wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 4

Klaus:
Siedziałem przy perfekcyjnie czystym stoliku w Grillu.
Była godzina 24.
Od kilku godzin nie miałem wiadomości ani od Caroline,ani od Maxa, lecz nagle poczułem wibracje w kieszeni spodni.
-Halo?
-Klaus, wiem gdzie jest Caroline.
-Na prawdę? Gdzie?
-W Nowym Orleanie...
-Świetnie!
-Wcale nie. Jest w szpitalu. W stanie krytycznym. Zaatakowało ją jakieś zwierzę. Jeszcze nie jest aniołem więc może w każdej chwili umrzeć. Ja... przykro mi.
Gdy to usłyszałem, po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
Rozłaczyłem się i wyszedłem z baru. Od razu wsiadłem do auta i zacząłem czym predzej jechać w stronę Nowego Orleanu. [***] Po około pięciu godzinach jazdy zawrotną prędkością, w końcu znalazłem się w szpitalu, w Nowym Orleanie.
Podszedłem pewnym krokiem do recepcji.
-Gdzie teraz się znajduje Caroline Forbes?-zapytałem.
W moim głosie można było usłyszeć rozpacz...
-Jest od pięciu godzin na sali operacyjnej.
-W jakim jest stanie?
-Jest w stanie krytycznym. Kim pan jest jeśli można wiedzieć?
-Ja... kocham ją i... nie chcę by stało jej się coś złego.
-Za późno. Ma wstrząs mózgu, złamaną rękę i roztrzaskaną czaszkę.
-Czy...czy mogę ją zobaczyć?-zapytałem.
-Jak operacja się skończy. Proszę zaczekać przed salą operacyjną.
Od razu skierowałem się w stronę wskazaną przez kobietę. Usiadłem na krześle i czekałem.

Caroline:
-Mamy tu pacjętkę z rozbitą głową, złamaną ręką i rozciętym gardłem. Musimy szybko ją operować.
-Złamanie z przemieszczeniem.
-Trzeba założyć szwy.
-Może mieć wstrząs mózgu.
Tylko tyle mogłam usłyszeć.
Zaraz gdy otwierałam oczy, raziło mnie białe światło. Wszystko mnie bolało. Z minuty na minutę coraz bardziej nie rozumiałam tego co się stało. Gdy w końcu otworzyłam oczy ujrzałam salę szpitalną a wokoło mnie mnóstwo lekarzy. Lecz jeden z tych "lekarzy" wcale nim nie był. Wiedziałam, że skadś znam tą twarz, usta, posturę i włosy. Popatrzyłam na niego. Uśmiechał się.
-Mogę z nią zostać sam na sam?-zapytał jednej pielęgniarki.
-Tak, ale proszę jej nie denerwować. Jest po ciężkiej operacji.
Przytaknął, a pielęgniarka wraz z trzema lekarzami wyszli.
-Caroline. Moja kochana... Tak się bałem.
-Jaka Caroline? Gdzie ja jestem?-zapytałam zdezorientowana.
Nic nie pamiętałam.
-Cii, Słoneczko. Tak się o ciebie bałem. Max powiedział mi, że możesz nawet umrzeć. Nie mógłbym żyć ze świadomością tego, że to przeze mnie. Kocham cię. Pamiętasz? Pamiętasz te wszystkie noce i dni spędzone razem? Pamiętasz? Pamiętasz jak cię kochałem? Pamiętasz jak ty... jak dałem ci pierścionek zareczynowy i ty się zgodziłaś. Już mieliśmy planować ślub. Pamiętasz jak szukałaś collage'u?
Patrzyłam na niego z osłupieniem.
-No tak. Nic nie pamiętasz. Pewnie będziesz mnie nienawidziła. Już zawsze. Już taki jestem. Każdy mnie nienawidzi. Nikt nie dostrzegł jaki jestem na prawdę. Wszyscy widzą we mnie tylko brutala.-szepnął i zaczął płakać.
Nie mogłam patrzeć jak cierpi.
-Chciałabym...-szepnęłam słabo.
-Tak?
-Chcę poznać cię.-powiedziałam z trudnością sklecając jedno krótkie zdanie.
Mężczyzna się uśmiechnął i otarł łzy.
-Jestem... Jestem Klaus Mikaelson i... jestem zachwycony. Że żyjesz, że mogę znów cię zobaczyć i... chciałbym cię pocałować co jest niedorzeczne zwarzając na okoliczności. Chciałbym mieć cię tylko dla siebie przez choćby sekundę... Chcę widzieć twój promienisty uśmiech... Chcę byś przypomniała sobie to wszystko... A jeśli nie... no to cóż. Może jak wyzdrowiejesz to dasz mi... chyba czwartą szansę. Ale jeśli nie, to przyjmę to całkiem spokojnie. Jak kogoś kochasz, daj mu odejść. Nigdy nie myślałem nad tym tak bardzo jak teraz. To przysłowie ma rację. Dopiero teraz złapałem sens tych słów. Kocham cię ale dam ci odejść, bo nie chcę byś przeze mnie cierpiała. Powinienem już dawno powiedzieć ci, żegnaj najukochańsza ale... mówię to teraz. Żegnaj. I pamiętaj moje słowa. Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść. -szepnął i z łzami kapiącymi po policzkach odszedł od mojego łóżka.
-Klaus...-szepnęłam sama do siebie gdy już wyszedł z sali.
Wiedziałam, że zapamiętam to imię do końca życia. Aż po grób...

Klaus:
Jaki ja byłem głupi! O mój boże. Ktoś kto nadal kocha nie zachowuje się tak jak ja! Zachowałem się jak głupiec. Czyli jak zwykle. Jak mogłem tak po prostu, dać jej odejść... Przechodząc między salami nie zwracałem uwagi na ludzi patrzących na łzy płynące po moich policzkach.
Szybko przeszedłem obok recepcji. Wyszedłem ze szpitala i wsiadłem do swojego ulubionego, czerwonego ferrari. Przeczesałem włosy dłonią i otarłem łzy które wciąż płynęły mi z oczu. Z wściekłości uderzyłem pięścią w kierowcę. Straciłem wszystko. Ewidentnie wszystko. Byłem taki głupi. Postanowiłem włączyć radio.
-8 Rano, wiadomości z Nowego Orleanu. Około godziny 23 została zaatakowana turystka. Oto rozmowa z mężczyzną który ją uratował przed pewną śmiercią.
"-Przechodziłem przez park i nagle zauważyłem kobietę leżącą na ścieżce rowerowej. Od razu zadzwoniłem na policję i pogotowie, bo przestraszyłem się jej wolnego tętna.
-Panie Marcelu, czyli to pańska zasługa, że dziewczyna jeszcze żyje?
-Nie chcę się przechwalać ale... tak to moja zasługa."
Marcel... No tak mogłem się spodziewać kogo to była sprawka...
Teraz moja rozpacz zmieniła się we wściekłość. W Chęć zamordowania Marcela, za to co zrobił. Od razu odpaliłem auto i skierowałem się w stronę francuskiej dzielnicy.
Po chwili się zatrzymałem. Ujrzałem Marcela jakby nigdy nic spacerującego po chodniku.
Zaparkowałem auto i wysiadłem z niego. W super tempie znalazłem się obok niego.
-Witaj, stary kumplu.-powiedziałem wściekły.
-Niklaus... Kopę lat! Stary tak dawno nie widziałem mojego nauczyciela, że aż się pohubiłem... Gdzie byłeś przez te wszystkie lata.
Nie odpowiedziałem. Marcel uderzył mnie w plecy.
-Nie dotykaj mnie. Co zrobiłeś Caroline?-zapytałem spokojnie.
-Nie znam, żadnej Caroline.
-Tej co zaatakowało ją "zwierzę"... Jej też nie znasz?
-Aaaa. Znalazłem ją w parku. Była w okropnym stanie. Miała roztrzaskaną całą czaszkę. Biedna.
Złapałem go za gardło i przycisnąłem do muru.
-CO JEJ ZROBIŁEŚ!?-krzyknąłem.
-Puść mnie a ci powiem.
Puściłem go i patrzyłem na jego przerażoną twarz.
-Piłem jej krew. Co jesteś zadzrosny, że piłem krew dziewczyny, która będzie aniołem?-zapytał.
-Skąd... Skąd wiesz?-zapytałem.
-Każdy wampir ujrzałby aurę otaczającą jej ciało.
-Zabiję cię! Prawię zabiłeś moją ukochaną!-krzyknąłem.
-Oj stary. Skąd miałem wiedzieć, że to twoja laska? Nie widzieliśmy się ze sto lat , a wątpię by tyle miała. Wygląda na 20 lat. To cię w niej urzekło? Że jest młoda i piękna?
-Nie tylko to. Kocham ją za wszystko. Nie jestem taki jak ty.
-To dziwne, bo sam nauczyłeś mnie wybierać ofiarę po wyglądzie.
-Jeśli jeszcze raz jej choćby dotkniesz, przyżekam, że cię zabiję. Jestem za bardzo przygnębiony by cię zabić.-powiedziałem i od niego odszedłem.
-Zmieniłeś się. Kiedyś zabiłbyś nawet za to, że ktoś wziął ci butelkę whiskey a teraz? Co ona z tobą zrobiła...?
-Wydobyła mój prawdziwy charakter.-szepnąłem i odszedłem od niego.
Wsiadłem do auta i znów pojechałem pod szpital. Chciałem być przy niej blisko. Bliżej miż kiedykolwiek. Chciałem znać każdy jej ruch, każde słowo które wypowie... Mimo wszystko nadal ją kochałem...

Caroline:
-Masz siłę by zjeść zupę?-zapytała miła pielęgniarka opiekująca się moim zdrowiem.
-Nie...-powiedziałam cicho i słabo.
Nie miałam na nic siły. Tył głowy okropnie mnie piekł, a szyją nie mogłam ruszać ze względu na opatrunek.
Nic nie pamiętałam. Ani z wczorajszej nocy, ani z przed dwóch lat. Przed oczami ciągle miałam obraz tego mężczyzny... Klausa. Wiedziałam, że skądś go znam ale nie miałam pojęcia skąd... I dlaczego gdy go widzę czuję się inaczej niż gdy widzę innych ludzi... Praktycznie ciągle go widziałam i powtarzałam sobie jego niezwykłe imię. Słyszałam jego akcent... Dosłownie ciągle siedział w mojej głowie. Mimo, że nie wiedziałam kim jest i skąd go znam wiedziałam, że coś do niego musiałam czuć... Coś do niego czułam... Tylko co? Nie umiałam tego określić...
Myśląc nad tym co mogło nas łączyć, zasnęłam błogim snem.
[***]
-Klaus. Caroline się budzi.
-Cicho!-rozkazał mężczyzna z niebiańskim, brytyjskim akcentem.
-Czemu? Nie chcesz jej powiedzieć o tym, że śpi już około dwadzieścia osiem godzin?
-Max, nie bądź chamski. Jest po operacji.
-Max, przecież ona jest jego śpiącą królewną... Tak w ogóle ile tu już siedzisz?
-Nie... Nie wiem może jakoś trzy dni.
-I przy tym trzy noce...! Co może oznaczać tylko jedno...
-Ogarnij się, Tom!
Za wszelką cenę chciałam ich zobaczyć. Może przypomniałabym sobie wspomnienia z nimi związane... Ale najbardziej chciałam przypomnieć sobie Klausa.
Otworzyłam oczy.
Ujrzałam wysokiego blondyna z zielonymi oczami, mniej więcej tego samego wzrostu faceta z jasno brązowymi włosami i złotowłosego Klausa. Uśmiechnęłam się promieniście i się podniosłam.
-Nie, nie, nie. Masz leżeć.-powiedział Klaus, który zaczął poprawiać mi poduszkę. Popatrzyłam na niego. Uśmiechał się. Odwzajemniłam uśmiech i spuściłam głowę. Nie chciałam przyznać, że nadal go nie pamiętam.
-Hej, Care!-powiedział zielonooki blondyn.
-Hej, Tommy!-odpowiedziałam.
Eureka! Tommy i już wszystko stawało się logiczne. Tom McFadden był moim przyjacielem. Jednym z moich najlepszych przyjaciół. Tylko nie pamiętałam czemu spotkaliśmy się w Londynie...
-Care, pamiętasz mnie! Kur...-krzyknął lecz nie dokończył.
-Tomas...-szepnął Max.
-...Cze.
Zaczęłam się śmiać. Tom się uśmiechnął.
-A mnie pamiętasz?-zapytał stojący koło Toma, facet.
-Tak, Max. Pamiętam...-szepnęłam.
Rzeczywiście. Pamięć wracała do normy.
-Czyli mnie pewnie też pamiętasz?-zapytał Klaus.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. "Nie, ale chciałabym cię pamiętać"?
-Chciałabym ale... nie pamiętam.
-No cóż, ważne, że pamiętasz przyjaciół. Mnie pamiętać nie musisz. Nawet lepiej byś mnie nie pamiętała, bo nie znienawidzisz mnie za to wszystko...-szepnął i się smutno uśmiechnął.
-Oj tam, oj tam. Przypomni sobie wasze wspólne noce i dni. Podkreślam noce. A propos nocy. Słyszałem, że u was w sypialni dzieją się różne rzeczy...
Klaus podszedł do Toma i z całej siły go uderzył.
-Jesteś gorszy niż normalnie. Ostatni raz idziesz ze mną gdziekolwiek.
-Dobrze tatusiu...-powiedział.
Zaczęłam się śmiać.
-Udawaj zboczeńca dalej, poprawisz Caroline humor.-powiedział Max i się uśmiechnął.
-Nie... Nie jestem taki.
-Przed chwilą pokazałeś coś innego...-szepnął Klaus.
Tom spojrzał na Klausa. Jego spojrzenie oznaczało tylko jedno. Myślał o zrobieniu czegoś mega!
-No więc natchnęło mnie. Właśnie na poczekaniu przerobiłem pewną piosenkę. Get Lucky.
-O nie...-szepnął Klaus.
-No co! Max chciał. Specjalna dedykacja dla Maxa...
A oto proszę państwa, Alex Pettyfer. Mój trzeci mąż z mojego
opowiadania xDD Pasujemy do siebie :**
Piosenkę dedykuję, też Klausowi Mikaelsonowi za wytrwałość w związku z pobytem Caroline Forbes w szpitalu. I w związku spędzania z nią każdej nocy...
-Caroline, nie znasz jego pomysłów. Już możesz się bać...-powiedział Klaus.
-Ona nie śpi całą noc aż do wschodu słońca,
On nie śpi przez całą noc aby coś zaliczyć,
Ona nie śpi całą noc by się dobrze bawić,
On nie śpi całą noc by mu się poszczęściło.
W tym "coś zaliczyć" mam na myśli ciebie, Caroline...
Popatrzyłam na Klausa.
Stał z otwartymi ustami, tak jakby chciał powiedzieć "Zabiję cię, stary".
Max miał taką samą minę.
-Przegiąłem?-zapytał Tommy.
-Troszkę... -powiedział Max.
-Troszkę bardzo...-szepnął Klaus.
-Chłopaki, nie było tak źle. Nowy talent się objawił. Tommy McFadden. Idź do X-Factora...-szepnęłam.
Wszyscy wybuchli śmiechem oprócz Toma.
-To bolało. Wyczułem w tym ironię. Caroline jak możesz tak traktować przyjaciela... Jak możesz...
-Oj tam, to był komplement, Tommy. Przecież wiesz, że cię lubię...
-No wiem...-powiedział i zrobił głupkowatą minę.
Tom był normalnie najlepszym przyjacielem... Był moim geniuszem. Potrafił rozbawić nawet największego ponuraka.
Nagle w pokoju rozległ się sygnał dzwonka telefonu Maxa.
-Muszę odebrać to z Mro....-nie dokończył.
-Jasne.-przerwał mu Klaus.
Max wyszedł z pokoju z telefonem przy uchu.

Jensen Ackles w roli Davida Mursa <3
Z Supernatural :33 Czwarty opowiadaniowy mąż xDD
Uwielbiam jego teksciory xD 
Max:
-Halo?
-Maximillian. Mam do ciebie sprawę.
-Nabyłeś telefon, David. Macie już zasięg?
-Nie żartuj. To poważna sprawa. Przecież wiesz, że Mroczne Wymiary są zaopatrzone tylko w telefony dla Rady.
-Wiem, nie jestem głupi. Co jest?-zapytałem.
-Wiesz kto usiłował zabić tą... Caroline Forbes? Tą którą będziesz uczył?
-Nie, nie wiem. To chyba było zwierzę.
-Myślisz, że w parku, w Nowym Orlenie są zwierzęta na tyle silne by przegryźć skórę Anioła?
-No racja.
-To definitywnie był Wampir. Mógłbym się nawet założyć, że to Marcel.
-Właśnie. -Marcel. Z nim zawsze były problemy...-szepnąłem.
-A czy Jason nie jest jego aniołem stróżem.
-Jest. I dlatego pożegnał się ze swoim stanowiskiem.
-Ooo, wyobrażam sobie wściekłość tego zazdrośnika...
-Oj to twoja wyobraźnia będzie miała ciężki orzech do zgryzienia.
-Zapewne. A co w związku z Marcelem?-zapytałem.
-To, że wysyłają mnie na ziemię. -odpowiedział mój stary przyjaciel, David Murs.
-O! To miło, że wracasz do starego kumpla.
-Chciałbym tylko dlatego wrócić. Wysyłają mnie bym rozpoczął śledztwo w Sprawie małej Caroline.
-Okej. Mam powiedzieć to Caroline, Tomowi i Klausowi?
-Jak chcesz. I tak się dowiedzą, albo ode mnie, albo od ciebie, co to za różnica. Musze już iść. Ktoś inny chce skorzystać z telefonu.
-Wy macie tam zajebiście wydzielone rozmowy widzę.
-Oj żebyś wiedział...-szepnął i się rozłączył.
Uśmiechnąłem się do siebie. Powrót Davida zawsze zwiastował coś niezwykłego...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :33 Ja w końcu jestem ;33 Lecz jestem też troszkę zawiedziona małą liczbą komentarzy. Tylko sześć? Oj no zlitujcie się xDD
Teraz każdy kto to przeczyta obowiązkowo ma skomentować xDD
Mam już napisane do 6 rozdziału, a uwieżcie. Warto xDD Będzie się tyle działo <33
Jestem pewna, że będzie zaskok xDD :DD A więc tyle na dzisiaj :33 Ja jestem zachwycona tym rozdziałem bo na serio mi się udał i miałam na niego wielką wenę :D Był on całkowicie napisany na telefonie :33 Tylko gify i zdjęcia na kompie xDD
Piszcie komentarze i wyrażajcie w nich swoją opinię xDD Co wam się podoba, co nie itp. xDD
PS: Jak ktoś płakał to się nie martwcie bo ja też xDD
Pozdro! :D

10 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba ! <3
    Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A to źle że nie płakałam? Może trochę wzruszona, ale żeby ryczeć? xDD

    A ten gif z Alexem robiącym z siebie idiotę masz ode mnie xDDD Alex ♥ I Jensen ♥
    Awwwwwwwwwwwwwww.......... Siostro, świetnie piszesz xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Haahah rozdział mega ;D Nie mówiąc już o specjalnej dedykacji dla Klausa i Maxa :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam twojego bloga *_* Jest najlepszym
    blogiem jakiego kiedykolwiek przeczytałam <3
    A co do rozdziału to jest świetny zresztą jak wszystkie przez ciebie napisane ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sister, ja wiem, że ty dbasz o moją edukację ;) I wiem, że rozwijasz do mnie zamiłowanie do czytania (które i tak jest już maksymalnie rozwinięte) i zmuszasz mnie do czytania swoich opowiadać.
    Ludzie ona normalnie co minutę może pisać, żebyś przeczytała i skomentowała ;) Aż dopóki nie przeczytam. Potem mam trochę spokoju, aż do następnego rozdziału. XD Ale nie narzekam, warto to czytać XD

    Sister, rozwaliłaś mnie tym tekstem:
    -Wy macie tam zajebiście wydzielone rozmowy widzę.
    -Oj żebyś wiedział...-szepnął i się rozłączył.

    xD Masz talent!! :D Szybko dodawaj NN, ja chcę więcej! NOW!
    I nie obchodzi mnie, że musisz nowy odcniek PLL oglądać, masz to dodać i tak to jest rozkaz xD Pisz szybko, póki wakacje są! :D

    Wspominałam już kiedyś, że kocham to opowiadanie? :D Kisses -A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostrzyczko, tylko znajdę gify i dodam xDD :33 Kochana jesteś <33 Tak jak wy wszyscy xDD

      Usuń
  7. Hahaha świetny rozdziął kochana. Zwłaszcza ta zajebista piosenka ^^ ty to masz talent do wszystkiego :D dodawaj szybko ten rozdział bo już sie nie mogę doczekac :D A no i David będzie zajbiaszczy *.* matko a o co chodzi z tymi aniołami bo nie kumam? Ja tempa jestem a ty zboczona :D ależ my sie dobrały ^^

    Twoja sister Natalia (nie chciało mi sie logowac na blogera :D wiem jestem leniem ^^)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, witam :)
    Po miesięcznej przerwie zapraszam na nowy rozdział na moim blogu - http://mikaelsonfamily.blogspot.com/2013/08/rozdzia-18-lekarstwo-dla-pierwotnych.html

    +Zaległości na twoim blogu nadrobię w ciągu najbliższych dni, gdyż teraz mam za mało czasu na przeczytanie wszystkich opowiadań. Mam nadzieję, że się nie gniewasz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super ;) Uwielbiam ten rozdział. Nie mogę przestać go czytać^^ W wolnej chwili zapraszam do mnie <3
    http://bloogaprilli667.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń