niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 29

A oto jak będzie wyglądał Silas. Będzie przystojny jak na wampira przystało xD

Klaus: Gdy już się ubrałem podszedłem do Caroline. Była taka cudowna... Patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami. Położyłem swoją rękę na jej blond lokach, a ona zapytała;
-Czemu się ubrałeś...?
-Bo za chwilę umrę i powrócę jako hybryda więc myślę, że będę się lepiej czuł, będąc ubrany.-odpowiedziałem.
-Ale dla mnie... Proszę... Zdejmij przynajmniej koszulkę.-powiedziała i przyciągnęła mnie do siebie.
-Manipulacja seksapilem?-zapytałem.
-Można by to tak ująć. -powiedziała i się uwodzicielsko uśmiechnęła.
Czyli ubierałem się na marne... No ale cóż miałem ochotę... Nie oszukujmy się miałem ochotę się z nią ostro całować. Ale tak w łazience jej przyjaciółki? Czy ja wiem. Wolałem to robić u siebie. Ale nie potrafiłem się oprzeć jej delikatnie różowym ustom. Popatrzyłem jej głęboko w oczy i zobaczyłem w nich miłość jaką mnie darzyła. Po raz pierwszy czułem się kochany... Czułem, że jestem komuś potrzebny. I tym kimś była własnie ona... Piękna blondynka o której względy starałem się już bardzo długo. Popatrzyłem na jej usta.
Były gotowe do pocałunku. Przybliżyłem swoją twarz do jej twarzy i zaczęliśmy się całować. Po chwili poczułem jak Caroline przygniata mnie do zimnych jak lód płytek. Zdjęła mi koszulkę i znowu zaczęła całować moje usta. Poczułem jak owija swoje nogi wokół mojego pasa. Złapałem ją dla bezpieczeństwa za plecy tak by nie spadła. Nie mogłem się jej oprzeć. Moje ręce zaczęły zsuwać się po jej plecach w dół, a zatrzymały się dopiero gdy dotarłem do pośladków ukochanej. Zacząłem całować ją jeszcze namiętniej niż przedtem. Lecz nagle coś sobie przypomniałem. Podszedłem do umywalki wraz z Caroline przyczepioną jak pasek do moich bioder. Caroline usiadła na umywalce i popatrzyła na mnie zdziwiona.
-Czemu przestałeś?-zapytała swoim słodkim głosem.
-Bo przypomniałem sobie, że...
-Co sobie przypomniałeś?
-Nie może między nami dojść do czegoś więcej, bo możesz stać się wilkołakiem.
-Co?!
-To co usłyszałaś, kotku. Lepiej ubiorę koszulkę.
-Zaraz, zaraz... Jesteś pewien, że przez zwykłe pocałunki nie przejdzie na mnie trochę genu wilkołaka?
-Tak jestem pewien. W przeciwnym wypadku Tatia też byłaby wilkołakiem...
-A jesteś pewien, że nie była?
-Tak jestem pewien.
Nastała chwila milczenia. Caroline zeszła z umywalki, a ja podniosłem moją koszulkę leżącą na podłodze.
Gdy już włożyłem ją przez głowę ujrzałem Caroline patrzącą na mnie wzrokiem skrzywdzonego pieska.
-Powtórzymy to w nocy w łóżku, dobrze? -zapytałem.
-Nie o to mi chodzi! Chodzi mi o to, że chcę być człowiekiem... Po zastanowieniu się doszłam do wniosku, że lepiej jeśli ty też będziesz człowiekiem!
-Nie zaczynaj...
-Nie zaczynam! Po prostu chcę mieć normalnie życie! Chce założyć rodzinę, wziąć z tobą ślub, umrzeć przy tobie... Chcę żyć normalnie... jak zwykły człowiek! Nie chcę umierać jako zabójca...
Popatrzyłem na nią tępiącym wzrokiem i zapytałem:
-A chcesz co miesiąc przechodzić to samo co ja? Bo widzisz jeśli będziesz chciała mieć dziecko ze zwykłym wilkołakiem to jest ryzyko, że ty też staniesz się potworem więc tak czy inaczej byś umarła jako zabójca...
Na pewno chcesz cierpieć co pełnię księżyca?
-Nie ale...
-I właśnie dlatego chcę być wampirem! Jak chcesz mogę cię nie przemieniać ale w tedy przygotuj się na to, że będę się często tobą żywić.
-Raz albo dwa... Przecież mógłbyś mnie przez to zabić.
-Czego ty w końcu chcesz? Chcesz być ze mną czy nie? Kochasz mnie czy tylko udajesz dla zabawy?- zapytałem.
-Kocham cię i chcę być z tobą, ale chcę też mieć z tobą rodzinę za jakieś 3,4 lata.
-Nie nadawałbym się na ojca Caroline! Jak mam ci udowodnić, że byłbym okropnym mężem i ojcem?
-Nie musisz mi udowadniać! Udowodniłeś mi to już dawno temu... Wtedy gdy myślałam, że cię nienawidzę... Wtedy gdy chciałeś mnie zabić dla rytuału... Wtedy gdy nasłałeś na mnie Tylera z misją ugryzienia mnie... Jakbym miała ci wytykać wszystkie twoje błędy to zaczęłabym od 1000 roku w którym zmieniłeś się w wampira...
-Poprawka... Matka zmieniła nas w 1001 roku.
-Mniejsza z tym! To wtedy stałeś się potworem... Ale dopiero przy mnie włączyłeś swoje uczucia... Dopiero przy mnie okazało się, że tak na prawdę jesteś słodkim, czułym i kochającym facetem.
-WCALE NIE JESTEM SŁODKI! Jestem brutalem, nie rozumiesz?! -krzyknąłem i złapałem ją mocno za ramię. Byłem od niej o wiele silniejszy i z łatwością mogłem wykręcić jej rękę. Caroline zaczęła się wyrywać i krzyczeć "Puść mnie". Nie miałem zamiaru. Chciałem ją jakoś udobruchać. Postanowiłem ją pocałować. Gdy już miałem złożyć pocałunek na jej ustach odsunęła się ode mnie. Czułem jej złość. Po chwili wyrwała się z mojego uścisku i patrząc na mnie z pogardą wyszła z łazienki. Zachowywała się jak prawdziwa kobieta obrażająca się na swojego faceta o byle gówno. Popatrzyłem w lustro. Zobaczyłem swoje odbicie. Wyglądałem jakoś dziwnie... Jakbym był przygnębiony. Ale wcale się taki nie czułem. Może to tylko to ciemne, powoli gasnące światło sprawiało, że wyglądałem tak jak duch? Tak to musiało być to. Po chwili przestałem myśleć o moim głupim odbiciu. Wyszedłem z łazienki i zobaczyłem Elijah'a stojącego przed drzwiami. "Jak zwykle poważny i moralny."pomyślałem i się sztucznie uśmiechnąłem.
-Niklaus, co się stało? Widzę, że coś cię gnębi.
-A co ty wiesz? Może jesteś starszy ale nie masz takich rozterek sercowych jak ja...
-Przypominam ci, że miałem większe rozterki gdy zabraniałeś mi kochać Katerinę w 1492 roku.
-Była mi potrzebna do rytuału... Nadal nie możesz się otrząsnąć po tym, że byłeś w niej zakochany?
-Tak...Nie potrafię myśleć o niej jak o kimś kto odszedł. Wiem, że część mojego serca nadal należy do niej.
-Może będziecie kiedyś razem... Kto wie. Ale czy jesteś pewien, że nie jest taką samą ponętną suką jak jeszcze kilka miesięcy temu?-zapytałam.
-Tak jestem pewien. Ostatnio...
-Ależ to interesujące!  Tak interesujące, że aż prawie ziewam. Przepraszam cię Elijah ale chce jak najszybciej stać się wampirem.
-Jesteś gorszy od Kola. On przynajmniej potrafi słuchać. Co się stało między tobą a Caroline.
-Radzę ci zająć się Kateriną, bo jeszcze nie zapomniałem jej ucieczki przede mną.
-Nie zrobisz jej nic złego...-powiedział Elijah.
-Skąd ta pewność?...-zapytałem.
-Mam pewność, że nic jej nie zrobisz, bo wiem co dla ciebie znaczy rodzina. Wiem, że nie potrafiłbyś żyć ze świadomością tak złego czynu jak złamanie serca starszego brata.
-Jesteś pewien, że mnie znasz? Bo widzisz coraz bardziej mam wrażenie, że nic nas nie łączy... nic oprócz tych zarysów, więzów krwi.-powiedziałem i się odwróciłem od brata.
-Nie pamiętasz? Zawsze i na zawsze. Masz aż tak słaba pamięć by nie pamiętać swoich własnych słów do których twoje rodzeństwo stosowało się przez 10 wieków?
-I to był wasz błąd... Już wtedy okazaliście słabość! Beze mnie, Mikael zabiłby was już w pierwszym miesiącu waszej ucieczki! To dzięki mnie ty, Kol i Rebekah jeszcze żyjecie! Gdyby nie to, że zawsze byłem o krok przed wszystkimi swoimi wrogami, gnilibyście w drewnianych trumnach głęboko pod ziemią! Powinniście być mi wdzięczni! A wy co?! Wy nawet nie potraficie docenić tego ile dla mnie znaczy słowo "rodzina"! Nigdy nawet nie podziękowaliście za ratowanie życia! Nigdy... I co ja mam jeszcze się przed wami płaszczyć? Chyba zwariowałeś! Ty, Rebekah i Kol zwariowaliście! Nigdy nie będziemy taką rodziną jak dawniej! Nigdy nie przywrócimy tych więzi jakie nas łączyły, gdy byliśmy zaledwie dziećmi! -krzyknąłem rozwścieczony. Elijah patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem. Czułem, że chciał się dowiedzieć co stało się w łazience między mną, a Caroline. Nagle powiedział:
-Mam lekarstwo dla Eleny by nie umarła pod wpływem zaklęcia Bonnie. A i jeszcze jedno: Caroline wybiegła z domu z płaczem nie mówiąc nikomu gdzie idzie.
Spuściłem wzrok i znowu odwróciłem się, po czym skierowałem się w stronę salonu. Zauważyłem jak Bonnie ustawia świece na podłodze. Popatrzyłem gardzącym wzrokiem na całą tą gromadkę. Nienawidziłem ich za to jak chcieli mnie zabić... No ale to byli przyjaciele Caroline. A Stefan był nawet moim przyjacielem... Dawnym ale mimo wszystko przyjacielem. Rozłożyłem się na sofie i sięgnąłem po kieliszek, i butelkę szampana. Zacząłem wlewać sobie trunek do kieliszka. Powoli zacząłem sączyć szampana, lecz po chwili trunek zaczął palić mój język. Już
wiedziałem co to jest. Na wilkołaka działał tylko tojad... Popatrzyłem z wyrzutem na Bonnie. Nie mogłem nic powiedzieć bo mój język płonął... Przynajmniej takie miałem uczucie.
Po chwili Bonnie się ironicznie uśmiechnęła i zapytała:
-Co zrobiłeś Caroline, że wybiegła z domu, cała zapłakana!?
-Nic jej nie zrobiłem. Czemu uważasz, że coś się stało?
-Bo słyszałam krzyki i wybiegła z płaczem!
Popatrzyłem na nią i wstałem z kanapy. Odłożyłem kieliszek i stanąłem z nią twarzą w twarz. Gdy już miałem przemówić jej do rozumu, rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzył Stefan, stojący wraz z Rebeką w kącie. Co mogli robić jak się nie obściskiwać! Ale to co usłyszałem z rozmowy Stefana i dziewczyny za drzwiami trochę mnie zaniepokoiło, a zarazem ucieszyło... Może Elijah już nie będzie narzekał na brak miłości?
-Katherine!-szepnął zdziwiony Stefan.
-Jedyna i niepowtarzalna.-powiedziała Katerina wchodząca seksownym krokiem do domu.
Gdy mnie zobaczyła, powoli się wycofała.
-Nie bój się... Brat przemówił mi trochę do rozsądku!
-Brat?-zapytała zaciekawiona.
Uśmiechnąłem się cwaniacko. Elijah postanowił wyjść z cienia. Gdy Katerina go ujrzała, jej oczy zrobiły się lekko wilgotne. Widziałem zbierające się łzy w jej brązowych oczach.
Rzuciła się w objęcia Elijah'a.
Elijah odsunął ją od siebie i powiedział:
-Katerina... Kocham cię już ponad 500 lat.
Katerina nic nie odpowiedziała. Delikatnie musnęła jego wargi, a on to odwzajemnił. Zaczęli się całować. Lecz nagle zdałem sobie sprawę, że tylko odwlekają czas przemiany. Podszedłem do nich i ich od siebie odsunąłem. Katerina chrząknęła i po chwili powiedziała:
-Jestem tutaj tylko po to by poinformować, że dowiedziałam się o pewnej czarownicy w Nowym Orleanie która knuje spisek przeciw tobie Klaus. A własnie. I dziwnym trafem zaklęcie Esther ominęło to dziwne miasto.
-Ale jak to ominęło?-wtrącił Stefan.
-Normalnie. Czarownice w Nowym Orleanie są tak silne, że ochroniły miasto. W tajemnicy przed Marcelem, bo gdyby się dowiedział wyzabijałby je wszystkie za jednym zamachem. Ale z drugiej strony gdyby przestał być wampirem też by je zabił, bo prawdopodobnie myślałby, że to one to zrobiły... A tymczasem Esther po prostu chciała pozbyć się wampirów z Ameryki.
-Zaraz, zaraz... To to zaklęcie działało tylko w USA, tak?-zapytałem zaciekawiony.
-Z moich rozległych informacji wynika, że tak.
Stałem zamyślony. To oznaczało, że Tom nadal był hybrydą. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Bonnie:
-Jestem gotowa do rzucenia zaklęcia.
Popatrzyłem na Elijah'a i Kola. Już stali koło siebie, na środku pokoju.
-Elena... Chodź tu.-powiedziała Bonnie.
-Nie, ja się zgłaszam na ofiarę.-wtrąciła Katerina.
-Katerina! Chodź tu!-rozkazał Elijah. Była wampirzyca podeszła do niego i go pocałowała.
-Żegnaj...-powiedziała.
-Nie pozwolę ci odejść! Trzymaj.-podał jej mały flakonik z tym cudownym napojem dzięki którego nie umrze.-Wypij to teraz.
Przewróciłem oczami. Nienawidziłem takich słodkich i romantycznych sytuacji a la Romeo i Julia... W końcu Katerina wypiła cudowny napój i podeszła do Bonnie. Bonnie z obrzydzeniem nacięła na jej skórze małą ranę z której zaczęła obficie kapać krew. Na stole stały trzy kieliszki. Nalała do nich wina, a do niego dodała po kropli krwi Kateriny. Wziąłem jeden z kieliszków i zacząłem sączyć wino z odrobiną krwi Kateriny. To samo zrobił Kol i Elijah. Gdy wypiliśmy do końca, Bonnie zaczęła szeptać jakieś zaklęcia. Nagle poczułem silny wiatr wlatujący przez okno. Liście wlatywały przez okno. Drzwi wejściowe otwarły się. Liście spadały z drzew wokół domu czarownicy i wlatywały do środka. Nagle poczułem jak osuwam się na podłogę. "Tojad-trucizna" pomyślałem i straciłem świadomość.

Caroline:
Postanowiłam, że pójdę ostatni raz do rezydencji Mikaelsonów. Gdy już swobodnie weszłam do ich wielkiego domu, usłyszałam głośną muzykę dochodzącą z pokoju na górze. Powoli weszłam po schodach i skierowałam się do pokoju Klausa, bo to z niego wydobywał się hałas. Ale taki hałas akurat lubiłam... Moja ulubiona piosenka "No light,No light" Florence and The Machine. Kochałam ją... Powolnym krokiem weszłam do pokoju i ujrzałam Rebekę grzebiącą w komodzie Klausa.
-Rebekah? Cz nie powinnaś być teraz z braćmi przy ich przemianie?
-Co ty... A tak, powinnam. -odpowiedziała.
-Czemu grzebiesz w komodzie Klausa?
-Ja po prostu szukam... sukienki którą kiedyś mi wziął.
-Po co mu sukienka.
-Dla ciebie. Carlene...
-Jestem Caroline... Co się z tobą dzieje?!
-Nic. Po prostu ciągle mylę twoje imię z taka jedną.
-Aha? Dobra chyba masz depresję. Chodź to pogadamy.-powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Rebekah wyszła za mną. Skierowałam się w stronę barku i wyjęłam z szafki Brandy. Nalałam do dwóch kieliszków i usiadłam na brązowym, obrotowym krześle. Zaczęłyśmy gadać o ciuchach i o tym jak dziewczyny ubierały się dawniej. była na prawdę miła nie tak jak zazwyczaj... Lecz jednak to tylko pozory.
Gdy już byłam nieźle pijana po połowie butelki ona wyjęła z kieszeni spodni strzykawkę i wbiła mi całą jej zawartość w rękę.
-Ale tu jesteś naiwna, Caroline...-powiedziała.
Zaczęłam odpływać w krainę snu. [*] Obudziłam się nawet nie wiem kiedy i gdzie. Siedziałam przykuta do jakiegoś metalowego krzesła. kompletnie nie spodziewałam się takiego zachowania po Rebekce... Bo co ja jej kurde zrobiłam? Może po prostu nie lubiła Brandy? Było mi zimno... Lodowato. Bolały mnie nadgarstki i kostki. Niewątpliwie byłam w jakimś drewnianym pomieszczeniu. Deski były nasączone werbeną ale jako człowiek czułam tylko jej zapach, nic więcej...
-Jest tu kto?!-krzyknęłam.
Po chwili usłyszałam pisk i skrzypiące drewniane drzwi się otworzyły. Ujrzałam w nich wysokiego, przystojnego faceta. Uśmiechał się ironicznie. Podszedł do mnie i się nade mną pochylił.
-Nie możesz nikogo wezwać... Twój ukochany nie żyje... Twoje przyjaciółki są zbyt zajęte sobą by pamiętać o tak malej i drobnej istotce jak ty.
-KIM JESTEŚ I CZEMU CHCESZ MNIE TORTUROWAĆ?!-zapytałam wkurzona. Zaczęłam się wyrywać z metalowego uścisku łańcuchów.
Mężczyzna wstał i powiedział:
-Mów mi Silas. I uwierz mi... Dobrze wiesz dlaczego tu jesteś.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak dla mnie to jest najlepszy rozdział w historii mojego bloga :D Nie wiem jak wy ale ja jestem zadowolona... co ja gadam wręcz zachwycona ;D Pisałam go przez prawie cały tydzień i uważam, że jest dopracowany w wielu szczegółach. Jestem zadowolona ze swojej roboty ;D Ale to do was należy ocena, nie do mnie ;D Mam nadzieje, że nie będzie dla was nudny czy coś... No ale każdy ma inny gust ;D Jak widzicie ja kocham takie małe tortury jak w przypadku Caroline ;D No to komentujcie szczerze, oceniajcie we "wrażeniach" i zapraszam do rubryki bohaterowie gdzie już wkrótce pojawią się dokładniejsze opisy postaci ;D Pozdrawiam :*

15 komentarzy:

  1. Szczerze jak zwykle: Bossskie!!!!
    Popłakałam się przy scenie Kateriny i Elijah'a, no, ale w końcu to jeden z moich ulubionych Parringów :3
    Kocham twojego bloga!!!
    Ale jak to Klaus nie żyje??!! (xD)
    Poważna kłótnia Klaroline, nie no, to jest dopiero coś!
    xD jak zwykle zapraszam do mnie: http://katerinapetrova123.blogspot.com/

    Pozdrawiam, ~Bitch Petrova

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, ale to już wiesz. Piszę z anonima ponieważ nie chce mi się logować, ale musiałam dodać komentarz. Super, fajnie, że Klaus i Caro się kłócą, nie są tacy słodcy zawsze i dlatego lepiej sie to czyta. Co prawda parę rzeczy ja bym inaczej napisała, ale to twoja wizja i jak najbardziej sie z nią zgadzam.
    Zapraszam także do mnie, przed chwilą dodałam nowy rozdział. Jakbyś mogła, prosze tez o komentarz i szczerą opinię. Sama wiesz jakie to ważne, prawda. Pozdrawiam i życze dużo weny i miłego dnia :D
    http://carolineandniklaus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny rozdział w prost trudno się od niego było oderwać. :)
    http://kobieta-ze-stali.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział !
    Kłótnia Caro i Klausa oraz pojawienie się Katherine - cudowne !
    Ale czekaj, czekaj...Klaus nie żyje ? Mam nadzieję, że to nie prawda.
    Silas się pojawił, no to będzie się działo.
    Pozdrawiam i życzę weny, abyś jak najszybciej napisała nn !
    http://mrocznestworzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć!
    Zapraszam do siebie na NN, chyba warto :)
    http://forbidden-looove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział :)
    Zresztą jak zawsze <3
    Zapraszam do mnie http://klausicaroline.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. ale mi się nie chce pisać tego komentarza.... Masakra . Ale twój rozdział najlepszy ! Genialny :) super go napisałas ;D Silas w ciele Rebekah tak ? Biedny Klaus i głupia Bonnie . Żal mi jej , nie jednak nie. Mało kola , ale długi ten rozdział, ale nie nudny ;D pozdrawiam i przepraszam, ze tak krótko

    OdpowiedzUsuń
  8. http://klaus-and-caroline-forever.blogspot.com

    hej świetny blog mam prośbę mogłabyś mnie informować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :'( :'( :'( Jestem zła na siebie :(( A mianowicie za to, że nie przeczytałam tego wcześniej. Napaliłaś mnie jak kurde I don't known this?!?!?! No to mamy komplecik ^^ Ostre orgie Ja+Sillas+Klaus+Damon+KOL= Awwwwwwwwwwww możesz dołączyć ;) Bonnie to siksa xD zabij ją plisss xD No nic... Nie mam pomysłu na sensowniejszy kom ale tryska mną energia po przeczytaniu szajbaaaa! xPP
    Uhu! Xd ale ci spamuję :P
    ===============================================
    http://tvd-tylko-moj-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. jejuu!! Genialny blog, rozdział itp. :D Kocham twojego bloga :3
    Pozdrawiam Ania
    ________________________________________________________________________________
    Zapraszam na
    http://klaus-caroline-forever.blogspot.com/
    oraz na
    http://carlisle-esme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć!
    Zapraszam do siebie na NN!
    http://forget-about-the-past-angel.blogspot.com/

    PS: Zachęcam do zerknięcia na nowy blog, który ruszy, gdy otrzymam szablon:
    http://double-feeling.blogspot.com/
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej ! Na moim blogu pojawił się właśnie nowy rozdział. Jeżeli jesteś ciekawa to zapraszam i liczę na szczerą opinię w komentarzu ;)
    http://mikaelsonfamily.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie już jest VI rozdział. Damon chyba za bardzo słodzi tak samo Katherine. (Tak oni o.o) Nawet Rose się znalazła. Klaus zachował się jak Klaus bez skrupułów, a Kol jak męska dziwka. Ahhh jak ja lubię niszczyć postacie xD nie martwcie się jednak to nie potrwa długo ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Cześć! :)
    Zapraszam na NN, bardzo gorąco zachęcam, jest mega dużo wspaniałej Klaroline :D
    http://hate-is-the-beginning-tvd.blogspot.com/

    wpadaj, zachęcam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. super blog ... zapraszam na mojego dopiero zaczynam http://caroline-milosne-perypetie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń