![]() |
| Ach ten uśmiech <3 |
Nie miałem pojęcia gdzie idziemy. Byłem zdezorientowany tą całą sytuacją. Nie wierzyłem, że matka mogła zrobić nam coś takiego! Aż taka głupia nie była... Chyba... Caroline trzymała mnie mocno za rękę. Kol wraz z Olivią szli przed nami. W końcu Kol zapytał mojej ukochanej:
-To tutaj Caroline?
-Tak. Tutaj zawsze pomagałam przy przemianie T....- nie dokończyła Caroline. Popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami. Uśmiechałem się sztuczne. Tak naprawdę bałem się... A co jeśli ją zabiję? Nawet jeśli przez przypadek to bym tego nie przeżył! Nie potrafiłbym żyć z myślą, że to przeze mnie Caroline odeszła. Dziewczyna w jakiś sposób zrozumiała czego się obawiam i puściła moją rękę. Podeszła do Olivii i złapała ją za rękę.
-Oliv chodźmy sprawdzić czy tam w dole jest pusto.-zaproponowała i popatrzyła na mnie.
Gdy widziałem jej twarz to dosłownie miałem ochotę umrzeć w jej ramionach... Czułem jakieś takie dziwne... motyle w brzuchu? Nie to nie mogło być to! Przecież jestem pierwotnym... Przynajmniej byłem. Ale teraz... Teraz na prawdę czułem jak coś lata mi po brzuchu. Czułem takie coś po raz pierwszy od tysiąca lat i stwierdziłem, że to jest dosyć przyjemne. oprócz tego czułem coś innego... Moje serce- biło...
Dałbym wiele by znów stać się pierwotnym hybrydą. Wszystko oprócz Caroline! Nawet jeśli przez nią miałbym zostać tylko człowiekiem czy raczej tylko wilkołakiem... Nie oddałbym jej nikomu, chyba, że od tego zależało by jej bezpieczeństwo. Od kilku miesięcy to ona była u mnie na pierwszych miejscu. Kochałem ją ponad wszystko! W końcu, gdy się ocknąłem zobaczyłem, że dziewczyny zniknęły w podziemnych lochach. Usiadłem na trawie i po chwili usłyszałem Jak Kol siada obok mnie.
-Czym się martwisz Niklaus?-zapytał przyjacielsko młodszy brat.
-Nic...
-Przecież widzę! Gadaj bo jak nie to odstawię focha.
Zacząłem się śmiać z jego udawania jakiejś zbuntowanej nastolatki ostawiającej "focha".
-No dobra... Boję się tej przemiany! To będzie moja pierwsza kompletnie nie kontrolowana przemiana w wilka! Nie wiem czy... Nie chcę zabić Caroline.-odpowiedziałem.
-Druga niekontrolowana przemiana... Nie zapominaj o tej w domu co zdemolowałeś swój pokój.
-No tak. Ale to która to jest przemiana nie jest tak ważne jak to by nie zabić Caroline.
Kol poklepał mnie po plecach i powiedział:
-Nie martw się. Ty będziesz sobie biegał jako wilk po lesie a Caroline będzie bezpieczne u Bonnie... Bo widzisz Olive bardzo chce zobaczyć się ze starą przyjaciółką.
-Dziękuję ci Kol. Gdybyś tylko nie był taki dokuczliwy i gdybyś nie miał tych swoich głupkowatych tekstów to moglibyśmy być na prawdę dobrymi braćmi...
-No co ty?! Tak bo myślisz, że cieszę się z brata który rucha ukochaną pod prysznicem.- powiedział Kol z cwaniackim uśmiechem na ustach...
Odpuściłem sobie. Jego "poczucia humoru" nie da się zwalczyć groźbami. Westchnąłem z rezygnacją i mimowolnie się uśmiechnąłem. Po chwili mój uśmiech był już uzasadniony. Z lochów wyszła Caroline. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała:
-Klaus... Chodź.
Wstałem i zszedłem po schodach za ukochaną.
Caroline:
Była 21:05. Mieliśmy jeszcze 25 minut do pełni księżyca. Klaus siedział w kącie przykuty do kamiennej ściany. Było mi go strasznie szkoda... Miałam ochotę cały ten ból jaki będzie przeżywał ściągnąć na siebie.
Chciałam, żeby to mnie w jednej sekundzie zaczęły się łamać wszystkie kości. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że on sobie poradzi... Przecież żył już ponad 1000 lat... Nie był jakimś mięczakiem.
Siedział skulony w kącie. Podeszłam do niego i przysunęłam swoją twarz do jego twarzy.
-Kocham cię. Przyjdę tutaj rano i cię rozkuje... Chyba, że w nocy uciekniesz stąd gdzieś do lasu.-wyszeptałam i go pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek ale nie miał możliwości dotknąć moich pleców, gdyż jego nadgarstki były przykute do ściany... Po chwili odkleiłam się od niego i popatrzyłam w jego oczy.
Był zrozpaczony i... bał się... Co było dosyć dziwnym uczuciem zważając na to, że żył na świecie już ponad tysiąc lat. Uśmiechnął się smutno i skinął głową na schody prowadzące na zewnątrz. Rzuciłam mu ostatnie czułe spojrzenie i wyszłam z lochów zostawiając wilkołaka samemu sobie...
Gdy Olivia zobaczyła moją smutną minę złapała mnie za rękę.
-Wiesz czym cię pocieszę? Tym, że już jutro Klaus, Kol a może nawet my będziemy wampirami. -powiedziała.
-A skąd ty wiesz o wampirach?-zapytałam starą przyjaciółkę.
-W końcu chodzę z pierwotnym, prawda?-zapytała i się uśmiechnęła.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nawet się z nią nie przywitałam po tylu latach rozłąki.
Rzuciłam się jej na szyję tak jak robią to najlepsze przyjaciółki po długiej rozłące.
-O mój boże, ale za tobą tęskniłam, Oliv!-krzyknęłam wprost do jej ucha.
-Ja też ale nie musisz tak wrzeszczeć! W dodatku nie do ucha! Widziałaś kiedyś głuchego wampira?
-Ale ty nie jesteś wampirem!
-Ale chcę być! I Kol mnie przemieni już niedługo.
-Zależy czy Bonn na pewno zmieni ich z powrotem w wampiry.
-Tak... Dzwoniłam do niej i powiedziała, że to zrobi ale... ale jest małe "ale".
-Co się stało?- odsunęłam się od Olivii i popatrzyłam w jej szaro-niebieskie oczy.
-Powiedziała mi, że ktoś kto liczył się dla nich... w tym przypadku Klaus, Kol, Elijah, Rebekah... ktoś dla nich ważny może wrócić z zaświatów... Jedna osoba na jednego świeżo przemienionego wampira pierwotnego. -odpowiedziała.
-Czyli, że... Może wrócić np. Mikael? Znowu?
-Jeśli go kochali za życia to tak.
-Aha... Dobra nie wnikam. A Kol o tym wie?
-Tak. Był przy naszej rozmowie i uważa, że prawdopodobnie wróci ich młodszy brat Henrik.
Zrobiłam zdziwioną minę. Zawsze jakieś problemy... Wcześniej gdy nie byłam z Klausem może życie było... Nie powiem bo nudne nie było ale brakowało w nim tego dreszczyku emocji jaki mam teraz... Uroki bycia z Pierwotną hybrydą na mnie oddziałują... Nagle z zamyślenia wyrwał mnie Kol.
-Idziecie czy chcecie żeby Klaus zjadł was za jakieś 15 minut? -zapytał.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam młodszego brata Klausa. Ale oni się od siebie różnili... Kol-jajcarz nie biorący niczego na poważnie, Klaus- romantyk a zarazem najniebezpieczniejszy facet pod słońcem.
Westchnęłam i ruszyłam w drogę. Dom Bonnie leżał niedaleko lochów Lockwood'ów ale jednak... Potrzebowaliśmy około 20 minut szybkiego marszu. Gdy zapukaliśmy do drzwi od razu otworzyła nam Bonnie. O dziwo nic do nas nie powiedziała tylko zawołała Stefana... Zaczęłam zastanawiać się co mój najlepszy przyjaciel tu robił ale cóż... Tego nigdy się nie dowiem. Zaraz gdy zobaczyłam uśmiechniętą twarz Stefana, rozbudził się we mnie entuzjazm taki jak wtedy gdy Klaus powoli ściąga koszulkę i resztę odzienia. Gdy tylko to sobie wyobraziłam, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Caroline... Co tam u ciebie?-zapytał Stefan opierając się o drzwi.
-Dobrze... Mogę wejść?
-No tak bo wampirem już nie jesteś i nie potrzebujesz zaproszenia.
-A no racja... To z przyzwyczajenia.-odpowiedziałam i weszłam. Za mną weszła Olivia i podała rękę Stefanowi.
-Jestem Olivia. Dawna przyjaciółka Eleni, Care i Bonnie. A ty jak się nazywasz?
-Stefan Salvatore.
-Babica opowiadała mi, że kiedyś kochała się w Pewnym Stefanie... Salvatore. Niech zgadnę - eks wampir?
-Tak... Eks wampir cieszący się z tego, że może żyć jako zwyczajny człowiek który nie musi myśleć o piciu krwi i takie tam. -odpowiedział i się uśmiechnął podając rękę Brązowowłosej ślicznotce.
Szczerze? Dzięki tej sytuacji prawie całkowicie zapomniałam o ten przemianie Klausa...
Nagle w salonu wyszła Rebekah i uśmiechnęła się do Kola.
-Co ty tutaj robisz Bex?-zapytał brat mojego faceta.
-A nic... Dotrzymuję towarzystwa mojemu chłopakowi.
-Bekah to jeszcze nie jest tak oficjalne...-odpowiedział speszony Stefan.
-Jak to nie oficjalnie?... Przecież sam mówiłeś, że lepiej to powiedzieć.
-No wiem ale teraz tak sobie myślę i nie jestem pewien czy powinni wiedzieć.
-No tak ale gdy byłeś z Eleną to jakoś wszyscy wiedzieli.
-Skończyłem z Eleną przecież wiesz, kotku.-powiedział Stefan i podszedł do Rebeki. Pocałował ją.
Nagle z pokoju wyszła następna osoba ale tym razem Elena.
-Hej Care, Hej Oliv. Chcecie pograć w karty ze mną i z Bonnie? Może nawet Damon się do nas przyłączy gdy poprawi mu się humor i odstawi butelkę Bourbon'u...
-Nie!-odpowiedziałyśmy z Rebeką zgodnie. Musiało to wyglądać komicznie, bo Elena wybuchnęła
śmiechem. Teoretycznie cała ta scena w domu Bonnie była psychiczna...
Bo przecież nie zawsze rozmawia się o tym, że babcia Olivii zakochała się w Stefanie... No ale cóż, takie życie wampira. Teraz już kompletnie nie myślałam o przemianie Klausa. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że my tutaj się śmiejemy a on przeżywa istną mękę... No ale cóż sam chciał tego bym go opuściła w tak trudnych dla niego chwilach.
-Team Barbie, tak?-zapytał ironicznie Kol.
-Tak, a co?-zapytała Rebekah
-Rebekah już nie masz kłów więc nie możesz zaatakować brata...-powiedział wychodzący z kuchni Damon.
-Ale nadal mogę go czymś zabić.
-Mimo, że jesteś człowiekiem nadal jesteś taką samą zołzą jak wcześniej.-powiedział i podszedł do Eleny.
-Dziękuję. Miło mi.-powiedziała Rebekah i się uśmiechnęła ironicznie. Westchnęłam. Miałam dosyć tej sytuacji... Nie chciałam patrzeć jak Damon i Elena się liżą więc weszłam do salonu. Zobaczyłam Bonnie siedzącą na kanapie. Usiadłam koło niej. Siedziałyśmy w ciszy już dłuższą chwilę gdy nagle:
-Chcesz kakao?-zapytała Bonn.
-Ok... Czekam-powiedziałam i podążyłam wzrokiem za przyjaciółką idącą w prost do kuchni.
Oparłam się wygodnie o oparcie i nie zdając sobie z tego sprawy usnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i w końcu go dodaję ;D Mam nadzieje, że nie zanudziłam was aż tak bardzo, że będziecie spali przed komputerami bądź laptopami ;D Ja osobiście uważam, że to co napisałam to jakaś masakra xD I tylko te gify co dodałam mi się podobają :D Ale opinia należy do was ;D Rozdziały będą pojawiały się tak jakoś raz w tygodniu ;D
Dobra a ja na razie lecę robić matmę papa :*



ooooo bomba nareszcie pojawił się Damon i bardzo mi się podoba ten wątek że są ludźmi
OdpowiedzUsuńkocham twój blog oby tak dalej
Ekstra blog!!! Czekałam na ten rozdział od jakiegoś czasu ;) Żal mi Klausa :(( Biedny... Oliv jest fajna ^^ No i Kol <3 Hehehe xD nie mogę z jego tekstów czasami :D Elka jak zwykle jakaś dziwna xD Bekkah jest spoczko :3 W ogóle świetny rozdział i nie mogę się doczekać kolejnego! ! !
OdpowiedzUsuń----------------------------
Zapraszam do mnie na 3 rozdział ;) Wszystko co się wydarzy rzuci zupełnie inne światło na całą sytuację. Dowiecie się też "małej" ciekawostki o Elijah... :P (tak to jest związane z jakąś dziewczyną)
http://tvd-tylko-moj-swiat.blogspot.com/
Czemu masakra ? Właściwie dużo się nie działo, ale taki spokojny rozdział też jest niczego sobie. Jak są ludźmi mogą się tak zachowywać i takie spotkanie wszystkich razem jest na prawdę ciekawe :D
OdpowiedzUsuńNo, dobra. Nareszcie dodałaś nexta już wariowałam!!
OdpowiedzUsuńALE JEŚLI JESZCZE RAZ POWIESZ ŻE KTÓRYŚ Z ROZDZIAŁÓW TO MASAKRA TO PRZYJDĘ DO CB I CIĘ ZABIJĘ, JASNE??!!!
A ogólnie rozdział fajny.Hahahahh..... są ludźmi. Jaki lol. o.O
Tak trochę dziwnie. xD
Dawaj nexta!
hej.... Taki spokojny rozdział. Caroline to trochę świnia, jakby kochała Klausa to by o nim nie zapomniała. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCześć! :)
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam do siebie na NN na Klaro ;)
http://hate-is-the-beginning-tvd.blogspot.com/
fajny rozdział czekam na następny
OdpowiedzUsuńHej! :D U mnie IV rozdział ;>
OdpowiedzUsuńI uwaga, uwaga pojawia się KLAROLINE! Mogę wam wkleić ich scenkę ;P
Nie chciałam ich robić, ale jednak się złamałam xD
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Coś nie chciałem wierzyć w ich optymizm. Znałem Arianę osobiście i stwierdziłem, że to nie ona jest głównym zagrożeniem. Jako człowiek była bardzo podobna do… Caroline… „No właśnie”. A więc może źle szukam. Postanowiłem znaleźć Pathericka. Wpadłem na już na jego trop i wiem iż muszę ruszać do Monte Carlo. Tam siedział ten typ, który wziął się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak. I jakim cudem był tak silny aby pojmać Benetówne?! No i co gorsza Camille. Miał moc niczym… Ja.
- Klaus? – Drzwi do mojego pokoju otworzyły się z lekkim piskiem. Weszła przez nie postać. Piękna blondynka o niebieskich oczach i niebiańskim uśmiechu – Caroline.
- Tak kochana? – Uśmiechnąłem się do niej promiennie.
- Wiem co zamierzasz uczynić i pomogę ci… Znajdziemy Pathericka, razem. – Te słowa zadziałały na mnie ogłupiająco „RAZEM”. Ale zaraz się ocknąłem i w odpowiednim dla siebie tępię znalazłem się przy wampirzycy.
- Naprawdę, czy to kolejny trik „paczki z Mystic Falls” pod tytułem „Caroline wykiwa tego naiwniaka Klausa abyśmy sami mogli działać . Ale powiem ci coś… Zapominacie, że jest nieśmiertelną hybrydą, która wystarczy, że kichnie, a was już nie ma. – Spojrzałem na nią złowrogo.
- To nie ich pomysł. Nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie. Rebekah i Kol uważają mnie za bezużyteczną. Wydaje mi się, że jesteś jedyny, któremu się jakoś przydam. – Odparła, zacisnęła pięści i zagryzła wargi.
- A więc dobrze… Pakuj się moja droga… Jutro rano ruszamy do Monte Carlo. Zabawimy tam trochę.
- Klaus… Dziękuje, że mogę pomóc…
Wyszła a ja patrzyłem na miejsce, w którym stała jeszcze jakieś kilka minut. Jak to możliwe, że zakochałem się. Beznadziejnie się zakochałem w dziewczynie, u której nie miałem żadnych szans.
- Caroline Mikelson… - Zamruczałem pod nosem i moje usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Żeby wiedzieć kim jest Patherick i Aria trzeba przeczytać ^^
http://tvd-tylko-moj-swiat.blogspot.com/
o hej ! U mnie nn (nareszcie) na miloscodpierwszegougryzienia.blog.pl pozdrawiam i zapraszam
OdpowiedzUsuńJejku, świetne i ciekawe! Czytając twoje opowiadania szybko się wciągam i chcę więcej, więc czekam na NN <33
OdpowiedzUsuńTymczasem zapraszam na oceniająco/polecającego bloga! Zgłoś swojego bloga i zyskaj nowych czytelników!
www.oceniamy-i-polecamy.blogspot.com
Cudowny <3
OdpowiedzUsuń