Caroline:
Szłam jakimś ciemnym korytarzem. Na palcu nie miałam pierścienie z lapis-lazuri. Nagle zauważyłam jakaś ciemną postać. Gdy moje oczy oswoiły się z ciemnością(było tam tak ciemno, że nawet wampir ledwo by cokolwiek tam dostrzegł), zauważyłam jakąś tajemniczą postać. Popatrzyłam na jej twarz. To była ta sama dziewczyna którą widziałam w lustrze. Podeszłam do niej a po chwili dziewczyna uśmiechnęła się i powiedziała:
-Witaj Caroline. Jestem Janette. Pewnie Klaus ci o mnie dużo opowiadał.
-O co ci chodzi i skąd znasz moje imię?- zapytałam.
-Klaus często o tobie śni. Często was obserwuję. Kiedyś też byłam w nim zakochana tak jak ty teraz. Też mieliśmy być ze sobą na wieki. Ale byłam naiwna. Po pięciu latach mnie opuścił by złapać tą durną klątwę. Nie wrócił... Wolał tu zamieszkać, zapomnieć o mnie i być z tobą. Chciałabym cię zabić... Ale tego nie zrobię, bo widzę w tobie kawałek mnie samej. Ten naiwny i niewinny kawałek. Wiesz co ci radzę? Opuść go jak najszybciej, żebyś później nie cierpiała tak jak ja. Uwierz mi. Gdy mu się znudzisz wyrzuci cię jak jakaś starą szmatę lub cię opuści. Nie chcę żebyś skończyła tak jak ja...z kołkiem w sercu... Pewnie chcesz mnie teraz zapytać w jaki sposób z tobą rozmawiam. Pomogła mi pewna bardzo...hmmm... potężna czarownica z zaświatów.- wytłumaczyła Janette i po chwili rozpłynęła się w powietrzu.
Wracałam do rzeczywistości. Słyszałam uspokajający głos Klausa.
-Caroline! Ocknij się kochana.
Po chwili otworzyłam moje oczy. Klaus od razu chciał mnie pocałować. Odepchnęłam go i powoli wstałam z podłogi w łazience. Popatrzyłam na zaskoczonego wampira i wybiegłam z łazienki. Usiadłam na kanapie w salonie. Klaus wybiegł za mną i usiadł obok mnie.
-Wynoś się stąd. Najpierw mnie uwiodłeś a teraz co? Wynocha! Wynoś się jak najdalej ode mnie. pokochałam cię a ty mnie tak po prostu opuścisz? Jeśli myślałeś, ze nabiorę się na te twoje beznadziejne gierki to się bardzo myliłeś!- krzyknęłam i wypchałam Klausa za drzwi. Oparłam się o nie i osunęłam po nich. płakałam jak dziecko które nie ma rodziców ani przyjaciół. Czułam się beznadziejnie. Miałam złamane serce i to przez tą głupią Janette. Wolałam nie wiedzieć o tym jaki Klaus jest na prawdę. miałam złamane serce bardziej niż wtedy gdy dowiedziałam się, że Tyler mnie już nie kocha. Z resztą Tylera i mnie nie łączyło takie mocne uczucie. Nie wiedziałam która godzina, nie wiedziałam ile płaczę. Chciałam utopić się we własnych łzach.
Klaus:
Nie wiedziałem co jej się stało. Zachowywała się normalnie dopóki... Dopóki co? Nie wiedziałem co się stało tam w łazience. Biegłem wprost do "Mystic Grill". Chciałem zapomnieć o tej całej aferze przy kilku kieliszkach whisky. Gdy byłem na miejscu usiadłem przy barze i poprosiłem o całą butelkę ulubionego trunku. Nagle do knajpy wszedł Kol. Ale nie sam. Zaraz za nim weszła moja "kochana" siostrzyczka- Rebekah."O Bex... Jak ja jej dawno nie widziałem"-Pomyślałem i wykrzyknąłem:
-Rebekah, Kol czy nie powinniście się zajmować Shane'm, Jeremym, Stefanem i resztą?
-A czy ty nie powinieneś zajmować się tą twoją... Caroline zamiast tak tu bezczynnie i samotnie pić?- wybąknął Kol
-Spokojnie bracie. A ty Rebekah? Dlaczego opuściłaś Stefana? -zapytałem.
-Nie interesuj się, Nik...!- odpowiedziała
-Dobrze, to teraz już wiecie jak to jest zakłócać czyjąś prywatność. A wy robicie to cały czas! Ja póki co jestem najstarszy...
-Nie zapominaj o Finn'ie to on był najstarszy.-powiedział Kol.
-Tak wiem, ale Finn nie żyje, Elijah wyjechał z miasta więc ja jestem najstarszy w całym tym zasranym Mystic Falls...!- odburknąłem i wziąłem spory łyk Whisky przyniesionej przez kelnerkę. Po chwili usłyszałem słodki głos mojej młodszej siostry:
-Nik, znowu nadużywasz alkoholu? Mamusia nie byłaby zadowolona.
-Matka NIE ŻYJE, Bex...- odpowiedziałem.i usłyszałem dźwięk sms-a. Wyjąłem smartfon'a z kieszeni i odczytałem wiadomość. Była od Caroline i brzmiała tak : "Kochałam cię, ale Janette mi wszystko o tobie powiedziała. O tym jakim jesteś dupkiem. Nie chcę być przez ciebie skrzywdzona tak jak ona więc wybacz mi ale odchodzę. Żegnaj i wiedz, że cię kocham...".
Gdy to przeczytałem miałem ochotę znaleźć kołek z białego dębu i wbić go sobie prosto w serce. Przyłożyłem butelkę do ust i wysuszyłem ją do ostatniej kropli whisky. Rebekah coś zaczęła gadać do Kola ale jej nie słuchałem. Myślałem o tej głupiej Janette i osobie która pomogła się jej skontaktować z Caroline. Nagle zauważyłem kobietę patrzącą na mnie w kącie Knajpy. To była nasza matka. upuściłem pustą butelkę. Byłem przerażony. Przecież ona nie żyje... Po knajpie rozległ się odgłos tłuczonego szkła. Nagle kol klepnął mnie w ramię a kobieta zniknęła.
-Klaus, co ci się stało? -zapytał młodszy brat.
-Matka...-odpowiedziałem- Matka się stała...
-Nik, opanuj się... Przecież ona nie żyje.- wtrąciła Rebekah.
-Tak, wiem ale ją widziałem. Stała w kącie i się na nas gapiła! Mrugnęła do mnie. - wytłumaczyłem.
-Odłóż lepiej tą butelkę, bracie. - powiedział rozbawiony sytuacją Kol.
-Nie będziesz już taki uśmiechnięty jeśli matka będzie chciała nas zabić!- krzyknąłem i wybiegłem z knajpy.
Caroline:
Chciałam jak najszybciej wyjechać z miasta nie mówiąc nic nikomu. Po napisaniu wiadomości do Klausa spakowałam momentalnie połowę moich ubrać i włożyłam walizkę do auta. odjechałam z piskiem opon. Zbliżałam się do "Grilla". Nie wiedziałam po co jadę w tamtą stronę, ale wiedziałam jedno. Chciałam uciec od wspomnień związanych z Klausem. Gdy byłam już koło knajpy zauważyłam go wybiegającego z budynku. Straciłam panowanie nad kierownicą i uderzyłam w drzewo. Poczułam jak ktoś mnie wynosi z auta. Nie wiedziałam co się stało później.
Klaus:
Gdy byłem na zewnątrz zauważyłem jadącą samochodem Caroline. Zauważyła mnie i uderzyła w drzewo.
Od razu podbiegłem do pojazdu i wyciągnąłem z niego ukochaną. Nie wiedziałem po co to robię... No bo w końcu zerwała ze mną i to przez Sms-a... Ale nie mogłem patrzeć jak cierpi. Nadal ją kochałem. Wziąłem ją na ręce i w wampirzym tempie znalazłem się w moim domu. Położyłem ją delikatnie na moim łóżku i usiadłem koło niej. Złapałem ją za rękę. Straciła sporo krwi bo kawałki szkła z szyby powbijały się w jej ręce. Czekałem aż się obudzi. Czekałem około 3 godziny i nic. Nagle do głowy wpadł mi genialny pomysł. Podwinąłem rękaw mojego swetra i ugryzłem swoją rękę. Przyłożyłem krwawiącą ranę to ust Caroline. Nie okazywała żadnych oznak życia. Nie połykała krwi. Balem się o nią. Nagle usłyszałem jak przełknęła pierwsza porcję mojej krwi. Ucieszyłem się bo wiedziałem, że jednak żyje. Caroline łapczywie piła moją krew. Byłem coraz bardziej słaby. Nie wiedziałem co robię. Złapałem ją za rękę i przyłożyłem ją do ust. Moje kły się wydłużyły się i ją ugryzłem w mlecznobiałą rękę. Caroline cicho jęknęła z bólu. Mocniej zanurzyła swoje kły w mojej ranie. Staliśmy się jednością. Gdy wyregulowałem poziom krwi w moim organizmie odsunąłem się od Caroline. Po chwili ona też przestała pić życiodajny napój.
_____________________________________________________
Mam nadzieję, że podoba wam się ten rozdział bo mam wrażenie, że psują mi się pomysły ;D
postaram się dodać nowy rozdział jakoś w środku tygodnia ale nie obiecuję bo mam sporo sprawdzianów :/ Komentujcie- przyjmę dobre oceny jak i te złe :)