.Popatrzyłam w jego twarz. Uśmiechał się. Po chwili powiedział:
-Teraz będzie nam potrzebne tylko to.-wyjął jedną zapałkę z pudełka. Potarł nią o papierowe pudełko i rzucił na łatwopalny dywan.
-Teraz lepiej chodźmy, bo się spalisz, kochana.-odparł i złapał mnie za rękę. Po chwili byliśmy już w grillu.
-Wchodzimy?-zapytałam. Klaus nic nie odpowiedział. Po prostu się uśmiechnął i otworzył na oścież drzwi.

Klaus:
Byłem zdziwiony taka nagłą przemianą Caroline ze zwykłej dziewczyny chodzącej do liceum w rozpruwacza! Moja kobieta była w głębi taka sama jak ja... Jakie to słodkie... Co ja wygaduję! Nienawidzę tego słowa! Bo co to kurde ma znaczyć, że ktoś lub coś jest słodki/słodkie? Chciałem to słowo usunąć ze słownika! Chociaż musiałem przyznać... jeśli chodzi o słodką krew to pędzę gdzie popadnie próbując nowych smaków... Aż znajdę ten najlepszy. Oj tak... Kocham lekko słodką i gorzką krew. Jest najlepsza i najważniejsze! Można się nią nieźle najeść a to chyba jest dla wampira najważniejsze! Ale gdy otworzyłem drzwi i wszedłem wraz z Caroline usłyszałem tak wiele myśli tłoczących się w barze, że zaczęła mnie boleć głowa. Caroline wyczuła to i szepnęła mi do ucha:
-Może pozbędziemy się chociaż połowy tych ludzi? I przy okazji się nieźle najemy...
Byłem na serio zdziwiony, zważając na to, że Caroline zapierała się rękami i nogami, przed żywieniem się krwią prosto z żyły! Ona zmieniła mnie, ja zmieniłem ją. Tak to bywa w takich nietypowych związkach... Teraz stałem się romantyczny a ona... bezwzględna. Ale co najlepsze, miała włączone uczucia, a wydawało mi się,  że tylko wampiry z wyłączonymi uczuciami się tak zachowują... Ale co z tego! Ważne było to, że jest choć trochę podobna do mnie. I w dodatku mogliśmy obydwoje żywić się z jednej szyi, w tym samym czasie... To byłoby niesamowicie romantyczne.Kto widział, żeby żywienie się z jednej szyi było romantyczne? Dla wampira owszem ale dla człowieka? Dla zwykłego śmiertelnika byłoby to dosyć niepowtarzalne i ohydne! No ale byłem wampirem więc teoretycznie... Po chwili z zamyślenia wyrwał mnie głos kelnerki, która zapytała co podać. Gdy już miałem odpowiedzieć, Caroline postanowiła to zrobić za mnie:
-Dla mnie brandy a dla mojego faceta whisky!-rozkazała.
-Dobrze już idę. Coś jeszcze?-zapytała kelnerka.
-Jak idziesz to idź, bo w ostateczności mogę ci wbić ten widelec w szyję!-powiedziała Caroline bawiąca się widelcem, który leżał w koszyczku na sztućce po jej prawej stronie.
Przerażona kelnerka odeszła.
-Caroline?! Co ci się stało? Chciałaś jej wbić widelec w szyję, skarbie!...-powiedziałem.
-Co z tego? Jestem wampirem... Mogę wszystko.
-To, że jesteś... tym kim jesteś nie oznacza, że masz to mówić na głos by narażać się na szybką śmierć! Dla wszystkich to tylko głupia legenda ale ty wiesz, że to prawda! więc lepiej tego tak nie mów na głos jeśli nie chcesz szybko umrzeć, kochana.
-Ty się narażasz bardziej z tym swoim Brytyjskim akcentem!
-To nie moja wina, że Esther i Mikael byli z Europy nie? Myślałem, że mój akcent ci się podoba...
-Bo mi się podoba, nawet bardzo ale to trochę niezbyt naturalne, żeby w Ameryce był ktoś kto się urodził w Ameryce, a ma Brytyjski akcent, prawda?-zapytała.
-No tak... Ale to nie moja wina, że przez około 300 lat siedziałem w Anglii w poszukiwaniu Kateriny Petrovej.
-Nie, nie twoja. Twojej matki, że rzuciła na ciebie klątwę.
-Właśnie.-powiedziałem i odebrałem od kelnerki kieliszek z whisky. Przyłożyłem trunek do ust i zacząłem pić. Caroline też piła. Ale ona opróżniła swój kieliszek szybciej. Poklepała mnie po plecach jak jakiś stary przyjaciel i wyszeptała.
-Idę do toalety. Jak nie wrócę to wejdź tam bez skrupułów i mnie znajdź. Ok? No wiesz chodzi mi o Silasa. Albo jeśli usłyszysz mój krzyk to wiesz, zrobisz to samo.
-Jasne. Byleby cię nie zaatakował, bo jesteś moim największym skarbem, kotku.
Caroline się uśmiechnęła i skierowała do damskiego WC. Znów przyłożyłem kieliszek do ust i zacząłem pić. Lecz po chwili, około dwóch sekundach, poczułem jak ktoś klepie mnie po przyjacielsku po plecach.
Odwróciłem się i ujrzałem Stefana.
-Cześć, Klaus. Gdzie Caroline.
-W Toalecie. A Rebekah?
-Poszła na zakupy.
-Sama?
-Tak sama. Chciała chyba kupić bieliznę i nie chciała bym ją podglądał.
-Rozumiem. z Caroline nie miałbym takich problemów.
-Przemieniłeś ją znów w wampira?
-Z przymusu... tak.
-Jak to z przymusu.
-Silas.
-Ale czego on od was chce.
-Moja kochana mamusia przekonała Qetshiyah, by ta nawiedzała Silasa, by ten zabił mnie i bliskie mi osoby.
-Czyli Rebekah...?
-Nie jest człowiekiem więc matka jej nie chce zabić. Bex jest w pewien sposób nietykalna...
-Jasne... A powiedziałeś Caroline to, że istoty takie jak wy mogą się rozmnażać.
-Jasne... Zaraz po tym się jej oświadczyłem. -powiedziałem i się uśmiechnąłem.
Stefan wyrwał mi kieliszek i wypił całą jego zawartość.
-Co?!-zapytał zdziwiony.
-No wiesz... było tak romantycznie, że postanowiłem się jej spytać czy będzie moją żoną, ona się zgodziła i może za jakieś trzy miesiące będziemy mieć ślub.
-Nie wierzę!
-To radzę ci uwierzyć.
-Kelnerka!-zawołał Stefan, a gdy podeszła powiedział- Całą butelkę wódki  proszę.
-Widzę, że ktoś jest spragniony. Nie wyobrażam sobie Rebeki uganiającej się z pijanym tobą... -powiedziałem i zacząłem się śmiać.Stefan mi powtórował. Lecz nasz śmiech przerwał jakiś głośny huk dochodzący z damskiej łazienki. Od razu zerwałem się z miejsca i pobiegłem wprost do toalety. Gdy otworzyłem drzwi ujrzałem młodą blondynkę leżącą na podłodze w kałuży krwi. Drewniany kołek wystawał z jej serca.

Caroline:
Gdy weszłam do łazienki weszłam do ubikacji. Załatwiłam swoje potrzeby i umyłam ręce. Po chwili zaczęłam przeglądać się w lustrze. Lecz nagle zauważyłam jakiś ruch powietrza za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Silasa z kołkiem w ręce.
-Obiecałem więc słowa dotrzymam. -powiedział tajemniczo i wbił mi kołek prosto w serce.
Czułam jak krew wylewa mi się w miejsca gdzie Silas wbił mi kołek. Po chwili poczułam jak osuwam się w ciemną przestrzeń. Nie czułam już kompletnie nic... Żadnego bólu, żadnego uderzenia głową w płytki... Niczego.

Klaus:
Już wiedziałam kto leżał bezwładnie na płytkach, w kałuży krwi.
Chciałem do niej podbiec.
-Nie! To nie może być prawda! Nie....! Caroline! Obudź się!-krzyczałem. Stefan trzymał mnie za ramiona w mocnym uścisku. Lecz ja jako hybryda byłem silniejszy. Wyrwałem się mu i pochyliłem się nad nieżywą Caroline.
-Caroline... Kochana obudź się! -potrząsałem jej ramiona. Nie reagowała.
Z moich oczy zaczęły płynąć łzy. Teraz umarła na prawdę i nie mogłem już nic na to poradzić. Zacząłem głaskać ją po policzku:
-Kochana Caroline... Słodka, mała Caroline... Nie możesz mnie opuszczać skarbie. Nie poradzę sobie bez ciebie... Kochana, obudź się. Proszę... Nie opuszczaj mnie. Przecież wiesz jak cię kocham. Jeśli ty nie żyjesz to ja sam też umrę by cię spotkać w zaświatach. Kochani, obudź się...-rozpaczałem i płakałem. Moje słone łzy kapały wprost na jej śliczne blond loki. Była tak blada jak jeszcze nigdy. Dopiero teraz zorientowałem się, że całe moje ręce są w krwi ukochanej... Płakałem jak małe dziecko które straciło mamę.
Moje łzy nie przestawały kapać, lecz nagle Stefan podszedł do mnie i mnie przytulił. Też zaczął płakać.
-Nie martw się... Spróbujemy wszystkiego by wróciła... Obiecuję. -powiedział Stefan.
-Nie ma sposobu na przywrócenie życia! Nie można jej przywrócić! Jeśli ona nie wróci to ja odejdę. Mam w swojej szafce mocnej dwa ostatnie kołki z białego dębu. wbiję jeden z nich w swoje serce, bylebym kiedyś jeszcze zobaczył mój skarb. Nie będę potrafił bez niej żyć!
-Radziłeś sobie przez tysiąc lat...
-Tysiąc lat kompletnej samotności... -powiedziałem po czym znów wybuchłem płaczem, jak małe dziecko. Przytuliłem głowę mojej kochanej Caroline. Nie było już żadnej szansy by wróciła ale miałem nadzieję, że Esther, która prawdopodobnie widziała moją rozpacz, jakoś ją przywróci... Jedyna dziewczyna którą na prawdę kochałem, odeszła... Nie licząc Tatii ale ona też odeszła... Żałuję, że Bonnie nie rzuciła tego zaklęcia teraz... Bo wtedy Caroline na pewno by wróciła. Nie mogłem powstrzymać łez. Leciały z moich oczu i leciały... A ja nie mogłem nic na to poradzić. Ciągle szeptałem do ucha Caroline słodkie słówka typu "kocham cię, zawsze będę cię kochał". Słyszałem za sobą szloch Stefana. Stracił przyjaciółkę, a ja... ukochaną. Wiedziałem kto to mógł zrobić... Byłem pewny tego, że Silas zrobił to specjalne bym ja się sam zabił! Ale własnie to zamierzałem zrobić! To był chyba jedyny sposób by ujrzeć Caroline jeszcze choć raz.
Po chwili postanowiłem się ogarnąć. Podniosłem nieżywą wampirzycę i w kilka sekund znalazłem się w mojej rezydencji.(Już na samym początku wyjąłem jej kołek z serca) Wszedłem do domu, zaraz potem wszedłem powoli po schodach kierując się do swojego pokoju. Otworzyłem drzwi. Było dosyć ciemno jak na godzinę 20:30. Delikatnie ułożyłem dziewczynę na moim łóżku. Nie przejmowałem się nową pościelą która już była cała czerwona od krwi Caroline. Usiadłem koło niej i zacząłem głaskać ją po policzku i włosach. Po chwili odchyliłem jej blond loki z ucha i wyszeptałem do niego:
-Chcę żebyś wiedziała, że zawsze będę myślami przy tobie. Nawet jeśli nie będę cię widzieć to będę z tobą. Obiecuję. Kocham cię. I nigdy nie przestanę.
Wstałem z pościeli i otworzyłem szafkę nocną. Wyjąłem z niej kołek z białego dębu i przystawiłem go w miejsce gzie jest serce. Oddaliłem go od siebie na chwilę i znów przybliżyłem. Wbiłem sobie kołek prosto w serce. Lecz nagle ktoś go wyrwał i rzucił na podłogę.
-Zwariowałeś?! Chcesz się zabić?! -krzyknął wściekły Kol.
-Tak... -odpowiedziałem lakonicznie.
-To nie w twoim stylu! Zabić się by zobaczyć się z kobietą swojego życia... To chore!
-Tak bo ty wiesz co jest w moim stylu a co nie... Odwal się!-krzyknąłem i go odepchnąłem.
Schyliłem się by znaleźć kolek. Nigdzie go nie było. Lecz nagle usłyszałem znajomy damski głos za mną.
Odwróciłem się.
-Tego szukasz?-zapytała kobieta.
-Eshter...-wyszeptałem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przyznajcie się! Kto płakał tak jak ja gdy to pisałam? cała paczka chusteczek do wywalenia a teraz mam katar... Jak dla mnie ten rozdział jest najlepszym do tej pory rozdziałem. Taki wzruszający i fantastyczny *.*
Ale jestem skromna... nie ma co xD Ale serio ryczałam jak głupia to pisząc... Ale ocena należy do was więc nie będę mówić o sobie, jak piszę :D Kurde ja takie dołujące piosenki słuchałam to pisząc, że musiałam napisać o śmierci Caroline :( (nie te dołujące piosenki to nie Serial Killer xD) A i proszę o to, by jak zwykle każdy skomentował kto to przeczyta ;D Bardzo i zależy na tym by wiedzieć ile osób mnie czyta ;D
Pozdrawiam :* Nowy rozdział będzie chyba krótszy i jakoś pod koniec tygodnia ;D Papap :*

18 komentarzy:

  1. Boskiee uwielbiam twojego bloga.
    Przyznaję, że nie płakałam ale to chyba dla mnie normalne nie płakałam przy żadnym ocinku tvd :O
    Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny... Ale dlaczego Caroline musiała umrzeć! Nie błagam... Nie rób mi tego, niech ona wróci....
    Rozdział boski, jak zawsze z resztą. Zapraszam do mnie w międzyczasie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow.
    Całkowicie zatkało mnie gdy Klaus oświadczał się Caroline, hahaah "..zapomniałem", nie mogłam przestać się śmiać :D Wgl tak odmiennie jest czytać rozdział, gdzie Caro tak słodzi Klausowi a nie go odpycha i zbywa cały czas, ale przyznam, że to bardzo fajna zmiana i mi się to podoba :)
    Hmm, blondyna jakoś dziwnie szybko się zmieniła, taka żądna krwi itd, hmm..zastanawiające. A z tą śmiercią to mnie rozwaliłaś :D WOW! Świetny zwrot akcji, aż serce zaczęło mi szybciej bić, autentycznie! Myślę, że Caro i tak wróci, Klaus na pewno coś wykombinuje no i oczywiście chcę poczytać o Klausie - tatusiu :D Oh jeej ♥

    Co do odcinka, to płakałam jak bóbr przy scenie z Matem w lesie, gdy Elka włączyła uczucia, gdy Damon mówił te rzeczy o Donovanie, ahh.. AA! i jeszcze przy scenie z matką Caroline, niezłe to było..
    Już myślałam, że Klaus wrócił a tu Silas.. grrr:/ chodź od samego początku wiedziałam, że coś jest nie tak, bo takie wejście jest nie w jego stylu, poza tym chyba teraz nie wróci tak szybko do Falls..
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Od jakiegoś czasu nie jestem już taka wrażliwa. Nie płaczę na odcinkach TVd ani na tak wzruszających rozdziałach. Coś jest ze mną nie tak, no. Jedynie potrafię popłakać się na naprawdę wyciskających łzy filmach, typu : "Nad życie", "I że cię nie opuszczę" czy "Ostatnia Piosenka". Jest ich o wiele więcej, ale wybacz, tu jakoś się nie popłakałam. Choć przyznam szczerze, że było mi strasznie żal Klausa i jakiś tam odcisk na emocjach się pojawił. Mimo wszystko mam nadzieję, a właściwie jestem tego pewna, że jakoś Caroline powróci i wszyscy będą szczęśliwi. Co do tego wzruszenia, to wiem jak to jest, gdy się pisze coś ze łzami w oczach. Tak się czasem można przywiązać do bohaterów, że masakra. Też mam zamiar napisać kilka wzruszających scen, ale najpierw muszę do nich jakoś dojść. Te sceny będą głównie z Tatią i Elijah, oraz Klausem i Caroline, więc może uda mi się wzruszyć czytelników, może.
    Ogólnie rozdział świetny. Szczerze ci powiem, że to pisanie idzie ci coraz lepiej. Twój styl i zasób słownictwa rozwija się w dobrym kierunku, trzymaj tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. hej . Przeczytałam, o super :) dla mnie też ten jest najlepszy :) świetny taki i no nie wiem fantastyczny. U śmierć Caroline i te oświadczyny to trafiłaś w mój gust ale to chyba wiesz, ..... kocham tego bloga. :) u mnie jest juz ostatni rozdział 1 części i nie wiem czy zrobię 2 cześć. Nie skończyło się happy end'em ale no cóż to od początku była trudna miłość. My chyba myślimy podobnie, ale ja juz nic więcej ci nie powiem :) pozdrawiam :* miloscodpierwszegougryzienia.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. http://caroline-milosne-perypetie.blogspot.com/ zap rraszam

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział!!!!!! Ostatnio zaczełam szukać opowiadań o Caroline i Klausie i zawsze czytałam najnowsze rozdziały i ten jest super! Łzy mi napłyneły do oczu jak Klaus nad ciałem Caroline klęczał i mówił kocham cię ukochana itp. Super!!!! Alę chciałabym też poczytać coś o Klausie tatusiu że się opiekuje Caroline że głaszcze ją po brzuchu i mówi coś w stylu " Kocham cię maleńki/ka" xoxo

    OdpowiedzUsuń
  8. Błagam... Caroline nie może umrzeć. Spraw żeby wróciła. Autentycznie się popłakałam, choć robię to bardzo rzadko. Świetny rozdział. Jeszcze raz proszę NIE ZABIJAJ CAROLINE

    OdpowiedzUsuń
  9. Nominowałam cię do Liebster Award.

    www.i-hate-this-feeling.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Zajebisty rozdział , naprawdę ryczałam jak bóbr . Czemu nastepny rozdział pod koniec tygodnia ?. nie wytrzymam tyle :/ TO JEST BOSKIEEEEE...przeczytałam to z 10 razy i za kazdym razem ryczałam . masz wielki talent . ŻYCZE WIĘCEJ WENY. :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale to było....
    SMUTNE.
    Ryczałam.
    Płakałam.
    Boże ale to smutne....
    Ale ona wróci?
    Musi wrócić.
    O Jezu, przez ciebie będę miała doła do końca dnia.
    A i przepraszam że dopiero teraz dodaję kom.
    Wczoraj nie mogłam na kompa usiąść. :(
    :'((

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział genialny :)
    to było takie smutne na prawdę :'(
    Zostałaś nominowana do Libster Award :)

    OdpowiedzUsuń
  13. bosz... nie moge sie doczekac nastepnego :/ smutneee to bylo .

    OdpowiedzUsuń
  14. OMG kocham Cię!!!!
    Taa, szczere wyznanie, ale inaczej nie mogę tego wyrazić. Dopiero dzisiaj natknęłam się na twojego bloga i pochłonęłam go jednym ciągiem <3
    Jesteś geniuszem!
    Prawie się popłakałam jak to czytałam, jak mogłaś mi to zrobić?!
    Caroline wróć!!! Urodź Klausa Jr, który byłby tak samo boski jak tatuś!!!
    A żebyś mnie skojarzyła: obiecałaś mi opowiadanie z Jeremy'm <3
    Zapraszam do mnie ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Nominowałam Cię
    carolineiklaus-loveforever.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiesz, ostatnio szukałam dobrego opowiadania Klaroline. Bardzo ciężko znaleźć coś naprawdę godnego uwagi. Potem znalazłam Twój blog i naprawdę :wyróżnia się od pozostałych. Nie jest naiwną historyjką miłosną, pokazuje idealne zestawienie miłości Klausa, ale i jego trudnej i brutalnej osobowości. To nie łatwe, więc naprawdę podziwiam jak dobrze potrafisz to łączyć. Czekam na dalsze rozdziały, bardzo interesuje mnie jak dalej to rozegrasz. Póki co, naprawdę, brawo <3


    /niklaus-and-caroline.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Boski, tylko smutny :( Nie ryczałam, ale mnie zasmucił, idę czytać następny <3 Nie mogę się oderwać od Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń